Na tylnej okładce komiksu czytamy: "Cały zespół kreatywny pracuje na pełnych obrotach, jak zawsze… przygotowując grunt pod kolejne wydarzenia". I wiecie co? Jestem całkowicie pewien, że tak właśnie jest ale mam również wrażenie, że zabrakło w tym stwierdzeniu jednego, ważnego, przymiotnika.
Niesamowite. Tak należałoby właściwie określić, podsumować zdarzenia prezentowane w każdym z kolejnych, tym razem w czwartym, tomie serii "Radiant Black". Niesamowite oraz często absurdalne. Czy ta absurdalność to zarzut? Niekoniecznie.
Pamiętajmy, że scenarzysta Kyle Higgins umie w komiks rozrywkowy. Każdy kto nie czytał przygód Nightwinga jego autorstwa niech żałuje. Ten pan potrafi w tego typu komiksy. Przesadzone, z szybkim tempem narracji, z plot twistami mającymi niewiele wspólnego z logiką oraz z dynamiką właściwą przygodom superbohaterów. Konstruowane przez niego historie to historie nie trzymające się sztywno naszej rzeczywistości. Dodatkowo, Higgins umie ten swój, popowo rozrywkowy produkt należycie zapakować oraz całkiem sprawnie sprofilować. Co to oznacza?












