DOCTOR WHO. Z niewielką pomocą przyjaciół


Kartka z pamiętnika. Gdzieś w pierwszej połowie 2007 roku miałem nieprzyjemność długo chorować a że skutkiem owej niedoli była konieczność niemalże ciągłego leżenia w łóżku dużo czytałem. A że choroba się przedłużała to w końcu miałem po uszy cholernych literek i - nie wierzę, że to piszę - Conana, więc zacząłem rozglądać się za jakimś serialem. I znalazłem. Dziwny serial, ze scenografią pozostawiającą dużo do życzenia, z uroczo absurdalną fabułą, z bardzo nijakimi kostiumami oraz bohaterem zachowującym się tak niedorzecznie i szalenie, że pierwszy odcinek oglądałem na raty. Ale zaskoczyło.

Rok później znałem już Doctora dość dobrze, oglądałem i nowe i klasyczne odcinki - do tej pory po necie śmigają zmajstrowane przeze mnie, pseudonim Sharin, napisy do odcinka "The Daleks". Nie minęło wiele czasu a współpracowałem z portalem Gallifrey.pl i generalnie uważałem się za fana. Czy czytałem komiksy z tego uniwersum? Chciałem, ale na chęciach się skończyło, bo choć Doctor Who może udać się wszędzie to jednak jakimś smutnym zrządzeniem losu ominął polskie komiksowo.

Dlaczego komiksowy Doctor zawitał do Polski dopiero pod koniec maja 2026 roku, dwadzieścia lat po emisji pierwszego odcinka nowej ery swoich przygód? Eksterminujcie mnie ale nie wiem. Czy rzeczywiście tak trudno było dogadać się z BBC? A może Egmont nawet nie próbował wychodząc z założenia, że jednak Doctor nie jest aż tak popularną franczyzą jak sądzą jego fani? Może rzeczywiście rację ma Kamil Śmiałkowski, Człowiek z Popkultury, stwierdzający w Wieściach ze Świata Komiksu, że Doctor Who jest u nas niemalże nieznany? Nie wiem. Nie znam powodów ale naprawdę bardzo liczę, że komiks "Doctor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół" nie będzie jednorazową przygodą Egmontu z tym, jakby nie było, wyjątkowym uniwersum.

Przyjdź królestwo


Rzadko mam okazję czytać historie pokazujące bohaterów inaczej niż do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Dla mnie, czterdziestolatka który poznawał amerykańskich herosów w kolorowych trykotach dopiero w połowie lata dziewięćdziesiątych, Superman zawsze był Supermanem przez wielkie 'S'. Nie znałem wówczas innych historii. Nawet jeżeli miewał on gorsze dni ale to nadal nadawał odpowiedni rytm bohaterskości. Był ideałem herosa.

"Przyjdź królestwo" podchodzi do tematu osób mających chronić i służyć - w myśl zasady kultowej zasady 'z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność' - inaczej. Do pewnego stopnia być może nawet obrazoburczo, bo prezentując największych bohaterów DC zdejmuje z ich głów aureole i pokazuje ich takimi jakimi są. A jakimi są?

Pierwszą informacją przekazywaną czytelnikom przez Marka Waida i Alexa Rossa jest proste przypomnienie, że również ci najwięksi herosi odczuwają zmęczenie. Prawdopodobnie gdyby komiks powstawał dzisiaj to na pewno przeczytalibyśmy w nim o czymś co nazywa się wypalenie zawodowe. Do tego dostalibyśmy wykład o depresji, wycofaniu społecznym oraz kilkunastu innych poważnych - niech Wam się nie wydaje, że owe zjawiska bagatelizuje! - problemach. Tak to wyglądałoby dzisiaj. W 1996 roku panowie twórcy ograniczyli się do pokazania Supermana zrezygnowanego, niepewnego, nie umiejącego znaleźć wspólnego języka z dawnymi towarzyszami i lekko siwiejącego. Do pełnego obrazu 'dawnych bohaterów ludzkości' dorzucili wkurzoną i pozbawioną korony Dianę, odludka Aquamana, ponurego Hala Jordana i paru jeszcze innych gości, którzy wrócili z niedawnej emerytury. Wrócili aby na nowo rozdawać karty i aby pomóc ludzkości w nadchodzącym kryzysie. Jakim?

Podcast nr 145: MITY KOŚCIANEGO SADU - 3 - Siedziba (2023-2024)


W dzisiejszym podcaście na kanale ReTro Komiks opowiadam o komiksie "Siedziba", ostatniej historii z cyklu "Mity Kościanego Sadu".

