Pokazywanie postów oznaczonych etykietą western. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą western. Pokaż wszystkie posty

LUCKY LUKE - 1 - Kopalnia złota Dicka Diggera


Panie i Panowie przed Państwem Lucky Luke, który nie wygląda jak Lucky Luke. To było pierwsze co rzuciło mi się w oczy, gdy zajrzałem do środka. To znaczy może i wygląda on tak jak powinien ten słynny kowboj a to ja mam krzywe wyobrażenie na jego temat.

Wiecie, niniejszy album to moje pierwsze, komiksowe spotkanie z rewolwerowcem szybszym od własnego cienia. Co prawda, z zamiarem poznania przygód Lucky Luke’a noszę się już od dawna - w końcu komiks bardzo, bardzo retro, bo z 1947 roku - ale zawsze coś wyskakiwało. A to jakiś nowy Hellboy, a to nowy run Batmana, nowy komiks od Kultury Gniewu, etc. Wiecie, zawsze coś. Poza tym jego przygody zawsze kojarzyły mi się z historyjkami mocno infantylnymi. Co prawda nie mam z nimi większego problemu ale jakoś z tym tytułem nie było mi po drodze. Czy po lekturze tego tomu zostanę z nim na dłużej?

"Ladies with Guns" tom trzeci


"Ladies with guns" po raz trzeci. Jest dobrze. Trochę obawiałem się spowolnienia tempa akcji oraz problemów z wymyśleniem kolejnej, równie widowiskowej co poprzednie, historii, ale mój czytelniczy lęk okazał się całkowicie nieuzasadniony. Nadal jest pomysłowo i czuć, że twórcy mają plan na swoje dziewczyny. Nie wiem czy więzienny epizod był planowany od samego początku, ale w sumie dobrze, że znalazło się dla niego miejsce. Dlaczego?

Po pierwsze i najważniejsze, zmienił on obraz naszych bohaterek. Oczywiście, nadal są to dziewczyny wyjątkowe, interesujące, szalone, etc. Tym razem zostały one jednak delikatnie sprowadzone do parteru. Na ten moment nie umiem powiedzieć, czy to dobrze czy źle. Sądzę jedynie, że nagle dotarło do twórców, że wcześnjej przeszarżowali i wypadałoby pokazać tytułowe Ladies od drugiej, dużo bardziej kobiecej, strony. W jaki konkretnie sposób? Z pomocą przychodzi tutaj wątek więzienny. Widzimy w nim bowiem typowych samców dzikiego zachodu. Męskich gburów śliniących się na sam widok pięknych kobiet, mężczyzn przekonanych o swojej sile, przywyczajonych do wyrażania opinii przy pomocy pięści. Na tym tle prezentowane są nasze Ladies. Istoty kruche, mające swoje problemy; kobiety świadome zagrożeń związanych z obecnością przedstawicieli płci brzydkiej. Obserwujemy je uważnie - zastanawiając się 'co też tym razem strzeli im do głowy' 🙂 - i w pewnej chwili dociera do nas, że to także są istoty z krwi i kości. W tej scenerii daleko im do dzikusek z poprzednich tomów. Jak każda jednostka boją się bólu, poniżenia, gwałtu i bycia bezradną. Nasze dziewczyny krwawią co miesiąc, zachodzą w ciążę a na dłoniach dostają odcinków. Są normalne.


Po drugie, wizyta Ladies w więzieniu dobrze się sprawdza jak fabularna odskocznia. Przy drugim tomie zacząłem się zastanawiać, jak długo jeszcze przyjdzie nam śledzić podróż dziewczyn po kolejnych połaciach Ameryki i jak długo będą one totalnie niezniszczalne. Ich zamknięcie w areszcie - nawet, jeżeli na krótką chwilę - zapewniło pożądany dreszczyk emocji. Twórcy komiksu - Olivier Bocquet oraz Anne-Laure Bizot - w dalszym ciągu tak snują opowieść, że nie trudno domyśleć się finału, ale przynajmniej dostaliśmy nową lokalizację. Pojawiły się nowe postacie, znalazło się kilka plansz przypominających nam, że płeć piękna to także płeć silna oraz wpletli autorzy parę scen odnośnie kobiecej solidarności. Jak na tytuł typowo rozrywkowy dobrze to wszystko wygląda.

