Trzeci album "Nieśmiertelnego Iron Fista" nie idzie torem wcześniejszych tomów tej serii. W zasadzie zmienia się w nim wszystko. Strona wizualna, szkielet fabularny, sposób opowiadania historii a nawet rozkład sił jeśli chodzi o panów scenarzystów. Czy to dobrze? Skończywszy czytać "Siedem stolic nieba" zastanawiałem się nad dalszym ciągiem opowieści - finał poprzedniego tomu sugerował jednoznacznie, że magiczna ekipa nie powiedziała ostatniego słowa - ale zupełnie nie spodziewałem się, że "Historia Żelaznej Pięści" będzie przerywnikiem. Albumem dzięki któremu złapiemy oddech oraz spojrzymy na postać Iron Fista z całkiem innej perspektywy. Nie spodziewałem ale ostatecznie cieszę się, że tak to właśnie zostało rozegrane. Ten komiksowy półobrót z wyskoku był konieczny.
Dlaczego? Drugi tom oceniłem dobrze. Miał on swoje problemy - i te problemy punktowało wiele osób - ale ja osobiście nie narzekałem. Sztampowość fabularną rekompensowała mi intryga i powiązane z nią retrospekcje, które krok po kroku wyjaśniały dlaczego doszło do zamieszania opisanego w "Siedmiu stolicach nieba". Czy mogło być lepiej? Naturalnie. Jak ktoś pokusiłby się o wycięcie owych przebitek z przeszłości to cała historia sprowadzałaby się do bardzo prostej bitki pod tytułem 'Dobrzy kontra Źli' a takich akcji widzieliśmy o wiele za dużo. Dla niektórych czytelników owa prostota mogła być - i była - denerwująca i zakładam, że ja również trafiłbym do grupy niezadowolonych, gdyby kolejny tom serii szedł tą samą drogą. Tak się jednak nie stało.




