Zacznę od tego, że miałem wobec tego albumu spore oczekiwania. Nie znam innych prac Jeana-Françoisa Di Giorgio. Komiksu "Shane" od Studia Lain nie czytałem, choć kilka osób kilkukrotnie zachęcało mnie, abym znalazł dla niego czas. Podobno jest to rzecz ciekawa jak ktoś lubi średniowieczne klimaty a ja rzeczywiście lubię od czasu do czasu takie wycieczki i "Samuraj" miał być taką wycieczką. Z tym, że zamiast obserwować przy pracy rycerzy miałem obserwować samuraja w feudalnej Japonii. Tego samuraja widocznego na okładce, samuraja o surowym spojrzeniu, z dwoma mieczami i kilkudniowym zarostem. Powiem więcej. Po cichu liczyłem, że będzie to bohater na miarę Skorpiona Stephena Desberga i Enrico Mariniego. Bohater, który będzie nie tylko dobrze wyglądał ale i będzie skutecznie ciągnął awanturniczy wątek. Czy Takeo jest takim bohaterem? Nowy Skorpionem?
Na pewno nie można odmówić Di Giorgio chęci stworzenia historii prawdziwie zapierającej dech w piersiach, chwilami wręcz monumentalnej i droga do tego rozpoczyna się już na samym początku. Na starcie, dosłownie w intro, dostajemy sugestywną zapowiedź tego na co możemy liczyć, jeśli zdecydujemy się podążać śladem tytułowego bohatera i czujemy, że będzie to coś, co może zatrząść status quo w świecie bohatera historii. Mówię tutaj o motywie tajemnicy, legendy sprzed wieków.
Koncepcyjnie motyw ten nie jest niczym nowym. W komiksie przygodowym - niezależnie czy jego akcja rozrywa się w Watykanie, Francji czy w Japonii - tajemnica sprowadzająca kłopoty na każdego, kto znajdzie się w obszarze jej oddziaływania jest czymś zupełnie naturalnym, żeby nie powiedzieć sztampowym czy przewidywalnym. Di Giorgio jest tego świadom i korzysta z archetypu tajemnicy bardzo umiejętnie. Nie interpretuje go na nowo, nie upiększa ale sprawnie wykorzystyje aby budować napięcie, podbijać stawkę krucjaty tytułowego bohatera i rozszerzać lore komiksowej rzeczywistości. Początkowo zdawało to egzamin i nie ukrywam, że dałem porwać się historii.
Dostałem tajemnicę związną z niejakim Trzynastym Wróżbitą i dostałem samuraja z jeszcze jedną tajemnicą. Do tego doszedł kolejny archetyp. Tym razem była to walka o władzę między klanami a właściwie dążenia pana Akumy - antagonista serii - do wyrówniania rachunków z aktualnie panującym cesarzem. Nic czego wcześniej bym nie widział ale powiedzmy, że w zestawieniu z orientalnym vibem było to coś na tyle ciekawego, iż faktycznie pierwsze dwa zeszyty serii przeczytałem jedynym tchem. Krajobraz feudalnej Japonii, środowisko będące areną wydrzeń oraz sam proces stawiania czoła niebezpieczeństwu - wiedzie w nim prym nasz samuraj - to wszystko z jednej strony zachęcało mnie do lektury ale i jednocześnie sprawiło, że od "Samuraja" zacząłem wymagać więcej.
Chciałem aby legenda zaspoilerowana przez scenarzystę była podbijana. Jako fanboy wszystkiego co dziwne i tajemnicze chciałem aby Di Giorgio wgryzł się w temat i w każdym kolejnym zeszycie dostarczał wzkazówek, które pozwoliłby czytelnikowi bardziej zaangażować się w cały wątek. Zdaje sobie sprawę, że jesteśmy dopiero na początku drogi - seria podstawowa aktualnie liczy osiemnaście zeszytów, ostatni został wydany w 2025 roku - ale czułem chwilami, że autor nie wykorzystuje całego potencjału przez co napięcie stopniowo spada.
