PRZEZNACZENIE X. Wolverine (tom 1)


Komiksowa pulpa ale z tych pysznych, które wchodzą jak złoto. No dobra, może nie jak złoto ale po prostu dobrze. Dlaczego? Osobą odpowiedzialną za tego - i kilku wcześniejszych także - Wolverine’a jest Benjamin Percy a to rzecz naprawdę warta podkreślenia, bo na moje oko jest to jeden z niewielu scenarzystów z teamu Marvela, który nadal potrafi zmajstrować w miarę sensowną historię. Taką przyziemną, bez kosmicznego szumu i fabularnie uporządkowaną.

Pierwszy tom "Przeznaczenie X. Wolverine" to taka historia. Rozgrywająca się - z drobny wyjątkami - z dala od wielkiego świata. Przepychanki w Białej Radzie, rządy próbujące wymusić na mutantach przepis na nieśmiertelność, młody Brock bawiący się w Venoma. W tym komiksie niczego takiego nie odnajdujemy. Dla mnie to duży plus bo uczciwie przyznam, że trochę zmęczyły mnie duże eventy lub historie na siłę przekombinowane, typu "Venom" Rama V i Ala Ewinga. Lore tej konkretnej przygody zostało zredukowane do niewielkiego wycinka Krakoi i skoncentrowane na rosnącym zatargu między dwoma bohaterami. Właściwie całą fabułę można sprowadzić do prostego komunikatu: było sobie dwóch gości; jeden zdradził, drugiego pogrzebano żywcem.

Star Wars: Bitwa o Jakku

Jak będę wspominał historie zebrane w tomie "Bitwa o Jakku"? Jako coś co zapowiadało się ciekawie a skończyło się jak zawsze. Czy jestem zaskoczony? Nie. Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym nawet, że ostatnio jest to standard jeśli chodzi o starwarsowe one-shoty od Egmont Polska. Niestety. O ile komiksowa trzecia faza Wielkiej Republiki trzyma poziom - uprzejmie proszę o szybsze wydawanie kolejnych części! - o tyle historie takie jak "Mace Windu. Jedi Republiki" czy właśnie "Bitwa o Jakku" pozostawiają niedosyt.

Punkt wyjścia nie jest zły. Ba! Jest IMO nawet bardzo interesujący bo startujemy w punkcie, kiedy Imperium prawie upadło a Rebelianci prawie mogą nazywać się Nową Republiką. Lubię ten okres. Jeszcze kurz po tańcach na Endorze nie opadł a tu trzeba myśleć o rządzeniu oraz o niedobitkach Imperium nijak nieumiejących powiedzieć pas.

Domy potępionych

Czy jest to mój Brubaker? Czy są to moi Phllipsowie? To były pierwsze pytania, jakie zadałem sobie po lekturze komiksu i zadaję nadal, bo nie znam na nie odpowiedzi. Podejrzewam jednak, że wiem o czym myślała większość czytelników po przebrnęciu przez pierwsze, kilkunaście stron komiksu. 'Meh, to już było', 'oni muszą zacząć opowiadać o czymś innym'. Nie zgadzam się. Ta historia ma wady ale nawet z nimi "Domy potępionych" to wciąż komiks dobry. Co z tego, że Brubaker zaserwował nam częściowo temat, który przewija się w jego twórczości od dobrych kilku lat? Zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli coś jest robione dobrze i tworzenie tego nadal dostarcza frajdy to nie należy z tego rezygnować. Czy autorzy tego komiksu kierują się podobną zasadą? Mam nadzieję, że tak.

To będzie kawał historii. Tak pomyślałem widząc jak Natalie Burns wychodzi z aresztu i rusza w podróż z agentem FBI. Stany, tajemnica w tle, jakaś sekta i obraz tego jak bardzo dzisiejszy świat daje w kość tym wszystkim, którzy nie wiedzą jak się bronić. Widząc jak Natalie pomaga nieznajomej pomyślałem w ogóle, że oto mam przed sobą nowego Ethana Recklessa. Że oto mamy kolejnego sprawiedliwego biorącego sprawy w swoje ręce. Dla Brubakera stworzenie takiej postaci z pewnością nie nastręczałoby wielkiego problemu. On i Phillips już dawno pokazali, że nie zasypują gruszek w popiele i że zabranie nas w taką podróż to dla nich nic trudnego. Powiem więcej: liczyłem na taką właśnie podróż a potem przyszedł rozdział drugi, trzeci i kolejne i przypomniałem sobie, że Brubaker i Phillips to nie tylko akcja i kryminał. Czasami jest to po prostu lekcja historii.