Jak długo przyjdzie nam czytać "Ladies with guns"? Na tę chwilę ten tytuł to komiksowy samograj. Piątka dziewczyn, kilka rewolwerów, wielki wybuch, szybki wóz do ucieczki i akcja sama się kręci. Do tego jest bardzo kolorowo, rysunkowo ciekawie i westernowo. Wydawać się zatem może, że prędzej czy później coś zacznie zgrzytać. I pewnie tak będzie. Oby jak najpóźniej.
____________________
"Ladies with Guns" [08/2024]
Tytuł polski: "Ladies with Guns"
Scenarzysta: Olivier Bocquet
Rysunki: Anne-Laure Bizot [Anlor]
Tłumacz: Jakub Syty
Seria: Ladies with Guns
Format: 235x310 mm
Liczba stron: 72
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788382306989
Data wydania: 11 wrzesień 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Więzienie stanowe. Świat mężczyzn. Najgorsze łotry dzikiego zachodu zamknięte razem w czterech ścianach. Kiedy nasze ladies pojawiają się na miejscu, ich los zdaje się z góry przesądzony. Ale nawet osadzone, wciąż są tak samo zawzięte.

"Przyjaciele Roda Taylora" (1984) || Jerzy Wróblewski


Nie znam za dobrze komiksowego dorobku pana Jerzego Wróblewskiego. Nazwisko dość często widziałem w tekstach odsłaniających przed czytelnikami świat komiksu czasów PRLu ale jakoś nigdy nie znalazlem chwili aby wgryźć się w jego twórczość na poważnie. Zawsze było coś pilniejszego do zrobienia, jakieś inne plany były zrealizowania. To już przeszłość. Po lekturze albumu "Przyjaciele Roda Taylora" mam ambitne plany sięgnąć po pozostałe westerny jego autorstwa a to dlatego, że na tym gatunku upłynęła mi telewizyjna młodość. Jakaś tam nostalgiczna struna została poruszona a że zrobił to pan Wróblewski to jego komiksy idą na pierwszy ogień.

"Przyjaciele Roda Taylora" to historia prosta, wygrywająca typowe dla westernu motywy. Korzystająca z utartych klisz, na których jednak jest budowana cała zajefajność takich opowieści. To właśnie dostrzegając te klisze przypomniały mi się rodzinne seanse, podczas których gościliśmy u nas w domu Johna Wayne'a. Od razu jednak podkreślam: historia snuta przez pana Jerzego Wróblewskiego została opowiedziana w iście profesjonalny sposòb. Rzekłbym nawet, że z wyczuciem osoby potrafiącej po mistrzowsku oddać sznyt dawnych westernów. Opowieści o dobrych i złych, które pomimo fabularnej przewidywalności potrafiły zmusić nas do uważnego śledzenia filmowej galopady i czerpania ogromnej frajdy z oglądania wciąż i wciąż tych samych westernowych wkrętów.


A skoro mowa o westernowej przygodzie to historia startuje w Cross City, gdzie strzeleckie zawody kończą się dużą ilością whiskey i sprzeczką w lokalnym saloonie. Atmosferę podgrzewa także przybycie rdzennych Amerykanek. Jak na zawołanie pojawia się również 'nieśmiertelny' bohater a że zbyt pewni siebie - i zbyt pijani - kowboje nie zamierzają odpuścić otrzymujemy punkt zapalny rozdmuchujący małą sprzeczkę do poważnego konfliktu. Tak wygląda przyczynek do późniejszych wydarzeń. Na to wszystko Jerzy Wróblewski nakłada obraz trudnej relacji łączącej białych kowbojów z rdzennymi mieszkańcami stepów Ameryki Północnej. Ten motyw także był ogrywany wielokrotnie ale jego obecność jakoś specjalnie mnie nie zdziwiła. Przeciwnie, motyw ten nadaje opowieści większej autentyczności. Można go nawet uznać za jeden ze stałych elementów charakteryzujących klimat Dzikiego Zachodu.