I dlatego uważam, że pierwszy tom "Samuraja" jest tomem nierównym. Z jednej strony non stop czujemy japońskie fluidy i to za sprawą tak scenarzysty jak i rysownika, Frédérica Genêta. Co kadr otrzymujemy wtręty mogące nam kojarzyć się z mroczną stroną orientu, z zależnościami między cesarzem a możnowładcami, etc. Na to wszystko nakładają się retrospekcje przypominające o kulturze honoru, szacunku do tradycji, zobowiązaniach wobec dawnych przyrzeczeń. Całościowo wygląda to interesująco i jestem przekonany, że ktoś kogo pociągają takie tematy może się rzeczywiście wkręcić. Być może ten ktoś wyłapie również kilka błędów merytorycznych a może i nie, bo Di Giorgio jest na tyle doświadczonym twórcą, że zapewnie nie zapomniał o stosownym researchu.
Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że napięcie budowane na kanwie legendy Trzynastego Wróżbity słabnie z zeszytu na zeszyt. Nie byłby to jednak duży problem gdybyśmy dostali coś w zamian, coś co nie byłoby wyłącznie ciekawym, i w tym wypadku orientalnym, tłem. Do tego jednak nie dochodzi. Przy bliższym poznaniu bohaterowie okazują się bardzo nijacy; problemy wokół nich tracą na wyrazistości a cała ich walka właściwie przestaje dla czytelnika mieć znaczenie. Ile razy możemy słuchać trywialnych sprzeczek między towarzyszami samuraja? Jak długo historia może bawić nas motywem ucieczki i pościgu? Nawet jeżeli Di Giorgio chciał stworzyć coś à la poważny komiks drogi to moim zdaniem zbyt częstym wrzucaniem scen śmiesznych sytuacyjnie - jak podejrzewam mających przypominać o naturalności postaci - popełnił błąd. Przez takie podejście do tematu i przez brak większego skupienia na tytułowej postaci historia dużo straciła.
Co pozostało? Niby koncepcyjnie wszystko się klei. Dostajemy legendę mogącą zmienić układ sił na scenie politycznej, mamy bardzo ciekawe tło - ciekawe nie tylko na poziomie scenariusza - ale jak się wgryźć w historię to można dojść do wniosku, że brakuje jej głębi. Jakiegoś elementu fabuły, który byłby przez całą historią na tyle atrakcyjny i w tak nowatorski sposób interpretowany, że nie bylibyśmy w stanie oderwać się od lekutry. Oczywiście może się tak jeszcze zdarzyć. Swoją dzisiejszą ocenę wystawiam tylko i wyłączenie po przeczytaniu pierwszego tomu. Seria nadal ma u mnie kredyt zaufania i na pewno zapoznam się z kolejnymi zeszytami. Być może nawet przyjdzie mi odwołać wcześniejsze uwagi pod adresem scenarzysty. Liczę na to.
Strona wizualna komiksu to zasługa rysownika Frédérica Genêta i kolorystki Delphine Rieu i powiem tak: jak przyglądam się poszczególnym kadrom to siedzą we mnie dwa wilki. Zachwycam się otwartymi plenerami; prezentacją tak krajobrazu jak i elementów - wewnętrznych, zewnętrznych - architektury. Podoba mi się sposób dynamizowania akcji i starć na dużą skalę. Sceny ataku ludzi Akumy na posiadłość cesarza zostaną ze mną na długo. Z drugiej strony wydaje mi się, że Genêt ma duży kłopot z prezentacją postaci z bliska. O ile jeszcze z twarzami osób starszych, doświadczonych wiekiem, jakoś sobie radzi o tyle młodzi bohaterowie wyglądają komicznie. Momentami wpadają oni wręcz w karykaturę; zwłaszcza postać wiernego towarzysza Takeo, choć nie wykluczam, że nadanie mu delikatnej aparycji błazna było zabiegiem celowym.
-----------------------------------------------------
#001 "Le Cœur du Prophète" (2005)
#002 "Les Sept Sources d'Akanobu" (2006)
#003 "Le Treizième Prophète" (2007)
#004 "Le Rituel de Morinaga" (2008)
"Samuraj" tom 1
napisał: Jean-François Di Giorgio
narysował: Frédéric Genêt
pokolorowała: Delphine Rieu
Egmont Polska (02/2025)
Komiks otrzymałem od wydawcy.






