Historia "Under Fire" to dalszy ciąg relacji ze starcia pana Niszczyciela - taki przydomek nadaje Doomsday’owi Superman - z ekipą skupioną wokół tytułowego bohatera. Siłą rzeczy jest to ekipa coraz mniej liczna i coraz bardziej poharatana ale ogólnie nadal mowa tutaj o starciu Doomsday'a ze słynną Ligą Sprawiedliwości. Tak to określają i stacje telewizyjne i komentatorzy wojskowi.
W rzeczywistości zawodnikiem numer jeden jest dobrze wszystkim znany 'harcerzyk' - Guy Gardner żartuje nawet leżąc na noszach oraz stękając z bólu! - z Kryptona. To on bierze na siebie główny ciężar walki, to on obrywa najwięcej. Niby jeszcze stoi na nogach ale coraz mocniej dociera do niego, że sprawy nie idą tak lekko jak zawsze. Że walka z Doomsday'em to ciągłe walenie głową w mur, jak ładnie spoileruje nam okładka zeszytu.
Nawet jak do akcji włącza się Maxima - jak zawsze dysząca z podniecenia, gdy na horyzoncie widzi okazję do bitki - niewiele to zmienia w całej sytuacji. Doomsday zdaje się zupełnie nie reagować na ciosy, nadal jest niesamowici szybki, nadal nie robią na nim wrażenia ludzkie zabawki takie jak chociażby wojskowe śmigłowce.
Chcąc podsumować "Under Fire" wypada powiedzieć, że konstrukcyjnie jest to bardzo prosta i przewidywalna kontynuacja zeszytów wcześniejszych. Niby fabuła posuwa się do przodu ale prawdę powiedziawszy na tym etapie eventu dzieje się niewiele. Obie strony okładają się pięściami i w zasadzie tyle.












