Cztery zeszyty, czterech Inkwizytorów oraz jeden Jedi, który nie chce umrzeć. Lubię to. Mimo, że niniejszy album to bardzo prosta historia biorąca na warsztat motyw dobrze wszystkim znany to jednak podczas lektury bawiłem się świetnie. O co dokładnie chodzi?
Nastały mroczne czasy. Wiadomy rozkaz 66 został wykonany niemalże w stu procentach a Jedi, którzy mieli szczęście przeżyć są obecni ścigani przez tytułowych Inkwizytorów. Ważne: ci ostatni również nie mają lekko. Wybrali stronę sądząc, że wybrali mądrze ale nie podejrzewali jak nisko nad nimi samymi będzie wisiał topór kata. Kata w osobie Dartha Vadera, który - co tu dużo mówić - do najcierpliwszych nie należy. Tak prezentuje się punkt wyjścia.
Jak zaznaczyłem na wstępie historia nie jest przesadnie skomplikowana ale w tym przypadu jest to czymś mocno na plus, bowiem dla Rodney'a Barnesa - możecie go kojarzyć chociażby z "Batman. Pełnia" - nie samo polowanie na Jedi jest najważniejsze. Tensu Run, aktualnie wróg Imperium numer jeden, to symbol. Jest trochę takim Batmanem Nolana. Pojawia się, zaczyna działać i swoim działaniem pokazuje, że nawet w tych bardzo nieciekawych czasach można mieć nadzieję. Wiarę, że jest szansa na lepsze jutro i na odrodzenie zakonu Jedi.
Ktoś może powiedzieć: Rodney Barnes nie mówi nam niczego czego byśmy nie wiedzieli oraz nie widzieli wcześniej w starwarsowych komiksach. Oczywiście, Barnes nie wymyśla koła na nowo ale mówi o rzeczach istotnych, doskonale wpisujących się chociażby w narrację o historii Skywalkerach, o walce Rebeliantów z Imperatorem, etc. Poza tym o nadziei i wierze w to, że coś można zmienić należy przypominać. Co z tego, że autor pisze o tym wszystkim w komiksie, w którym dziwni goście w jeszcze dziwniejszych strojach biegają za Jedi? W serii "Zamek zwierzęcy" mieliśmy kotkę niezgadzającą się z dzialania byka będącego prezydentem a przecież panowie Xavier Dorison i Felix Delep naprawdę poruszali kwestie istotne.
Zmierzam do tego, że jak już zdejmiemy klapki z oczu i na spokojnie zastanowimy się nad tym co czytamy to okaże się, że "Star Wars. Inkwizytorzy" nie jest historią banalną czy infantylną. Pewnie można ją było jeszcze mocniej podkręcić, przemawiać jeszcze bardziej poważnym językiem ale w takiej serii łatwo popaść w karykaturę problemu więc może lepiej, że Rodney Barns nie szarżował. Poza tym już sam fakt, że w komiksie ze świecą szukać głupkowatych żarcików - ich ilość jest znika - może o czymś świadczyć. To nie jest album "Star Wars. Mace Windu. Jedi Republiki", gdzie obok wątków poważnych znalazło się miejsce dla głupkowatych scen z droidami.
Wizualnie komiks również nie wypada źle. Nadal jest to prosty, dzisiejszy mainstreamowy standard ale na przykład kadry z Inkwizytorami bardzo do mnie trafiały. Ich stroje, ich postawa, sposób działania z którego można było wyraźnie wyczuć ich wyjątkową pozycję w strukturach Imperium to zostało dobrze uchwycone. Bywają oczywiście kadry mówiące nam wprost 'ta historia to nadal akcyjniak Star Wars' ale ogólnie Ramon Rosanas spisał się.
Podsumowując. Moim zdaniem "Star Wars. Inkwizytorzy" to komiks wart uwagi. Jak na standardy gwiezdnowojenne - kiedy często dostajemy jedynie proste, sztampowe przygodówki bez czegoś więcej - nawet bardzo wart uwagi. Pewnie na moją ocenę ma wpływ również fakt, że ja po prostu lubię ten okres w historii lucasowego uniwersum ale ja naprawdę dobrze się bawiłem czytając ten komiks więc 'tak', polecam.
-----------------------------------------------------
#001-#004 "Star Wars: Inquisitors" (07-10/2024)
napisał: Rodney Barnes
narysował: Ramón Rosanas
pokolorował: Jochen "Guru-eFX" Weltjens
polskie wydanie: "Star Wars. Inkwizytorzy" (Egmont Polska, 03/2026)
Komiks otrzymałem od wydawcy.



