"Moon Knight: Czerń, biel i krew"


Czytając fenomenalny run pana Jeda MacKaya pomyślałem, że w miarę możliwości będę nadrabiał również inne tytuły biorące na warsztat postać Moon Knighta. Nie żebym był jakimś jego szczególnym fanem ale uważam, że gość na tyle dobrze wygląda, na tyle ciekawie pobudza wyobraźnię czytelników oraz swoimi problemami dostarcza scenarzystom tyle pola do manewru, że warto poznać go bliżej. 

Tym razem padło na czarno-czerwono-białą wersję jego przygód od wydawnictwa Mucha Comics ale od razu zaznaczę, że niniejszy album nie jest zapisem jednej, dłużej historii. Składa się on z dwunastu miniaturek a każda z nich pokazuje tytułowego bohatera trochę z innej strony.

"Dwie nagie dziewczyny"


Dziwnie to zabrzmi ale na komiks zwróciłem uwagę, gdyż na okładce widzimy mężczyzn ze swastyką przeglądających jakieś obrazy. Wyglądają jakby stali w magazynie, sprawdzali i kontrolowali. Prawdopodobnie mężczyźni na okładce są funcjonariuszami gestapo oddanymi sprawie. I tyle. Jak się zastanowić scenę trudno zaliczyć do tych spektakularnych ale mnie ta ilustracja kupiła z miejsca bo pomyślałem: jest wielce prawdopodobne, że tym razem obędzie się bez scen stricte wojennych; że będzie bardzo spokojnie oraz z uwagą na codzienność. I tak rzeczywiście jest. Jeśli ktoś liczył na obraz wojny znany chociażby z powieści "Łaskawe" Jonathana Littella to stety albo niestety ale się przeliczył.

"STAR WARS: Inkwizytorzy"


Cztery zeszyty, czterech Inkwizytorów oraz jeden Jedi, który nie chce umrzeć. Lubię to. Mimo, że niniejszy album to bardzo prosta historia biorąca na warsztat motyw dobrze wszystkim znany to jednak podczas lektury bawiłem się świetnie. O co dokładnie chodzi?

Nastały mroczne czasy. Wiadomy rozkaz 66 został wykonany niemalże w stu procentach a Jedi, którzy mieli szczęście przeżyć są obecni ścigani przez tytułowych Inkwizytorów. Ważne: ci ostatni również nie mają lekko. Wybrali stronę sądząc, że wybrali mądrze ale nie podejrzewali jak nisko nad nimi samymi będzie wisiał topór kata. Kata w osobie Dartha Vadera, który - co tu dużo mówić - do najcierpliwszych nie należy. Tak prezentuje się punkt wyjścia.

#001 "CONAN - Out of the Darksome Hills"


Czas nadrobić zaległości. W lutym 2004 roku Dark Horse Comics wydało pierwszy zeszyt, nowej serii poświęconej Conanowi z Cymerii. W czerwcu 2023 roku seria zaczęła ukazywać się również na polskim podwórku - brawa dla ekipy z Egmont Polska! - ale przyznam, że miałem duże opory przed lekturą Conana w nowej odsłonie. To znaczy nie takiej zupełnie nowej - jakby nie było komiksy te mają już ponad dwadzieścia lat - ale i nie tak retro jak pierwsze historie publikowane przez Marvel Comics, które po prostu uwielbiam. Kolekcja "Conan Barbarzyńca" od Hachette to moim zdaniem jedna z najlepszych i najważniejszych kolekcji wydanych w Polsce. A historie, które zawiera? Dla mnie, najlepsze z najlepszych, jeżeli chodzi o komiksowe przygody barbarzyńcy Howarda. Nie wykluczam oczywiście, że seria od Dark Horse Comics również do mnie trafi ale ponieważ dopiero zaczymam z nią zabawę to finalną ocenę zostawię sobie na koniec.

"GUN HONEY - 3 - Kurs kolizyjny"


Na wstępie coś sobie wyjaśnijmy. Seria "Gun Honey" - zaliczam do niej również tytuły poboczne typu "Heat Seeker" - nie jest serią ani dla każdego, ani serią zbyt oryginalną. Wystarczy spojrzeć na okładkę aby wiedzieć czy świat aktualnie tworzony przez Charlesa Ardaia jest czy nie jest światem dla nas. Dziewczyna w mocno obcisłej skórze, z pistoletem w lewej ręce oraz prawą ręką spoczywającą na detonatorze może ale nie musi zachęcać do lektury i nie pomogą tutaj żadne szumne slogany, pisane czy to przez Eda Brubakera czy Stephena Kinga.

Podcast nr 133: MIŁY DOM NAD MORZEM. Cześć 1 (2024-2025)



W najnowszym podcaście na ReTro Komiks opowiadam o pierwszym tomie serii "Miły dom nad morzem".

"Samuraj" - 1 - Jean-François Di Giorgio, Frédéric Genêt, Delphine Rieu



Zacznę od tego, że miałem wobec tego albumu spore oczekiwania. Nie znam innych prac Jeana-Françoisa Di Giorgio. Komiksu "Shane" od Studia Lain nie czytałem, choć kilka osób kilkukrotnie zachęcało mnie, abym znalazł dla niego czas. Podobno jest to rzecz ciekawa jak ktoś lubi średniowieczne klimaty a ja rzeczywiście lubię od czasu do czasu takie wycieczki i "Samuraj" miał być taką wycieczką. Z tym, że zamiast obserwować przy pracy rycerzy miałem obserwować samuraja w feudalnej Japonii. Tego samuraja widocznego na okładce, samuraja o surowym spojrzeniu, z dwoma mieczami i kilkudniowym zarostem. Powiem więcej. Po cichu liczyłem, że będzie to bohater na miarę Skorpiona Stephena Desberga i Enrico Mariniego. Bohater, który będzie nie tylko dobrze wyglądał ale i będzie skutecznie ciągnął awanturniczy wątek. Czy Takeo jest takim bohaterem? Nowy Skorpionem?