Mace Windu po raz trzeci i po raz trzeci jest to jedna z tych historii, o których nie wiem co myśleć. Jak ktoś nie ma problemu z prostymi one-shotami, z historyjkami mającymi być nie tyle częścią czegoś większego ale czymś à la wycinkiem z życia danego bohatera to "Mace Windu. W półmroku" jest komiksem dla niego. I odwrotnie. Jak ktoś nie lubi tego typu opowieści to powinien zastanowić się dwa razy zanim zdecyduje się na lekturę tego konkretnego tytułu.
Ja przeczytałem i tak jak napisałem: nie wiem jak komiks ocenić. Na pewno jest to historia z cyklu 'widzieliśmy to nie raz i nie dwa razy'. W Republice pojawia się COŚ, co nie powinno wpaść w ręce tych gorszych, czytajcie: w ręce przemytników i innych mających republikańskie prawa w głębokim poważaniu. Tym razem tym czymś jest super paliwo - coaxium ultra - a osobą mającą zadbać o to aby znalazło się ono po jasnej stronie mocy jest oczywiście Mace Windu.
Przynajmniej z wyglądu jest to Mace Windu bo na pewno nie z zachowania. Do czasu tego komiksu Windu widziałem tak: pojawiał się i robiło się dziwnie bo jak na mistrza Jedi wiało od niego strasznym snobem. Zadufanym w sobie typkiem mającym do powiedzenia wiele na każdy możliwy temat. W tej historii prawdopodobnie dostaliśmy jego klona bo Mace Windu zachowuje się zupełnie jak nie on.












