Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave Stewart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave Stewart. Pokaż wszystkie posty

#001 "CONAN - Out of the Darksome Hills"


Czas nadrobić zaległości. W lutym 2004 roku Dark Horse Comics wydało pierwszy zeszyt, nowej serii poświęconej Conanowi z Cymerii. W czerwcu 2023 roku seria zaczęła ukazywać się również na polskim podwórku - brawa dla ekipy z Egmont Polska! - ale przyznam, że miałem duże opory przed lekturą Conana w nowej odsłonie. To znaczy nie takiej zupełnie nowej - jakby nie było komiksy te mają już ponad dwadzieścia lat - ale i nie tak retro jak pierwsze historie publikowane przez Marvel Comics, które po prostu uwielbiam. Kolekcja "Conan Barbarzyńca" od Hachette to moim zdaniem jedna z najlepszych i najważniejszych kolekcji wydanych w Polsce. A historie, które zawiera? Dla mnie, najlepsze z najlepszych, jeżeli chodzi o komiksowe przygody barbarzyńcy Howarda. Nie wykluczam oczywiście, że seria od Dark Horse Comics również do mnie trafi ale ponieważ dopiero zaczymam z nią zabawę to finalną ocenę zostawię sobie na koniec.

Podcast nr #085 || "Catwoman. Rzymskie wakacje" (2004-2005)


W osiemdziesiątym piątym odcinku podcastu Retro Komiks udajemy się do Rzymu, gdzie będziemy podziwiać architekturę Wiecznego Miasta, zastanawiać się nad istnieniem zjawiska zwanego 'mafia' oraz przyglądać się Selinie Kyle chcącej usłyszeć odpowiedzi na pewne ważne pytania. 

Jak prezentuje się Catwoman Jepha Loeba i Tima Sale'a? Czy "Rzymskim wakacjom" bliżej do kryminału czy opowieści sensacyjno-komediowej? Jak będę wspominał wycieczkę do Rzymu i czy dostałem to czego oczekiwałem? O tym wszystkim usłyszycie w dzisiejszym podcaście. Zapraszam!

Podcast na YT
Podcast na Spotify

Zapraszam także na Patronite.pl 🙂

"Catwoman: When in Rome" (2004-2005)
napisał: Jeph Loeb
narysował: Tim Sale
pokolorował: Dave Stewart

"In the Service of Angels" || Witchfinder 2009


Podobnie jak gwiezdny świat George’a Lucasa, jak uniwersum oparte na pomyśle Dmitrija Głuchowskiego, tak i rzeczywistość wykreowana przez Mike’a Mignole nieustannie rozrasta się, powiększając obszar zainteresowań. Na przestrzeni ostatnich lat wielokrotnie mieliśmy okazję obserwować narodziny coraz to ciekawszych wątków pobocznych, jak i nowych postaci; bohaterów nie tylko bezpośrednio związanych z Hellboyem, ale również jednostek funkcjonujących obok głównego nurtu wydarzeń. Obecność owych "dodatków" uważam za coś niezmiernie istotnego dla poprawnego odbioru prezentowanych przez Mike’a Mignole opowieści. To właśnie dzięki zagadnieniom pobocznym, przygodom postaci drugoplanowych uniwersum Hellboya nabrało i nadal nabiera fabularnych rumieńców, stajac się coraz bardziej interesujące.

W październiku 1996 roku w ostatnim zeszycie mini serii Hellboy: Wake the Devil zadebiutowała dziwna zjawa w szarym płaszczu, postać zdająca się dysponować dość obszerną wiedzą odnośnie losów demonicznego przedstawiciela Biura Badań Paranormalnych i Obrony. Na przestrzeni kolejnych lat ów upiór – sir Edward – kilkakrotnie swoją obecnością wzbogacał, w mniejszym lub większym stopniu, opowieści o Hellboyu. Pojawiał się także w komiksach poświęconych postaci Abrahama "Abe" Sapiena. Koniec końców Mike Mignola postanowił opowiedzieć coś więcej o tej istocie i pod koniec 2008 roku intrygująca zjawa otrzymała własną mini opowieść – Murderous Intent. Okazało się, że sir Edward to żyjący w drugiej połowie dziewiętnastego wieku detektyw okultysta, persona działająca na zlecenie angielskiego rządu, protegowany królowej Wiktorii, tajemniczy Witchfinder.


Komiks Murderous Intent, w którym sir Edward staje przeciwko trzem wiedźmom planującym zdestabilizować sytuację w angielskim królestwie, był zaledwie krótkim preludium do większej, właściwej historii. W lipcu 2009 roku Mike Mignola, Ben Stenbeck oraz Dave Stewart zaprezentowali debiutancki numer serii Witchfinder, serii otwierającej nowy rozdział w uniwersum Hellboya. Opowieść In the Service of Angels – rozpisana na pięć zeszytów – to de facto pierwsza pełnometrażowa przygoda z udziałem sir Edwarda Graya. Czy warto po nią sięgnąć? Czytelnicy znający pomysły i styl pana Mignoli nie powinni być zawiedzeni. Przede wszystkim otrzymujemy kompletny, przemyślany scenariusz z ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi. Historię z przemyconymi nawiązaniami do wielu motywów znanych z powieści grozy, fantasy.

W 1879 roku na terenach Highgate – obszaru podmiejskiego leżącego na północ od Londynu – w krótkim czasie dochodzi do trzech odrażających morderstw. Z rozkazu samej królowej do zbadania sprawy zostaje wyznaczony sir Edward Grey, którego wcześniejsze dokonania – jak i niedawny pojedynek z trzema wiedźmami – zapewniają odpowiednią renomę oraz specyficzny przydomek [Witchfinder]. Nie doznając większych utrudnień ze strony lokalnych władz nasz bohater dość szybko ustala, co dokładnie łączyło trójkę wspomnianych ofiar. Przed kilkunastoma tygodniami uczestniczyli oni – wbrew wyraźnym przestrogom ze strony członków Muzeum Brytyjskiego – w ostatniej ekspedycji lorda Wellingtona, wyprawy mającej zbadać tereny mitycznego miasta Hyperborean. Zgodnie z oświadczeniem pomysłodawcy projektu na terenie owej zapomnianej metropolii natrafili oni na wiele ciekawych okazów o wartości stricte archeologicznej oraz odkryli tajemniczy, zdeformowany szkielet. Wkrótce uczestnicy "zakazanej" wyprawy zaczęli umierać w dziwnych okolicznościach, co prawdopodobnie miało bezpośredni związek z faktem zabrania wspomnianych szczątek do Anglii. Spowiedź sponsora pechowej ekspedycji zostaje przerwana pojawieniem się stwora przypominającego zmutowanego gargulca, który dosłownie wysusza lorda Wellingtona.


