Jak często widząc bohatera czujecie, że oto za chwilę dojdzie do katastrofy? Ja tak czułem czytając "Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny". Nie żeby Ellie była jakaś wyjątkowa, wręcz przeciwnie. Można nawet powiedzieć, że wiele lat temu poznałem Ellie - z tym, że moja Ellie była brunetką - będąc na studiach. Szaloną duszę nie rozróżniającą prawdy od quasi romantycznej fikcji. Dojrzewającą buntowniczkę. Małą lady pank, chcącą bawić się i kosztować życia. Ellie przypominała mi ją od chwili, kiedy z papierosem w ustach zaczęła z dziwną nostalgią w oczach wywyższać muzyków tworzących pod wpływem środków odurzających.
Inna sprawa, że od chwili, w której Ellie zaczęła wymieniać nazwiska tych twórców i wracać wspomnieniami do muzycznych składanek nagrywanych na kasety mi również włączył się hiper nostalgiczny filtr i czytając komiks kilka razy sam miałem duży problem z odróżnieniem co było cool a co nie było. Oczywiście koleżanka ze studiów była cool choć pamiętam z nią także akcje, które dzisiaj wydają mi się nie do pomyślenia. Jak często wracam myślami do tamtych czasów i tamtej Ellie? Praktycznie nigdy ale tym razem wróciłem, bo Brubaker i Phillipsowie znowu to zrobili.












