Przyjdź królestwo


Rzadko mam okazję czytać historie pokazujące bohaterów inaczej niż do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Dla mnie, czterdziestolatka który poznawał amerykańskich herosów w kolorowych trykotach dopiero w połowie lata dziewięćdziesiątych, Superman zawsze był Supermanem przez wielkie 'S'. Nie znałem wówczas innych historii. Nawet jeżeli miewał on gorsze dni ale to nadal nadawał odpowiedni rytm bohaterskości. Był ideałem herosa.

"Przyjdź królestwo" podchodzi do tematu osób mających chronić i służyć - w myśl zasady kultowej zasady 'z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność' - inaczej. Do pewnego stopnia być może nawet obrazoburczo, bo prezentując największych bohaterów DC zdejmuje z ich głów aureole i pokazuje ich takimi jakimi są. A jakimi są?

Pierwszą informacją przekazywaną czytelnikom przez Marka Waida i Alexa Rossa jest proste przypomnienie, że również ci najwięksi herosi odczuwają zmęczenie. Prawdopodobnie gdyby komiks powstawał dzisiaj to na pewno przeczytalibyśmy w nim o czymś co nazywa się wypalenie zawodowe. Do tego dostalibyśmy wykład o depresji, wycofaniu społecznym oraz kilkunastu innych poważnych - niech Wam się nie wydaje, że owe zjawiska bagatelizuje! - problemach. Tak to wyglądałoby dzisiaj. W 1996 roku panowie twórcy ograniczyli się do pokazania Supermana zrezygnowanego, niepewnego, nie umiejącego znaleźć wspólnego języka z dawnymi towarzyszami i lekko siwiejącego. Do pełnego obrazu 'dawnych bohaterów ludzkości' dorzucili wkurzoną i pozbawioną korony Dianę, odludka Aquamana, ponurego Hala Jordana i paru jeszcze innych gości, którzy wrócili z niedawnej emerytury. Wrócili aby na nowo rozdawać karty i aby pomóc ludzkości w nadchodzącym kryzysie. Jakim?


Mark Waid i Alex Ross przedstawiają świat rozpadający się i to rozpadający nie dlatego, że nagle został pozbawiony herosów - nawet Superman potrzebuje odpocząć - ale dlatego, że nowa gwardia obrońców ludzkości nie została nauczona jak powinna działać, jakimi kierować się wartościami, etc. To bardzo nieciekawa wizja. Wyobraźcie sobie dziesiątki, setki metaludzi nie umiejących działać zespołowo, podejmujących absurdalne decyzje, niebiorących odpowiedzialności - wątek Kansas! - za swoje czyny i w ogóle nie rozumiejących, że robią coś źle. Oczywiście ci nowi jak przystało na zadziornych odgryzają się hasłami typu 'sami zostaliśmy', 'odeszliście', więc dochodzi do tego do czego dojść w takiej sytuacji zawsze musi, czyli do przepychanek młodego pokolenia ze starym.

"Przyjdź królestwo" to z jednej strony historia nowa, z drugiej stara jak multiversum DC. Dostajemy w niej kryzys zaufania - nie tylko między starym i młodym pokoleniem herosów ale również między bohaterami a ludźmi - jesteśmy świadkami wypaczania dawnych idei w imię chorej sprawiedliwości, jak również odkrywamy prawdę o tym, że nawet najwięksi tego świata nie zawsze wiedzą jak powinni się zachować. Im również zdarza się popełniać błędy, im również zdarza się szukać odpowiedzi.


Czy nieodpowiedzialne działania 'nowego pokolenia herosów' wymagają stanowczych reakcji? Jak daleko powinna się posunąć stara gwardia aby zapobiegać katastrofom? Jakie zagrożenie niesie ze sobą zbytnia wiara w konieczność naprawiania świata? Czy wola jednostki jest ważniejsza od woli ogółu? Gdzie leży granica, której przekroczyć nie można? Jak daleko można się posunąć chcąc czynić dobro?

Takie, i zbliżone do takich, pytania można dostrzec czytając "Przyjdź królestwo" niemalże na każdej planszy ale od razu uprzedzam: nie zawsze za owymi pytaniami stoją odpowiedzi. Mark Waid i Alex Ross są trochę jak komiksowy Spectre. Są opowiadaczami historii sygnalizującymi pewne zmiany, wskazującymi zagrożenia ale w żadym wypadku nie jest alfą i omegą. Są niczym duchy Charlesa Dickensa, przestrzegające ale nie podejmujące decyzji za nas. To my widząc to co widzimy - a widzimy oprócz niezbyt bajkowego okresu historii ludzkości znakomite, świetne rysunki Alexa Rossa - musimy przeanalizować sytuację i wyciągnąć wnioski. Obyśmy potrafili zrobić do dobrze.