Choć wydawałoby się, że przytoczone powyżej wydarzenia – opisane w pierwszym zeszycie In the Service of Angels [lipiec 2009] – zdradzają bardzo wiele to jednak stanowią one zaledwie krótki zarys większej historii, tj. kładą grunt pod pojedynek sir Edwarda Graya z dziwnym monstrum z zapomnianej historii Ziemi. Pojedynek interesujący? Oryginalny? Na to pytanie każdy z czytelników powinien odpowiedzieć indywidualnie. Tak naprawdę starcie Witchfindera z przedstawicielem rasy Servants of the Left Hand [przytaczany wcześniej gargulec] również należy traktować jedynie w kategoriach fabularnego wybiegu, wprowadzenia do rozprawy o kwestiach ważniejszych. Mike Mignola poddaje swojego bohatera próbie, wystawia na działania sił wymykających się powszechnie akceptowanym prawom fizyki. Momentami sir Edwarda wypada nawet postrzegać jako postać tragiczną, która rozwiązując jedną zagadkę otrzymuje jednocześnie kilka kolejnych. Bohatera błądzącego w labiryncie wielu niewiadomych.

Co się tyczy samej fabuły. Jeżeli jesteście miłośnikami opowieści, w których nie brakuje tajemniczych – niemalże legendarnych – organizacji, spiskujących "towarzyszy broni", nawiązań do zapomnianych cywilizacji, piekielnych paktów i adeptów nauk tajemnych to seria Witchfinder: In the Service of Angels spełni wasze oczekiwania. Dodatkowo, śledząc działania sir Edwarda Graya natrafimy na kilka podmiotów, o których powinniśmy słyszeć czytając główną serię o Hellboyu. Mike Mignola stosunkowo wiele miejsca poświęca prezentacji Heliopic Brotherhood of Ra, tajnego stowarzyszenia pielęgnującego – w wielkim uproszczeniu – wiedzę tajemną ludów starożytnych. Spotykamy także postać Martina Gilfryda alias Memnan Saa, z którym w późniejszych latach mieli do czynienia agenci B.B.P.O. Przykłady powiązań obu serii – w końcu mówimy o jednym i tym samym uniwersum – jest naprawdę wiele, ale odszukanie pozostałych pozostawiam przyszłym czytelnikom komiksu Witchfinder: In the Service of Angels.


Na koniec kilka słów o kresce. Za szatę graficzną odpowiada Ben Stenbeck, nowozelandzki artysta tworzący w klimatach odpowiadających rzeczywistości kreowanej przez Mike’a Mignolę. Co to dokładnie oznacza? Mniej więcej tyle, że obok obrazów mocno wyrazistych – podkreślających ważne momenty fabularne – pojawiają się także ilustracje prezentujące świat w sposób umowny. W Witchfinder: In the Service of Angels nastrojowe plansze na równi ze scenariuszem odpowiadają za budowę właściwego historii nastroju. Więcej informacji o pracach Bena Stenbecka możecie dowiedzieć sie tutaj.

Pierwsza, indywidualna przygoda sir Edwarda Graya prezentuje się naprawdę dobrze. Na przykładzie In the Service of Angels widać, że kolejny spinoff serii Hellboy to nie prosta ramotka dla nabicia kabzy, ale zdecydowanie coś więcej. Czytając komiks szybko dostrzegamy, że Mike Mignola rozbudowując – po raz kolejny – uniwersum  Hellboya ma konkretną wizję, którą systematycznie planuje realizować.



[1997-1999] "The Vârcolac" / "A Christmas underground" [podcast]


W dzisiejszym odcinku wspólnie z Hellboyem - najskuteczniejszym i najbardziej rozpoznawalnym agentem Biura Badań Paranormalnych i Obrony - udajemy się do Anglii, gdzie nasz bohater staje w zawody z kolejnymi istotami dybiącymi na maluczkich i zlęknionych. Tym razem na swojej drodze spotyka hrabinę Ilonę Kakosy oraz demona z piekła rodem.

Podcast do wysłuchania na Spotify oraz You Tube. Zapraszam!
_________________________
"The Vârcolac"
014-019 "Dark Horse Extra" [07/1999-01/2000]
Scenariusz i rysunki: Mike Mignola
Kolor: Dave Stewart

"A Christmas underground"
"Hellboy. Christmas Special" [12/1997]
Scenariusz i rysunki: Mike Mignola
Kolor: James Sinclair


"Heads" / "Goodbye Mister Tod" [podcast]


W dzisiejszym odcinku podcastu Retro komiks opowiadam Wam o dwóch historyjkach ze świata Hellboya. Jeżeli interesują Was japońskie klimaty, jeżeli zastanawiacie się co łączy demony z opowiadania "Głowy" z jednym z filmów Jamesa Camerona oraz jestecie fanami okultystycznych tematów to ten odcinek jest dla Was.

Podcast do wysłuchania na Spotify oraz You Tube. Zapraszam!
____________________
"Heads" [03/1998]
"Goodbye Mister Tod" [08/1999]
Scenariusz: Mike Mignola
Rysunki: Mike Mignola
Kolory: Dave Stewart
Polskie wydanie: "Hellboy. Spętana trumna. Prawa ręka zniszczenia" [Egmont, 02/2018]

"Jenny Finn"


Wiktoriańska Anglia, londyńskie zaułki wymagające bacznego rozglądania się na wszystkie strony, dziwna zaraza, duchy oraz Joe, który próbuje zrozumieć czego dokładnie jest świadkiem. Czytelnik również - właściwie od samego początku - próbuje ułożyć w logiczną całość podsuwane mu wątki. I jeden i drugi nie mają prostego zadania, gdyż opowieść kreślona przez pana Mike’a Mignolę i towarzyszący mu zespół jest w mojej ocenie prowadzona za szybko a co za tym idzie ciut zbyt chaotycznie.

