Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont Polska. Pokaż wszystkie posty

VENOM, tom II (Ewing, Ram V)


To jedna z tych historii, która pozostawia ogromny mętlik w głowie czytelnika. Weźmy takiego gościa jak ja. Z Venomem nie zawsze było mi po drodze ale powiedzmy, że miło wspominam zeszytówki od drużyny TM-Semica gdzie pierwszy raz zobaczyłem symbiota. Mam wrażenie, że wówczas jeszcze Marvel wiedział jak powinny komiksy wyglądać. W dodatku były to zeszytówki rysowane przez Todda McFarlane'a więc z automatu miały one plus dziesięć do zajebistości. Tak, wówczas bardzo lubiłem styl wspomnianego rysownika i lubiłem Venoma.

LUCKY LUKE - 1 - Kopalnia złota Dicka Diggera


Panie i Panowie przed Państwem Lucky Luke, który nie wygląda jak Lucky Luke. To było pierwsze co rzuciło mi się w oczy, gdy zajrzałem do środka. To znaczy może i wygląda on tak jak powinien ten słynny kowboj a to ja mam krzywe wyobrażenie na jego temat.

Wiecie, niniejszy album to moje pierwsze, komiksowe spotkanie z rewolwerowcem szybszym od własnego cienia. Co prawda, z zamiarem poznania przygód Lucky Luke’a noszę się już od dawna - w końcu komiks bardzo, bardzo retro, bo z 1947 roku - ale zawsze coś wyskakiwało. A to jakiś nowy Hellboy, a to nowy run Batmana, nowy komiks od Kultury Gniewu, etc. Wiecie, zawsze coś. Poza tym jego przygody zawsze kojarzyły mi się z historyjkami mocno infantylnymi. Co prawda nie mam z nimi większego problemu ale jakoś z tym tytułem nie było mi po drodze. Czy po lekturze tego tomu zostanę z nim na dłużej?

"Star Wars. Ewoki"


Nie spodziewałem się, że doczekam wydania tego komiksu w Polsce. Co prawda Egmont już od jakiegoś czasu skacze i obok tytułów flagowych - aktualnie zaliczam do nich historie z trzeciej fazy Wielkiej Republiki - wrzuca historie, najczęściej one-shoty, odnoszące się do różnych okresów ale sero, nie spodziewałem się powrotu na Endor; do tych małych niedźwiadków, których postawa prawdziwie chwytała za serducho. Czy po wielu latach mają one nadal to 'coś'?

Steve Orlando próbuje nas przekonać, że tak. Dosłownie już na starcie czytelnik dostaje krótkie intro przypominające, że Ewoki choć są mali to jednak są dzielni, że nadal są nadal blisko natury i że oczywiście zaprzyjaźnili się z nieznajomą, wsparli Rebeliantów w walce z Orutnikami - urocza nazwa Imperium - oraz pomogli zniszczyć fałszywy księżyc. W filmie byli oni równoprawnymi bohaterami wielkich wydarzeń i nadal Steve Orlando ich tak przedstawia.

"STAR WARS: Inkwizytorzy"


Cztery zeszyty, czterech Inkwizytorów oraz jeden Jedi, który nie chce umrzeć. Lubię to. Mimo, że niniejszy album to bardzo prosta historia biorąca na warsztat motyw dobrze wszystkim znany to jednak podczas lektury bawiłem się świetnie. O co dokładnie chodzi?

Nastały mroczne czasy. Wiadomy rozkaz 66 został wykonany niemalże w stu procentach a Jedi, którzy mieli szczęście przeżyć są obecni ścigani przez tytułowych Inkwizytorów. Ważne: ci ostatni również nie mają lekko. Wybrali stronę sądząc, że wybrali mądrze ale nie podejrzewali jak nisko nad nimi samymi będzie wisiał topór kata. Kata w osobie Dartha Vadera, który - co tu dużo mówić - do najcierpliwszych nie należy. Tak prezentuje się punkt wyjścia.

#001 "CONAN - Out of the Darksome Hills"


Czas nadrobić zaległości. W lutym 2004 roku Dark Horse Comics wydało pierwszy zeszyt, nowej serii poświęconej Conanowi z Cymerii. W czerwcu 2023 roku seria zaczęła ukazywać się również na polskim podwórku - brawa dla ekipy z Egmont Polska! - ale przyznam, że miałem duże opory przed lekturą Conana w nowej odsłonie. To znaczy nie takiej zupełnie nowej - jakby nie było komiksy te mają już ponad dwadzieścia lat - ale i nie tak retro jak pierwsze historie publikowane przez Marvel Comics, które po prostu uwielbiam. Kolekcja "Conan Barbarzyńca" od Hachette to moim zdaniem jedna z najlepszych i najważniejszych kolekcji wydanych w Polsce. A historie, które zawiera? Dla mnie, najlepsze z najlepszych, jeżeli chodzi o komiksowe przygody barbarzyńcy Howarda. Nie wykluczam oczywiście, że seria od Dark Horse Comics również do mnie trafi ale ponieważ dopiero zaczymam z nią zabawę to finalną ocenę zostawię sobie na koniec.

"GUN HONEY - 3 - Kurs kolizyjny"


Na wstępie coś sobie wyjaśnijmy. Seria "Gun Honey" - zaliczam do niej również tytuły poboczne typu "Heat Seeker" - nie jest serią ani dla każdego, ani serią zbyt oryginalną. Wystarczy spojrzeć na okładkę aby wiedzieć czy świat aktualnie tworzony przez Charlesa Ardaia jest czy nie jest światem dla nas. Dziewczyna w mocno obcisłej skórze, z pistoletem w lewej ręce oraz prawą ręką spoczywającą na detonatorze może ale nie musi zachęcać do lektury i nie pomogą tutaj żadne szumne slogany, pisane czy to przez Eda Brubakera czy Stephena Kinga.