-----------------------------------------------------
#001 "Kingdom Come. Strange Visitor" vol 1 (05/1996)
#002 "Kingdom Come. Truth and Justice" vol 1 (06/1996)
#003 "Kingdom Come. Up in the Sky" vol 1 (07/1996)
#004 "Kingdom Come. Never-Ending Battle" vol 1 (08/1996)

napisali: Mark Waid, Alex Ross
narysował: Alex Ross
pokolorował: Alex Ross
Komiks otrzymałem od wydawcy, Egmont Polska (05/2026)

Podcast nr 145: MITY KOŚCIANEGO SADU - 3 - Siedziba (2023-2024)


W dzisiejszym podcaście na kanale ReTro Komiks opowiadam o komiksie "Siedziba", ostatniej historii z cyklu "Mity Kościanego Sadu".

Czym miała być seria Mity Kościanego Sadu, dlaczego została anulowana i jaka jest szansa na jej reaktywację? Jak wyobrażał sobie ten cykl Jeff Lemire, czy nie przeszarżował z jego dziwacznością i czy finalnie owa dziwaczność nie znudziła czytelników? Od czego zacząć przygodę z Mitami Kościanego Sadu? Czy zabierając się za lekturę "Siedziby" warto znać historie zaprezentowane we wcześniejszych tomach?

Lemire, Sorrentino, Stewart, czyli słówko o trzech muszkieterach niesamowitości. Jak taka współpraca wpływa na jakość historii i czy być może zbyt mechaniczne tworzenie fabularnych zawiłości może z czasem nudzić? W jakim kontekście wspominam film "Lighthouse" Roberta Eggersa? 

Czego oczekuję od takich historii jak "Siedziba"? Jak prezentują się bohaterowie dramatu Jeffa Lemire'a i czy jesteśmy w stanie w jakiś sposób się z nimi utożsamiać? A jak nie z nimi to może z miejscem akcji? Nawiedzonym domem, który od początku był zły? A może przeklętym domem zmuszającym lokatorów do popełniania czynów iście makabrycznych? Ile w "Siedzibie" jest "Boskiej komedii" Dantego Alighieri?

MACE WINDU - W półmroku


Mace Windu po raz trzeci i po raz trzeci jest to jedna z tych historii, o których nie wiem co myśleć. Jak ktoś nie ma problemu z prostymi one-shotami, z historyjkami mającymi być nie tyle częścią czegoś większego ale czymś à la wycinkiem z życia danego bohatera to "Mace Windu. W półmroku" jest komiksem dla niego. I odwrotnie. Jak ktoś nie lubi tego typu opowieści to powinien zastanowić się dwa razy zanim zdecyduje się na lekturę tego konkretnego tytułu.

Ja przeczytałem i tak jak napisałem: nie wiem jak komiks ocenić. Na pewno jest to historia z cyklu 'widzieliśmy to nie raz i nie dwa razy'. W Republice pojawia się COŚ, co nie powinno wpaść w ręce tych gorszych, czytajcie: w ręce przemytników i innych mających republikańskie prawa w głębokim poważaniu. Tym razem tym czymś jest super paliwo - coaxium ultra - a osobą mającą zadbać o to aby znalazło się ono po jasnej stronie mocy jest oczywiście Mace Windu.

Przynajmniej z wyglądu jest to Mace Windu bo na pewno nie z zachowania. Do czasu tego komiksu Windu widziałem tak: pojawiał się i robiło się dziwnie bo jak na mistrza Jedi wiało od niego strasznym snobem. Zadufanym w sobie typkiem mającym do powiedzenia wiele na każdy możliwy temat. W tej historii prawdopodobnie dostaliśmy jego klona bo Mace Windu zachowuje się zupełnie jak nie on.

Podcast nr 144: BAT-MAN - Pierwszy rycerz (2024)


W dzisiejszym podcaście na  ReTro komiks opowiadam o historii "Bat-Man. Pierwszy rycerz".