To znaczący minus tego tytułu. Fabularnie historia wypada przyzwoicie - choć nie jest to także coś, czego nie widzielibyśmy wcześniej - ale sam sposób jej opowiadania wprowadza zwyczajnie... zamęt. Gdzieś pod koniec drugiego rozdziału zacząłem zastanawiać się czy aby nie mamy tutaj jakiegoś wariantu przerostu formy nad treścią. Cała historia została zamknięta na kilkudziesięciu stronach a dostaliśmy naprawdę ogrom pokręconych motywów. Istoty z koszmarów Lovecrafta, zjawy zamordowanych kobiet, wariację Kuby Rozpruwacza, maniaków spirytualizmu, zapomniane wierzenia, przepowiednie, artystę-szaleńca czekającego na objawienie, steampunkowych stróżów porządku, etc. Natłok tych wszystkich wątków przytłacza i nie pomaga w śledzeniu historii, zwłaszcza że wydarzenia następują po sobie bardzo, bardzo szybko. Wygląda to tak jakby twórcy komiksu chcieli za wszelką cenę wrzucić do scenariusza jak największą liczbę motywów kryminalno-horrorowatych. Przy czym robiąc to zapomnieli, że taki miszmasz zazwyczaj utrudnia odpowiedni odbiór historii.


Od strony czysto rysunkowej komiks może się podobać - ja jestem pod wrażeniem 😁- ale lojalnie uprzedzam, że ma on w sobie coś z karykatury. Styl Troya Nixey'a jest mocno specyficzny. Cechuje go surowość - popadajaca miejscami w brzydotę - w przedstawianiu teatru wydarzeń jak i samych bohaterów. Na to wszystko nakłada się duża paleta kolorów stonowanych, co jeszcze bardziej podkreśla ponury charakter komiksowej rzeczywistości. To z kolei... znaczący plus tego komiksu. Panowie Nixley, Dalrymple oraz Stewart spisali się lepiej niż scenarzysta Mignola. To coś nowego.
____________________
#001-004 "Jenny Finn" [11/2017-02/2018]
Tytuł polski: "Jenny Finn"
Scenarzyści: Mike Mignola, Troy Nixey
Rysunki: Troy Nixey, Farel Dalrymple
Kolor: Dave Stewart
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Jenny Finn
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 136
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328153660
Data wydania: 28 luty 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Historia przywołująca na myśl klimaty H.P. Lovecrafta rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii. Na londyńskie doki pada blady strach, kiedy pojawiają się dziwaczne potwory i znajdowane są zwłoki ze śladami macek. Śmierć zbiera coraz większe żniwo i rodzi się pytanie: jaki związek z groźnymi i zagadkowymi zjawiskami ma tajemnicza dziewczynka, która pojawiła się znikąd? Gdy o morderstwa oskarżony zostaje niewinny człowiek, grupa Londyńczyków postanawia zorganizować seans spirytystyczny, lecz czy pozwoli on zidentyfikować zabójcę i znaleźć odpowiedzi na liczne pytania?

"The Nature of the Beast" [podcast]


W dzisiejszym odcinku podcastu Retro komiks zapraszam Was do Mignolaverse, gdzie przyjrzymy się pojedynkowi Hellboya ze smokiem a dokładnie z czerwiem świętego Leonarda. Historia "The Nature of the Beast" została po raz pierwszy opublikowana w ramach serii "Dark Horse Presents" w lutym 2000 roku.

Podcast do wysłuchania na Spotify oraz You Tube. Zapraszam!
_________________________
"The Nature of the Beast"
#151 "Dark Horse Presents" vol 1 [02/2000]
Scenarzysta: Mike Mignola
Rysownik: Mike Mignola
Kolory: Dave Stewart
Polskie wydanie: "Hellboy. Spętana trumna. Prawa ręka zniszczenia" [Egmont, 2018]
Licznik przeczytanych komiksów: 7/2024*

#003 "Giant Robot Hellboy" [12/2023]


Mamy to! Troszeczkę musieliście poczekać na podsumowanie serii "Giant Robot Hellboy", ale koniec końców się udało. Premiera trzeciego zeszytu miała miejsce na przełomie minionego i obecnego roku, choć widziałem także portale twardo informujące o premierze w styczniu. W sumie nie ma to znaczenia. Ważne, że doczekaliśmy się 🙂

Warto było. Nawet jeżeli historia jako całość fabularnie kuleje z uwagi na nijakie, postać Hellboya to zdecydowanie za mało, powiązanie z mignolaverse to i tak cieszę się, że miałem szansę ją przeczytać. Na brawa zasługuje głównie kreska, za którą odpowiada Duncan Fegredo, artysta związany z franczyzą od blisko dwudziestu lat. Dwadzieścia lat! Pan Fegredo miał czas na naukę hellboyowego stylu i ten czas wykorzystał. Wystarczy spojrzeć na tytułowego robota czy też jego walkę z wymyślnymi potworami. Cudo 🙂


Odnośnie scenariusza. Nie wiem do końca co o nim sądzić. Z jednej strony, mamy wyspę pełną dziwnym stworzeń i ruiny naukowego kompleksu, w którym działy się rzeczy mocno zakazane. Jakie konkretnie? Podobno dochodziło tam do pewnych eksperymentów. Badań, co do których opinia publiczna mogłaby mieć różne zdanie, więc jakaś tam głównodowodząca postanawia wysadzić ową wyspę w powietrze i tym samym pogrzebać wszystkie dowody pod wodą. Proste? Proste. Do akcji zostaje zaagnażowany Hellboy, którego świadomość - dodajmy: kontrolowana świadomość - ma sterować tytułowym robotem. Tak to ma działać i do pewnego momentu faktycznie działa. Potem zaczynają się schody, tj. robot zaczyna żyć własnym życiem a prostą z założenia misję trafia szlag, etc.

