Znacie to uczucie bycia wykorzystywanym i pomiatanym przez małe i duże korporacje mające - w swojej, mylnej, opinii - prawo decydować o każdym kroku swoich pracowników? Dylan Dog zna. Od piętnastu lat podbija kartę w firmie DayDream, od piętnastu lat nie jest detektywem od koszmarów, od piętnastu lat Groucho jest kurem domowym nie spełniającym się w roli szefa kuchni i fanem czytania między wierszami.
Można tak żyć? Można ale pod warunkiem, że zaakceptujesz swoje miejsce w szeregu. Jak nie będziesz zbyt głęboko drążył i zastanawiał nad dzisiejszym porządkiem rzeczy. Jak będziesz potulnie podbijał kartę w pracy, spłacał raty, kupował bezużyteczne rzeczy oraz wpisywał się, po prostu i bez szumu, w społeczny schemat.
"Ludzką maszynę" przeczytałem dwa razy i dwa razy historia nie pozostawiła mnie obojętnym. Nie żebym po jej przeczytaniu od razu rzucał kamieniami i niszczył aktualne status quo - taki odważny nie jestem i nigdy nie byłem - ale jej lektura sprawiła, że na nowo zacząłem dumać nad zmianą priorytetów. Czy uda mi się coś zmienić? Nie wiem ale jak nie spróbuję to się nie dowiem.