Dlaczego ostatnio tak często na ReTro Komiks gości Mroczny Rycerz? 😁Za co chwalę Egmont Polska? Jak długa jest to historia? Czy lata trzydzieste to idealne środowisko do prezentowania pierwszych wyczynów zamaskowanego obrońcy Gotham?

Wielki kryzys oczami Dana Jurgensa. Na co scenarzysta zwraca uwagę? O jakich zagrożeniach wspomina i jakie buduje tło wokół wątku głównego? Jakiego Batmana nie lubię i jakiego Batmana dostajemy w tej historii? Jak wyglądają relacje między Gordonem a nowym, samozwańczym stróżem prawa?

O co chodzi z 'Bat-Manem'? Dlaczego tak wielki - wręcz legendarny - heros DC popełnia błędy? Jak wygląda Zło w tej historii i co sądzę o tajemniczym wrogu numer jeden? Czy Mike Perkis mnie wkurza i jakiego aktora Hollywood wspominam w trakcie podcastu? 

RADIANT BLACK - 4 - Dwa w jednym


Na tylnej okładce komiksu czytamy: "Cały zespół kreatywny pracuje na pełnych obrotach, jak zawsze… przygotowując grunt pod kolejne wydarzenia". I wiecie co? Jestem całkowicie pewien, że tak właśnie jest ale mam również wrażenie, że zabrakło w tym stwierdzeniu jednego, ważnego, przymiotnika.

Niesamowite. Tak należałoby właściwie określić, podsumować zdarzenia prezentowane w każdym z kolejnych, tym razem w czwartym, tomie serii "Radiant Black". Niesamowite oraz często absurdalne. Czy ta absurdalność to zarzut? Niekoniecznie.

Pamiętajmy, że scenarzysta Kyle Higgins umie w komiks rozrywkowy. Każdy kto nie czytał przygód Nightwinga jego autorstwa niech żałuje. Ten pan potrafi w tego typu komiksy. Przesadzone, z szybkim tempem narracji, z plot twistami mającymi niewiele wspólnego z logiką oraz z dynamiką właściwą przygodom superbohaterów. Konstruowane przez niego historie to historie nie trzymające się sztywno naszej rzeczywistości. Dodatkowo, Higgins umie ten swój, popowo rozrywkowy produkt należycie zapakować oraz całkiem sprawnie sprofilować. Co to oznacza?

Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny


Jak często widząc bohatera czujecie, że oto za chwilę dojdzie do katastrofy? Ja tak czułem czytając "Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny". Nie żeby Ellie była jakaś wyjątkowa, wręcz przeciwnie. Można nawet powiedzieć, że wiele lat temu poznałem Ellie - z tym, że moja Ellie była brunetką - będąc na studiach. Szaloną duszę nie rozróżniającą prawdy od quasi romantycznej fikcji. Dojrzewającą buntowniczkę. Małą lady pank, chcącą bawić się i kosztować życia. Ellie przypominała mi ją od chwili, kiedy z papierosem w ustach zaczęła z dziwną nostalgią w oczach wywyższać muzyków tworzących pod wpływem środków odurzających.

Inna sprawa, że od chwili, w której Ellie zaczęła wymieniać nazwiska tych twórców i wracać wspomnieniami do muzycznych składanek nagrywanych na kasety mi również włączył się hiper nostalgiczny filtr i czytając komiks kilka razy sam miałem duży problem z odróżnieniem co było cool a co nie było. Oczywiście koleżanka ze studiów była cool choć pamiętam z nią także akcje, które dzisiaj wydają mi się nie do pomyślenia. Jak często wracam myślami do tamtych czasów i tamtej Ellie? Praktycznie nigdy ale tym razem wróciłem, bo Brubaker i Phillipsowie znowu to zrobili.

Podcast nr 143: BATMAN - Vengeance of Bane (1993)


W dzisiejszym odcinku podcastu ReTro Komiks opowiadam o historii "Vengeance of Bane" ze stycznia 1993 roku.

Kim dla mnie jest Bane? Dlaczego zarządzający DC Comics zdecydowali się na stworzenie nowej postaci? Czego dowiadujemy się z historii "Vengeance of Bane" z 1993 roku? Jak Dennis O'Neil wyobrażał sobie postać Bane'a? Dlaczego wspominam o La Lucha Libre i kim byli luchadores? Kim jest Chuck Dixon i od jakiej historii rozpoczynał swoją znajomość z uniwersum Mrocznego Rycerza? Doc Savage a Bane.

