Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars. Pokaż wszystkie posty

"STAR WARS: Inkwizytorzy"


Cztery zeszyty, czterech Inkwizytorów oraz jeden Jedi, który nie chce umrzeć. Lubię to. Mimo, że niniejszy album to bardzo prosta historia biorąca na warsztat motyw dobrze wszystkim znany to jednak podczas lektury bawiłem się świetnie. O co dokładnie chodzi?

Nastały mroczne czasy. Wiadomy rozkaz 66 został wykonany niemalże w stu procentach a Jedi, którzy mieli szczęście przeżyć są obecni ścigani przez tytułowych Inkwizytorów. Ważne: ci ostatni również nie mają lekko. Wybrali stronę sądząc, że wybrali mądrze ale nie podejrzewali jak nisko nad nimi samymi będzie wisiał topór kata. Kata w osobie Dartha Vadera, który - co tu dużo mówić - do najcierpliwszych nie należy. Tak prezentuje się punkt wyjścia.

"Star Wars. Darth Vader. Czerń, biel i czerwień" || #001-#004 "Star Wars: Darth Vader - Black, White & Red" vol 1 (2023)


Fantastyczny komiks! Nie powiem, miałem obawy widząc, że za historią flagową stoi pan Jason Aaron. Nie należę do jego teamu. Delikatnie mówiąc. Pan Aaron to scenarzysta za dużo kombinujący, mający dziwną skłonność do zbytniego rozwijania opowieści, co oczywiście przeważnie jej nie służy. Na szczęście tym razem podszedł do tematu inaczej, w stylu zupełnie niecharakterystycznym dla swojej twórczości.

Tym razem pan Jason Aaron dostarcza nam miniaturkę. Właściwie cały album to zbiór raz mniejszych, raz większych miniaturek. Ich nienaruszalną stalą jest naturalnie postać Dartha Vadera. Choć nie zawsze gra on w tych mikro historiach pierwsze skrzypce to jego osoba pojawia się w każdej i w zależności od kontekstu ma ona do odegrania konkretną rolę. Jak się zastanowić: nie dostajemy niczego nadzwyczajnego. Żaden ze scenarzystów - a tych z uwagi na strukturę albumu mamy naprawdę wielu - nie wymyśla koła na nowo. Jeżeli ktoś liczy na wyjątkowo świeże spojrzenie na tytułowego bohatera to prawdopodobnie się rozczaruje. To jednak nie problem, bo siłą tego komiksu jest coś innego.

W niniejszym albumie nie fabuła jest najistotniejsza. Ciekawa jest sama prezentacja lorda Sithów i sposób w jaki widzą go bohaterowie historii. Może i poszczególne motywy bywają wtórne, ale autorzy otwarcie przypominają nam, że ocena Dartha Vadera zawsze zależy od osoby oceniającej. Dla jednych jest on bohaterem, dla innych maszyną do zabijania. Zarazem tworem doskonałym, jak i sennym koszmarem. Genialnym strategiem, dowódcą potrafiącym docenić wierność Imperium, jak i katem. Każda z miniaturek to inne spojrzenie na tytułową postać. Malkontenci uznają pewnie, że nadal nie jest to nic odkrywczego, ale ja pozwolę sobie się nie zgodzić. Na tle innych komiksów Star Wars wydanych w Polsce ten wypada bardzo świeżo.


Również pod kontem wizualnym. Dawno nie widziałem tak ciekawie prezentującego się komiksu Star Wars od strony rysunków oraz kolorów. Daniel Warren Johnson, Klaus Janson, Stefano Raffaele i inni zaprezentowali bardzo ciekawe podejście do tematu. Jest różnorodnie, jest kontrastowo, jest inaczej. Momentami kreska idzie chyba - wielkim specjalistą nie jestem - w stronę anime, ale nie miałem z tym problemu. Widać, że koncepcja 'stawiamy na czerń, biel i czerwień' została przemyślana i po prostu pasuje - nie można tego prościej nazwać - do tego o czym ten album opowiada.

------------------------------
#001-#004 "Star Wars: Darth Vader - Black, White & Red" vol 1 (04-07/2023)
napisali: Jason Aaron, Peach Momoko, Torunn Grønbekk, David Pepose, Victoria Ying, Daniel Warren Johnson, Marc Bernardin, Steve Orlando, Frank Tieri
narysowali: Leonard Kirk, Peach Momoko, Klaus Janson, Alessandro Vitti, Marika Cresta, Daniel Warren Johnson, Stefano Raffaele, Paul Davidson, Danny Earls
pokolorowali: Romulo Fajardo, Jr., Peach Momoko, Klaus Janson, Alessandro Vitti, Marika Cresta, Daniel Warren Johnson, Andres Mossa, Paul Davidson, Danny Earls
Polskie wydanie: "Star Wars. Darth Vader. Czerń, biel i czerwień" [Egmont Polska, 09/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Dzieci burzy" || #001-#005 "The High Republic. Children of the Storm" (2023-2024)


Jakby ktoś pytał to u mnie w dalszym ciągu Star Wars na tapecie. Tym razem album "Dzieci burzy", zaliczany do trzeciej fazy "Wielkiej Republiki". Jak bardzo istotna jest ta ostatnia informacja? Bardzo. Jeżeli nie zaliczacie się do pasjonatów akurat tego okresu z historii Galaktyki oraz nie czytaliście wcześniejszych historii osadzonych w tym okresie to możecie mieć spory problem z łączeniem pewnych faktów. Nie żebym Was zniechęcał, ale kilka razy możecie złapać się na tym, że nie wiecie o czym czytacie, więc ostrzegam.

Jeżeli zaś chodzi o zawartość albumu "Dzieci burzy" to dostajemy dwie historie, dobrze ze sobą powiązane, jeżeli chodzi o przyczyny, skutki i ogólną ciągłość linearną. Nie radzę czytać tych historii osobno, bo pewne wątki - jak chociażby wątek powracającej w tym albumie Lourny Dee - mogą być później niejasne. Poza tym i jeden i drugi arc wypada dobrze. Nie są to historie z czapy, tylko rzeczywiście obie są mocno osadzone w czasach Wielkiej Republiki i poruszają ważne tematy.