VENOM, tom II (Ewing, Ram V)

To jedna z tych historii, która pozostawia ogromny mętlik w głowie czytelnika. Weźmy takiego gościa jak ja. Z Venomem nie zawsze było mi po drodze ale powiedzmy, że miło wspominam zeszytówki od drużyny TM-Semica gdzie pierwszy raz zobaczyłem symbiota. Mam wrażenie, że wówczas jeszcze Marvel wiedział jak powinny komiksy wyglądać. W dodatku były to zeszytówki rysowane przez Todda McFarlane'a więc z automatu miały one plus dziesięć do zajebistości. Tak, wówczas bardzo lubiłem styl wspomnianego rysownika i lubiłem Venoma.

Czy lubię ich również dzisiaj? Z tym bywa różnie. Rysunkami McFarlane'a przestałem się zachwycać bo zaczął mnie irytować wygląd Spider-Mana - miał on w sobie coś z menela - i nie pomagały nawet tête-à-tête Petera z Mary Jane. Co do Venoma to dzisiaj wszystko zależy od tego jak bardzo jego aktualnych twórców ponosi wyobraźnia.

DOM SLAUGHTERÓW - 6 - Lazur

Nie wiem co mnie skłoniło do takich wniosków ale ubzdurałem sobie, że wcześniejszy tom "Domu Slaughterów" był tomem ostatnim. Czy może dlatego, że zamknięty został - bo został, prawda? - wątek Jace’a Bouchera? A może po prostu nie wiedziałem jaką jeszcze historię moglibyśm otrzymać, bo wiecie: ta historia mogłaby zakończyć się dużo wcześniej. Wówczas siłą rzeczy byłaby bardziej skoncentrowana na konkretach a nie budowała piramidę intryg zrozumiałych jedynie dla ich twórców. Niezależnie jednak od powodów "Wojna Rzeźnika" nie była ostatnia. I ostatnim nie będzie "Lazur".

Ten album zamyka jeden z rozdziałów czegoś co już określa się mianem slaughterverse. Na początku maja 2026 roku debiutuje seria "Fall of the House of Slaughter", o którą jak sądzę zadba w swoim czasie Non Stop Comics Co o niej dzisiaj wiemy? Niewiele. Życzyłbym sobie jednak aby bliżej jej było do serii podstawowej bo, co tu dużo mówić, "Dom Slaughterów" to seria bardzo nierówna.

Podcast nr 139: CREEPY - zeszyt nr 3 (1965)

W dzisiejszym odcinku podcastu ReTro Komiks omawiam trzeci numer magazynu "Creepy"

Słówko o Warren Publishing, czyli dlaczego powinni pamiętać o tym wydawcy nie tylko fani komiksowych antologii? Za co chwalę Franka Frazettę i kim są rysownicy odpowiedzialni za trzeci zeszyt magazynu "Creepy"? 🤔 

Dlaczego nie warto włóczyć się po bagnach? O czym należy pamiętać wchodząc w układy z wampirami? Edgar Allan Poe w komiksie, czyli adaptacja opowiadania "Serce oskarżycielem" 😯 Jak to się stało, że wieloletni lokaj trafił do zakładu dla obłąkanych? Gdzie nie należy ukrywać ciała? Jak pozbyć się małżonki, aby zainkasować sumę z polisy ubezpieczeniowej i na co należy uważać w swoim planie? 😁 Dlaczego wspominam "Piekielny dom" Richarda Mathesona? Na co muszą uważać świeżo upieczenie małżonkowie i skąd nawiązanie do przygód Scooby-Doo? 🐕 Wyprawa tam, gdzie nie dotarł żaden człowiek, czyli Uncle Creepy zabiera nas w kosmos. Jak wypada historia science fiction na tle opowieści grozy? Do kogo jest podobny kapitan statku i na czym polegał pech jego załogi? Z czego jest znany Russ Jones? Makabryczne love story, czyli komu nie należy ufać i dlaczego zawsze lepiej skremować ciało niż je zakopać.

