Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moon Knight. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moon Knight. Pokaż wszystkie posty

"Moon Knight: Czerń, biel i krew"


Czytając fenomenalny run pana Jeda MacKaya pomyślałem, że w miarę możliwości będę nadrabiał również inne tytuły biorące na warsztat postać Moon Knighta. Nie żebym był jakimś jego szczególnym fanem ale uważam, że gość na tyle dobrze wygląda, na tyle ciekawie pobudza wyobraźnię czytelników oraz swoimi problemami dostarcza scenarzystom tyle pola do manewru, że warto poznać go bliżej. 

Tym razem padło na czarno-czerwono-białą wersję jego przygód od wydawnictwa Mucha Comics ale od razu zaznaczę, że niniejszy album nie jest zapisem jednej, dłużej historii. Składa się on z dwunastu miniaturek a każda z nich pokazuje tytułowego bohatera trochę z innej strony.

"Moon Knight" tom I || #001-#012 "Monn Knight" vol 9 (2021-2022)


Zacznijmy od tego, że Marc Spector w swoim stylu mówi i działa jak potłuczony. Jak zawsze papla o świętej misji, wykonywaniu woli boga księżyca - of course jest nim Khonshu - a jego działania jak zawsze jednych martwią, innych ciekawią czy wręcz wkurzają. Do tej pierwszej grupy należą Avengers, którzy podrzucają mu terapeutkę specjalizującą się w superbohaterskim umysłobójstwie - nie powiem, ciekawy termin - do drugiej m.in. tajemniczy ktoś szpiegujący Moon Knighta oraz niejaki Hunter's Moon. O tym pierwszym na razie cichosza; nie chcę Wam psuć zabawy.

Co do Hunter Moona to podaje się on za tego, który ma sprowadzić Spectora na właściwą ścieżkę, czyli ścieżkę ich boga. Ma położyć kres jego misyjnej działalności. W wielkim skrócie oznacza to, że Moon Knight nie powinien pomagać istotom, z którymi bóg księżyca toczy wieczną wojnę. Czytajcie: nie powinien pomagać wampirom; nieważne, że są to wampiry na specjalnej diecie, wampiry pomagające Spectorowi w jego misji, etc. W ocenie lekarza Khonshu każdy krwiopijca to istota zła i należy się jej pozbyć. Proste.


Tak wygląda relacja między nimi na samym początku. Im dalej jednak brniemy w fabułę tym Hunter's Moon zaczyna zachowywać się, jak na brata przystało. Może i nie popiera metod Marca, ale i nie jest do niego negatywnie nastawiony. Panowie wzajemnie się tolerują, wspierają się kiedy trzeba oraz pomagają ludziom zgodnie z założeniami Misji Moon Knight. Nie powiem, niezły wątek i fajnie interludium rozdzielające starcia Pięści Khonshu z kolejnymi zbirami.

Bo do tego sprowadza się ten album. Każdy zeszyt to nowy villain. Nie każdy jest hardcorem - właściwie to żaden z nich nie jest - ale do pewnego stopnia są oryginalni a nawet śmieszni. Jeśli ktoś lubi taki superbohaterski survival to nie będzie miał problemu ze schematycznością i fabularnymi pomysłami od czapy. Raz czy dwa razy zdarzyło mi się łapać za głowę, ale to nie tak, że ten album to same idiotyzmy.


Bohater fajnie zarysowany. Jak zawsze duży nacisk został położony na problemy Marca z innymi jego osobowościami, ale wątek ten nie przyćmiewa pozostałych. Wszystko jest ładnie zbilansowane oraz dobrze strawne. Poza tym jak się czyta jego historię to nie wydaje się ona być totalnym indywiduum. Przeciwnie. Jest mocno osadzona w uniwersum. Często wpadają przypominajki na ten niechlubnej, ostatniej przygody Marca - wówczas pomagał Khonshu zostać władcą świata - jak również do bardzo aktualnej afery pod nazwą "Diabelskie rządy". Ktoś może powiedzieć, że takie przenikanie się wątków w różnych tytułach od Marvela to norma, ale ten album jeszcze mocniej się tym bawi a ja wraz z nim.


Czy widzę jakieś minusy tego albumu? Może mógłby być bardziej mroczny. Moon Knight jest bohaterem, który aż się prosi o historie rodem z "Punisher Max". Na pewno jest na to przestrzeń. Na upartego niewielki zalążek tego mroku dostaliśmy w rysunkach oraz kolorach, ale nadal można tego wycisnąć więcej. Czy tak się stanie? Wątpię. Może w kolejnym runie.

------------------------------
#001 "Moon Knight. The Mission" vol 9 (07/2021)
#002 "Moon Knight. Strings" vol 9 (08/2021)
#003 "Moon Knight. Two-Fisted" vol 9 (09/2021)
#004 "Moon Knight. Blackmail" vol 9 (10/2021)
#005 "Moon Knight. Horoscope part one" vol 9 (11/2021)
#006 "Moon Knight. Horoscope part two" vol 9 (12/2021)
#007 "Moon Knight. Headhunters" vol 9 (01/2022)
#008 "Moon Knight. Scarlet" vol 9 (02/2022)
#009 "Moon Knight. Stranger" vol 9 (03/2022)
#010 "Moon Knight. Session" vol 9 (04/2022)
#011 "Moon Knight. The Killing Time part one" vol 9 (05/2022)
#012 "Moon Knight. The Killing Time part two" vol 9 (06/2022)