Pierwsza z historii dotyczy właściwie Huttów. Keeve Trennis zostaje wysłana z misją do Skarabdy - zarządzającej jednym z huttyjskich sektorów - aby przekonać ją do odstąpienia od sojuszu z Nihilami oraz do tymczasowego związania się z Republiką. Co zrozumiałe, obie strony dość nieufnie do siebie podchodzą, dodatkowo pojawia się również na scenie wspomniana Lourna Dee z rewelacjami z przeszłości, więc dużo się dzieje. Z samej historii trudno wywnioskować, dlaczego ów huttyjski sektor ma, aż takie znaczenie dla kanclerz Soh, ale prawdopodobnie chodzi po prostu o sabotaż potencjalnie bardzo niebezpiecznego sojuszu.


Druga historia pokazuje do czego może się posunąć Keeve Trennis w poszukiwaniach swojego byłego mistrza. Dla niewtajemniczonych przypominam, że jest nim Trandoshanin, Sskeer, którego powinniście kojarzyć chociażby z historii "Bez strachu". W obu tych opowieściach dostajemy podobny wątek, co nie jest jednak jakimkolwiek minusem. Nie chcę Wam zdradzać za wiele, ale powiedzmy, że zakończenie tego epizodu jest na tyle interesujące, że jeżeli nawet pan Cavan Scott sięgnął po motyw już raz wykorzystany to nie będę się tego czepiał. Nie tym razem.

Podsumowując. Ogólnie jestem na 'tak'. Pierwsza historia wydaje się być trochę historią na doczepkę, gdyż mam wrażenie, że jest tylko wytrychem, dzięki któremu Lourna Dee dołączyła do Keeve Trennis, ale tego też nie zamierzam się czepiać. Czytałem dużo gorsze historie z tego uniwersum. Duży plus zbiera ode mnie drugi arc, bo jest interesującym wstępem do tego, co przed nami. Serio, mocno mnie ciekawi, kim jest ta mała dziewczynka.

------------------------------
#001-#005 "The High Republic. Children of the Storm" (11/2023-03/2024)
"All the Republic" (12/2023)
"Revelations" (12/2023)
napisał: Cavan Scott
narysowali: Ario Anindito, Jim Towe, Marika Cresta
pokolorowali: Jim Campbell
polskie wydanie: "Star Wars. Wielka Republika. Dzieci Burzy" tom I [Egmont, 07/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Cienie gwiezdnego blasku" || #001-#004 "The High Republic. Shadows of Starlight" (2023-2024)


Dzisiaj ponownie tytuł ze świata Star Wars, ale tym razem wybrany nieprzypadkowo. Why?

Tak się składa, że aktualnie na tapecie "Oko ciemności" pana George'a Manna. Powieść fabularnie osadzona w Wielkiej Republice, dokładnie w jej trzeciej fazie. Powieść, którą można czytać bez znajomości komiksu, ale jak ktoś lubi tak jak i ja poznawać dane historie chronologicznie oraz zasypywać swoje białe plamy niewiedzy to mimo wszystko po "Cienie Gwiezdnego Blasku" powinien sięgnąć.


O czym opowiadają historie zebrane w tym albumie? Najprościej mówiąc są to cztery mini historie, które trochę skupiają się na ukazaniu nam dezorientacji wśród Jedi i zarządzających Republiką wywołanej zniszczeniem Latarni Gwiezdny Blask a trochę pokazują, jak radzą sobie Nihilowie w pierwszych miesiącach po swoim wielkim sukcesie. Każdy z segmentów skupia się na innych postaciach - przeważnie - ale jak się zastanowić to opowiada o tym samym. O próbach odnalezienia zaginionych Jedi, o próbach znalezienia sposobu na przeniknięcie przez Wał Burzowy a także o konieczności stworzenia recepty na przeciwdziałanie Bezimiennych, tj. stworów ograniczających kontakt z Mocą.


Nie będę Wam szczegółowo streszczać fabuły. Jak macie ochotę dowiedzieć się kto z kim i dlaczego to serdecznie zapraszam na kanał Konglomeratu Podcastowego, którego ekipa szczegółowo omawia zeszyt po zeszycie.

Od siebie dodam, że komiks jakoś nie wywarł na mnie szalonego wrażenia. Fabularnie jest dobrze, ale bez fajerwerków. Jest to po części zrozumiałe, bo należy traktować go jako wprowadzenie, więc trudno, abyśmy już na starcie dostali coś ekstra. Na spektakularne wydarzenia przyjdzie jeszcze czas.

------------------------------
"The High Republic. Shadows of Starlight" (10/2023-01/2024)

napisał: Charles Soule
narysowali: Ibraim Roberson, Marika Cresta, Jethro Morales, David Messina 
pokolorowali: Fer Sifuentes-Sujo, Guru-eFX, Chris Sotomayor, Mattia Iacono
polskie wydanie: "Star Wars. Wielka Republika. Cienie Gwiezdnego Blasku" [Egmont, 03/2025]


"Najgroźniejsi w galaktyce" tom I || #001-#005 "Star Wars. Bounty Hunters" vol 1 (2020)


Nadrabiania zaległości ze świata Gwiezdnych Wojen ciąg dalszy. Tym razem seria, co do której miałem spore oczekiwania a to dlatego, że to kolejna seria bez Luke'a i jego ekipy. Mówiąc wprost: lubię cykle poboczne, to znaczy takie, które możliwie najszerszym łukiem omijają wszystko, co wiąże się z pierwszoplanowymi bohaterami oraz główną osią fabularną.

Wiem, że opowieść pana Lucasa to trzon spinający wszystko razem, ale za każdym razem, jak widzę Skywalkerów i ich kumpli to nóż mi się otwiera. Ile można gadać wciąż i wciąż o tym samym? Zakładam, że dlatego też spycham na plan dalszy serię regularną, choć wiem, że prędzej czy później przyjdzie mi i do niej zajrzeć. Jeżeli oczywiście będę chciał iść zgodnie z oficjalną chronologią.