Czym miała być seria Mity Kościanego Sadu, dlaczego została anulowana i jaka jest szansa na jej reaktywację? Jak wyobrażał sobie ten cykl Jeff Lemire, czy nie przeszarżował z jego dziwacznością i czy finalnie owa dziwaczność nie znudziła czytelników? Od czego zacząć przygodę z Mitami Kościanego Sadu? Czy zabierając się za lekturę "Siedziby" warto znać historie zaprezentowane we wcześniejszych tomach?

Lemire, Sorrentino, Stewart, czyli słówko o trzech muszkieterach niesamowitości. Jak taka współpraca wpływa na jakość historii i czy być może zbyt mechaniczne tworzenie fabularnych zawiłości może z czasem nudzić? W jakim kontekście wspominam film "Lighthouse" Roberta Eggersa? 

Czego oczekuję od takich historii jak "Siedziba"? Jak prezentują się bohaterowie dramatu Jeffa Lemire'a i czy jesteśmy w stanie w jakiś sposób się z nimi utożsamiać? A jak nie z nimi to może z miejscem akcji? Nawiedzonym domem, który od początku był zły? A może przeklętym domem zmuszającym lokatorów do popełniania czynów iście makabrycznych? Ile w "Siedzibie" jest "Boskiej komedii" Dantego Alighieri?

MACE WINDU - W półmroku


Mace Windu po raz trzeci i po raz trzeci jest to jedna z tych historii, o których nie wiem co myśleć. Jak ktoś nie ma problemu z prostymi one-shotami, z historyjkami mającymi być nie tyle częścią czegoś większego ale czymś à la wycinkiem z życia danego bohatera to "Mace Windu. W półmroku" jest komiksem dla niego. I odwrotnie. Jak ktoś nie lubi tego typu opowieści to powinien zastanowić się dwa razy zanim zdecyduje się na lekturę tego konkretnego tytułu.

Ja przeczytałem i tak jak napisałem: nie wiem jak komiks ocenić. Na pewno jest to historia z cyklu 'widzieliśmy to nie raz i nie dwa razy'. W Republice pojawia się COŚ, co nie powinno wpaść w ręce tych gorszych, czytajcie: w ręce przemytników i innych mających republikańskie prawa w głębokim poważaniu. Tym razem tym czymś jest super paliwo - coaxium ultra - a osobą mającą zadbać o to aby znalazło się ono po jasnej stronie mocy jest oczywiście Mace Windu.

Przynajmniej z wyglądu jest to Mace Windu bo na pewno nie z zachowania. Do czasu tego komiksu Windu widziałem tak: pojawiał się i robiło się dziwnie bo jak na mistrza Jedi wiało od niego strasznym snobem. Zadufanym w sobie typkiem mającym do powiedzenia wiele na każdy możliwy temat. W tej historii prawdopodobnie dostaliśmy jego klona bo Mace Windu zachowuje się zupełnie jak nie on.

Podcast nr 144: BAT-MAN - Pierwszy rycerz (2024)


W dzisiejszym podcaście na  ReTro komiks opowiadam o historii "Bat-Man. Pierwszy rycerz".

Dlaczego ostatnio tak często na ReTro Komiks gości Mroczny Rycerz? 😁Za co chwalę Egmont Polska? Jak długa jest to historia? Czy lata trzydzieste to idealne środowisko do prezentowania pierwszych wyczynów zamaskowanego obrońcy Gotham?

Wielki kryzys oczami Dana Jurgensa. Na co scenarzysta zwraca uwagę? O jakich zagrożeniach wspomina i jakie buduje tło wokół wątku głównego? Jakiego Batmana nie lubię i jakiego Batmana dostajemy w tej historii? Jak wyglądają relacje między Gordonem a nowym, samozwańczym stróżem prawa?

O co chodzi z 'Bat-Manem'? Dlaczego tak wielki - wręcz legendarny - heros DC popełnia błędy? Jak wygląda Zło w tej historii i co sądzę o tajemniczym wrogu numer jeden? Czy Mike Perkis mnie wkurza i jakiego aktora Hollywood wspominam w trakcie podcastu? 

RADIANT BLACK - 4 - Dwa w jednym


Na tylnej okładce komiksu czytamy: "Cały zespół kreatywny pracuje na pełnych obrotach, jak zawsze… przygotowując grunt pod kolejne wydarzenia". I wiecie co? Jestem całkowicie pewien, że tak właśnie jest ale mam również wrażenie, że zabrakło w tym stwierdzeniu jednego, ważnego, przymiotnika.

Niesamowite. Tak należałoby właściwie określić, podsumować zdarzenia prezentowane w każdym z kolejnych, tym razem w czwartym, tomie serii "Radiant Black". Niesamowite oraz często absurdalne. Czy ta absurdalność to zarzut? Niekoniecznie.