Oczywiście, do eksplozji dochodzi i wyspa znika z powierzchni, ale... No właśnie. Nie jestem pewien, czy to jest koniec opowieści. Pan Mignola wydaje się jasno sugerować, że o całej sprawie jeszcze usłyszymy, ale na ten moment pewien rozdział tej historii zostaje zamknięty. Pozostają pytania, na które - być może w niedalekiej przyszłości - znajdą się odpowiedzi.
_________________________
#003 "Giant robot Hellboy" vol 1 [12/2023]
Scenarzysta: Mike Mignola
Rysownik: Duncan Fegredo
Kolory: Dave Stewart
Twórcy okładki: Duncan Fegredo
Polskie wydanie: brak
Licznik przeczytanych komiksów: 6/2024**


Zimowy Hellboy

"Hellboy. Winter Special" Dark Horse Comics


Jak co roku sięgam po kolejny zeszyt serii "Hellboy. Winter Special". Dzisiaj kilka zdań o tytule wydanym w styczniu 2020 roku, zawierającym trzy mini historie, mniej lub bardziej osadzone w realiach zimowych. Zanim jednak przejdę do fabuły dwa zdania wyjaśnienia na temat owej inicjatywy zimowych speciali. Przed paroma dniami swoją premierę miał nowy zeszyt serii, który także omówię. Otrzymaliśmy go po blisko trzyletniej przerwie, więc tym bardziej się cieszę. Nie wiem czym była spowodowana owa przerwa - nie doszukałem się informacji na ten temat - ale tak jak piszę: skaczę z radości, gdyż to bardzo fajna inicjatywa 😀 Tyle tytułem wstępu, czas na konkrety.


W "The Miser's Gift" przenosimy się do Budapesztu do 1989 roku. Mike Mignola nie wyjawia nam przyczyn wizyty Hellboya w stolicy Węgier, ale jednym z bohaterów jest wiekowy profesor wykazujący się i wiedzą i zainteresowaniem wszelkimi zjawiskami wymykającymi się racjonalnym wyjaśnieniom. Możemy przypuszczać, że być może spotykamy kolejnego znajomego Trevora Bruttenholma, ale to czyste spekulacje. Nic pewnego. Od strony fabularnej zaś dostajemy dość ciekawą mini opowieść z całkiem zaskakującym finałem. Jej bohaterem jest uczynny chłopak, który widząc staruszka taszczącego duży worek postanawia mu pomóc. Pech chce jednak, że ów niepozorny potrzebujący okazuje się zjawą z drugiego, nadnaturalnego Budapesztu. Jak nasz młodziec przekroczył granicę między naszym a starca światem? Przez przypadek niczym bohater opowiadania Lovecrafta "Muzyka Ericha Zanna", który pobłądził spacerując ulicami miasta. Oczywiście ze wspomnianym starcem wiąże się legenda sprzed dwustu lat a sama zawartość worka dostarcza niezbyt przyjemnych doznań, które zakończyć można oddając przeklętą monetę - bo o niej mowa - jej właścicielowi. I tutaj do akcji wkracza Hellboy ze swoim 'son of a…'. Ku mojemu zaskoczeniu nie dochodzi jednak do rękoczynów - poza drobnym epizodem - a do zwykłej, dość miłej rozmowy wyjaśniającej całe zamieszanie. Podsumowując. "The Miser's Gift" to najlepsza opowieść, zdecydowanie na plus. Ghost story z lekkim wątkiem detektywistycznym. Nie powiem, początkowo byłem zaskoczony widząc kreskę pana Márka László - tak odmienną od tej najbardziej typowej dla mignolaverse - ale ostatecznie jestem na 'tak'.


"The Longest Night". Mamy grudzień 1924 roku i grupkę osób uwięzionych przez śnieżycę w jakimś domu na odludziu. Mamy trupa, rzekomo ofiarę legendarnego monstrum z piekła rodem. I mamy też złego pana, który prowadzi interesy przy użyciu rewolweru. Czytając historyjkę miałem skojarzenia z prozą Agahty Christie, lecz nie pytajcie mnie o powody takiego postrzegania treści. Może chodzi właśnie o grupę ludzi odizolowanych od świata, grupę wśród której ukrywa się morderca? A może o panią relacjonującą całe zajście i odsłaniającą kulisy zbrodni niczym Herkules Poirot? Może. Tak czy inaczej fajna, krótka, konkretna historyjka z demonem w tle. Nic specjalnego i nawet bez udziału Hellboya, ale jest dobrze. Poza rysunkami. Bohaterowie trochę za bardzo wygładzeni jak na mój gust.


I na koniec najkrótsza historia "The Beast of Ingelheim" mająca formę spowiedzi głównego bohatera, czytaj narratora. Jest to opowieść najbardziej - w mojej ocenie - wpisująca się hellboyową konwencję. Scenarzysta Scott Allie sięga w niej po motywy zarówko folklorystyczne jak i okultystyczne, do których jak wiemy sentyment ma sam pan Mignola. Oto mamy czternasty wiek i zakonników wojujących z siłami zła przy pomocy ostrzy. Tym razem na ich celowniku znalazło się dziecko wyglądające na małego wilkołaka. A może ma futerko charakteryczne dla jakiejś podkasty demonów? Dla mnie kwestia nieistotna, ale naszego bohatera po latach zaczynają nachodzić wątpliwość. I słusznie. Mówimy o czasach średniowieczu, gdzie dużo religijnych, ortodoksyjnych obrońców wiary widziało co chciało zobaczyć. Całość prezentuje się nieźle. Ponownie nie widzimy tutaj czerwonoskórego speca od zadań specjalnych, ale i tak fabuła daje radę.

"Hellboy. Winter Special" edycja 2019/2020? Jestem usatysfakcjonowany. Co prawda, zimowego klimatu dostajemy tutaj jak na lekarstwo, lecz nie będę narzekał. Sama zima jako pora roku oferująca między innymi liczne śnieżyce największe znaczenie fabularne odgrywa w "The Longest Night", ale swoje 'pięć minut' dostaje w każdej historii, więc jest 'ok' 😉
_________________________
"The Miser's Gift"
"The Longest Night"
"The Beast of Ingelheim"
"Hellboy. Winter Special" [01/2020]
Scenarzyści: Mike Mignola, Chris Roberson, Scott Allie
Rysownicy: Márk László, Leila del Duca, Andrea Mutti
Kolory: Dave Stewart, Michelle Madsen, Lee Loughridge
Twórcy okładki: Mike Mignola, Dave Stewart
Brak polskiego wydania.

