Nie wiem co we mnie wstąpiło ale wróciłem do batmanowego runu Chipa Zdarsky'ego. Po albumie "Wojna w Gotham" rzeczywiście byłem mocno zniesmaczony pomysłami Zdarsky'ego, powiedziałem 'pas' i porzuciłem Gotham tego scenarzysty ale prawda jest taka, że nie potrafię długo gniewać się na historie z Gackiem. Supermana mogę nie czytać latami ale do Batmana ciągnie mnie stale, jak ćmę do światła. Czy słusznie? Cóż, tym razem nie będę narzekał a przynajmniej nie tak bardzo jak ostatnio.
"Umierające miasto" to ostatnie zeszyty pisane przez Chipa Zdarsky’ego w serii "Batman" volume trzy i chyba najlepsze jeżeli chodzi o jego pomysły na batmanowe opowieści. Of course, jest to dość typowa papka z gatunku superhero ale papka, którą łyknąłem za pierwszym podejściem. Dawno tak z seryjnym Gackiem nie miałem.
Na pewno dużym plusem jest obecność Edwarda Nygmy, aktualnie przedsiębiorcy usiłującego zarabiać duże pieniądze i współpracować z graczami znaczenie większymi od siebie. Między innymi z Wayne Enterprises. Lubię gościa. To jeden z tych antagonistów Batmana, który najczęściej nie wydaje się być totalnym wariatem ale po prostu kimś, kto kocha grać w wiadomę grę. Uwielbia działać zakulisowo, rywalizować z Nietoperzem, być sprytniejszym od pozostałych. I takiego pana Nygmę dostajemy w tym komiksie.