Dopełnieniem albumu jest krótka i niedokończona - z powodu przedwczesnej śmierci Jerzego Wróblewskiego - historia "My nigdy nie śpimy" oraz posłowie Macieja Jasińskiego, w którym autor przybliża kulisy komiksowo-westernowych zainteresowań pana Jerzego. Pisałem wielokrotnie, że takie historyczne wycieczki są dla mnie czymś niesamowicie atrakcyjnym. Tak jest i tym razem. Może nie dostajemy tego wiele ale to co otrzymaliśmy pozwala uznać, że autor "Przyjaciół Roda Taylora" to rzeczywiście wielki miłośnik kowbojskiego świata.


Do samej kreski zastrzeżeń mieć nie wypada. Wszak komiks powstawał w innym świecie, w czasach zupełnie odmiennego podjęcia do historii rysowanych. Stąd, osoby nie posiadające odpowiedniej perspektywy mogą jednak odbić się od artyzmu pana Wróblewskiego a nawet skreślić jego nazwisko na bardzo długi czas. Dlatego zachęcam do nabrania przed lekturą mocnego dystansu, które to zdanie kieruję także do osób narzekających na odrestaurowaną kolorystykę. Lektura "Przyjaciół Roda Taylora" ma być historyczną wycieczką i próbą pokazania nam - kolejnemu pokoleniu czytelników - czym zachwycali się nasi ojcowie w komiksie sprzed kilkudziesięciu lat. Uwierzcie: jeśli tak podejdziemy do tematu unikniemy gorzkich rozczarowań. Mówi Wam to osoba czytającą ogrom takich retro opowieści.
_______________
"Przyjaciele Roda Taylora"
"My nigdy nie śpimy"
Scenarzysta: Jerzy Wróblewski, Andrzej Janicki
Rysunki: Jerzy Wróblewski
Format: 210x210 mm
Liczba stron: 52
Druk: kolor
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788367360739
Data wydania: 28 maj 2024
Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Zawody strzeleckie w Cross City wygrywa Tom Ford, a swoją nagrodę – srebrnego winchestera – wkrótce wykorzystuje podczas sprzeczki w saloonie, po czym grozi dwóm rdzennym Amerykankom. Ale kobiet broni i pozwala im bezpiecznie odjechać nieznany w mieście kowboj. Gdy następnego ranka rusza w dalszą drogę, okazuje się, że ktoś podąża jego śladem…


[2023] "Ladies with Guns"


"Ladies with guns" to jeden z tych tytułów, po które powinni sięgnąć wszyscy szukający dobrej, szybkiej rozrywki w westernowym stylu oraz fani nieco zaskakującej kreski. Drugi punkt jest chyba nawet istotniejszy niż pierwszy. To właśnie te niesamowite plansze artysty Anlora - pseudonim Anne-Laure Bizot - pompują w nas fabularną adrenalinę pozwalającą cieszyć się efektowną historią o ciężkich czasach dla wyjętych spod prawa, wystrzałowych dziewczyn.

Ciężkich czasach? I tak i nie, jednoznacznie trudno ocenić. Jak spojrzeć na całą historię z góry można uznać, że naszym bohaterkom opieki użycza tajemnicy anioł stróż dzikiego zachodu. Mimo wciąż nowo pojawiajacyh się problemów dziewczyny radzą sobie spadając zawsze na przysłowiowe cztery łapy. Dla osób ceniących sobie realizm fabularny naiwność bijąca z opowieści może być bardzo trudna do zaakceptowania. Dla innych owe oderwanie od rzeczywistości może stanowić dodatkowy atut, wyróżniający tą historie na tle innych tytułów prezentujących starą Amerykę polowy dziewiętnastego wieku. Wszystko zależy od tego jak podejdziemy do tej historii i czego od niej oczekujemy.


Jeżeli szczęście bohaterek przyjmiemy za coś naturalnego a całą uwagę skupimy na tym jak wyglądał ówczesny świat kobiet to komiks z miejsca nabiera zdecydowanie bardziej ponurych kolorów. Olivier Bocquet od czasu do czasu serwuje nam bowiem pewne sytuacje, które pokazują - w zależności od danej postaci - a to brak jakiejkolwiek ogłady w stosunku do kobiet a to brak akceptacji dla osób homoseksualnych a to przypomina nam brutalną prawdę o relacjach łączących właściciela niewolnika z owym niewolnikiem. Zdaję sobie sprawę, że poruszamy się w świecie dzikiego zachodu, gdzie pewne wzorce zachowań były po prostu inne ale nie oznacza to, że trzeba je traktować jako coś zgoła naturalnego. Zdaję sobie także sprawę z tego scenarzysta trochę szarżuje mniej lub bardziej realistycznymi problemami kobiet ale w ten sposób napędza całą opowieść. Na każdym kroku pokazuje nam jak waleczne są nasze bohaterki mimo wszystkich problemów, które spadają im na głowy.