Co zaś się tyczy tego konkretnego albumu to nazwać go 'czystą rozrywką' byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Dzieje się. Dzieje się i to dzieje dużo i to w każdym z pięciu zeszytów. Tak po prawdzie to co trzecia-czwarta plansza to coraz to nowy element fabularnej układanki. Może i niezbyt skomplikowanej - żeby nie powiedzieć prostackiej - ale dla mnie satysfakcjonującej. Dostarczającej funu, prosto zarysowującej grupy przestępcze pojawiające się także w innych seriach - m.in. dostajemy Klan Niepokonanych oraz Lament Żałobników - oraz bawiącej się bohaterami z drugiej a nawet trzeciej ligi, co jak wspomniałem, nie jest minusem.


O co konkretnie toczy się gra? Fabułę śledzimy z perspektywy tytułowych łowców nagród. Choć jeden z nich wyrasta na postać wiodącą to właściwie każdy dokłada swoją cegiełkę do ogólnej zajefajności albumu. Wszyscy gracze robią wszystko, aby odnaleźć Nakano Lash - ich dawną szefową - która musi wytłumaczyć się ze swojego niezrozumiałego postępku sprzed kilku lat.

O co dokładnie chodzi? Otóż Nakano odstrzeliła pewnego młodzieńca. Miała swoje powody, ale jak to mówi pan Wick 'wszystko ma swoje konsekwencje'. Szczegóły przemilczę, ale jest widowiskowo i zaskakująco. Nie brakuje przeciągania liny, mędrkowania i rozdrapywania starych ran.


Wizualnie komiks dowozi, to znaczy rysunki i kolorystyka mogą się podobać. Nic bardziej zapadającego w pamięć; ot całkiem porządna mainstreamowa robota. Ta seria niczego wiecej nie potrzebuje.

------------------------------
napisał: Ethan Sacks
narysował: Paolo Villanelli
polskie wydanie: "Star Wars. Łowcy nagród. Najgroźniejsi w galaktyce" tom I (Egmont, 01/2021)


"The Bounty Hunters: Kenix Kil" (1999)


"The Bounty Hunters: Kenix Kil", czyli kolejna historia ze świata Star Wars, która wpadła całkowicie przypadkiem, kiedy potrzebowałem gwiezdnowojennej rozrywki do porannej kawy.

Historia koncentruje się w całości na postaci Kir Kanosa, byłego imperialnego gwardzisty, którego powinniście znać z serii "Karmazynowe Imperium" Jak nie znacie tej serii to poznajcie, bo to fajna - przynajmniej taką ją zapamiętałem - opowieść. Czy jej lektura jest jednak totalnie konieczna, aby w pełni czerpać z "The Bounty Hunters: Kenix Kil"? Absolutnie nie. Dlaczego?


Przede wszystkim jeszcze zanim fabuła ruszy na dobre scenarzysta, pan Randy Stradley, dostarcza nam kilku prostych informacji na temat przeszłości bohatera. Są one podawane w telegraficznym skrócie, ale można połapać się - jeżeli oczywiście, choć trochę kojarzymy chronologię Legend - z kim mamy do czynienia. A jak już przyswoimy podstawowe dane to cała reszta wchodzi bardzo gładko, bo to bardzo prościutka historyjka jest 😉

Otóż, naszego bohatera spotykamy na Baramorrze, tj. na planecie rządzonej przez niejakiego Banjeera, który jest lokalnym mafioso trzymającym w szachu wszystkich łowców nagród z tego regionu. Podobno facet jest nietykalny, bo ma kontakty z władzami Imperium. Nie wygląda on jakoś przesadnie groźnie - przypomina myśliwego, który wybiera się na safari - ale budzi respekt.


Czy robi on wrażenie na naszym bohaterze? Ani trochę. Były gwardzista jest przekozacko pewny siebie, wydaje się doskonale wiedzieć dokąd zmierza, każdy jego ruch wydaje się przemyślany i w ogóle przypomina kosmicznego Rambo. Może na samym początku wyglądał jakby poruszał się we mgle, choć może to tylko były pozory. Być może od początku polował na tą konkretną zgraję Łowców Nagród, ale jeżeli tak rzeczywiście było to ja tego nie czułem.

Jak już zaznaczyłem scenariuszowo historia jest do bólu prosta. Kir Kanos najpierw błąka się po barach pytając o różne sprawy, następnie podając się za łowcę nagród Kenix Kila sprzymierza się ze wspomnianym watażką a w finale sprawnie wyżyna wszystkich bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. I tyle.


Od strony wizualnej komiks może się podobać, bo pan Javier Saltares dostarcza nam sporo detali oraz idzie w umiarkowany realizm. Naprawdę fajnie się patrzy na tych łowców nagród i ich rynsztunek 🙂

I ciekawostka na koniec. Na Bastionie Star Wars można wyczytać, że "The Bounty Hunters: Kenix Kil" jest wstępem do historii "Karmazynowe Imperium. Rada we krwi". Warto mieć to na uwadze.

------------------------------
napisał: Randy Stradley
narysował: Javier Saltares
Polskie wydanie: "Star Wars Komiks #043" (Egmont, 03/2012)


"Yoda" || #001-#010 "Star Wars. Yoda" (2022-2023)


Kolejny album ze świata Gwiezdnych Wojen wszedł szybko, przyjemnie i właściwie bezboleśnie, co automatycznie umiejscawia go na dość wysokiej pozycji względem pozostałych tytułów serii.

Co go wyróżnia? Przede wszystkim to, że jest to album dający nam trzy bardzo równe historie z Yodą w roli głównej, dobrze poprowadzone i odpowiednio zamknięte. Niektórzy mogą uznać to za coś niezbyt istotnego, ale czytelnicy regularnie sięgający po komiksy Star Wars będą wiedzieli dokładnie o czym mówię. Wiecie, z seriami rozpisanymi na wiele albumów - po kilka zeszytów każdy -  często jest tak, że po pewnym czasie tracą one swój impet przez co zdarzają się albumy świetne, jak i grosze. Bywa, że trafiają się również albumy tragicznie złe, z którymi po prostu się męczysz.

