Będę się powtarzał. Lubię Kaczora Donalda i towarzyszące mu postacie. Uwielbiam starego Sknerusa - głównie za sprawą z sentymentem wspomnianego serialu "Duck Tales" - i historie z jego udziałem. Zarówno te z naciskiem na dowcip jak i te tworzone na wzór powieści awanturniczo-przygodowych. W związku z powyższym nie unikam sięgania po kolejne tomy z kaczego uniwersum Disneya mimo, iż często gęsto autorzy bawią nas mniej lub bardziej podobnymi historyjkami. Częsty brak oryginalności, mocno przewidywalne finały czy niekiedy zbyt mocne skupienie tylko na pierwszym planie cóż… te aspekty nie są dla jednak mnie problemem. Biorąc do ręki opowieści donaldowe oczekuje głównie zabawnych gagów, które wprowadziłyby mnie w dobry nastrój. Pod tym względem trzeci album "Włoskiego skarbca" nie zawodzi.