Podcast nr 133: MIŁY DOM NAD MORZEM. Cześć 1 (2024-2025)



W najnowszym podcaście na ReTro Komiks opowiadam o pierwszym tomie serii "Miły dom nad morzem".

"Samuraj" - 1 - Jean-François Di Giorgio, Frédéric Genêt, Delphine Rieu



Zacznę od tego, że miałem wobec tego albumu spore oczekiwania. Nie znam innych prac Jeana-Françoisa Di Giorgio. Komiksu "Shane" od Studia Lain nie czytałem, choć kilka osób kilkukrotnie zachęcało mnie, abym znalazł dla niego czas. Podobno jest to rzecz ciekawa jak ktoś lubi średniowieczne klimaty a ja rzeczywiście lubię od czasu do czasu takie wycieczki i "Samuraj" miał być taką wycieczką. Z tym, że zamiast obserwować przy pracy rycerzy miałem obserwować samuraja w feudalnej Japonii. Tego samuraja widocznego na okładce, samuraja o surowym spojrzeniu, z dwoma mieczami i kilkudniowym zarostem. Powiem więcej. Po cichu liczyłem, że będzie to bohater na miarę Skorpiona Stephena Desberga i Enrico Mariniego. Bohater, który będzie nie tylko dobrze wyglądał ale i będzie skutecznie ciągnął awanturniczy wątek. Czy Takeo jest takim bohaterem? Nowy Skorpionem?

"X-Men. Przeznaczenie X" (2022)


Największym minusem tego albumu jest brak Jonathana Hickmana na siodełku scenarzysty. Nie chcę marudzić, ale odnoszę wrażenie, że tylko on potrafi tak układać klocki, że historia nie chwieje się w posadach. Of course, nie jest tak, że pozostali autorzy serii całkowicie działają po omacku, ale mimo wszystko w ich ruchach brakuje większego zdecydowania i pewności siebie. Wyczuwalny jest chaos a opowieść wydaje się być rozdrabniana na zbyt wiele wątków.

Taka konstrukcja - zawiła i w mojej ocenie na siłę próbująca udziwniać rzeczy proste - utrudnia lekturę a przecież czytając taki komiks powinniśmy przez niego płynąć i dobrze bawić. Czyż nie?

Oczywiście nie jest tak, że niniejszy album zalicza wywrotkę na każdym z wątków. Gerry Duggan narracyjnie potrafi zainteresować, być może aż za bardzo. Pisana przez niego historia to historia politycznych układów, historia testowania jednych przez drugich, historia sojuszy w sojuszach oraz obraz zaogniania indywidualnych animozji. Na to wszystko nakłada się wątek nieufności ludzi do mutantów - czyli wracamy do korzeni - i vice versa, rodzinne waśnie i fundowanie czytelnikom sentymentalnych jazd pokroju 'a teraz wrzucę Wam bohatera, za którym na pewno tęsknicie'.


W moim odczuciu tego jak za wiele. Hickman znał umiar a nawet jak szarżował to robił to z głową, miał wizję. Czytając jego arc nie musiałeś robić notatek, czytając historię Duggana wypadałoby mimo wszystko kilka rzeczy zanotować, jeśli nie chce się stracić orientacji w fabule. Dobrze byłoby również wrócić to tomu pierwszego.

Z czym mierzymy się tym razem? Z doktorem Stasis, Orchis oraz Cordycepsem Jonesem. Z tym ostatnim w wielkim, kosmicznym kasynie. Co dalej? Dalej jest normalnie, czyli kolorowo. Dużo kostiumów, dużo gadających głów, dużo świateł, laserów, iskier i onomatopei.


Szybkiej akcji nie można komiksowi odmówić, ale ja osobiście tęsknię za zeszytówkami z jednym villainem i kilkoma bohaterami. Za prostą konfrontacją opatrzoną megalomańską gadką i pouczającymi prawdami głoszonymi przez liderów drużyn. Takie superhero było moim superhero. Teraz jest 'meh', ale czytam, bo to X-Men a X-Menów proszę Państwa trzeba zanować 🙂

------------------------------
#008 "X-Men. The Buffet is Undefeated" vol 6 (02/2022)
#009 "X-Men. The Rule of Three" vol 6 (03/2022)
#011 "X-Men. A Busted Hand" vol 6 (05/2022)
#012 "X-Men. Controlled Demolition" vol 6 (06/2022)
#013 "X-Men. Resurrection Blues" vol 6 (08/2022)
#014 "X-Men. Ice Cold" vol 6 (08/2022)
napisał: Gerry Duggan
narysowali: Javier Pina, C.F. Villa, Pepe Larraz
pokolorowali: Marte Gracia, Matt Milla
Polskie wydanie: "X-Men. Przeznaczenie X" [Egmont Polska 10/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Asteriks. Niezgoda" || #015 "Asterix. La Zizanie" (1970)

Od czego zacznąć? Ach tak... Asteriksa
 czytam, gdy mi smutno i źle. Można zarzucać twórcom wtórność - tak, znam osoby tak czyniące - śmieszenie nas podobnymi lub nawet identycznymi żartami, miałkie zakończenia czy uporczywe naigrywanie się z biednego Kakofoniksa. Ja jednak, mimo tych wydumanych 'wad' kupuję te historyjki od ich pierwszej do ostatniej planszy. Jestem prostym odbiorcą i śmieszą mnie proste rzeczy.