Sean Murphy i jego Neo-Gotham

"Batman: Nie tylko Biały Rycerz" Egmont


Mam duży problem z oceną tego albumu. Sięgając po dany tytuł staram się dostrzegać w nim dobre strony, plusy przemawiające na korzyść twórcy. Uważam, że jestem to winien osobom odpowiedzialnym za dany komiks. Nie wiem czy jest to właściwe podejście, ale w mojej opinii - czterdziestolatka czytającego komiksy i starającego się zachęcić Was do tego samego - tak trzeba. Staram się również oddzielać, inaczej oceniać np. tradycyjny komiks superbohaterski i tytuły spoza jego obrębu. W żadnym wypadku nie uważam, że jeden rodzaj komiksu jest lepszy lub gorszy od drugiego. Są inne, ich autorom wyznaczono inne cele, do innych odbiorców są one skierowane.


W czyje gusta trafi album "Nie tylko Biały Rycerz"? Do tych fanów Nietoperza, którzy dobrze odnajdują się czytając historie spoza regularnej serii. Do osób potrafiących czerpać frajdę z alternatywnego spojrzenia na Gotham, w tym przypadku na Neo-Gotham. Rodzinne miasto Mrocznego Rycerza w wydaniu Seana Murphy'ego - na marginesie: "Plot Holes" od Non Stop Comics to jeden z ciekawszych tytułów jakie w tym roku przeczytałem - jest inne od tego, które znamy. Pod pewnymi względami może przypominać metropolie z albumu "Catwoman. Samotne miasto" Cliffa Chianga. Tutaj także mamy 'miasto przyszłości'. Nowy wygląd, nowe problemy, nowi stróże prawa i brak świrów ze świata przestępczego.

Jak to możliwe, że Neo-Gotham to świat bez tego całego bagażu wariatów o przerośniętym ego? Odpowiedzią na to pytanie jest działalność Dereka Powersa zarządzającego aktywami Wayne Motors. Ten przedsiębiorczy oraz szalony - wystarczy na niego spojrzeć - facet dzięki aktywom wspomnianej firmy zmienił jednostkę do zwalczania terroryzmu w prywatną armię kierowaną przez znanego nam wszystkim Dicka Graysona. Naturalnie, w ślad za spadkiem wskaźnika przestępczości rośnie poziom kontroli obywateli. Neo-Gotham nie jest bowiem miejscem dla nich zbyt przyjaznym. Ta smutna prawda zatacza coraz większe kręgi, aż summa summarum dociera do siedzącego w więzieniu Bruce'a Wayne'a.


Jak już powiedziałem: mam problem z oceną tego albumu. Uważam, że Sean Murphy po pomysłowym zarysowaniu tła za bardzo poszedł na skróty i sprowadził opowieść do poziomu przeciętnego komiksu prezentującego walkę Dobra ze Złem. Oczywiście, same pojedynki między postaciami wyglądają naprawdę fantastycznie - zwłaszcza, gdy są one wkomponowane w scenerię wielkiej, błyszczącej neo-metropolii - ale ich efekciarstwo to niestety zbyt mało. Co więcej, niektóre elementy historii są nieustannie 'wałkowane od nowa' co bywa niesamowicie irytujące. Wygląda to tak jakby Sean Murphy zamiast iść za ciosem, szybko i zdecydowanie rozpisać opowieść, przeciągał pewne składowe fabuły do absurdalnego maksimum. Nie wiem czemu ten zabieg miał służyć. Budowaniu odpowiedniego nastroju? Podnoszeniu adrealiny? Widać, że pan Murphy bardzo chciał aby czytelnik wkręcił się w klimat Neo-Gotham - i zapewne z tego powodu ciągle nam przypomina, jak bardzo Powers zastrasza mieszkańców miasta - i to mu się udało. Nowe technologie, batkostiumy, olśniewające wieżowce. To wszystko wygląda obłędnie i naprawdę szkoda, że fabuła została tak bardzo spłycona.

"Nie tylko Biały Rycerz" to nierówny komiks. Styl pana Seana Murphy'ego bardzo mi się podoba i prawdę powiedziawszy to dla jego rysunków po ten tytuł w ogóle sięgnąłem. Może zabrzmi to niezbyt profesjonalnie, ale sama opowieść była mi zupełnie obojętna. Jeszcze dwa pierwsze zeszyty serii dostarczyły całkiem fajnego ładunku emocji, lecz to tylko dwa zeszyty. Stąd też komiks polecam jedynie wiernym fanom Białego Rycerza.
____________________
#001-008 "Batman: Beyond the White Knight" [05/2022-04/2023]
#001-002 "Batman: Whithe Knight presents Red Hood" [10/2022]
Tytuł oryginału: "Batman: Nie tylko Biały Rycerz"
Scenarzysta: Sean Murphy, Clay McCormack
Rysunki: Sean Murphy, Simone Di Meo, George Kambadais
Kolory: Dave Stewart
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Seria: DC Black Label
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 264
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328165090
Data wydania: 25 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
„Batman: Nie Tylko Biały Rycerz” to czwarty album ze świata Białego Rycerza, ukazujący się w ramach linii wydawniczej DC Black Label. Przez dwanaście lat wiele może się zmienić, zwłaszcza w Gotham! Pod nieobecność odsiadującego karę więzienia Bruce’a Wayne’a na scenę wkracza nowy Batman. Czy okaże się ostatnim Mrocznym Rycerzem? Derek Powers, dyrektor generalny Wayne Motors, przejął kontrolę nad aktywami rodziny Wayne’ów i wykorzystując zdobyte w ten sposób środki, przystąpił do radykalnego przekształcania zarówno GTO – jednostki do Zwalczania Terroryzmu w Gotham – jak i miasta, do ochrony którego została powołana. Spadające wskaźniki przestępczości skutecznie mydlą oczy mieszkańcom i jedyną osobą świadomą prawdziwego niebezpieczeństwa grożącego Gotham jest Bruce Wayne. Z chwilą zniknięcia córki Harley Quinn zaczyna się walka z czasem, ponieważ jeśli Jackie choć trochę przypomina swojego ojca, może to oznaczać, że los miasta jest w jej rękach! Aby ją powstrzymać, Bruce nie ma wyboru i musi zwrócić się o pomoc do Jasona Todda, pierwszego Robina! Tymczasem ujawnia się inny, jeszcze bardziej zaskakujący sojusznik. Czyżby do Gotham ponownie zawitał Joker?