W przypadku albumów spinających całość za jednym podejściem tego bólu nie ma a nawet jak pojawiają się wątki słabsze to ich lektura jest niczym szybkie zerwanie plastra. To plus albumów takich jak "Yoda".


Jeżeli zaś chodzi o szczegóły to album "Yoda" składa się z trzech trzyczęściowych segmentów - oraz zeszytu finałowego - pokazujących w prosty i czytelny sposób, jak wielkim mistrzem Jedi jest nasz mały, zielony przyjaciel. Jak wiele umie, jak cierpliwie dąży do celu oraz jak potrafi z pozornie błahych czynności ulepić wielkie zmiany. Przykładem tych ostatnich działań jest historia konfliktu na planecie Turrak, konfliktu Sclavich z Crulkonami. Historia ciekawa, z elementami polityki i dramatu oraz z lekko przesłodzonym zakończeniem. Tak, takie zakończenia także są potrzebne. Odnośnie samego Yody to miałem chwilami wrażenie, że pomimo, iż w tej opowieści stoi on tak jakby w cieniu to i tak umiejętnie wskazuje drogę zwaśnionym rasom. Fajny wątek, dobrze budujący bohatera, podkreślający jego wielkość.


Historia numer dwa prezentuje nam groźne nieporozumienie między uczniami Jedi w świątyni na Coruscant, jak również przypomina nam, że ciemna strona nie jest czczym abstraktem. Jest czymś namacalnym, czymś stale nam towarzyszącym. Scenariusz może i opiera się na prostych założeniach - ot, jeden z uczniów ma niepokojące wizje, co finalnie doprowadza do owego nieporozumienia - ale smaczku całości dodają rozmowy mistrza Yody z byłym uczniem, hrabią Dooku, jeszcze zanim ten postanowił zmienić barwy. Czy w tych rozmowach czai się przyszły Dooku? Jak ktoś dobrze poszuka to go znajdzie. Nie ma tego dużo, ale gdzieś między wierszami można dostrzec, że Dooku zaczyna kwestionować nauki Jedi. W moim odczuciu ciekawy epizod, bo jak się zastanowić to okazuzje się, że Kanon oferuje mało historii z tą postacią.


Ostatnia z trzy zeszytowych historii to obraz jednej z misji, którą wspólnie przeprowadzili Yoda i młody Skywalker w czasie Wojen Klonów. Jak ktoś oglądał wiadomy serial to w tej historii znajdzie właśnie charakterystyczne dla niego elementy. Separatystów pracujących nad bronią mogącą zmienić wynik wojny, pewnego siebie generała Grievousa, Anakina żartującego nawet w trudnych sytuacjach oraz generałów Republiki traktujących klony trochę jak mięso armatnie. Ten ostatni wątek zawsze lekko mnie irytował. Standardowa historia, w której oprócz machania mieczami - najwięcej w tym albumie - dostajemy również kolejne mądrości płynące z ust mistrza Yody, typu 'wielkość nie ma znaczenia'. Całkiem zgrabnie te dwa elementy zostały połączone. Sam plan wyeliminowania zagrożenia jakie niesie ze sobą fabryka megadroidów na planecie Golatha może i jest infantylnie głupiutki, ale ja lubię takie głupotki i kupuję je z całym ich inwentarzem.


Zeszyt numer dziesięć to historia niejako podsumowująca działania Yody na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat a jej akcja rozgrywa się na Dagobah, mniej więcej w czasie, kiedy Rebelianci ukrywają się na Hoth. Co w niej otrzymujemy? Dostajemy przebywającego 'na wygnaniu' mistrza Yodę, który nie może pogodzić się z tym, że zawiódł i nie dostrzegł znaków ostrzegających przez działaniami Sithów. Czy nasz zielony przyjaciel słusznie obwinia się za upadek Republiki? Konkretnej odpowiedzi na to pytanie nie otrzymujemy, ale nawiedziający go duch Obi-Wana Kenobiego jest innego zdania a co istotniejsze uważa, że nadal jest on największym z nauczycieli i prosi go, aby zaopiekował się pewnym młodym człowiekiem szukającym kogoś, kto pokaże mu czym jest Moc. Krótka, ale bardzo interesująca historia, będąca ciekawym prequelem do wizyty Luke'a na Dagobah.

Od strony wizualnej najbardziej przemówiły do mnie prace Nico Leona - historia "Light and Life" - oraz dziesiąty zeszyt autorstwa Ibraima Robersona. Mam wrażenie, że i jeden i drugi próbował iść w stronę pewnego rodzaju naturalizmu, co akurat w przypadku tego albumu uważam za dobre posunięcie. Mistrz Yoda w ich wykonaniu wygląda naprawdę ciekawie. Co zaś się tyczy pozostałych zeszytów to nie twierdzę, że są one jakieś wyjątkowo słabsze, ale bije od nich mocno sztampowym mainstreamem. Może i plansze wyglądają bardziej atrakcyjnie - dużo jaskrawych kolorów, dużo dynamicznych kadrów, etc. - ale uważam, że nie do końca wpisują się one w jakby nie było dość poważną tematykę tych historii.

------------------------------
#001-#003 "Star Wars. Yoda. Light and Life" vol 1 (11/2022-01/2023)
napisał: Cavan Scott
narysował: Nico Leon
pokolorował: Dono Sánchez-Almara

#004-#006 "Star Wars. Yoda. Students of the Force" vol 1 (02-04/2023)
napisała: Jody Houser
narysował: Luke Ross
pokolorował: Nolan Woodard

#007-#009 "Star Wars. Yoda. Size Matters Not" vol 1 (05-07/2023)
napisał: Marc Guggenheim
narysował: Alessandro Miracolo
pokolorowała: Annalisa Leoni

#010 "Star Wars. Yoda. The Cave" vol 1 (08/2023)
napisał: Cavan Scott
narysował: Ibraim Roberson
pokolorował: Neeraj Menon

Polskie wydanie: "Star Wars. Yoda" [Egmont, 06/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Doktor Aphra. Niezwykła maszyna" || #006-#010 "Star Wars: Doctor Aphra" (2020-2021)


Jak mi tego brakowało!