Poprawiają mi humor. Nawet nie zabawnymi i przerysowanymi do bólu cliffhangerami - choć nieukrywam, mam do nich słabość - czy słownymi przepychankami pana Asteriksa z panem Obeliksem. Bawią mnie nawiązaniami do wydarzeń historycznych, do znanych postaci czy karykaturalnego i celnego spojrzenia na ludzkie przywary. Bawi mnie autoironia i wrzutki o okrutnych piratach, którzy ponownie tracą swój stateczek.

"Zorro. Z martwych" || "Zorro: De'entre les morts" (2024)


Sean
Murphy potrafi czarować i wiadomo o tym nie od dziś. Potrafi wziąć motyw stary jak świat albo tak stary jak meksykańska religijność i tchnąć w niego nowego ducha przygody. Tak zrobił chociażby z Nietoperzem - serio, "Białego Rycerza" trzeba szanować! - i tak zrobił z samurajami, których ubrał w cyberpunkową stylistykę. Teraz przyszedł czas na prawdziwą legendę.

Punkt wyjścia jest prosty. Ponownie jesteśmy w Meksyku oraz ponownie w mieście La Vega. Nadal mamy do czynienia z Diego, co więcej z Diego dobrze machającym szpadą. Są to stałe wyjęte z legendy o Zorro, stałe tworzące lore historii, stałe które się nie zestarzały. Sean Murphy dodatkowo obudowuje je drobiazgami, które mają przybliżyć origin starego/nowego bohatera. To na wypadek gdyby ktoś jednak nie kojarzył kim jest facet w czarnej opasce na oczach. Gdzieś między kadrami pojawiają się nazwy szermierczych szkół, pojawia się lista zasług Zorro oraz zostaje wspomniany szacunek jakim jest otaczany przez mieszkańców.


Ten ostatni aspekt Murphy wynosi na bardzo wysoki poziom. Dla mieszkańców La Vegi Zorro nie jest przestępcą. Jest niczym John Dillinger, wyjęty spod prawa, ale i ktoś kto walczy z niesprawiedliwością i próbuje pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują. Być może paralela do Dillingera jest zbyt odważna, ale uprościwszy ją wychodzi schemat podobny. Zresztą, sama historia jest prosta i tutaj nie ma co się obrażać na autora. Owszem, rysunki jak zawsze sztos, ale scenariusz? Znam lepsze, ale to jest historia z Zorro w roli głównej, więc wybaczam autorowi wszystko i patrzę jak dobrze radzi sobie z jedną ze starszych ikon popkultury.

Murphy bawi się motywem zamaskowanego obrońcy ludu na całego, ale robi to w tak dobry sposób, że nawet jeśli ktoś napisze, że jest to po prostu ładnie narysowany komiks przygodowy to nadal będzie to cholernie dobry komiks przygodowy! Z historią starą jak świat, ale podaną w tak miły dla czytelnika sposób, że jej lektura to czysta przyjemność. Zwłaszcza, jeżeli z tą postacią mamy miłe wspomnienia.


Od strony fabularnej dostajemy Zorro skonfrontowanego ze złem dzisiejszego świata. Zamiast Hiszpan
ów nabijających kabzy kosztem ludu mamy kartel narkotykowy. Zamiast kapitana Estebana Pasquale'a mamy El Rojo. Zamiast działającego w pojedynkę Zorro mamy mieszkańców La Vegi, sceptyczną siostrę, byłego najemnika i lisa. Co prawda, tego ostatniego bohatera nie pamiętam z wcześniejszych wersji opowieści, ale tutaj jest on ślicznym i ważnym elementem fabuły. Podobnie jak El Zorro!

------------------------------
"Zorro: De'entre les morts" (2024)
napisał i narysował: Sean Murphy
pokolorował: Simon Gough
Polskie wydanie: "Zorro. Z martwych" [Egmont Polska, 09/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Star Wars. Darth Vader. Czerń, biel i czerwień" || #001-#004 "Star Wars: Darth Vader - Black, White & Red" vol 1 (2023)


Fantastyczny komiks! Nie powiem, miałem obawy widząc, że za historią flagową stoi pan Jason Aaron. Nie należę do jego teamu. Delikatnie mówiąc. Pan Aaron to scenarzysta za dużo kombinujący, mający dziwną skłonność do zbytniego rozwijania opowieści, co oczywiście przeważnie jej nie służy. Na szczęście tym razem podszedł do tematu inaczej, w stylu zupełnie niecharakterystycznym dla swojej twórczości.

Tym razem pan Jason Aaron dostarcza nam miniaturkę. Właściwie cały album to zbiór raz mniejszych, raz większych miniaturek. Ich nienaruszalną stalą jest naturalnie postać Dartha Vadera. Choć nie zawsze gra on w tych mikro historiach pierwsze skrzypce to jego osoba pojawia się w każdej i w zależności od kontekstu ma ona do odegrania konkretną rolę. Jak się zastanowić: nie dostajemy niczego nadzwyczajnego. Żaden ze scenarzystów - a tych z uwagi na strukturę albumu mamy naprawdę wielu - nie wymyśla koła na nowo. Jeżeli ktoś liczy na wyjątkowo świeże spojrzenie na tytułowego bohatera to prawdopodobnie się rozczaruje. To jednak nie problem, bo siłą tego komiksu jest coś innego.

W niniejszym albumie nie fabuła jest najistotniejsza. Ciekawa jest sama prezentacja lorda Sithów i sposób w jaki widzą go bohaterowie historii. Może i poszczególne motywy bywają wtórne, ale autorzy otwarcie przypominają nam, że ocena Dartha Vadera zawsze zależy od osoby oceniającej. Dla jednych jest on bohaterem, dla innych maszyną do zabijania. Zarazem tworem doskonałym, jak i sennym koszmarem. Genialnym strategiem, dowódcą potrafiącym docenić wierność Imperium, jak i katem. Każda z miniaturek to inne spojrzenie na tytułową postać. Malkontenci uznają pewnie, że nadal nie jest to nic odkrywczego, ale ja pozwolę sobie się nie zgodzić. Na tle innych komiksów Star Wars wydanych w Polsce ten wypada bardzo świeżo.