Hellboy kontra kosmiczne potwory

"Giant Robot Hellboy" rozdział drugi Dark Horse Comics


Spodziewaliście się, że i tym razem pan Mike Mignola uraczy nas opowieścią o tajemniczej grupie naukowców - zapewne szalonych - próbujących odpalić kosmiczny portal między Ziemią a tą drugą, bardziej nieprzyjemną niż przyjemną, stroną? Ja się spodziewałem. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz ojciec Hellboya sięga po ten motyw. Taki klimat tej serii. Nasz czerwony bohater, jak również inni członkowie Biura Badań Paranormalnych i Obrony wyrośli na walce z doktorami, okultystami czy innymi zakręconymi szamanami, którzy chcieli doprowadzić do zagłady rodzaju ludzkiego - ewentualnie wzmocnić nazistów - składając ludzi w ofierze kosmicznym, lovecraftowskim monstrom.


Drugi zeszyt mini serii "Giant Robot Hellboy" to w dużej mierze walka metalowego herosa z potworami rodem z najgorszych koszmarów. Obok godzillopodobnego stwora z części pierwszej pojawiają się tym razem także i inne maszkary, które trochę przypominają przerośnięte robale żywcem wyjęte z powieści Roberta Heinleina. Bardzo fantastycznie to wygląda i naprawdę panu Duncanowi Fegredo należą się duże brawa. Może niezbyt często sięgam po przygody Hellboya, ale jak do nich wracam to zawsze skaczę z zachwytu. Właśnie z uwagi na prace poszczególnych artystów, ponieważ gołym okiem widać, że odnajdują się w hellboyowych klimatach.


Podsumowując. Drugi zeszyt wypada lepiej od poprzedniego. Choć dalej siłą komiksu jest kreska to sama fabuła także nabiera tempa. Zostaje wspomniany stary zespół naukowców, którzy prowadzili nieautoryzowane badania. Pada wzmianka o złym kosmicznym portalu, przez który przelazły dziwne stwory a na sam koniec pojawia się cliffhangerowa zagadka. Oczywiście jest także Hellboy srzelający rakietami ze swoich... sutków😁Tego się akurat nie spodziewałem. Kiedy człowiek myślał, że widział już wszystko dostaje coś takiego. Sztos😁
_________________________
#002 "Giant robot Hellboy" vol 1 [11/2023]
Scenarzysta: Mike Mignola
Rysownik: Duncan Fegredo
Kolory: Dave Stewart
Twórcy okładki: Duncan Fegredo
Polskie wydanie: brak


Hellboy robotem?!

kilka zdań o pierwszej odsłonie serii "Giant robot Hellboy"


Dawno nie zaglądałem do Hellboya, więc czas na przypomnienie Wam i sobie, że taki bohater dalej działa i ma się całkiem nieźle. Przynajmniej w teorii.

W październiku 2023 roku miała miejsce premiera pierwszego zeszytu serii "Giant Robot Hellboy". Za scenariusz odpowiadał sam Mike Mignola, zaś rysunki wyszły spod ręki pana Duncana Fegredo, dla którego nie był to bynajmniej debiut w mignolaverse. Jak wygląda owoc pracy tych dwóch panów? Czy uchwycili klimat znany z japońskich kaiju? Chciałbym napisać, że oto narodziła się nowa jakość ale niestety rozminąłbym się z prawdą. Za jedyne novum robi stwór godzillopodobny oraz gigantyczny robot, do którego została przetransferowana świadomość tytułowego bohatera.


Kto dopuścił się takiej profanacji? Na ten moment tego nie wiemy. Widzimy tylko starszą kobietę bredzącą coś o skarbcu, zespół naukowców czujących nad projektem oraz gibką dziewczynę do zadań specjalnych. Wydają się tworzyć jakąś kolejną, tajną organizację, ale czy pojawiła się ona gdzieś wcześniej? Możliwe, choć pewności nie mam i pewnie nie będę mieć do samego finału. Choć możliwe, że i wówczas niczego się nie dowiemy.


Fabularnie nic specjalnego. Nasz hellboyowy robot zostaje przetransportowany na nieznaną wyspę, gdzie atakuje go wspomniany wyżej potwór. Dlaczego tam się znalazł? Miał wspierać super dziewczynę w jej akcji odnalezienia skarbu w opuszczonym, pełnym kościotrupów bunkrze? Zapewne😀Od strony graficznej komiks prezentuje się tak jak powinien, tj. oddaje klimat innych serii poświęconych Hellboyowi. Nad właściwą kolorystyką czuwa of course Dave Stewart, kolejne znane nam nazwisko. To jasny punkt tego komiksu.


Na zakończenie ciekawostka. Fabuła komiksu rozgrywa się w 1967 roku, kiedy to na ekrany kin wchodził kolejny film o Agencie 007. Choć na plakacie zdaje się widnieć zapowiedź filmu "Casino Royale" to wspomniany rok przyniół nam inną ekranizację powieści, tj. "You Only Live Twice". A może pan Mignola specjalnie coś pokręcił? A może to plakat wznowienia pierwszej książki o panu Bondzie? Któż to może wiedzieć.
_________________________
#001 "Giant robot Hellboy" vol 1 [10/2023]
Scenarzysta: Mike Mignola
Rysownik: Duncan Fegredo
Kolory: Dave Stewart
Twórcy okładki: Duncan Fegredo
Polskie wydanie: brak

O przestraszonej staruszce, która została demonem

słówko o historii "The Penanggalan"


Za co lubię Hellboya? Między innymi za to, że postać ta uciekając się do prostych trików potrafi mnie rozbawić. Nie każdy komiksowy bohater - nawet taki wyglądający na potencjalnego śmieszka - umie sprostać moim wymaganiom. Hellboyowi przychodzi to bez większego trudnu. Jego trafne komentarze podszyte dawką odpowiedniego sarkazmu są tym do czego lubię wracać i pewnie będę wracał często. Taki przynajmniej jest plan.


