Nie spodziewałem się, że doczekam wydania tego komiksu w Polsce. Co prawda Egmont już od jakiegoś czasu skacze i obok tytułów flagowych - aktualnie zaliczam do nich historie z trzeciej fazy Wielkiej Republiki - wrzuca historie, najczęściej one-shoty, odnoszące się do różnych okresów ale sero, nie spodziewałem się powrotu na Endor; do tych małych niedźwiadków, których postawa prawdziwie chwytała za serducho. Czy po wielu latach mają one nadal to 'coś'?
Steve Orlando próbuje nas przekonać, że tak. Dosłownie już na starcie czytelnik dostaje krótkie intro przypominające, że Ewoki choć są mali to jednak są dzielni, że nadal są nadal blisko natury i że oczywiście zaprzyjaźnili się z nieznajomą, wsparli Rebeliantów w walce z Orutnikami - urocza nazwa Imperium - oraz pomogli zniszczyć fałszywy księżyc. W filmie byli oni równoprawnymi bohaterami wielkich wydarzeń i nadal Steve Orlando ich tak przedstawia.
Poza tym jedną z pierwszoplanowych postaci jest Wicket. Na pewno go kojarzycie. Bardzo ciekawski, ufny, milusi, etc. W tej historii także pojawia się a nawet gra pierwsze skrzypce i to jest coś mocno na plus, bo Wicket to jakby nie było gwiazda. Jego zachowanie bawiło w "Powrocie Jedi" i bawi obecnie. Jasne, trochę wydoroślał i zaczął działać rozważniej ale nadal ma w sobie coś ze słodkiego misia.
Co do samej historii to im dalej w nią brniemy tym robi się po prostu nijako. Właściwie cała przygoda sprowadza się do tego, że generał imperialny - klasyczny dupek przekonany o swoich racjach i randze - przypomniał sobie o pewnym składzie broni na Endorze. Jak wiecie jesteśmy na etapie 'Imperialni mają problem' więc każda sztuka broni jest na wagę złota. Co za tym idzie? Tylko tyle, że paru gości ląduje na Endorze i próbuje zastraszyć misie aby te pomogły im przejść przez dżunglę i bezpiecznie dostać się do ich skarbu. I tyle.
Jeśli zastanawiacie się, dlaczego najemnicy i szturmowiec - dodajmy: szturmowiec, który na Endorze spędził trochę czasu - potrzebują przewodnika to nie wiem. Przybywając na Endor nie są świadomi zagrożenia, wręcz przeciwnie. Przybywają jak straszni Okrutnicy! Inna sprawa, że im dalej idą w las tym coraz mocnej Endor zaczyna przypominać Zaginiony Świat pana Artura Conan Doyle’a. Co krzak to nowa przeszkoda, nowa istota do pokonania, etc. Zagrożenia jednak nie czujemy żadnego. Powiedziałbym, że jest to takie star wars adventures dla młodszego czytelnika.
Od strony graficznej jest również nijako. Fajnie zostały przedstawione postacie tytułowe, widać że Alvaro Lopez, Laura Braga poświęcili im najwięcej uwagi. W sumie nic dziwnego, bo koniec końców to komiks o nich a nie o imperialnym generale myślącym o tonie kredytów. Niemniej trochę mam żal do rysowników, że nie przyłożyli się bardziej, bo chwilami komiks wygląda tak jakby był stricte przeznaczony dla młodszego fana Star Wars. Nie żeby był to dla mnie jakiś wielki problem ale powiedzmy, że jeżeli chodzi o te uniwersum to mimo wszystko jestem przyzwyczajony to innego podejścia.
-----------------------------------------------------
"Star Wars: Ewoks" (10/2024-01/2025)
napisał: Steve Orlando
narysowali: Álvaro López, Laura Braga
polskie wydanie: "Star Wars. Ewoki" (Egmont Polska, 03/2026)
Komiks otrzymałem od wydawcy.