Również pod kontem wizualnym. Dawno nie widziałem tak ciekawie prezentującego się komiksu Star Wars od strony rysunków oraz kolorów. Daniel Warren Johnson, Klaus Janson, Stefano Raffaele i inni zaprezentowali bardzo ciekawe podejście do tematu. Jest różnorodnie, jest kontrastowo, jest inaczej. Momentami kreska idzie chyba - wielkim specjalistą nie jestem - w stronę anime, ale nie miałem z tym problemu. Widać, że koncepcja 'stawiamy na czerń, biel i czerwień' została przemyślana i po prostu pasuje - nie można tego prościej nazwać - do tego o czym ten album opowiada.

------------------------------
#001-#004 "Star Wars: Darth Vader - Black, White & Red" vol 1 (04-07/2023)
napisali: Jason Aaron, Peach Momoko, Torunn Grønbekk, David Pepose, Victoria Ying, Daniel Warren Johnson, Marc Bernardin, Steve Orlando, Frank Tieri
narysowali: Leonard Kirk, Peach Momoko, Klaus Janson, Alessandro Vitti, Marika Cresta, Daniel Warren Johnson, Stefano Raffaele, Paul Davidson, Danny Earls
pokolorowali: Romulo Fajardo, Jr., Peach Momoko, Klaus Janson, Alessandro Vitti, Marika Cresta, Daniel Warren Johnson, Andres Mossa, Paul Davidson, Danny Earls
Polskie wydanie: "Star Wars. Darth Vader. Czerń, biel i czerwień" [Egmont Polska, 09/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Przedwieczni" || #001-#012 "Eternals" vol 5 (2021-2022)


Dzisiaj będzie krótko, gdyż nie lubię rozpisywać się na temat albumów, które zdecydowanie źle mi się czytało. Dlaczego zgrzytałem zębami? Niestety nie ma jednej, konkretnej przyczyny. Kiedyś pisałem, że mam problem ze współczesnymi historiami - i mam tak zarówno z historiami od Marvela, jak i DC - które próbują szyć coś wielkiego, mocno ocierającego się o patetyzm. Po prawdzie to dobrze znoszę jedynie te starsze opowieści, takie jak "Rękawica Nieskończoności" czy "Secret Wars". Są to ramotki pierwszej wody, ale przynajmniej nie próbują one udawać, że są pisane dla czegoś innego niż dla czystej rozrywki.


"Przedwieczni" Kierona Gillena pr
óbują i to na wielu poziomach. Weźmy chociażby narratora próbującego nam przypominać jacy to tytułowi bohaterowie są ważni, jacy dziwni i jacy inni w swoim jestestwie. Owe uwagi byłby jeszcze do zaakceptowania, gdyby nie nieznośnie - przynajmniej dla mnie - uporczywe wbijanie nam do głów prawd na temat legendarnych istot. Prawd o ich legendarnych, mitycznych - nie może być inaczej! - wojnach z Dewiantami, o ich metodach regeneracji oraz długowieczności. Prawdę powiedziawszy zaakceptowałbym te wyjaśnienia bez większego bólu, gdyby były podane raz, ale nie znoszę jak czytelnika traktuje się jak idiotę. Jakby owe tłumaczenia wykraczały poza możliwości percepcji zwykłych ludzi. Strasznie irytuje mnie takie podejście.


Poza tym, choć tutaj pewnie przesadzam, od czasu do czasu czułem się tak jakbym czytał "Silmarillion" albo jakiś inny jemu podobny tekst. Zakładam, że scenarzysta chciał ukazać bohater
ów w odpowiedniej perspektywie. Podkreślić ich dostojność i przewagę nad zwykłymi herosami z Ziemi. Nawet mu się udało. Rzeczywiście czułem, że Ikaris i jemu podobni stoją wyżej, choć czułem również, że autor po prostu przesadził. Pewnie większym fanom Marvela - takim lubiącym eventy i bajki o skali kosmicznej - takie uwznioślenie jednej z grup nie przeszkadza, aż tak bardzo, ale ja nie nadaje się na czytelnika takich historii.

Ja jestem prosty facet. Do pełni szczęścia wystarczą mi ziemskie przygody, ziemskich bohaterów. Na przykład X-Menów od pana Jonathana Hickmana.

------------------------------
#001-#012 "Eternals" vol 5 (01/2021-05/2022)
#001 "Eternals: Thanos Rises" vol 1 (09/2021)
#001 "Eternals: Celestia" vol 1 (10/2021)
#001 "Eternals: The Heretic" vol 1 (03/2022)
napisała: Kieron Gillen
narysowali: Esad Ribić, Dustin Weaver, Kei Zama, Guiu Vilanova, Ryan Bodenheim, Edgar Salazar
pokolorowali: Matthew Wilson, Chris O'Halloran
Polskie wydanie: "Przedwieczni" [Egmont Polska, 08/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Lady O'Mara" || "Skarga Utraconych Ziem. Sudenne'owie" część IV


Tym razem bardzo się cieszę, że historia się nie kończy. Wiem, że w internecie pojawiają się uwagi krytyczne pod adresem pana Jeana Dufauxa - sam z dużą nieufnością brałem się za "Sudenne'ów" - ale uczciwie przyznam że ta seria nadal trzyma poziom. Nie jest ona, aż tak oryginalna jak pierwszy cykl, ale przyjemnie wchodzi i w swojej klasie nadal dostarcza przyzwoitej rozrywki. Ale po kolei.