Pod względem scenariusza historia rusza w tym miejscu co zakończyła się poprzednia. Ladies with guns odnajdujemy w jaskiniach niedaleko miasteczka, w którym cudem uniknęły pogromu. Liżą rany, próbują nauczyć się obchodzenia z bronią oraz rozmyślają jak uniknąć stryczka. Nie chcą ryzykować ale nie chcą również umrzeć z głodu. Koniec końców ruszają w bój i ponownie radzą sobie całkiem dobrze. Wręcz brawurowo i spektakularnie. Każdy kto liczył na bardziej stonowany tom mylił się. W dalszym ciągu wątek goni wątek, dziewczyny wpadają na coraz to bardziej szalone pomysły a małomówny łowca nagród nadal podąża ich tropem.

Druga odsłona cyklu "Ladies with guns" podobnie jak i pierwsza podobała mi się. Zaciekawiła, rozbawiła, zapewniła dobrą rozrywkę na wieczór. Nie jest to pozycja z gatunku must have ale jeżeli ktoś szuka efektownie narysowanej i naładowanej akcją opowieści to wierzę, że ten tytuł spełni jego oczekiwania.
____________________
"Ladies with Guns" [07/2023]
Tytuł polski: "Ladies with Guns"
Scenarzysta: Olivier Bocquet
Rysunki: Anne-Laure Bizot [Anlor]
Tłumacz: Jakub Syty
Seria: Ladies with Guns
Format: 235x310 mm
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788382306972
Data wydania: 28 marzec 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Po heroicznym stawieniu oporu napastnikom, nasze pięć ladies ma przekichane. Ranne, nieuzbrojone i bez wsparcia, są poszukiwane przez łowców nagród z całego zachodu. Tym razem to pewne: nie mają żadnych szans się z tego wykaraskać.


Dziewczyny z pistoletami i mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

"Ladies with Guns" Non Stop Comics


Gdyby ktoś już miesiąc temu powiedział mi, że komiks "Ladies with Guns" okaże się tak przyjemną lekturą zasiadłbym do niego dużo wcześniej. I nie chodzi tylko oto, że historia zaprezentowana przez pana Oliviera Bocqueta rozgrywa się w czasach, kiedy życie na amerykańskich ziemiach nie należało do najłatwiejszych. Owszem, lubię westernowe klimaty i sięgam po nie ilekroć dostaję taką szansę. Z reguły niosą one obietnicę solidnej, fajnej rozrywki mającej w sobie coś z dawnych opowieści przygodowo-awanturniczych. Tych, w których zaczytywałem się mając lat naście i będąc podrostkiem, który dopiero niedawno wyrobił kartę biblioteczną. Jak jednak powiedziałem: siła komiksu to nie tylko westernowe klimaty. "Ladies with Guns" to przede wszystkim opowieść o dziewczynach z pistolatami, która swoim zawrotnym tempem pochłonęła mnie całkowicie. Opowieść o dziewczynach jakich świat dzikiego zachodu dawno nie widział.


Czy historia o tak mocno działającym na wyobraźnię tytule - "Ladies with Guns" - mogłaby zawieść? Nie ma takiej opcji. Na ponad sześćdziesięciu planszach dostaliśmy bardzo efektowne, pięknie narysowane oraz szybko rozpisane wprowadzenie do świata, w którym odważne dziewczyny udowadniają, że potrafią i muszą walczyć o swoje. Muszą, jeżeli nie chcą być ciągle popychane, bite, wyszydzane i zmuszane do nierządu, etc. Muszą, jeśli chcą aby nastały dla nich lepsze dni. Zaznaczam jednak, że na ten moment owa walka nie jest punktem wyjścia do poważnych przemyśleć odnośnie chociażby przewagi moralnej kobiet nad mężczyznami. Nic z tych rzeczy. Co prawda, postacie męskie zostały zaprezentowane w czarnych - bardzo seksistowskich - barwach, lecz musimy pamiętać o czasach w jakich rozgrywa się akcja komiksu. Na dzikim zachownie pewne sprawy wyglądały po prostu tak a nie inaczej i tyle. I choć Bocquet od czasu do czasu przypomina nam - nawiązując chociażby do konfliktu Indian z białym człowiekiem - gdzie trafiliśmy to jednak nie zmienia to faktu, że pewni przedstawiciele płci męskiej zasłużyli na karę. A może nie?


