Wiecie jaki mam problem z serią "W głowie Sherlocka Holmesa"? Za każdym razem zastanawiam się czy w pierwszej kolejności podążać za tekstem czy z zacięciem godnym starego archiwisty - tak, taką mam super specjalizację - korzystając z bardzo dobrej lupy przyglądać się graficznym detalom. Ten dylemat pojawia się zawsze, ilekroć biorę do ręki ten cykl a biorę po raz trzeci, bo album "Koszmar z Loch Leathan" to właśnie trzeci tytuł z tej serii wydany przez Non Stop Comics.
Jakie dziwne zdarzenie tym razem pobudza komórki tytułowego detektywa? Najprościej byłoby powiedzieć, że 'coś na progu' a konkretnie coś na terenach północnej Szkocji. Co to dokładnie jednak jest? Nie wiemy tego my, nie wie również narrator opowieści ale pan Holmes jest całkowicie przekonany, że nie może być mowy o żadnej strasznej klątwie.
Jak ktoś czytał oryginalne historie pana Doyle’a to zapewne wie o czym mówię. Jego detektyw nigdy nie dawał wiary zjawiskom nadnaturalnym - chyba, że mówimy o Sherlocku Sylvaina Cordurié - i tym razem również nie daje. Dla niego znaczenie mają fakty, dowody i zjawiska dające się wytłumaczyć. Jak ktoś twierdzi, że zagrożenie kryje się w ludowych bajaniach to ten ktoś widocznie nie zbadał, nie zweryfikował jeszcze wszystkiego a już na pewno nie w sposób sherlockowy.