#001 "Devil's Reign: Moon Knight" vol 1 (03/2022)

napisał: Jed MacKay
narysowali: Alessandro Cappuccio, Federico Sabbatini
pokolorowali: Rachelle Rosenberg, Lee Loughridge
polskie wydanie: "Moon Knight. Tom I" [Egmont, 07/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


O szaleństwie Marca Spectora

słówko o albumie "Moon Knight"


Mówiłem Wam, że lubię Moon Knighta? Zakładam, że nie raz i nie dwa razy. Lubię, bo najogólniej mówiąc darzę wielką estymą tych bohaterów, którzy ładnie prezentują się w swoich kostiumach - tylko popatrzcie na Marca Spectora w tym białym wdzianku - oraz wykazują pewne oderwanie od otaczającej ich rzeczywistości. Nie mówię, że owi zamaskowani obrońcy muszą cierpieć na silne zaburzenia osobowości, choć nie ukrywam, że chętnie widzę tego typu problemy na kartach opowieści superhero. W końcu są to historie o herosach, którzy codziennie stają w walce o lepszy świat. Codziennie myślą o czekających ich sprawach do wyjaśnienia. Każdego dnia czują, że powinni COŚ zrobić, aby nowi geniusze zbrodni nie rozwinęli skrzydeł.

Niniejszy album dobrze wpisuje się w moje gusta marvelowskiej bohaterszczyny, choć muszę od razu dodać, że nie jest to komiks bez wad. Osobom mającym bardzo nieprzejednane podejście do tematu superhero, osobom mającym przysłowiowe 'klapki na oczach' historia Briana Michaela Bendisa wyda się kolejną, sztampową opowieścią o facecie skaczącym po dachach i robiącym piruety. I oczywiście będą te osoby miały rację. Patrząc na komiks w ten sposób można dojść do wniosku, że niczym szczególnym nie wyróżnia się on od głównych serii ze stajni Marvel Comics. Bohater, Złol mogący ostro namieszać jeżeli nie weźmie się go w karby, broń - w tym konkretnym przypadku jest nią głową Ultrona, superrobota mającego w pogardzie rodzaj ludzki - niemogąca paść łupem psychopaty. Jednak przy dokładniejszym przyjrzeniu się historia dużo zyskuje. Oczywiście, czytelnikowi musi także chcieć się ją zrozumieć.

Niestety, zawsze znajdą się malkontenci, którzy mylą komiksy superhero z komiksami nie stricte rozrywkowymi. Zarzucają im sztampowość, brak fabularnej logiki, etc. Dla takich osób "Moon Knight" duetu Bendis-Maleev będzie albumem przeciętnym. Dla mnie jednak jest to komiks ciekawy i dobrze wygrywający wątki około bohaterskie. Komiks, gdzie Moon Knight ścigający hrabiego Luchino Nefarię w towarzystwie pięknej Echo jest tylko dodatkiem a nie motywem przewodnim. Dla mnie środek tej historii stanowią podejmowane przez postać tytułową próby znalezienia swojego miejsca w świecie peleryn. Niemal na każdej planszy widzimy pana Spectora, który strojąc się piórka hollywoodzkiego producenta oraz grając pewnego siebie gnojka rozpaczliwe pragnie określić samego siebie. Do tego stopnia rozpaczliwie, że jego umysł roztacza przed nim świat majaków - Spector nie zawsze potrafi dostrzec granicę między nim a jawą - mający zapewnić mu ochronę przed ewentualną depresją.

Marc Spector jest szalony. Nie ma jeszcze ataków depresji, ale samo szaleństwo już w nim siedzi i opowieść Bendisa jest właśnie historią radzenia sobie z tym szaleństwem. Ten wątek został bardzo mocno rozbudowany i ten właśnie jego rozmiar sprawia, że krzywdzącym jest wrzucanie tego tytułu do jednego worka z innymi, miałkimi tytułami od Marvela. Dobrze, nie jest to także historia przesadnie wybitna - w pewnym momencie sztampowa bitka superhero bierze górę - ale i nie lubię całkiem bezwartościowa. Na pewno warto poświęcić jej swój cenny czas, na pewno warto przyjrzeć się świetnej kresce Alexa Maleeva oraz na pewno trzeba zacząć interesować się historią Moon Knighta. Ten bohater kryje w sobie jeszcze dużo, bardzo dużo potencjału.

____________________
"Moon Knight" vol 6 [07/2011-6/2012]
Tytuł polski: "Moon Knight"
Scenarzysta: Brian Michael Bendis
Rysunki: Alex Maleev
Kolor: Matthew Wilson, Matt Hollingsworth
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Seria: Moon Knight
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328161252
Data wydania: 23 sierpień 2023
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Opis wydawcy:
Jeden z najsłynniejszych komiksów o Marcu Spectorze, znanym też jako Moon Knight – superbohater o wielu osobowościach! Marc próbuje odzyskać równowagę psychiczną w Los Angeles, gdzie pod przykrywką producenta filmowego walczy ze złoczyńcami. Do miasta ściągają jednak masowo przestępcy z Nowego Jorku, a jeden z nich okazuje się geniuszem zbrodni zaangażowanym w handel najpotężniejszą sztuczną inteligencją na świecie. Na szczęście w starciu z nim Moon Knight może liczyć na pomoc Kapitana Ameryki, Spider-Mana i Wolverine’a. No, chyba że nawet ci Avengers okażą się wytworami jego szalonego umysłu…