Ja wiem, że nie każdy klęka przed komiksami ze świata Gwiezdnych Wojen, ale ja nigdy nie miałem z nimi problemu i z reguły dobrze się przy nich bawię. Zwłaszcza, gdy fabuła gna do przodu, gdy w tle majaczy intryga i gdy po prostu jest ciekawie. A tak jest właśnie w przypadku drugiego albumu poświęconego doktor Aphrze.

Chronologicznie fabuła "Niezwykłej maszyny" startuje zaraz po wydarzeniach opisanych w tomie "Szczęście i los". Jak pamiętacie w jego finale nasza przebojowa hakerka-archeolożka doktor Aphra wysadziła apartament Ronena Tagge, czym automatycznie zwróciła na siebi uwagę Dominy Tagge, zarządzającej rodem.


Czy nasza bohaterka ma przesrane? I tak, i nie. Istotnie, łowcy nagród przez jakiś czas spędzali jej sen z powiek, ale finalnie jak już stanęła przed Dominą to szybko doszła z nią do porozumienia. Ba! Nawet przyjęła od niej zlecenie, więc można chyba uznać, że topór wojenny został zakopany. Na jak długo? Czas pokaże.

Jeżeli zaś chodzi o owe zadanie to na tapecie artefakt skrywajacy klucz do nihilskiej, zapomnianej metody lotów nadświetlnych. Kojarzycie Nihilów? Podobno artefakt zdradza ich tajemnice odnośnie hipernapędu, co nie do końca pasuje rodowi Tagge. Domina obawia się utraty pozycji, obawia się utraty przychylności Imperium, etc.


Czy Aphra przejmuje się problemami pracodawczyni? Niedoczekanie. Ona po prostu jara się szansą na zdobycie legendarnego hipernapędu, który być może ma szansę znacząco wpłynąć na losy wojny. Nie wiem, czy jej działania nakręca perspektywa szansy na zakończenie batalii o galaktykę, ale tak jak wspomniałem... rwie się ona do działania. Naturalnie nie działa sama.

Tym razem jej towarzyszką zostaje niejaka Sana Starros, dawna miłość i 'żona' Hana Solo. Obie panie robią wszystko, aby hipernapęd trafił w ich ręce, choć podążając pewnym tropem coraz częściej zastanawiają się, czy przypadkiem ta cała maszyneria nie jest ściemą, kolejnym kotem w worku mającym mamić bogaczy. Jaka jest prawda? Zachęcam, abyście sprawdzili sami.

Osobiście jestem zadowolony. Aphra w swoim stylu daje czadu. Pomyslowa i władająca ciętym językiem. Dodatkowo, w komiksie znalazło się również miejsce dla wątku Lucky'ego, który zapowiada wydarzenie przez wielkie W. Czekam.

------------------------------
#006-#010 "Star Wars: Doctor Aphra. The Engine Job" [10/2020-05/2021]
napisała: Alyssa Wong
narysowali: Ray-Anthony Height, Robert Gill, Minkyu Jung
pokolorowała: Rachelle Rosenberg
Polskie wydanie: "Star Wars Doktor Aphra. Niezwykła maszyna" Tom 2 [Egmont, 06/2022]


"Doktor Aphra. Szczęście i los" || #001-#005 "Star Wars: Doctor Aphra" (2020)


Rozpoczynam przygodę z Doktor Aphrą.

Od wielu osób słyszałem, że ten tytuł koniecznie trzeba poznać i skończywszy czytać tom pierwszy przyznaję, że rzeczywiście jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Przede wszystkim fabuła ma ręce i nogi. Podczas lektury albumu "Darth Vader. Prosto w ogień" byłem mocno skołowany widząc, jak można przez sześć zeszytów pleść trzy po trzy, zupełnie bez sensu i celu. Pani Alyssa Wong nie powiela błędów swojego kolegi. a historia zaczyna się tak, jak powinna zaczynać się dobra historia z przygodowo-archeologicznym motywem.


Mamy archeolożkę potrafiącą tak radzić sobie w terenie, jak i wykazującą się dużą wiedzą z zakresu artefaktów, od których należałoby trzymać się z daleka. Mamy właśnie jeden z takich artefaktów oraz dostajemy sympatyczną ekipę łowców skarbów. Ta ostatnia nie jest jeszcze ze sobą zbyt zgrana, ale radzi sobie całkiem nieźle. W dodatku pani Wong przedstawia ją jako paczkę indywidualistów, lekko się przemarzających, ale gdy trzeba to i potrafiących nadstawiać za siebie karku. Przynajmniej, niektórzy z nich to potrafią.

Co do wątku archeologicznego to jest on dobry a nawet bardzo dobry. Jeżeli zastanawialiście się czy uniwersum Star Wars może dać nam klimat rodem z filmów z Indianą to ten album udowadnia, że może.

Wszystko kręci się wokół legendarnych pierścieni Vaale. Według podań jeden z nich zapewnia nieśmiertelności, drugi bogactwo. Ile w tym wszystkim jest prawdy? Wystarczająco wiele, aby oba te artefakty zainteresowały kręgi galaktycznych koneserów rzeczy bezcennych.


Oczywiście tak, tam gdzie archeologiczna awantura musi być i podstępna gnida, która aby zdobyć łup nie cofnie się przed niczym. Tym razem jest nią członek obrzydliwe bogatej rodziny Tagge. Ważniak w garniturze pijący fikuśne drinki, który wzdryga się przed samodzielnym działaniem. Znamy takich typów.

