LUCKY LUKE - 1 - Kopalnia złota Dicka Diggera


Panie i Panowie przed Państwem Lucky Luke, który nie wygląda jak Lucky Luke. To było pierwsze co rzuciło mi się w oczy, gdy zajrzałem do środka. To znaczy może i wygląda on tak jak powinien ten słynny kowboj a to ja mam krzywe wyobrażenie na jego temat.

Wiecie, niniejszy album to moje pierwsze, komiksowe spotkanie z rewolwerowcem szybszym od własnego cienia. Co prawda, z zamiarem poznania przygód Lucky Luke’a noszę się już od dawna - w końcu komiks bardzo, bardzo retro, bo z 1947 roku - ale zawsze coś wyskakiwało. A to jakiś nowy Hellboy, a to nowy run Batmana, nowy komiks od Kultury Gniewu, etc. Wiecie, zawsze coś. Poza tym jego przygody zawsze kojarzyły mi się z historyjkami mocno infantylnymi. Co prawda nie mam z nimi większego problemu ale jakoś z tym tytułem nie było mi po drodze. Czy po lekturze tego tomu zostanę z nim na dłużej?

Powiem tak: zamówiłem kolejne dwa tomy. Nie wiem czy od razu do nich siądę czy będę dawkował sobie wędrówki po Dzikim Zachodzie ale na pewno nie będą te historie czekać zbyt długo, bo pan Morris bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Spodziewałem się mocno przerysowanej bajki a finalnie jej nie dostałem. Oczekiwałem, że Lucky Luke będzie postacią mocno przerysowaną i rewolwerowcem na sterydach ale i tutaj nie miałem. No i najważniejsze: bałem się, że liczne gagi przesłonią główne wątki a do tego również nie dochodzi.


A teraz konkrety.
Album "Kopalnia złota Dicka Diggera" to tak naprawdę dwie, autonomiczne historie.

Pierwsza z nich - "La Mine d'or de Dick Digger" - odwołuje się do archetypu człowieka goniącego za bogactwem, która to owa gonitwa jest dla niego czymś równie naturalnym co chociażby oddychanie. Trochę całe zamieszanie przypomina słynną gorączkę złota, bo rzeczywiście pana Diggera mocno kusi aby mieć tego cennego kruszca jak najwięcej ale scenarzysta tej chęci zysku jakoś szalenie nie potępia. Właściwie potępia - co zrozumiałe - jedynie tych, którzy działają nieuczciwie i próbują ukraść owe złoto, czy też - jak w tym przypadku - mapę do niego. To oni stają się kozłami ofiarnymi historii.


Na tą rywalizację nakłada się postać Lucky Luke’a, który jako człowiek porządny ani myśli patrzeć jak jego znajomy traci to na co uczciwie zapracował.

Podsumowując. "Kopalnia złota Dicka Diggera" bawi ale nie tyle gagami samymi w sobie - choć ich także nie brakuje - co fabułą oferującą dużo nagłych zwrotów akcji. Mniej lub bardziej absurdalnych ale prawdę mówiąc nawet jeśli chwilami Morris przesadza i się powtarza to nadal jest to tak urocze jak powiedzmy w historyjkach René Goscinny'ego i Albert Uderzo.


Historia numer dwa - "Le Sosie de Lucky Luke" - bierze na warsztat temat sobowtóra a cała fabuła sprowadza się do tego, że Lucky Luke jest bardzo podobny - na swoje nieszczęście! - do bandziora Mad Jima. Owe podobieństwo prowadzi oczywiście do serii głupiutkich pomyłek a tytułowy bohater musi dwoić się i troić aby nie ponieść kary za występki kogoś innego. Proste? Proste i dobrze opowiedziane.

Bardzo fajna historyjka. Dla mnie ciekawsza nawet od przygody Dicka Diggera, bo i lepiej narysowana - Lucky Luke zaczyna przypominać samego siebie - i z mniejszą ilością scen stricte humorystycznych. Gagi pojawiają się ale to nie one bawią najbardziej. Uśmiechamy się bo bawi nas ciąg przyczynowo-skutkowy akcji pod tytułem 'Lucky Luke i Mad Jim wyglądają tak samo' a nie kadry, na których dajmy na to ktoś dostaje butelką w głowę. Takie rzeczy śmieszą ale tylko za pierwszym razem.

-----------------------------------------------------
"La Mine d'or de Dick Digger" (1947)
"Le Sosie de Lucky Luke" (1947)

napisał i narysował: Maurice 'Morris' De Bevere
polskie wydanie: "Lucky Luke - 1 - Kopalnia złota Dicka Diggera" (Egmont Polska)