Podcast nr 138: JONATHAN CARTLAND (1975)

W dzisiejszym odcinku podcastu ReTro Komiks omawiam pierwszą historię z udziałem Jonathana Cartlanda.

Skąd pomysł na lekturę komiksowego westernu i co mają z tym wspólnego panowie prowadzący Podkast amerykanski? Kim jest Dee Brown i jakiej książki nie polecam nie fanom historii Stanów Zjednoczonych? 😜 Co łączy Jonathana Cartlanda, Alexa MacCoya i Lucky Luke'a? Obraz Dzikiego Zachodu w komiksie Laurence'a Harlé'a i na kartach historii. Krótka lekcja historii w wykonaniu prowadzącego, czyli jak przebiegał konflikt białego człowieka z rdzennymi mieszkańcami Stanów.

Kim jest czarny charakter tej historii i do czego się posunie, aby zrealizować swoje plany? Na jakie elementy historii Harlé kładzie szczególny nacisk? Jonathan 'Żółte włosy' Cartland czy Old Shatterhand 'Grzmocąca Ręka'? Kim jest bohater serii? Jaki taniec wykonują Indianie Oglala i co musi zrobić mężczyzna chcący pojąć za żonę dziewczynę z indiańskiego plemienia? O tym wszystkim usłyszycie w dzisiejszym odcinku!

"LEGENDY X-MEN. Whilce Portacio"

Gdy pyta Was ktoś o scenarzystów "X-Men" to kogo wymieniacie? Na przykład dla mnie numerem jeden - zapewne ku zerowemu zaskoczeniu tu zebranych - od lat pozostaje Chris Claremont choć zanaczam, że nie jest miłość bezgraniczna. To nie jest tak, że dosłownie każdą historię jego autorstwa wielbię ponad wszystkie inne. Claremontowi zdarzało się pisać nieskładnie, mało zajmująco; zdarzało się nawet, że mieliśmy ciche dni. Czy długo trwały? Nie ale dzięki nim wiem, że X-Men to nie tylko Claremont. Byli również inny, chociażby Jim Lee, John Byrne i Whilce Portacio, ten ostatni także w roli rysownika. Przez długi czas było to dla mnie święta grono artystów odpowiedzialnych za historie o drużynie Charlesa Xaviera.

Dlaczego akurat oni? Przede wszytkim poznałem ich w czasach, gdy komiksy w kioskach kosztowały około dwudziestu tysięcy złotych. W 'dobrych, starych czasach?'. Trochę tak, bo i takie historie jak te zebrane w albumie "Legendy X-Men. Whilce Portacio" wchodziły lepiej i bezboleśnie ale co równie istotne nikt nie wytykał ciebie palcami, jeśli je czytałeś. Każdy je wówczas czytał i każdy się nimi zachwycał. To było coś innego, świeżego i fantastycznie magicznego. Podróże w czasie? Przejścia do innych światów? Mutanci z przyszłości? W każdym miesiącu nowa, odjechana historia a zaraz po niej kolejny odcinek "X-Men: The Animated Series". To wszystko oferowały magiczne zeszytówki od TM-Semic a dzisiaj oferuje niniejszy album od Mucha Comics.

LUCKY LUKE - 1 - Kopalnia złota Dicka Diggera

Panie i Panowie przed Państwem Lucky Luke, który nie wygląda jak Lucky Luke. To było pierwsze co rzuciło mi się w oczy, gdy zajrzałem do środka. To znaczy może i wygląda on tak jak powinien ten słynny kowboj a to ja mam krzywe wyobrażenie na jego temat.

Wiecie, niniejszy album to moje pierwsze, komiksowe spotkanie z rewolwerowcem szybszym od własnego cienia. Co prawda, z zamiarem poznania przygód Lucky Luke’a noszę się już od dawna - w końcu komiks bardzo, bardzo retro, bo z 1947 roku - ale zawsze coś wyskakiwało. A to jakiś nowy Hellboy, a to nowy run Batmana, nowy komiks od Kultury Gniewu, etc. Wiecie, zawsze coś. Poza tym jego przygody zawsze kojarzyły mi się z historyjkami mocno infantylnymi. Co prawda nie mam z nimi większego problemu ale jakoś z tym tytułem nie było mi po drodze. Czy po lekturze tego tomu zostanę z nim na dłużej?