Podsumowując. Legendarne cywilizacje, stare budowle, żywe miasto doprowadzające ludzi do obłędu, zmutowani architekci oraz pułapki. Dużo pułapek i dziwny fetysz - bycie ostatnim dotykającym bezcennych artefaktów przed ich zniszczeniem - Ronena Tagge. Gdyby jeszcze pojawiły się węże mielibyśmy komplet 🙂

------------------------------
#001-#005 "Star Wars: Doctor Aphra 2020" [05-10/2020]
napisała: Alyssa Wong
narysowała: Marika Cresta
pokolorowała: Valentina Remenar
Polskie wydanie: "Star Wars Doktor Aphra. Szczęście i los" Tom 1 [Egmont, 2022]


"Darth Vader. Prosto w ogień" || #006-011 "Darth Vader (2020)"


Darth Vader wraca na Mustafar.

Jego ostatnia samowolka - dochodzenie w sprawie śmierci Padmé oraz tolerancja dla Sabé i Amidalian - dały Imperatorowi pretekst do przykręcenia śruby uczniowi oraz przypomnienia mu jego miejsca w szeregu. Jak zabiera się do tego pan i władca wielkiego Imperium? Zsyła Vadera właśnie na Mustafar i to w takim stanie, w jakim go kiedyś znalazł. Do tego nakazuje mu stanąć na nogi, zwycięstwo wyjść z czekających go prób - między innymi wysyła przeciwko niemu zabójcę Ochi of Bestoon - i na nowo obudzić w sobie gniew.


Jak bardzo Vader ma przesrane?
Nie bardzo.

Może początkowo rzeczywiście wygląda to źle - brak rączek i nóżek i niemożność używania mocy może stanowić problem - ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Wkurzony Vader, Vader o jakiego Imperatorowi chodzi, radzi sobie bardzo dobrze. Nie powinno to nikogo dziwić. Vader krok po kroku, wykorzystując części z wielu rozpadających się droidów, odbudowuje zbroję, staje do walki ze wspomnianym zabójcą a następnie leci na Exegol poznać sekrety Mistrza.


"Prosto w ogień" wypada dużo gorzej niż album wcześniejszy. Niestety. Pan Greg Pak totalnie odpływa. Puszcza się peronu i serwuje jedną z najbardziej porąbanych historii w Star Wars.

Jeszcze początek - powrót Vadera na Mustafar był ciekawy - ale im dalej i im więcej dziwnych maszkar na drodze Lorda Sithów tym robiło się głupiej. Nie mówię nawet o pajęczaku z mocno humanoidalną głową czy o bójce Vadera z androidami chcącymi zdobyć części jego zbroi. Prawdziwym hitem okazała się kosmiczna istota rodem z opowieści Howarda Lovecrafta. Potężny Summa-Ver-Minoth przypomina ośmiornicę z wielkim okiem i ostrymi zębami a jego zadanie to strzec sekretów Imperatora na Exegolu.


Totalna jazda bez trzymanki. W dodatku bardzo rozdmuchana. Pan Greg Pak z powodzeniem mógłby upchnąć ten rozdział życia Vadera w trzech zeszytach, ale nie… zamiast tego, co kilka plansz streszcza nam sceny z przeszłości Anakina Skywalkera. Że niby Vader je mocno rozpamiętuje i tego typu brednie. Owszem, Lord Sithów jest wkurzony, ale trudno go nazwać sentymentalnym. Przynajmniej nie na tym etapie jego kariery.

Na plus warstwa wizualna.
Nie są to wyżyny comic artu, ale sporo plansz miłych dla oka.

------------------------------
#006-#011 "Darth Vader 2020" vol 5 [10/2020-04/2021]
napisał: Grek Pak
narysował: Raffaele Ienco 
pokolorował: Neeraj Menon
Polskie wydanie: "Star Wars. Darth Vader. Prosto w ogień" tom 2 [Egmont, 2024]

"Darth Vader. Mroczne serce Sithów" || Star Wars


Oceny chłopaków z Konglomeratu Podcastowego są dość surowe, ale mimo ich zapewnień o miałkości serii uznałem, że czas nadrobić starwarsowe zaległości. Tak więc dzisiaj dwa słowa o albumie "Darth Vader. Mroczne serce Sithów". Ponieważ od polskiej premiery minęło już trochę czasu zakładam, że mogę swobodnie wypowiadać się na temat fabularnej zawartości tego zeszytu. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał a zamierza to sugeruję mu darować sobie lekturę poniższego tekstu 🙂

Historia startuje bezpośrednio po wydarzeniach przedstawionych w filmie "Imperium kontratakuje". Lord Vader po nieudanej próbie przekonania Luke’a do swoich planów - przypominam: jego wizja zakładała pokonanie Imperatora oraz wspólne zarządzanie galaktyką - nie przyjmuje porażki do wiadomości i wyrusza śladem osób odpowiedzialnych za pokrzyżowanie jego planów, tj. ukarać wszystkich, którzy skazili jego syna słabością. W jego rozumieniu bowiem odmowa Luke’a jest wynikiem jego wychowania. Tak to zostało wytłumaczone przez pana Grega Paka, scenarzystę serii. I na ten moment wydaje się to być punkt wyjścia do historii właściwej. Czy tak jednak jest faktycznie?

Na dzień dobry, aby całość miała ręce i nogi, pan Greg Pak stara się przypomnieć nam losy małego Luke'a, więc siłą rzeczy dostajemy trochę retrospekcji. Nie uważam, aby były one szalenie niezbędne, ale jako lekki dodatek sprawdzają się. Rozumiem także, że mogą być one przydatne dla młodszych fanów. Takie krótkie wprowadzenie na pewno ułatwiło im orientację w fabularnym terenie. Tylko z drugiej strony: czy owe przypominajki były naprawdę potrzebne zważywszy, że ów wątek kilka stron dalej został wyrzucony do kosza?


Tak, dokładnie. Jak się szybko okazuje wątkiem dominującym jest wspólna przeszłość lorda Vadera i Padmé - także przybliżana w retrospekcjach - która jest drugim źródłem nakręcającym gniew tytułowego bohatera. I tutaj trochę pomarudzę, ale nie tyle na sam wątek, co na sposób w jaki został on wyrzucony w fabułę. Otóż, pojawia się on nagle, zupełnie przypadkowo a dodatkowo spycha na plan dalszy początkowe motywy lorda Vadera. Na moje czytelnicze oko wygląda to tak jakby scenarzysta nie miał pomysłu na rozbudowę wątku Vader-Luke, więc zrezygnował z niego bez słowa wyjaśnienia. O co dokładnie chodzi?


