Przede wszystkim drugi tom "Samuraja" to rzecz inna z uwagi na konstrukcyję opowieści. Inaczej są w nim rozkładane akcenty fabularne, inne rzeczy przykuwają uwagę czytelnika. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej a tylko tyle, że jeśli ktoś oczekuje długiego wątku przewodniego ten może finalnie odczuć lekki zawód. Tym razem nie dostajemy antagonisty na miarę pana Akumy, tym razem nie mamy w tle konfliktu mogącego zachwiać obecnym status quo czy innego, bardziej precyzyjnie nakreślonego motywu.
Pierwszy plan to właściwie dwie historie krótsze - rozpisane po dwa rozdziały każda - szybsze, bardziej konkretne, sprowadzone trochę do prościutkich komiksów o superbohaterach, po prostu. Panowie Jean-Francois Di Giorgio i Frédéric Genet przedstawiają problem a Takeo ten problem rozwiązuje. I tyle. Dopiero w tle dostajemy wątek będący powiedzmy wątkiem spajającym wszsytko - wspomniane dwie mini historie - w większą opowieść ale nadal nie jest to rzecz na miarę motywu z Trzynatym Wróżbitą z tomu poprzedniego. Powiedziałbym, że jest to COŚ co na ten monent zaprząta głowę Takeo ale niewiele więcej. W tle majaczy jakaś tajemnica związana z jego bratem i zagładą ich klanu ale są to zaledwie pojedyncze zdania.