Niezależnie od indywidualnego podejścia do wspomnianych wyżej zagadnień trzeba bardzo mocno podkreślić, że atrakcyjne fabularnie bohaterki to najważniejsze atuty - dokładnie otrzymaliśmy aż pięć atutów - tego wystrzałowego komiksu. To one nakręcają historię, to one pokazują pazurki oraz to im kibicujemy. Droga każdej z nich do miejsca, w którym kilkoma sprawnymi ruchami upuściły krwi swoim prześladowcom była inna. Każda była jednak wyboista i dzięki każdej czytelnik miał szansę zrozumieć, że obserwuje dziewczyny niezwykłe. Pewne siebie, pewne swoich umiejętności. Pewne tego, że teraz nadszedł ich czas.

Olivier Bocquet i sprawująca piecze za rysunki Anne-Laure Bizot - pseudonim Anlor - w dość nietypowy sposób zaczęli opowiadać o dzikim zachodzie. Zaczeli o nim mówić z perspektywy pięciu kobiet, które zaznały w swoim życiu tak wiele bólu oraz okrucieństwa, że w końcu postanowiły coś z tym zrobić. Zamiast iść na rzeź i po raz kolejny doświadczyć poniżenia postanowiły podnieść rękawice i walczyć. I dobrze! Czas, aby dziki zachód przestał być wyłącznie światem mężczyzn!
____________________
"Ladies with Guns" [03/2022]
Tytuł polski: "Ladies with Guns"
Scenarzysta: Olivier Bocquet
Rysunki: Anne-Laure Bizot [Anlor]
Tłumacz: Jakub Syty
Seria: Ladies with Guns
Format: 235x310 mm
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788382306323
Data wydania: 9 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
„Problem dzisiaj jest taki, że nie można już bić kobiet zbyt mocno. Jest to źle widziane. Podobno kobiety są delikatne! I wykorzystują to!”. Dziki zachód. Świat mężczyzn. Ale nie wyłącznie. Pięć kobiet, którym życie nie szczędzi razów, postanawia podważyć pewne obrzydliwe obyczaje. I robią to wystrzałowo.




Buck Marshall, detektyw Dzikiego Zachodu


El Castigo to nie jedyny bohater działający w realiach Dzikiego Zachodu, który często brał sprawiedliwość w swoje ręce i samodzielnie stawiał czoła zagrożeniu. W marcu 1937 roku w pierwszym zeszycie czasopisma "Detective Comics" pojawił się Buck Marshall. Kowboj, wędrowny detektyw podróżujący po amerykańskich ziemiach i wspierający stróżów porządku. W odróżnieniu od El Castigo nie ukrywał jednak swojej tożsamości, nie był także konkurentem np. dla lokalnych szeryfów. Przypominał trochę Sherlocka - konsultanta detektywa - i posiadał rzadki dar wyciągania właściwych wniosków w oparciu o niezbyt liczne i wyraziste ślady.


Naturalnie przygody z jego udziałem nie odznaczały się wielką dramaturgią. Przypominały westerny emitowane w programie drugim polskiej telewizji w latach dziewięćdziesiątych. Westerny, w których bohater pozytywny z każdego zagrożenia wychodził obronną ręką a ewentualne strzelaniny brutalnością dorównywały kinu familijnemu.


Nie będę w tym miejscu opowiadał Wam o wszystkich przygodach Bucka Marshalla, które nawiasem mówiąc były drukowane do lutego 1940 roku, choć nie w każdym numerze. Wspomnę jedynie o tych pierwszych - opublikowanych do końca 1937 roku - i czerpiących z klasycznych westernowych motywów, które na pewno są znane wszystkim miłośnikom westernów.