Pamiętajmy, że Vader wyruszając na Tatooine chciał dowiedzieć się czegoś więcej o młodym pilocie nazwiskiem Skywalker. Chciał ukarać osoby, które uczyniły go słabym, poznać jego przeszłość, etc. Biorąc pod uwagę, że wizyta na Tatooine nie przyniosła żadnych istotnych informacji - wątek numer dwa startuje dopiero wraz z wizytą Vadera w komnatach senator Amidali na Coruscant - właściwie większość pierwszego zeszytu wypadałoby wyrzucić do kosza. Może zbyt surowo oceniam scenarzystę. Możliwe również, że do wątku Luke'a wrócimy w kolejnych częściach i będę zmuszony odszczekać swoje zastrzeżenia. Na ten moment jednak dziwnie to wygląda.

Jeżeli miałbym za coś pochwalić Grega Paka to za wprowadzenie do świata komiksu Sabé oraz Amidalian - być może i dziewczyna i Admidalianie byli już znani z innych historii, ale ja zderzyłem się z nimi pierwszy raz - oraz mimo wszystko ciekawe poprowadzenie padmowégo 'dochodzenia'. Na ten moment nie wiem czemu miało ono służyć, ale może przyszłość przyniesie jakieś wyjaśnienia. Z kolei, jeżeli miałbym coś zmienić to skróciłbym komiks wyrzucając z niego sceny, które nic nie wnoszą do fabuły. Pierwszą wizytę Vadera na Tatooine, jego pojedynek z potworem morskim z Naboo oraz niezliczone uwagi robota śledczego. Te ostatnie może i nastawiały nas przyjaźnie do droida, ale było ich zdecydowanie za dużo. Poza tym ten sam żart powtarzany wciąż i wciąż przestaje w końcu śmieszyć 🙂

Strona wizualna to zupełnie nie moja bajka. Nie lubię mainstreamowej kreski i mam problem z wyglądem Luke’a. Co prawda pojawia się on dosłownie kilka razy, ale wyraz jego twarzy woła o pomstę do nieba.
____________________
#001-005 "Darth Vader" vol 5 [02-09/2020]

Tytuł polski: "Star Wars Darth Vader. Mroczne serce Sithów"
Scenarzysta: Greg Pak
Rysunki: Raffaele Ienco
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Star Wars Darth Vader
Format: 167x255 mm
Liczba stron: 128
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328167452
Data wydania: 18 lipiec 2023

Opis wydawcy:
W poruszającej kulminacji Imperium kontratakuje Vader wyjawił swoją prawdziwą relację z Lukiem Skywalkerem i poprosił syna, aby ten stanął u jego boku. Lecz przerażony Luke wolał skoczyć w otchłań pod Miastem w Chmurach, niż przejść na ciemną stronę Mocy. Teraz Vader wyrusza z krwawą misją wściekłej zemsty przeciw wszystkim, którzy pomogli ukryć i zepsuć jego jedynego syna. Musi jednak pokonać nowe wstrząsające wyzwania z własnej mrocznej przeszłości. Jednym z nich jest osoba o nieznośnie znajomych rysach, która zachwieje całym jego światem!


"Lando. Wszystko albo nic" (2018) || Star Wars


Niczym nie skrępowana wizja jednej z wielu brawurowych - nie mam co do tego żadnych wątpliwości! - przygód Lando Calrissiana 🙂 Żeby jednak nie było tak kolorowo to wierzcie lub nie, ale czytając pierwszy zeszyt miałem obawy czy udźwignę ciężar tej mini serii. Po pierwszych paru planszach miałem wrażenie, że będzie to historia właściwie o niczym. Że będzie to wyłącznie prezentacja szalonego i wkurzającego - co do tego również nie mam wątpliwości! - charakteru młodego Calrissiana, do czego moja dusza czytelnika miałaby dużo zastrzeżeń. Na szczęście im dalej w las tym lepiej.

Lepiej, jak na starwarsowe standardy 🙂 Po blisko trzydziestu latach czytania Gwiezdnych Wojen ponownie dochodzę do wniosku, że nie ma sensu szarpać się próbując zrozumieć logikę pewnych wydarzeń. Oczywiście owa zasada była mi znana już wcześniej, ale ten album ponownie bardzo dobitnie przypomniał mi o niej 😁 Mówiąc prościej: jest ogień 🔥 I dotyczy on większości poruszanych w historii wątków, których nawiasem mówiąc pojawia się zadziwiająco dużo jak na pięciozeszytową serię.


W wielkim skrócie. Pewien znany w galaktyce hazardzista, facet swobodnie podchodzący do idei uczciwości, jeżeli chodzi o grę w sabacca dość nieoczekiwanie zostaje zaangażowany w walkę, która nijak wpisuje się w jego styl życia. Dostajemy kosmicznego kowboja, który za garść dolarów rusza wesprzeć uciskanych w ich walce o wolność. Brzmi znajomo? Wiele takich historii widzieliśmy i ta niczym się właściwie od nich nie różni, ale naprawdę świetnie się na to patrzy. 