Po pierwsze, album "Lady O'Mara" to czwarty tom czwartego cyklu, więc nie należy zaczynać od niego. Jest to kolejna część dłuższej historii, kolejny jej etap i czuć to bardzo mocno już na samym początku. Znajomość wcześniejszych tomów jest wręcz kluczowa do orientowania się w fabule aktualnej. Skróty oraz sugestie od pana scenarzysty są niewystarczające. Capisci?


Po drugie, "Lady O'Mara" to fantasy pełną gębą. Nie jest to wada sama w sobie, tyle że to fantasy a mi ostatnio nie po drodze z tą konwencją. Oczywiście, odstawiwszy na bok indywidualne preferencje jest to dobre fantasy, po brzegi wypchane obowiązkowymi dla tego gatunku motywami.

W opowieści Jeana Dufauxa nie brakuje gry o wielką stawkę - tutaj: o tron i tytuł królowej - spisków, morderstw w imię wyższej racji oraz dużej ilości nawiązań do dni, kiedy po ziemiach bohaterów historii chodziły Morigany. Autorzy nie opowiadają nam na nowo historii tych ostatnich, ale powiedzmy, że wykorzystują ich dziedzictwo do nadania grze o tron magicznego powabu. Jak finalnie to wypada? Nieźle.


Ktoś może powiedzieć, że i walka o władzę - wygrywanie jednych klanów przeciwko drugim, wykorzystywanie swojego ciała jako oręża w zdobywaniu sojuszników, etc. - i bajki o wielkiej mocy zaklętej w magicznym artefakcie to coś, co już widzieliśmy, ale w przypadku tego cyklu nie mam najmnjejszego problemu ze schematycznością. Jakby nie patrzeć jest to historia fantasy.

Wizualnie komiks wymiata i ciężko doczepić się do czegokolwiek. Jest schludnie, widać dbałość o detale, o naturalność zachowań bohaterów. Nikt tutaj nie idzie na łatwiznę a Paul Teng dba o spójność artystyczną z całą serią. Brawo!

------------------------------
"Lady O'Mara" [2024]
napisał: Jean Dufaux
narysował: Paul Teng
pokolorowała: Bérengère Marquebreucq
Polskie wydanie: "Skarga Utraconych Ziem. Sudenne'owie. Lady O'Mara" [Egmont, 08/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Czarny młot. Koniec" || #001-#006 "Black Hammer. The End" (2023-2024)


Dobrze, że to koniec. Nie żebym jakoś mocno czuł awersję do twórczości Jeffa Lemire, ale akurat ten cykl powinien zostać przerwany już dawno temu. Nie wskażę Wam dokładnego momentu - zapewne u każdego leży on w delikatnie innym miejscu - w którym wizja pana scenarzysty zaczęła osiągać niewyobrażalne i całkowicie zbędne rozmiary. Do pewnego momentu było dobrze a później, co album to spadek - z wyjątkami - formy.

Jeżeli chodzi o ten album to zaczynamy z grubej rury, co w sumie nie powinno nikogo dziwić. Jak wyraźnie wskazuje podtytuł jest to finał 'wielkiej' opowieści. W dodatku rozpisany na zaledwie sześciu zeszytach z dużą ilością sporych kadrów, więc tak scenarzysta, jak i rysownik musieli mocno się spiąć, aby każdy z klocków wskoczył na właściwie miejsce. Czy im się udało? Czy jestem zadowolony?


Jest ciekawie, bardzo dużo się dzieje, nikt nie powinien narzekać na zbytnie przeciąganie liny i mamy dwa wątki główne. Trudno ocenić, który z nich jest ważniejszy ale zważywszy na zakończenie uznajmy, że istotniejszy wydaje się wątek Rose oraz jej misja wyrwania się z dziury zwanej Rockwood. Dla niej nasz świat nie jest światem prawdziwym. Jest miejscem poza jej rzeczywistością i nawet jeśli część jej znajomych nazywa to miejsce domem to ona nie zamierza. Zwłaszcza, gdy do Spiral City ponownie zawitał Antybóg, 'wróg wszelkiego życia'.


O co chodzi z tą podróbką Anty-Monitora? O to co zawsze, czyli potężna i zła istota niszczy kolejne ziemie a grupa dzielnych bohaterów - nazwa umowna, gdyż nie każdy z nich czynił dobro - stara się jemu przeciwdziałać i tym samym powtórzyć sukces legendarnych obrońców Spiral City. O kim mowa? Of course, o chowających się w cholernym Rockwood. Dla niewtajemniczonych: nasz Abraham Slam i jego kumple to ci, którzy dawno temu zrobili swoje, tj. powstrzymali Antyboga. Jak będzie tym razem?

Całkiem niezły finał. Rysunkowo też jest fajnie choć trzeba dać sobie czas na oswojenie się z kreską Malachi Warda. Jest dziwna. Poza tym standard. Sporo wulgaryzmów, kilka śmieszków - nanomateriały wybuchowe w posiłkach rządzą! - oraz jeszcze dziwnieszy Pułkownik Weird. Dzieje się!

------------------------------
#001-#006 "Black Hammer. The End" vol 1 [03/2023-03/2-2024]
napisał: Jeff Lemire
narysował: Malachi Ward
pokolorował: Malachi Ward
Polskie wydanie: "Czarny Młot. Koniec" [Egmont, 08/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Venom" tom pierwszy || #001-#010 "Venom" vol 5 (2021-2022)


Dawno nie wracałem do tej postaci, ale skoro plan zakłada przeczytać większość historii z "Marvel Fresh" to na Venoma również musiało znaleźć się miejsce. Nie powiem, trochę tego powrotu się obawiałem, bo eventu "Król w Czerni" nie czytałem, ale jak się okazało próg wejścia w nową fabułę nie należy do wysokich.

