Po lekturze "Czekania" i "Trawy" stało się dla mnie zupełnie jasne, że jak ktoś lubi takie combo jak 'historia w komiksie' a zwłaszcza interesuje go historia nieustannego - jak celnie zauważa tłumacz - konfliktu obu Korei, tudzież ciekawi go historia Dalekiego Wschodu w ujęciu pełniejszym, to nie wypada przejść mu obojętnie obok tytułów autorstwa Keun Suk Gendry Kim. Po przeczytaniu komiksu "Mój przyjaciel Kim Dzong Un" zdania nie zmieniam.
Czego należy oczekiwać sięgając po ten tytuł? Naturalnie, nie akademickiego i historycznego wykładu sensu stricto. To powinno być jasne dla każdego, kto zna twórczość autorki. Dla Gendry-Sun opowiadanie o historii Korei albo, jak w tym przypadku, pisanie o obecnym północnokoreańskim przywódcy to punkt wyjścia do zrobienia... kroku w tył. Do cofnięcia się w czasie i stopniowego budowania przed czytelnikami coraz pełniejszego obrazu o obu Koreach. O ich obywatelach, o ich czworonożnych pupilach, o trudnościach wynikających z wieloletniego rozłamu, o różnicach kulturowych a także o tym jak ów rozłam wpływał na samą autorkę.
I jeszcze raz powtórzę: kiedy Gendry-Kim rozpoczyna 'wykład' nie robi tego w sposób nachalny, czysto akademicki. Nie zarzuca czytelnika faktograficznymi danymi, nie jest nauczycielem zmuszanym iść zgodnie z założeniami programu nauczania. Przeciwnie. Mimo, że temat należy do grupy tych bardzo poważnych - wystarczy spojrzeć na minę pana na okładce - autorka podchodzi do niego z dystansem a nawet z humorem.