Homer Fleming - artysta współpracujący z DC w latach 1936-1945 - stawiał na proste rozwiązania fabularne, proste historyjki oraz proste plansze, pozbawione szczegółow. I tak spotykamy Bucka Marshalla tropiącego złodziei bydła ["The Bar S Rustlers"], demaskującego chciwego bankiera wykupującego ziemię od ranczerów mających kłopoty finansowe ["The Sage City Bank Holdup"], ścigającego wyjętych spod prawa rzezimieszków ["Bullets In the Dark"], biorącego udział w pościgu za mordercami ["Silver and Lead"] czy podążającego śladem złodziei złota ["Trail of Yellow"]. Jak sami widzicie nie były to historie szalenie oryginalne. Bardzo często poszczególne motywy powtarzały się co kilka zeszytów; zmieniał się jedynie szeryf, lokalizacja - choć po kadrach nie sposób dostrzec owych zmian - oraz nazwiska antagonistów.

_________________________
"The Bar S Rustlers" [03/1937]
"The Sage City Bank Holdup" [04/1937]
"Bullets In the Dark" [05/1937]
"Silver and Lead" [11/1937]
"Trail of Yellow" [12/1937]
#001-#003, #009-#010 "Detective Comics" vol 1
Scenarzysta: Homer Fleming
Rysownik: Homer Fleming
Tusz: Homer Fleming
Kolorystyka: -
Polskie wydanie: brak

"Serpieri. Ludzie z pogranicza"

 
Kto powinien przyjrzeć się albumowi "Serpieri. Ludzie z pogranicza"? Każdy, kto lubi Dziki Zachód. Nie ważne w jakiej formie, ani skąd owe zainteresowanie wykiełkowało. Jako czterdziestolatek miałem przyjemność żyć familijnymi filmami wyświetlanymi początkowo w Dwójce, później na Polsacie. Pamiętam z jaką przyjemnością czekałem na kolejną kreację Johna Wayne'a. I choć sławny kowboj nie przemówił do mnie z ekranu telewizora - nie usłyszałem 'Witaj, pielgrzymie' - to jednak bakcyla westernu złapałem. Na długie lata. Umacnianego następnie przez liczne powieści Karola Maya i jego Old Shatterhanda.

Ostatnio nie miałem dłuższej styczności z epoką Dzikiego Zachodu; jakoś nie było mi po drodze z takimi klimatami. W trakcie lektury komiksu od Scream Comics okazało się jednak, że stara miłość faktycznie nie rdzewieje. Panowie Raffaele Ambrosio i Paolo Eleuteri Serpieri potrzebowali zaledwie sześciu krótkich historii, aby uświadomić mi jak wiele straciłem porzucając western na tak długie lata. Jak tego dokonali? Snując proste opowieści o rewolwerowcach dręczonych wyrzutami sumienia, o surowych prawach rządzących Dzikim Zachodem, o walce białego człowieka z Indianami oraz romantyzmie tamtych czasów.

Jasne, że jestem świadomy schematyczności tych historii. Niemalże każda jedna jest kalką wcześniejszych, które dane nam było poznać wielokrotnie. Czy to za sprawą starych filmów, przygodowej literatury czy też świetnej gry "Red Dead Redemption". Czytanie jednak historii powielających pewne schematy nie przeszkadza mi. Warunek jest jeden: historie muszą być opowiedziane w sposób ciekawy. Raffaele Ambrosio wie dokładnie na czym rzecz polega i dlatego dużo uwagi poświęca nie tylko bohaterom - np. wyrazistemu wyeksponowaniu ich charakterów - ale także surowym zasadom rządzących Ameryką tamtego okresu.

Niniejszy album dużo zawdzięcza także panu Serpieriemu, którego mocno realistyczne rysunki dobrze podkreślają dzikość ludzi Dzikiego Zachodu. Twarze przeorane licznymi bliznami, zmęczone życiem oczy, popękane od słońca dłonie, etc. Wszystkie te drobne detale stanowią dobre tło dla opowieści Ambrosiego. Jeżeli zastanawiacie się nad tym tytułem to sugeruję po niego sięgnąć. Jego lektura dostarczyła mi solidnej rozrywki oraz przywołała kilka naprawdę miłych wspomnień.


"Serpieri - Gente di Frontiera" [2013]
Polskie wydanie: "Serpieri. Ludzie z pogranicza" [Scream Comics, 05/2023]
Dziękuję wydawnictwu Scream Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.