Pojawiają się nawiązania do tego, co za nami - Eddie Brock zasiada na symbiotowym tronie, ma syna a ten syn nie radzi sobie z nową sytuacją - ale de facto zaczynamy od nowa. Nowy wróg, nowe wyzwania oraz te same kadry, co zawsze, czyli całkiem sporo rozkładówek z Venomem w pełnej krasie. Dla mnie są one minusem, ale jak znam życie na pewno znadją się i tacy, którzy z uznaniem będą kiwać głowami. Akolitów tego bohatera nie brakuje.


Ja do tych efekciarskich kadrów nie jestem przekonany. Nie powiem, kilka plasz robi robotę, choć równie często tytułowa postać zlewa się z tłem, co nie wygląda dobrze. Dużo lepiej rozegrali to twórcy "Moon Knighta" od Jeda MacKaya. Tam ekspozycja bohatera miała w sobie moc, tutaj czegoś brakuje. Być może to wina kolorysty, choć jeszcze się waham z oceną. Na planszach widać pewien chaos i bynajmniej nie wynika on z dziwnej kolorystyki czy przebojowości Venoma.

Od strony fabularnej jest przeciętnie. Chciałbym napisać, że historia zostanie ze mną na dłużej ale niestety, "Venom" Ala Ewinga i Rama V to raczej średnia półka superhero. Zaczyna się obiecująco. Dylan Brock - gwiazda nowej serii? - wzbudza zainteresowanie. Nic specjalnego, ale chłopak jest synem Eddiego, więc już na starcie dźwiga solidny bagaż emocjonalny. Niby daje sobie radę wyładowując złość na bogu ducha winnych rówieśniach, ale jak tempo siada to widać, że dzieciak jest w rozsypce. Raz ma żal do ojca, raz za nim tęskni. Klasyk.


Na to wszystko nakłada się jego problem z korporacją Alchemax, dla której Dylan to obiekt badań i niewiele więcej. Dosłownie z dnia na dzień staje się ściganym. Nie ma w sobie nic z dr Kimble'a; na tą chwilę nie stara się stawić czoła wrogowi, dociec prawdy, etc. Ucieka i chce przeżyć a pomaga mu w tym symbiot, więc bywa widowiskowo. Zwłaszcza, gdy do gry wchodzą inne symbioty. Czy wówczas fabuła cierpi? Zdecydowanie. Bardzo chciałbym, aby panowie scenarzyści zmniejszyli widowiskowość opowieści i mocniej skoncentrowali się na Dylanie i spisku wokół tego bohatera. Czy tak zrobią? Czas pokaże.

------------------------------
#001-#010 "Venom" vol 5 (11/2021-09/2022)
napisali: Al Ewing, Ram V
narysował: Bryan Hitch
pokolorowali: Alex Sinclair, Peter Pantazis
polskie wydanie: "Venom" tom I (Egmont, 08/2025)
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Out of Time" || #001-#006 "Captain America" vol 5 (2004-2005)


Choć zazwyczaj o twórczości Eda Brubakera opowiadam o w towarzystwie Bogusi - koniecznie zajrzyjcie na kanał Konglomeratu Podcastowego - to tym razem przychodzę do Was indywidualnie. Od dawna miałem ochotę dokończyć "Kapitana Amerykę" od wspomnianego autora i w końcu nastał ten dzień. Dzisiaj robię pierwszy krok.

Od razu jednak dopowiem, że wpisy nie będą dotyczyć konkretnych tomów wydanych przez Egmont Polska. Na tą chwilę plan jest taki: jeden wpis jedna historia. Sądzę, że taki podział będzie ciekawszy a przede wszystkim da mi więcej miejsca na uzewnętrznienie się. Startujemy z historią "Out of Time" rozpisaną na sześć zeszytów, publikowanych od listopada 2004 do maja 2005 roku.


Za rysunki przy niej odpowiada Steve Epting, z którym Ed Brubaker pracował przy serii "Velvet". Jak dla mnie kreska jest trochę za mocno wygładzona - co widać zwłaszcza przy twarzach, w dodatku lekko pucołowatych - ale cała oprawa wokół postaci wypada dobrze. Jak na sześć zeszytów dostajemy mało szablonowych rozkładówek z Kapitanem prężącym muskuły, za to całkiem sporo detali dodających historii klimatu. Fajnie wypadają zwłaszcza kadry prezentujące wojenną przeszłość Steve'a Rogersa, choć akurat tutaj brawa należą się Michaelowi Larkowi.

Co do samej konstrukcji fabularnej to Brubaker idzie dwutorowo. Z jednej strony raczy nas lekkim kryminałem w mocno stonowanej konwencji superhero - kołem napędowym fabuły jest zabójstwo Red Skulla i próba rozpracowania tej 'drugiej strony' - z drugiej przybliża nam przeszłość Kapitana. Ten drugi wątek, ukazywany przy pomocy licznych retrospekcji, jest zarówno przypomnieniem skąd wziął się Kapitan i czym zasłynął, jak i próbą uporządkowania historii Kapitana.


Wiecie, Brubaker musiał jakoś uporać się z bogatą i wręcz legendarną przeszłością swojego bohatera i nawet dobrze mu to wyszło. W jego wydaniu Steve Rogers to nie tyle heros, niezłomny patriota, co człowiek po przejściach - i to widać na niemalże każdym kadrze - w dodatku dręczony przez koszmary wojny.

W tych ostatnich przewija się postać jego dawnego towarzysza broni i przyjaciela, czyli Bucky'ego. W "Out of Time" nie zostaje ona jeszcze wyraźnie pokazana, ale jej obecność jest mocno wyczuwalna. Mocne wejście dopiero przed nią, podobnie jak i prezentacja wielkiego planu generała Aleksandra Lukina.