Dlaczego Grahamowi Nolanowi należą się brawa? Jak wyobrażali sobie Bane'a Chuck Dixon i Graham Nolan? O czym opowiada Chuck Dixon w pierwszej części "Vengeance of Bane"? Jak przebiega pierwsze spotkanie Bane'a z Batmanem? Jakiego Bane'a powinno się wymazać z historii o Mrocznym Rycerzu? Co mają ze sobą wspólnego event Knightfall i listy od fanów Batmana czytane przez Dennisa O'Neila?

Podcast nr 142: DC kontra WAMPIRY (2021-2023)


W dzisiejszym odcinku podcastu ReTro Komiks opowiadam o komiksie "DC kontra wampiry"!

Dla kogo jest ten komiksowy funko pop o superbohatersko-wampirzej rywalizacji? Dlaczego w ogóle zwróciłem uwagę na tak popową historię? Jak bardzo rozbudowane jest wampirze miniuniwersum Jamesa Tyniona i Matthew Rosenberga? Jaka jest szansa, że ukażą się w Polsce kolejne części tej opowieści? Dlaczego wspominam Benjamina Percy'ego? Jak superbohaterowie radzą sobie z nowym zagrożeniem

Kto jest panem wampirów? Co znajduje się Smallville i dlaczego najbardziej podobał mi się wątek Green Arrowa? Jak wypada zakończenie i czym jest "DC vs. Vampires: World War V"? Czy kosmita może zostać wampirem? Jak prezentuje się John Constantine? Czy czytając "DC vs. Vampires" warto sięgnąć po zeszyty dodatkowe? O czym opowiada "DC vs. Vampires: All-Out War"? Jakim rysownikiem jest Otto Schmidt i jakich kadrów życzyłbym sobie więcej? Jakich scen nie spodziewałem się w tym komiksie i czy całość przekonała mnie do sięgnięcia po dalszą części historii?

Podcast nr 140: BATMAN - 351 Detective Comics - Debiut Cluemastera (1966)


W dzisiejszym podcaście na ReTro Komiks rozpoczynam znajomość z Batmanem z lat sześćdziesiątych 🙂

Dlaczego zdecydowałem się sięgnąć po tak 'starego' Batmana? Komiksy z lat sześćdziesiątych vs. historie współczesne vs. czytelnicze zapotrzebowania rynkowe. Kim jest Gardner Fox? Dlaczego mówi się, że dzisiejsze DC nie wyglądałoby tak jak wygląda gdyby nie prace Foxa? 😲 Srebrna Era Komiksu, Comics Code Authority i ograniczanie bohaterskości.

Kim jest ciotka Harriet, dlaczego mieszka w rezydencji i co się stało z Alfredem? 🤯 Jakimi super zmysłami wykazuje się Robin? Batmobile autem przyszłości? Kim jest Cluemaster i skąd moje uznanie dla jego planu? Dlaczego wspominam Carmine Falcone z filmu Nolana? Komu należą się brawa za pokonanie Mistrza Zagadek i jak finalnie Bruce ucina podejrzenia ciotki Harriet?

Podcast nr 141: HELLBOY - Obudzić diabła (1996)


W dzisiejszym podcaście na  ReTro komiks  opowiadam o historii "Obudzić diabła" z połowy 1996 roku.

Słuchając dzisiejszego odcinka usłyszycie o:
** wielkim i rozrastającym się mignolaverse ** blogu, na którym powstała mapa wydarzeń w świecie Hellboya ** nazistowskich, szalonych naukowcach ** polowaniu na wampira w Rumunii ** Hitlerze i projekcie "Vampir Sturm" ** Ragnaroku ** wiecznie żywym Grigoriu Rasputinie ** sir Edwardzie Greyu ** pannie Sherman i jej pirokinetycznej wpadce ** naziście cyborgu i nowinkach technicznych oferowanych przez B.B.P.O. ** Hekate i jej synu ** Hermanie von Klempt i jego Kriegaffe ** zamku w Wewelsburgu, Himmlerze i kult SS ** Baba Yadze i domku na kurzej łapce


"Wake the Devil" (06-10/1996)
napisał: Mike Mignola
narysowali: James Sinclair, Dave Stewart
polskie wydanie: "Obudzić Diabła" (Egmont Polska, 2002, 2017)

PRZEZNACZENIE X. Wolverine (tom 1)


Komiksowa pulpa ale z tych pysznych, które wchodzą jak złoto. No dobra, może nie jak złoto ale po prostu dobrze. Dlaczego? Osobą odpowiedzialną za tego - i kilku wcześniejszych także - Wolverine’a jest Benjamin Percy a to rzecz naprawdę warta podkreślenia, bo na moje oko jest to jeden z niewielu scenarzystów z teamu Marvela, który nadal potrafi zmajstrować w miarę sensowną historię. Taką przyziemną, bez kosmicznego szumu i fabularnie uporządkowaną.