Pamiętajmy, że scenarzysta Kyle Higgins umie w komiks rozrywkowy. Każdy kto nie czytał przygód Nightwinga jego autorstwa niech żałuje. Ten pan potrafi w tego typu komiksy. Przesadzone, z szybkim tempem narracji, z plot twistami mającymi niewiele wspólnego z logiką oraz z dynamiką właściwą przygodom superbohaterów. Konstruowane przez niego historie to historie nie trzymające się sztywno naszej rzeczywistości. Dodatkowo, Higgins umie ten swój, popowo rozrywkowy produkt należycie zapakować oraz całkiem sprawnie sprofilować. Co to oznacza?

Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny


Jak często widząc bohatera czujecie, że oto za chwilę dojdzie do katastrofy? Ja tak czułem czytając "Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny". Nie żeby Ellie była jakaś wyjątkowa, wręcz przeciwnie. Można nawet powiedzieć, że wiele lat temu poznałem Ellie - z tym, że moja Ellie była brunetką - będąc na studiach. Szaloną duszę nie rozróżniającą prawdy od quasi romantycznej fikcji. Dojrzewającą buntowniczkę. Małą lady pank, chcącą bawić się i kosztować życia. Ellie przypominała mi ją od chwili, kiedy z papierosem w ustach zaczęła z dziwną nostalgią w oczach wywyższać muzyków tworzących pod wpływem środków odurzających.

Inna sprawa, że od chwili, w której Ellie zaczęła wymieniać nazwiska tych twórców i wracać wspomnieniami do muzycznych składanek nagrywanych na kasety mi również włączył się hiper nostalgiczny filtr i czytając komiks kilka razy sam miałem duży problem z odróżnieniem co było cool a co nie było. Oczywiście koleżanka ze studiów była cool choć pamiętam z nią także akcje, które dzisiaj wydają mi się nie do pomyślenia. Jak często wracam myślami do tamtych czasów i tamtej Ellie? Praktycznie nigdy ale tym razem wróciłem, bo Brubaker i Phillipsowie znowu to zrobili.

Podcast nr 143: BATMAN - Vengeance of Bane (1993)


W dzisiejszym odcinku podcastu ReTro Komiks opowiadam o historii "Vengeance of Bane" ze stycznia 1993 roku.

Kim dla mnie jest Bane? Dlaczego zarządzający DC Comics zdecydowali się na stworzenie nowej postaci? Czego dowiadujemy się z historii "Vengeance of Bane" z 1993 roku? Jak Dennis O'Neil wyobrażał sobie postać Bane'a? Dlaczego wspominam o La Lucha Libre i kim byli luchadores? Kim jest Chuck Dixon i od jakiej historii rozpoczynał swoją znajomość z uniwersum Mrocznego Rycerza? Doc Savage a Bane.

Dlaczego Grahamowi Nolanowi należą się brawa? Jak wyobrażali sobie Bane'a Chuck Dixon i Graham Nolan? O czym opowiada Chuck Dixon w pierwszej części "Vengeance of Bane"? Jak przebiega pierwsze spotkanie Bane'a z Batmanem? Jakiego Bane'a powinno się wymazać z historii o Mrocznym Rycerzu? Co mają ze sobą wspólnego event Knightfall i listy od fanów Batmana czytane przez Dennisa O'Neila?

Podcast nr 142: DC kontra WAMPIRY (2021-2023)


W dzisiejszym odcinku podcastu ReTro Komiks opowiadam o komiksie "DC kontra wampiry"!

Dla kogo jest ten komiksowy funko pop o superbohatersko-wampirzej rywalizacji? Dlaczego w ogóle zwróciłem uwagę na tak popową historię? Jak bardzo rozbudowane jest wampirze miniuniwersum Jamesa Tyniona i Matthew Rosenberga? Jaka jest szansa, że ukażą się w Polsce kolejne części tej opowieści? Dlaczego wspominam Benjamina Percy'ego? Jak superbohaterowie radzą sobie z nowym zagrożeniem

Kto jest panem wampirów? Co znajduje się Smallville i dlaczego najbardziej podobał mi się wątek Green Arrowa? Jak wypada zakończenie i czym jest "DC vs. Vampires: World War V"? Czy kosmita może zostać wampirem? Jak prezentuje się John Constantine? Czy czytając "DC vs. Vampires" warto sięgnąć po zeszyty dodatkowe? O czym opowiada "DC vs. Vampires: All-Out War"? Jakim rysownikiem jest Otto Schmidt i jakich kadrów życzyłbym sobie więcej? Jakich scen nie spodziewałem się w tym komiksie i czy całość przekonała mnie do sięgnięcia po dalszą części historii?