------------------------------
#001-#006 "Captain America" vol 5 (11/2004-04/2005)
napisał: Ed Brubaker
narysowali: Steve Epting, Michael Lark
pokolorował: Frank D'Armata
polskie wydanie: "Kapitan Ameryka. Zimowy żołnierz" (Egmont, 09/2023)


"Dzieci burzy" || #001-#005 "The High Republic. Children of the Storm" (2023-2024)


Jakby ktoś pytał to u mnie w dalszym ciągu Star Wars na tapecie. Tym razem album "Dzieci burzy", zaliczany do trzeciej fazy "Wielkiej Republiki". Jak bardzo istotna jest ta ostatnia informacja? Bardzo. Jeżeli nie zaliczacie się do pasjonatów akurat tego okresu z historii Galaktyki oraz nie czytaliście wcześniejszych historii osadzonych w tym okresie to możecie mieć spory problem z łączeniem pewnych faktów. Nie żebym Was zniechęcał, ale kilka razy możecie złapać się na tym, że nie wiecie o czym czytacie, więc ostrzegam.

Jeżeli zaś chodzi o zawartość albumu "Dzieci burzy" to dostajemy dwie historie, dobrze ze sobą powiązane, jeżeli chodzi o przyczyny, skutki i ogólną ciągłość linearną. Nie radzę czytać tych historii osobno, bo pewne wątki - jak chociażby wątek powracającej w tym albumie Lourny Dee - mogą być później niejasne. Poza tym i jeden i drugi arc wypada dobrze. Nie są to historie z czapy, tylko rzeczywiście obie są mocno osadzone w czasach Wielkiej Republiki i poruszają ważne tematy.


Pierwsza z historii dotyczy właściwie Huttów. Keeve Trennis zostaje wysłana z misją do Skarabdy - zarządzającej jednym z huttyjskich sektorów - aby przekonać ją do odstąpienia od sojuszu z Nihilami oraz do tymczasowego związania się z Republiką. Co zrozumiałe, obie strony dość nieufnie do siebie podchodzą, dodatkowo pojawia się również na scenie wspomniana Lourna Dee z rewelacjami z przeszłości, więc dużo się dzieje. Z samej historii trudno wywnioskować, dlaczego ów huttyjski sektor ma, aż takie znaczenie dla kanclerz Soh, ale prawdopodobnie chodzi po prostu o sabotaż potencjalnie bardzo niebezpiecznego sojuszu.


Druga historia pokazuje do czego może się posunąć Keeve Trennis w poszukiwaniach swojego byłego mistrza. Dla niewtajemniczonych przypominam, że jest nim Trandoshanin, Sskeer, którego powinniście kojarzyć chociażby z historii "Bez strachu". W obu tych opowieściach dostajemy podobny wątek, co nie jest jednak jakimkolwiek minusem. Nie chcę Wam zdradzać za wiele, ale powiedzmy, że zakończenie tego epizodu jest na tyle interesujące, że jeżeli nawet pan Cavan Scott sięgnął po motyw już raz wykorzystany to nie będę się tego czepiał. Nie tym razem.

Podsumowując. Ogólnie jestem na 'tak'. Pierwsza historia wydaje się być trochę historią na doczepkę, gdyż mam wrażenie, że jest tylko wytrychem, dzięki któremu Lourna Dee dołączyła do Keeve Trennis, ale tego też nie zamierzam się czepiać. Czytałem dużo gorsze historie z tego uniwersum. Duży plus zbiera ode mnie drugi arc, bo jest interesującym wstępem do tego, co przed nami. Serio, mocno mnie ciekawi, kim jest ta mała dziewczynka.

------------------------------
#001-#005 "The High Republic. Children of the Storm" (11/2023-03/2024)
"All the Republic" (12/2023)
"Revelations" (12/2023)
napisał: Cavan Scott
narysowali: Ario Anindito, Jim Towe, Marika Cresta
pokolorowali: Jim Campbell
polskie wydanie: "Star Wars. Wielka Republika. Dzieci Burzy" tom I [Egmont, 07/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Cienie gwiezdnego blasku" || #001-#004 "The High Republic. Shadows of Starlight" (2023-2024)


Dzisiaj ponownie tytuł ze świata Star Wars, ale tym razem wybrany nieprzypadkowo. Why?

Tak się składa, że aktualnie na tapecie "Oko ciemności" pana George'a Manna. Powieść fabularnie osadzona w Wielkiej Republice, dokładnie w jej trzeciej fazie. Powieść, którą można czytać bez znajomości komiksu, ale jak ktoś lubi tak jak i ja poznawać dane historie chronologicznie oraz zasypywać swoje białe plamy niewiedzy to mimo wszystko po "Cienie Gwiezdnego Blasku" powinien sięgnąć.


O czym opowiadają historie zebrane w tym albumie? Najprościej mówiąc są to cztery mini historie, które trochę skupiają się na ukazaniu nam dezorientacji wśród Jedi i zarządzających Republiką wywołanej zniszczeniem Latarni Gwiezdny Blask a trochę pokazują, jak radzą sobie Nihilowie w pierwszych miesiącach po swoim wielkim sukcesie. Każdy z segmentów skupia się na innych postaciach - przeważnie - ale jak się zastanowić to opowiada o tym samym. O próbach odnalezienia zaginionych Jedi, o próbach znalezienia sposobu na przeniknięcie przez Wał Burzowy a także o konieczności stworzenia recepty na przeciwdziałanie Bezimiennych, tj. stworów ograniczających kontakt z Mocą.


Nie będę Wam szczegółowo streszczać fabuły. Jak macie ochotę dowiedzieć się kto z kim i dlaczego to serdecznie zapraszam na kanał Konglomeratu Podcastowego, którego ekipa szczegółowo omawia zeszyt po zeszycie.