Pierwszy tom "Przeznaczenie X. Wolverine" to taka historia. Rozgrywająca się - z drobny wyjątkami - z dala od wielkiego świata. Przepychanki w Białej Radzie, rządy próbujące wymusić na mutantach przepis na nieśmiertelność, młody Brock bawiący się w Venoma. W tym komiksie niczego takiego nie odnajdujemy. Dla mnie to duży plus bo uczciwie przyznam, że trochę zmęczyły mnie duże eventy lub historie na siłę przekombinowane, typu "Venom" Rama V i Ala Ewinga. Lore tej konkretnej przygody zostało zredukowane do niewielkiego wycinka Krakoi i skoncentrowane na rosnącym zatargu między dwoma bohaterami. Właściwie całą fabułę można sprowadzić do prostego komunikatu: było sobie dwóch gości; jeden zdradził, drugiego pogrzebano żywcem.

Star Wars: Bitwa o Jakku

Jak będę wspominał historie zebrane w tomie "Bitwa o Jakku"? Jako coś co zapowiadało się ciekawie a skończyło się jak zawsze. Czy jestem zaskoczony? Nie. Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym nawet, że ostatnio jest to standard jeśli chodzi o starwarsowe one-shoty od Egmont Polska. Niestety. O ile komiksowa trzecia faza Wielkiej Republiki trzyma poziom - uprzejmie proszę o szybsze wydawanie kolejnych części! - o tyle historie takie jak "Mace Windu. Jedi Republiki" czy właśnie "Bitwa o Jakku" pozostawiają niedosyt.

Punkt wyjścia nie jest zły. Ba! Jest IMO nawet bardzo interesujący bo startujemy w punkcie, kiedy Imperium prawie upadło a Rebelianci prawie mogą nazywać się Nową Republiką. Lubię ten okres. Jeszcze kurz po tańcach na Endorze nie opadł a tu trzeba myśleć o rządzeniu oraz o niedobitkach Imperium nijak nieumiejących powiedzieć pas.

Domy potępionych

Czy jest to mój Brubaker? Czy są to moi Phllipsowie? To były pierwsze pytania, jakie zadałem sobie po lekturze komiksu i zadaję nadal, bo nie znam na nie odpowiedzi. Podejrzewam jednak, że wiem o czym myślała większość czytelników po przebrnęciu przez pierwsze, kilkunaście stron komiksu. 'Meh, to już było', 'oni muszą zacząć opowiadać o czymś innym'. Nie zgadzam się. Ta historia ma wady ale nawet z nimi "Domy potępionych" to wciąż komiks dobry. Co z tego, że Brubaker zaserwował nam częściowo temat, który przewija się w jego twórczości od dobrych kilku lat? Zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli coś jest robione dobrze i tworzenie tego nadal dostarcza frajdy to nie należy z tego rezygnować. Czy autorzy tego komiksu kierują się podobną zasadą? Mam nadzieję, że tak.

To będzie kawał historii. Tak pomyślałem widząc jak Natalie Burns wychodzi z aresztu i rusza w podróż z agentem FBI. Stany, tajemnica w tle, jakaś sekta i obraz tego jak bardzo dzisiejszy świat daje w kość tym wszystkim, którzy nie wiedzą jak się bronić. Widząc jak Natalie pomaga nieznajomej pomyślałem w ogóle, że oto mam przed sobą nowego Ethana Recklessa. Że oto mamy kolejnego sprawiedliwego biorącego sprawy w swoje ręce. Dla Brubakera stworzenie takiej postaci z pewnością nie nastręczałoby wielkiego problemu. On i Phillips już dawno pokazali, że nie zasypują gruszek w popiele i że zabranie nas w taką podróż to dla nich nic trudnego. Powiem więcej: liczyłem na taką właśnie podróż a potem przyszedł rozdział drugi, trzeci i kolejne i przypomniałem sobie, że Brubaker i Phillips to nie tylko akcja i kryminał. Czasami jest to po prostu lekcja historii.