Domy potępionych


Czy jest to mój Brubaker? Czy są to moi Phllipsowie? To były pierwsze pytania, jakie zadałem sobie po lekturze komiksu i zadaję nadal, bo nie znam na nie odpowiedzi. Podejrzewam jednak, że wiem o czym myślała większość czytelników po przebrnęciu przez pierwsze, kilkunaście stron komiksu. 'Meh, to już było', 'oni muszą zacząć opowiadać o czymś innym'. Nie zgadzam się. Ta historia ma wady ale nawet z nimi "Domy potępionych" to wciąż komiks dobry. Co z tego, że Brubaker zaserwował nam częściowo temat, który przewija się w jego twórczości od dobrych kilku lat? Zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli coś jest robione dobrze i tworzenie tego nadal dostarcza frajdy to nie należy z tego rezygnować. Czy autorzy tego komiksu kierują się podobną zasadą? Mam nadzieję, że tak.

To będzie kawał historii. Tak pomyślałem widząc jak Natalie Burns wychodzi z aresztu i rusza w podróż z agentem FBI. Stany, tajemnica w tle, jakaś sekta i obraz tego jak bardzo dzisiejszy świat daje w kość tym wszystkim, którzy nie wiedzą jak się bronić. Widząc jak Natalie pomaga nieznajomej pomyślałem w ogóle, że oto mam przed sobą nowego Ethana Recklessa. Że oto mamy kolejnego sprawiedliwego biorącego sprawy w swoje ręce. Dla Brubakera stworzenie takiej postaci z pewnością nie nastręczałoby wielkiego problemu. On i Phillips już dawno pokazali, że nie zasypują gruszek w popiele i że zabranie nas w taką podróż to dla nich nic trudnego. Powiem więcej: liczyłem na taką właśnie podróż a potem przyszedł rozdział drugi, trzeci i kolejne i przypomniałem sobie, że Brubaker i Phillips to nie tylko akcja i kryminał. Czasami jest to po prostu lekcja historii.


"Domy potępionych", jeden z ostatnich tytułów autorstwa Brubakera i Phillipsów, bierze na warsztat temat satanistycznej gorączki lat osiemdziesiątych. Co prawda, w mieście, w którym się wychowałem przestrogi mające nas chronić przed szatanem to wczesne lata dziewięćdziesiąte - u nas zawsze wszystko było później, wiadomo - ale ich sedno brzmiało podobnie. 'Co ty za gówno czytasz?', 'co jest na tej koszulce?', 'nie wiem czy powinieneś słuchać tej muzyki', 'nie łaź nocą po parku', etc. Co prawda, w moim rodzinnym domu takie hasła nie były standardem - pulpa horrorowa z Amberu stała dumnie na regale! - niemniej znam domy, gdzie były one czymś częstym. Czy były problemem?

Śledząc historię Natalie Burns uważam, że tak. Oczywiście skala problemu w "Domach potępionych" została odpowiednio podkręcona - chwilami opis zjawiska może się wydawać wręcz przerysowany - ale nawet odcinając szum kryminalno-sensacyjny to ten tytuł porusza ważne kwestie bo dotyczące skutków paniki społecznej zrodzonej właśnie przez boom na hasło 'sataniści działają wśród nas'. Na nich skupia się Brubaker i robi to dwutorowo.



Z jednej strony w każdym z rozdziałów mamy krórką przebitkę z przeszłości. Z czasów gdy Natalie Burns była zamieszana w sprawę rzekomych działań grupy osób przeprowadzających pewne rytualne obrzędy. Wątek ciekawy bo dobrze ogrywający zarówno wpływ owych wydarzeń na psychikę dzieci, jak i wskazujacy skutki takich wydarzeń dla lokalnych społeczności. Nagonki medialne, dorabianie faktów pod teorie, akty znęcania się w szkołach - 'Natalie burns in hell' - i miejscach pracy, wpływ satanistycznej paniki na sposoby wychowania dzieci.

To wszystko dostajemy w "Domach potępionych" i mam wrażenie, że nie tyle jest to temat bardzo wdzięczny dla autorów, co także istotny dla nich samych. Czy byli świadkami takich zjawisk? Nie wiem, ale na pewno nie jest to pierwszy raz kiedy sięgają po takie motywy. To co wyróżnia tą historię na tle innych, podobnych do niej, jest wątek dzieci bo odnoszę wrażenie, że pierwszy raz autorzy tak mocno zaakcentowali traumy dzieci. Czy ich obecność była czymś niezbędnym? Nie wiem ale wiem, że dzięki głównie za sprawą tego wątku śledząc historię czułem się zaangażowany podwójnie. I jako fan teamu Brubaker-Phillips/Phillipsowe i jako ojciec dwunastolatka.


Druga strona historii to wątek kryminalno-sensacyjny, w którym ponownie spotykamy Natalie tyle że starszą. I tutaj tym co rzuca się w oczy niemalże od razu jest zachowanie dziewczyny, która przeszła piekło. Straumatyzowanej, mającej napady paniki, uzależnionej, potrzebującej aby ktoś powiedział jej 'wszystko będzie dobrze' oraz kobiety bojącej się, bo jak się okazuje okultystyczny koszmar wcale się nie zakończył.

Czy któryś z wątków dominuje? Więcej miejsca dostaje ten drugi ale siłą komiksu są tytułowe domy potępionych, przynajmniej dla mnie. Poza tym Brubaker idąc w kryminał trochę pracuje na schematach, charakterystycznych dla jego własnej wizji świata jako miejsca niezbyt miłego. I nie mówię tutaj jedynie o wątku sataniatycznym. Dla Brubakera zło czai się dosłownie wszędzie. Właściel domków do wynajęcia podgląda pensjonariuszy, sekta mami zagubionych i naiwnych, władze polują na terrorystów ignorując tematy nie mniej ważne, fałszywi prorocy wieszczą koniec, fake newsy i teorie spiskowe mieszają w głowach. Niestety, na to wszystko jest miejsce w tej historii a piszę 'niestety' dlatego, że przez to trochę braknie miejsca na zwykły kryminał co sprawia, że ponownie pojawia się pytanie: czy jest to mój Brubaker?



Nie wiem. Być może będę wiedział jak wrócę do tej historii za jakiś czas. Na ten moment "Domy potępionych" to dla mnie przede wszystkim lekcja historii. Ważna lekcja bo to o czym opowiada Brubaker nie odnosi się tylko do zjawiska satanic panic. To historia również o zagrożeniach obecnych dzisiaj. Mniej strasznych niż to co przydarzyło się Natalie Bruns? Nie sądzę.

-----------------------------------------------------
"HOUSES OF THE UNHOLY" (2024)

napisał: Ed Brubaker
narysował: Sean Phillips
pokolorował: Jacob Phillips
polskie wydanie: "Domy potępionych" (Mucha Comics, 02/2026)
Komiks otrzymałem od wydawcy.