Podcast nr 140: BATMAN - 351 Detective Comics - Debiut Cluemastera (1966)


W dzisiejszym podcaście na ReTro Komiks rozpoczynam znajomość z Batmanem z lat sześćdziesiątych 🙂

Dlaczego zdecydowałem się sięgnąć po tak 'starego' Batmana? Komiksy z lat sześćdziesiątych vs. historie współczesne vs. czytelnicze zapotrzebowania rynkowe. Kim jest Gardner Fox? Dlaczego mówi się, że dzisiejsze DC nie wyglądałoby tak jak wygląda gdyby nie prace Foxa? 😲 Srebrna Era Komiksu, Comics Code Authority i ograniczanie bohaterskości.

Kim jest ciotka Harriet, dlaczego mieszka w rezydencji i co się stało z Alfredem? 🤯 Jakimi super zmysłami wykazuje się Robin? Batmobile autem przyszłości? Kim jest Cluemaster i skąd moje uznanie dla jego planu? Dlaczego wspominam Carmine Falcone z filmu Nolana? Komu należą się brawa za pokonanie Mistrza Zagadek i jak finalnie Bruce ucina podejrzenia ciotki Harriet?

Podcast nr 141: HELLBOY - Obudzić diabła (1996)


W dzisiejszym podcaście na  ReTro komiks  opowiadam o historii "Obudzić diabła" z połowy 1996 roku.

Słuchając dzisiejszego odcinka usłyszycie o:
** wielkim i rozrastającym się mignolaverse ** blogu, na którym powstała mapa wydarzeń w świecie Hellboya ** nazistowskich, szalonych naukowcach ** polowaniu na wampira w Rumunii ** Hitlerze i projekcie "Vampir Sturm" ** Ragnaroku ** wiecznie żywym Grigoriu Rasputinie ** sir Edwardzie Greyu ** pannie Sherman i jej pirokinetycznej wpadce ** naziście cyborgu i nowinkach technicznych oferowanych przez B.B.P.O. ** Hekate i jej synu ** Hermanie von Klempt i jego Kriegaffe ** zamku w Wewelsburgu, Himmlerze i kult SS ** Baba Yadze i domku na kurzej łapce


"Wake the Devil" (06-10/1996)
napisał: Mike Mignola
narysowali: James Sinclair, Dave Stewart
polskie wydanie: "Obudzić Diabła" (Egmont Polska, 2002, 2017)

PRZEZNACZENIE X. Wolverine (tom 1)


Komiksowa pulpa ale z tych pysznych, które wchodzą jak złoto. No dobra, może nie jak złoto ale po prostu dobrze. Dlaczego? Osobą odpowiedzialną za tego - i kilku wcześniejszych także - Wolverine’a jest Benjamin Percy a to rzecz naprawdę warta podkreślenia, bo na moje oko jest to jeden z niewielu scenarzystów z teamu Marvela, który nadal potrafi zmajstrować w miarę sensowną historię. Taką przyziemną, bez kosmicznego szumu i fabularnie uporządkowaną.

Pierwszy tom "Przeznaczenie X. Wolverine" to taka historia. Rozgrywająca się - z drobny wyjątkami - z dala od wielkiego świata. Przepychanki w Białej Radzie, rządy próbujące wymusić na mutantach przepis na nieśmiertelność, młody Brock bawiący się w Venoma. W tym komiksie niczego takiego nie odnajdujemy. Dla mnie to duży plus bo uczciwie przyznam, że trochę zmęczyły mnie duże eventy lub historie na siłę przekombinowane, typu "Venom" Rama V i Ala Ewinga. Lore tej konkretnej przygody zostało zredukowane do niewielkiego wycinka Krakoi i skoncentrowane na rosnącym zatargu między dwoma bohaterami. Właściwie całą fabułę można sprowadzić do prostego komunikatu: było sobie dwóch gości; jeden zdradził, drugiego pogrzebano żywcem.

Star Wars: Bitwa o Jakku

Jak będę wspominał historie zebrane w tomie "Bitwa o Jakku"? Jako coś co zapowiadało się ciekawie a skończyło się jak zawsze. Czy jestem zaskoczony? Nie. Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym nawet, że ostatnio jest to standard jeśli chodzi o starwarsowe one-shoty od Egmont Polska. Niestety. O ile komiksowa trzecia faza Wielkiej Republiki trzyma poziom - uprzejmie proszę o szybsze wydawanie kolejnych części! - o tyle historie takie jak "Mace Windu. Jedi Republiki" czy właśnie "Bitwa o Jakku" pozostawiają niedosyt.

Punkt wyjścia nie jest zły. Ba! Jest IMO nawet bardzo interesujący bo startujemy w punkcie, kiedy Imperium prawie upadło a Rebelianci prawie mogą nazywać się Nową Republiką. Lubię ten okres. Jeszcze kurz po tańcach na Endorze nie opadł a tu trzeba myśleć o rządzeniu oraz o niedobitkach Imperium nijak nieumiejących powiedzieć pas.