Wczoraj dla przykładu wróciłem do historyjki "The Penanggalan", w której nasz czerwony wielkolud spotkał malezyjskiego demona. Maszkarę będącą kiedyś staruszką, która odprawiając jakieś obrzędy religijne - pan Mignola tym razem nie tłumaczy ich natury - przestraszyła się do tego stopnia, że kopnęła w głowę a ta 'wraz z organami wewnętrznymi wzleciała nad wierzchołki drzew'*. Brzmi zabawnie? Hellboy uznał, że to najgłupsza historia jaką słyszał. Dla mnie jest po prostu komicznie absurdalnym originem ale originem, który w jakimś tam stopniu pasuje do krajobrazu serii.

Jeżeli zaś chodzi o finał to wszystko dobrze się kończy. Jak zawsze 😁
_________________________
"The Penanggalan"
"Hellboy Premiere Edition" [03/2004]
Scenarzysta: Mike Mignola
Rysownicy: Mike Mignola
Kolor: Dave Stewart
Tłumacz: Maciej Drewnowski
Polskie wydanie: "Hellboy. Lichwiarz. Trollowa wiedźma" tom czwarty [Egmont, 2018]. Zamieszczony w tym  tekście cytat pochodzi z wymienionego wyżej wydania.

"Plot Holes"

 
Właśnie skończyłem czytać "Plot Holes" Seana Murphy'ego i nie mogę przestać się zachwycać. Zostałem zaskoczony oraz czytelniczo zmiażdżony; dosłownie wciągnięty przez historię, która trzyma tempo od pierwszych stron. I fabuła i kreska mają w sobie to COŚ, co nie pozwala oderwać się od lektury a o tym, że będzie ciekawie dowiadujemy się od razu, po kilku zaledwie planszach.

Najprościej ujmując niniejsza opowieść to zapis działań pokręconej, dziwnej i bardzo zróżnicowanej grupy odmieńców o nazwie PLOT HOLES. Nasi bohaterowie-indywidualiści żyją w czymś co można dla uproszczenia nazwać edytorskim Matrixem, gdzie pełnią rolę cyfrowych redaktorów. Wchodzą do książek tylnymi drzwiami - niczym Klucznik z filmów rodzeństwa Wachowskich - dokonują korekty tekstu i w ten cudowny sposób ratują daną pozycję przed kasacją oraz wydawniczym zapomnieniem.

Naturalnie, pod płaszczykiem WCIĄGAJĄCEJ przygody ukrywa się jeszcze jedna opowieść, nie mniej interesująca, ale delikatnie spokojniejsza. To historia o drużynie, która musi zrozumieć dlaczego znaleźli się w programie i do czego ich działania mogą doprowadzić. Sean Murphy przedstawia ją jako lekko dysfunkcyjną ekipę dziwolągów - każda z postaci odpowiada jednemu gatunkowi literackiemu, ewentualnie jednej epoce - próbujących zaakceptować siebie nawzajem i zbudować coś wartościowego.

Co się zaś tyczy kreski i rysunków to śmiem twierdzić, że każdy z nas znajdzie tutaj coś dla siebie. Plansze Seana Murphy'ego do pewnego stopnia odzwierciedlają światy, z których wywodzą się nasi bohaterowie. I znowu mamy dla przykladu pomieszanie mangi ze stylem, który zestawilibyśmy z historiami fantasy. Gdzieś dalej wita nas sceneria rodem wyciągnięta z westernu czy też ostrego science fiction. Dobrze to wszystko razem zagrało. Na tyle efektownie, że komiks przeczytałem w ekspresowym czasie i z czystym sumieniem mogę go polecić każdemu. Świetna przygoda.


[Non Stop Comics, 05/2023]
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

"Batman. Zagłada Gotham"

 
Jeżeli na sali wypełnionej entuzjastami komiksu rzuciłbym pytanie 'z czym Wam kojarzy się nazwisko Mike Mignola?' to większość z was bez zastanowienia przywołałby postać Hellboya. Naturalnie mielibyście rację, gdyż amerykański twórca rzeczywiście kojarzony jest głównie z postacią demonicznego członka Biura Badań Paranormalnych i Obrony. Warto jednak pamiętać, że zanim narodził się Hellboy nazwisko artysty wzbogaciło takie tytuły jak chociażby "Daredevil", "The Incredible Hulk", "Phantom Stranger" czy "Batman". To na ich łamach stawiał pierwsze graficzne kroki, to w nich debiutował w roli scenarzysty. Do wybranych tytułów pan Mignola wracał także później, już jako zasłużony twórca powieści graficznych. Dzisiaj chciałbym przybliżyć wam jego wkład w rozwój postaci Mrocznego Rycerza a konkretnie opowieść "Batman. Zagłada Gotham".

Mike Mignola wielokrotnie podkreślał swoją fascynację literackim dorobkiem Lovecrafta oraz wypracowaną przez niego - i jego następców - mitologią Cthulhu. Motywy zaczerpnięte z prozy wspomnianego pisarza można odnaleźć w dużej części historii hellboyowych, jak również tych powiązanych z postacią Mrocznego Rycerza. W "Batman. Zagłada Gotham" przenosimy się w czasie do końca lat dwudziestych. Bruce Wayne, znany poszukiwacz przygód, w trakcie ekspedycji mającej odnaleźć profesora Oswalda Cobblepota odkrywa dziwną istotę skutą lodami Antarktydy. Następnie, wróciwszy do rodzinnego miasta zostaje rzucony w sam środek piekielnej rozgrywki, w której stawką jest nie tylko przyszłość Gotham, ale również przetrwanie rodzaju ludzkiego.