Podcast nr 136: HELLBOY - Giant robot Hellboy


W dzisiejszym odcinku podcastu ReTro Komiks mawiam serię "Giant robot Hellboy", wydaną na przełomie 2023 i 2024 roku.

Hellboy w Polsce, czyli komiksowe życzenia fana czerwonoskórego agenta BBPO. Czy "Giant robot Hellboy" można czytać bez znajomości mignolaverse? W jakim kontekście przywołuje postać Geralta? Charytatywne rysowanie, czyli jak zrodził się pomysł na tak DUŻEGO Hellboya? Kim jest Duncan Fegredo i czy zdaje egzamin jako rysownik w hellboyowym uniwersum? Szaleni naukowcy, bramy do innych wymiarów i kosmiczne robale Roberta Heinleina, czyli jak bardzo Mike Mignola wraca do korzeni serii? Dlaczego w historii pojawia się quasi Godzilla? Czym zaskakuje "Giant robot Hellboy"? Hellboy nową Ripley? Czy kolejna przygoda agenta BBPO spełniła moje oczekiwania i czy czekam na ciąg dalszy tej historii? O tym wszystkim usłyszycie w dzisiejszym odcinku!

"Star Wars. Ewoki"

Nie spodziewałem się, że doczekam wydania tego komiksu w Polsce. Co prawda Egmont już od jakiegoś czasu skacze i obok tytułów flagowych - aktualnie zaliczam do nich historie z trzeciej fazy Wielkiej Republiki - wrzuca historie, najczęściej one-shoty, odnoszące się do różnych okresów ale sero, nie spodziewałem się powrotu na Endor; do tych małych niedźwiadków, których postawa prawdziwie chwytała za serducho. Czy po wielu latach mają one nadal to 'coś'?

Steve Orlando próbuje nas przekonać, że tak. Dosłownie już na starcie czytelnik dostaje krótkie intro przypominające, że Ewoki choć są mali to jednak są dzielni, że nadal są nadal blisko natury i że oczywiście zaprzyjaźnili się z nieznajomą, wsparli Rebeliantów w walce z Orutnikami - urocza nazwa Imperium - oraz pomogli zniszczyć fałszywy księżyc. W filmie byli oni równoprawnymi bohaterami wielkich wydarzeń i nadal Steve Orlando ich tak przedstawia.

Podcast nr 135: TALES FROM THE CRYPT - Scared to Death! (1951)


W najnowszym podcaście na ReTro Komiks omawiam "Scared to Death!", ostatnią historyjkę z dwudziestego czwartego zeszytu serii "Tales from the Crypt".

"Scared to Death!", czy można kogoś przestraszyć na śmierć? Kto odpowiada za tą historię? Wally Wood i EC Comics. Dlaczego jeszcze nie powstał odcinek poświęcony Wally'emu Woodowi? 🤔 Z jakimi gatunkami miał styczność ten artysta? Suspens w EC Comics, czyli czy historie spod szyldu tego wydawcy mogą zaskakiwać? Alex Weatherby i jego niefortunne wyjście na spacer? Ralph Kearns czy Clark Gable? 🫣 Kim jest antagonista odcinka? Co wyróżnia Wally'ego Wooda jako rysownika? O tym wszystkim usłyszycie w dzisiejszym odcinku!

"Moon Knight: Czerń, biel i krew"

Czytając fenomenalny run pana Jeda MacKaya pomyślałem, że w miarę możliwości będę nadrabiał również inne tytuły biorące na warsztat postać Moon Knighta. Nie żebym był jakimś jego szczególnym fanem ale uważam, że gość na tyle dobrze wygląda, na tyle ciekawie pobudza wyobraźnię czytelników oraz swoimi problemami dostarcza scenarzystom tyle pola do manewru, że warto poznać go bliżej. 

Tym razem padło na czarno-czerwono-białą wersję jego przygód od wydawnictwa Mucha Comics ale od razu zaznaczę, że niniejszy album nie jest zapisem jednej, dłużej historii. Składa się on z dwunastu miniaturek a każda z nich pokazuje tytułowego bohatera trochę z innej strony.