VENOM, tom II (Ewing, Ram V)


To jedna z tych historii, która pozostawia ogromny mętlik w głowie czytelnika. Weźmy takiego gościa jak ja. Z Venomem nie zawsze było mi po drodze ale powiedzmy, że miło wspominam zeszytówki od drużyny TM-Semica gdzie pierwszy raz zobaczyłem symbiota. Mam wrażenie, że wówczas jeszcze Marvel wiedział jak powinny komiksy wyglądać. W dodatku były to zeszytówki rysowane przez Todda McFarlane'a więc z automatu miały one plus dziesięć do zajebistości. Tak, wówczas bardzo lubiłem styl wspomnianego rysownika i lubiłem Venoma.

Czy lubię ich również dzisiaj? Z tym bywa różnie. Rysunkami McFarlane'a przestałem się zachwycać bo zaczął mnie irytować wygląd Spider-Mana - miał on w sobie coś z menela - i nie pomagały nawet tête-à-tête Petera z Mary Jane. Co do Venoma to dzisiaj wszystko zależy od tego jak bardzo jego aktualnych twórców ponosi wyobraźnia.


W przypadku tego runu autorami są Al Ewing oraz Ram V i powiem Wam, że już po lekturze poprzedniego tomu miałem lekkie 'WTF'. Byłem zmęczony. Symbioty obecne, minione i te, które dopiero nadejdą. Akcje w Ogrodzie. Serio? Niby gdzieś w tle, bardzo nieśmiało, przebija się wątek normalny - czytajcie: syn i ojciec mają problem - ale przez większą część komiksu czułem się tak jakbym znalazł się w środku totalnego, komiksowego tornada. Niniejszy tom wygląda podobnie.

Na dzień dobry dowiadujemy się, że Dylan Brock - jego fizyczne ciało - aktualnie znajduje się w rękach Fundacji Życia, czyli tych Złych, którym zależy nie tyle na nosicielu co samym symbiocie. Tutaj nic się nie zmienia versus tom pierwszy; gdzie autorzy dość dokładnie nakreślili motywacje wspomnianej organizacji.

Wątek numer dwa to przemiana bohatera. Coś co widzieliśmy wcześniej ale co na swój sposób jest świeże i nawet interesujące; w końcu mamy Venomka zamiast Venoma. I to Venomka z misją ocalenia ojca, który chce i nie chce być zarazem ocalony; wszystko zależy od czasu, od aktualnego stanu umysłu Eddiego Brocka i od jego samoświadomości. Nadążacie? Nie? Nic nie szkodzi, ja w trakcie lektury tego tomu kilka razy również gubiłem wątek; tak bardzo ta historia jest zagmatwana.


Do tego dochodzą co i rusz nowe kwestie, jak chociażby to, że Dylan jest Kodeksem. Co to dla niego oznacza? Nie wiem i zastanawiam się, czy chce się dowiedzieć. Zgaduje, że będzie obiektem kolejnego polowania - być może jakiegoś rozdwojenia jaźni - ale czy mam rację tego Wam nie powiem, bo nie wiem. Gubię się w tej całej fabule. Czuję, że coś mi umyka ale nie wiem w jaki sposób miałbym dowiedzieć się co dokładnie.

Tego wszystkiego jest zwyczajnie za dużo. Jeszcze rysunki i kolory są do zaakceptowania - nic specjalnie wyszukanego, dobry standard - ale fabuła coraz mocniej zaczyna iść w stronę kolejnej, kosmicznej afery a ja do takiego Marvela mam bardzo mało cierpliwości. Jak już ktoś chce iść koniecznie w tą stronę to niech pisze "Fantastyczną Czwórkę" albo "Avengers".

Venom ma zostać na ziemi, w Nowym Jorku i być bohaterem nie bojącym się urywać głów. W ogóle marzy mi się Venom w historii a la historia grozy. Może Jed MacKay mógłby ją napisać? Jego "Moon Knight" jest świetny. Na Venoma pewnie także miałby pomysł.

-----------------------------------------------------
#011-#021 "Venon" vol 5 (10/2022-03/2023)

napisali: Ram V, Al Ewing
narysowała: Bryan Hitch, CAFU, Roge Antonio, Pere Perez
polskie wydanie: "Venom. Tom 2" (Egmont, 03/2026)
Komiks otrzymałem od wydawcy.