Odpowiadający za scenariusz pan Mignola – wspierany przez Richarda Pace’a – niemalże po brzegi wypełnił niniejszą opowieść odniesieniami do twórczości samotnika z Providence. Towarzysząc Batmanowi w jego śledztwie natrafiamy na całą plejadę tajemniczych postaci – na czele z nekromantą Ra's al Ghulem, któremu towarzyszy córka Talia – oraz dowiadujemy się o istnieniu zjawisk łamiących prawa rządzące powszechnie akceptowaną rzeczywistością. Zapomniana rasa ludzi-węży, bóstwa ze Starego Świata, zakazane księgi, postać Ludwiga Prinna, krwawe ofiary i obraz zbrodni sprzed lat to tylko kilka motywów wpisujących się w konwencję weird fiction, z którymi zetkniemy się czytając "Batman. Zagłada Gotham". Na mnie największe wrażenie wywarł obraz Thomasa Wayne’a – osoby chciwej i żadnej władzy – oraz makabryczny epizod z burmistrzem Harvey’em Dentem w roli głównej.

Będąc fanem zarówno Mrocznego Rycerza jak i Hellboya jestem delikatnie rozdarty. Z jednej strony biję brawa dla Mike’a Mignoli, który znalazł własną drogę artystyczną i może swobodnie kreować indywidualne komiksowe uniwersum. Z drugiej żałuję, że nie pozostał w DC Comics dłużej i nie stworzył więcej makabrycznych, wiktoriańskich historii z udziałem zamaskowanego obrońcy Gotham. Choć może to i lepiej? O ile "Batman. Zagłada Gotham" jako laurka pod adresem Lovecrafta wypada bardzo dobrze to jednak daleko jej do dobrych historii o Mrocznym Rycerzu. Fabuła mogłaby być bardziej przemyślana i nie ograniczająca się do epatowania kolejnymi kosmicznymi potwornościami.


"The Doom That Came to Gotham" [11/2000-01/2001]
Polskie wydanie: "Batman. Zagłada Gotham" [Egmont 2004, Eaglemoss 2017, Egmont Dc Deluxe 2023]
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


[01-06.2006] "Batman and the Monster Men"


Batman podąża śladem Rzymianina. Po wsparciu Jamesa Gordona w jego próbie oczyszczenia struktur policji, po akcji z Red Hoodem bierze na celownik narkotyki i ludzi, którymi steruje Carmine Falcone. Obserwując działania Sala Maroniego ma zamiar pozyskać dowody, dzięki którym prokurator okręgowy będzie miał szansę podjąć odpowiednie kroki w sądzie. W trakcie prowadzonego śledztwa trafia na działalność niejakiego profesora Hugo Strange'a. Wkrótce Gotham City zalewa fala makabrycznych zbrodni.

Matt Wagner oraz Dave Stewart zabierają nas do Gotham terroryzowanego przez przestępczość zorganizowaną. Do miasta, gdzie nazwiska Falcone, Maroni wzbudzają powszechny strach i niepokój o szczęśliwe jutro. To świat układów – mniej lub bardziej szemranych – lichwiarskich pożyczek, gangsterów egzekwujących długi, skorumpowanych polityków i elit prowadzących wystawne życie. Ponurą rzeczywistość próbuje zmienić Batman. Nocna zmora półświatka, która swoją działalność daje jasno do zrozumienia, że dni bezprawia powoli dobiegają końca. Gotham, to również miasto pozbawione superzłoczyńców. Zaobserwujemy w nim strefy wpływów i porachunki mafijnych rodzin ale nic więcej. Najgorsze zło jeszcze nie opuściło nory. Sam Batman dopiero zaznacza swoją obecność – tu poobija bandziorów handlujących prochami, tam nastraszy Maroniego – choć i on dla większości zainteresowanych stanowi coś na kształt miejskiej legendy.

Tak wygląda Gotham z "Batman and the Monster Men". Nieoczekiwanie, przywołany wyżej 'porządek' zakłócają marzenia niejakiego profesora Hugo Strange'a. Ogarnięty chorą wizją wielkiej misji dziejowej – mającej doprowadzić do stworzenia istoty doskonałej – daje on przyzwolenie na prawdziwie potworne zbrodnie. W dosłowym tego słowa znaczeniu. Wykorzystując owoce swoich nieudanych eksperymentów, nie licząc się z jakimikolwiek kosztami, chcąc udowodnić drzemiącą w nim siłę wypowiada wojnę Maroniemu, co od razu przykuwa uwagę Batmana. Wogóle Hugo Stragne to postać bardzo ciekawa. Dorastając w bardzo trudnych warunkach zdołał wyrwać się, dostać na Gotham University oraz zyskać stosowny rozgłos w dziedzinie inżynierii genetycznej. Pokonał przeciwności losu, choć pewne kompleksy - i nie myślę tutaj o tych fizycznych - pozostały z nim na zawsze. Jeżeli mocniej się zastanowić to niemalże cała fabuła opowieści buzuje właśnie wokół pana Strange'a. Wątki takie jak romans Wayne'a z Julie Madison czy kłopoty finansowe jej ojca to wyłącznie – przynajmniej na ten moment – dodatki mające pomóc czytelnikowi we właściwym zrozumieniu gothamskiej maszynerii.

Czytając "Batman and the Monster Men" musimy pamiętać, że jesteśmy świadkami początków Batmana. Nasz bohater nie ma jeszcze wysoce specjalistycznego sprzętu. Wiele gadżetów - Batmobil jest na etapie tworzenia - powstaje na bieżąco, w zależności od danej sytuacji. Bruce Wayne nie wie jak będzie wyglądać jego normalność. Czy będzie mógł pozwolić sobie na dziewczynę? Czy będzie umiał utrzymać ją z dala od gościa w kostiumie nietoperza? W jaki sposób ma doprowadzić do rozejmu z policją? Na te pytania próbuje znaleźć odpowiedź Matt Wagner w "Batman and the Monster Men".


#001-006 "Batman and the Monster Men" vol 1 [01-06/2006]

Polskie wydanie: "Świt Mrocznego Rycerza. Batman i ludzie ptwory" [Egmont, 2018]

Twórcy: Dan DiDio, Matt Wagner, Dave Stewart, Rob Leigh.