Od siebie dodam, że komiks jakoś nie wywarł na mnie szalonego wrażenia. Fabularnie jest dobrze, ale bez fajerwerków. Jest to po części zrozumiałe, bo należy traktować go jako wprowadzenie, więc trudno, abyśmy już na starcie dostali coś ekstra. Na spektakularne wydarzenia przyjdzie jeszcze czas.

------------------------------
"The High Republic. Shadows of Starlight" (10/2023-01/2024)

napisał: Charles Soule
narysowali: Ibraim Roberson, Marika Cresta, Jethro Morales, David Messina 
pokolorowali: Fer Sifuentes-Sujo, Guru-eFX, Chris Sotomayor, Mattia Iacono
polskie wydanie: "Star Wars. Wielka Republika. Cienie Gwiezdnego Blasku" [Egmont, 03/2025]


"Moon Knight" tom I || #001-#012 "Monn Knight" vol 9 (2021-2022)


Zacznijmy od tego, że Marc Spector w swoim stylu mówi i działa jak potłuczony. Jak zawsze papla o świętej misji, wykonywaniu woli boga księżyca - of course jest nim Khonshu - a jego działania jak zawsze jednych martwią, innych ciekawią czy wręcz wkurzają. Do tej pierwszej grupy należą Avengers, którzy podrzucają mu terapeutkę specjalizującą się w superbohaterskim umysłobójstwie - nie powiem, ciekawy termin - do drugiej m.in. tajemniczy ktoś szpiegujący Moon Knighta oraz niejaki Hunter's Moon. O tym pierwszym na razie cichosza; nie chcę Wam psuć zabawy.

Co do Hunter Moona to podaje się on za tego, który ma sprowadzić Spectora na właściwą ścieżkę, czyli ścieżkę ich boga. Ma położyć kres jego misyjnej działalności. W wielkim skrócie oznacza to, że Moon Knight nie powinien pomagać istotom, z którymi bóg księżyca toczy wieczną wojnę. Czytajcie: nie powinien pomagać wampirom; nieważne, że są to wampiry na specjalnej diecie, wampiry pomagające Spectorowi w jego misji, etc. W ocenie lekarza Khonshu każdy krwiopijca to istota zła i należy się jej pozbyć. Proste.


Tak wygląda relacja między nimi na samym początku. Im dalej jednak brniemy w fabułę tym Hunter's Moon zaczyna zachowywać się, jak na brata przystało. Może i nie popiera metod Marca, ale i nie jest do niego negatywnie nastawiony. Panowie wzajemnie się tolerują, wspierają się kiedy trzeba oraz pomagają ludziom zgodnie z założeniami Misji Moon Knight. Nie powiem, niezły wątek i fajnie interludium rozdzielające starcia Pięści Khonshu z kolejnymi zbirami.

Bo do tego sprowadza się ten album. Każdy zeszyt to nowy villain. Nie każdy jest hardcorem - właściwie to żaden z nich nie jest - ale do pewnego stopnia są oryginalni a nawet śmieszni. Jeśli ktoś lubi taki superbohaterski survival to nie będzie miał problemu ze schematycznością i fabularnymi pomysłami od czapy. Raz czy dwa razy zdarzyło mi się łapać za głowę, ale to nie tak, że ten album to same idiotyzmy.


Bohater fajnie zarysowany. Jak zawsze duży nacisk został położony na problemy Marca z innymi jego osobowościami, ale wątek ten nie przyćmiewa pozostałych. Wszystko jest ładnie zbilansowane oraz dobrze strawne. Poza tym jak się czyta jego historię to nie wydaje się ona być totalnym indywiduum. Przeciwnie. Jest mocno osadzona w uniwersum. Często wpadają przypominajki na ten niechlubnej, ostatniej przygody Marca - wówczas pomagał Khonshu zostać władcą świata - jak również do bardzo aktualnej afery pod nazwą "Diabelskie rządy". Ktoś może powiedzieć, że takie przenikanie się wątków w różnych tytułach od Marvela to norma, ale ten album jeszcze mocniej się tym bawi a ja wraz z nim.


Czy widzę jakieś minusy tego albumu? Może mógłby być bardziej mroczny. Moon Knight jest bohaterem, który aż się prosi o historie rodem z "Punisher Max". Na pewno jest na to przestrzeń. Na upartego niewielki zalążek tego mroku dostaliśmy w rysunkach oraz kolorach, ale nadal można tego wycisnąć więcej. Czy tak się stanie? Wątpię. Może w kolejnym runie.

------------------------------
#001 "Moon Knight. The Mission" vol 9 (07/2021)
#002 "Moon Knight. Strings" vol 9 (08/2021)
#003 "Moon Knight. Two-Fisted" vol 9 (09/2021)
#004 "Moon Knight. Blackmail" vol 9 (10/2021)
#005 "Moon Knight. Horoscope part one" vol 9 (11/2021)
#006 "Moon Knight. Horoscope part two" vol 9 (12/2021)
#007 "Moon Knight. Headhunters" vol 9 (01/2022)
#008 "Moon Knight. Scarlet" vol 9 (02/2022)
#009 "Moon Knight. Stranger" vol 9 (03/2022)
#010 "Moon Knight. Session" vol 9 (04/2022)
#011 "Moon Knight. The Killing Time part one" vol 9 (05/2022)
#012 "Moon Knight. The Killing Time part two" vol 9 (06/2022)

#001 "Devil's Reign: Moon Knight" vol 1 (03/2022)

napisał: Jed MacKay
narysowali: Alessandro Cappuccio, Federico Sabbatini
pokolorowali: Rachelle Rosenberg, Lee Loughridge
polskie wydanie: "Moon Knight. Tom I" [Egmont, 07/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.