Najciekawiej wypadają zaś wątki, w których twórcy próbują ukrywać dobre cechy pana Lando Calrissiana. Jest dla mnie jasne, że kosmiczne łobuzy lepiej się sprzedają, ale myślę, że nie ma wśród fanów osoby, która nie uśmiechnęła się widząc jak Lando udaje pana 'nic mnie to nie obchodzi' 🙂 Ten zapatrzony w siebie - i swoją pelerynę - zawadiaka nie jest jednak najjaśniejszym punktem komiksu. Chodź stara się błyszczeć, szelmowsko uśmiechać i być kimś ponad wszystko to w tej historii brawa należą się L3-37. To dla tej postaci warto sięgnąć po komiks "Lando. Wszystko albo nic". O kim mówię? Przekonajcie się sami.
____________________
"Star Wars: Lando - Double or Nothing" [05-09/2018]
Tytuł polski: "Star Wars. Lando. Wszystko albo nic"
Scenariusz: Rodney Barnes
Rysunki: Paolo Villanelli
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Star Wars
Format: 167x255 mm
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328164598
Data wydania: 28 sierpień 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Zanim nastały czasy Rebelii, zanim zamieszkał w Mieście w Chmurach, a nawet zanim stracił "Sokoła Millennium", Lando przeżywał wzloty i upadki w poszukiwaniu miłości i pieniędzy... co widzieliśmy w filmie "Han Solo". Lando nie należy do tych, którzy się wychylają... chyba że można na tym zarobić. Kiedy więc uciskani niewolnicy z imperialnego złomowiska droidów potrzebują jego pomocy, muszą mieć nadzieję, że ich wolność będzie miała dla niego jakąś wartość. Ale ktoś spośród nich jest gotów oddać Landa w ręce jego wrogów... a tych mu nie brakuje. Czy galaktyka pełna łotrów i szumowin weźmie wreszcie odwet na człowieku, który jest jej solą w oku?

[1978] "Crucible!" / "The Empire Strikes" [klasyczne komiksy Star Wars] rozdział I


Kiedyś musiało to nastąpić! Na kanale Retro komiks wylądował Luke Skywalker i jego ziomkowie! W dzisiejszym odcinku wspominam o początkach gwiezdnowojennej sagi w Marvelu, o pracy Charley'a Lippincotta, przybliżam jeden z 'normalniejszych' dni Luke'a na piaszczystej Tatooine, wyjaśniam dlaczego największy spryciarz galaktyki ponownie musi uciekać przez Imperium oraz zastanawiam się o co chodzi z dialogami C-3PO.

Podcast do wysłuchania na Spotify oraz You Tube. Zapraszam!
_________________________
"Crucible!"
017 "Star Wars" [11/1978]
Scenariusz: Archie Goodwin, Chris Claremont
Rysunki: Herb Trimpe
Tusz: Allen Milgrom
Kolor: Marie Severin
Okładka: Dave Cockrum, Bob McLeod

"The Empire Strikes"
018 "Star Wars" [12/1978]
Scenariusz: Archie Goodwin
Rysunki: Carmine Infantino
Tusz: Gene Day
Kolor: Janice Cohen
Okładka: Carmine Infantino, Bob Wiacek


"Star Wars. Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów" część druga


I ponownie gwiezdnowojenna zawierucha w klimatach sensacyjno-awanturniczych. Znowu Han Solo i towarzyszący mu brak szczęścia. Do tego szybka akcja, kilka fajnych nawiązań do stałych prawd z lucasowego uniwersum oraz jeden interesujący twist. Tak w bardzo wielkim skrócie można przedstawić drugi album zbiorczy serii "Han Solo i Chewbacca". Serii, która zaskakująco dobrze wpisała się w moje oczekiwania odnośnie lekkiej rozrywki ze świata Star Wars.

Już podczas lektury pierwszego albumu miałem wrażenie, że Marc Guggenheim idzie w dobrą stronę - bawiąc nas opowieścią o pomysłowym przemytniku, dla którego kłopoty to norma - i niniejszy album tylko potwierdza moje wcześniejsze przeczucia. Scenarzysta nadal postrzega Imperium w kategoriach tła, nadal bardzo sprawnie prowadzi fabułę a jak już rzuca nas z jednego zadupia galaktyki do drugiego to idzie za tym sensowne - na miarę opowieści z tego uniwersum - wyjaśnienie.

Jeżeli chodzi o scenariusz to dalszym ciągu nasza historia kręci się wokół zagadkowej urny wartej milion kredytów. W zawodach o jej zdobycie biorą udział trzy drużyny a jedną z nich są oczywiście nasi dobrzy znajomi, którzy tym razem za towarzysza mają nie 'ojca Hana' a rezolutną nastolatkę o sporej liczbie wykroczeń na koncie. Dziewczyna jest naprawdę fajna, potrafi sobie radzić, problemy jej nie straszne a poza tym chyba rozumie ile wart jest zgrany zespół. Polubiłem ja od razu i śmiem twierdzić, że Han z Chewbaccą także dostrzegli jej potencjał.


I na koniec dwa zdania o twiście. Ciekawe wyjaśnienie tajemnicy urny. Prawdę mówiąc na tyle interesujące, że chętnie poznałbym dokładnie historię postaci, z którą wiąże się właśnie ten wart miliona kredytów skarb. Nie zdradzam więcej. Przekonajcie się sami o co dokładnie chodzi. Zachęcam. Mnie ta seria kupiła i naprawdę chciałbym dostać jej kolejne części😁
____________________
"Star Wars: Han Solo & Chewbacca. The Crystal Run Part two" vol 1 [09/2022-03/2023]
Tytuł polski: "Star Wars. Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Część druga"
Scenarzysta: Marc Guggenheim
Rysunki: David Messina, Paul Fry
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Star Wars
Format: 167x255 mm
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328164475
Data wydania: 20 marzec 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Opis wydawcy:
Druga część komiksowej opowieści o przygodach nietuzinkowej pary przyjaciół. Chewie jest uwięziony na planecie Gulhadar, a w tej samej celi siedzi nie kto inny jak Maz Kanata! Ale gdzie jest Han Solo i co się stało z "Sokołem Millennium"? Mimo przewagi przeciwnika Chewie podejmuje śmiałą ucieczkę. Gdzie indziej ucieka Greedo... i nie uwierzycie, kto go ściga! Obaj poszukiwani osobnicy znajdują się na kursie kolizyjnym, ale wspólnie mogą mieć szansę na zdobycie urny Jabby. Ta jednak znajduje się w niebezpiecznych rękach. Jak zatem rozgniewany Wookiee ma przeprowadzić największy skok w dziejach? I czy zawartość urny może wpłynąć na przyszłość galaktyki "Gwiezdnych Wojen"?