Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

"Gwiazda pustyni" tom II


Nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do historii o Indianach. W czasach, kiedy czytelnicze zainteresowania dzieliłem na prozę Toma Clancy’ego i Karola Maya oczywiście trafiałem na historie o rdzennych mieszkańcach amerykańskich prerii, ale nigdy nie zostaliśmy przyjaciółmi. Zawsze te opowieści wydawały mi się mocno wtórne. Autorzy raz za razem przekonywali o winie białego człowieka i dziejącej się Indianom krzywdzie. Nie żebym bronił wówczas zaborczych rewolwerowców - jako dzielny i prawy zawsze trzymałem stronę tych słabszych - niemniej nieustanne mielenie tego samego na długie lata zniechęciło mnie do tego typu historii.

Czy po lekturze "Gwiazdy pustyni" zmieni się moje nastawienie do wspomnianej tematyki? Nie jestem tego, aż tak pewien. Historia tych Stanów Zjednoczonych, które tak zapalczywie walczyły o każdą piędź ziemi w imię postępu, cywilizacji i chęci zysku jakoś wyjątkowo silnie we mnie nie uderzyła. Może właśnie dlatego, że gdzieś ten wątek mi spowszedniał? Możliwe też, że tym razem Stephen Desberg zbyt mocno ten wątek wyeksponował i niestety przeszarżował.


Nie lubię historii, gdzie raz za razem twórcy powtarzają nam te same prawdy. Wygląda to tak, jakby nie do końca wierzyli, że czytelnik będzie umiał dostrzec przesłanie. "Gwiazda pustyni" a konkretnie niniejszy drugi tom, dość mocno kuleje pod tym kątem. Historii brak wątku, który pociągnąłby fabułę do przodu. Historia porwania tytułowej bohaterki - nawet wzbogacona o około romantyczne wtręty - to za mało.


Album dostaje jednak mocny plus za rysunki Huguesa Labiano, który zastąpił Enrico Mariniego. Nie powiem, obawiałem się tej zmiany, bo pamiętam prace Luigiego Critone przy piątym tomie "Skorpiona". Niby wszystko wyglądało poprawnie, ale czasami brakowało tam dokładności; tak bym to określił. W "Gwieździe pustyni" tego nie czułem. Zarówno plan pierwszy, jak i tło wyglądają tak jak powinien wyglądać komiksowy western. Brutalność miejsza się z pięknem tego krajobrazu i to jest coś czym można się zachwycać. Nawet pucołowatość twarzy bohaterów - rzucająca się momentami w oczy - specjalnie nie raziła.

------------------------------
#003-#004 "L'étoile du Désert" [09/2016-10/2017]
napisał: Stephen Desberg
narysował: Hugues Labiano
polskie wydanie: "Gwiazda pustyni" tom 2 [Egmont, 04/2025]
Za komiks dziękuję wydawcy.


"Wielki zły lis"


Choć jeszcze cierpię po ostatniej "Kalince" to sięgnąłem po kolejny tytuł przeznaczony dla młodszego czytelnika. Tym razem jest nim "Wielki zły lis" pana Benjamina Rennera, którego dokonania na polu komiksowym były mi do tej pory całkowicie obce. Inaczej mówiąc: sięgając po ten tytuł nie miałem skonkretyzowanych oczekiwań. Chciałem miło spędzić czas oraz z zaciekawieniem śledzić fabułę. Liczyłem na sprawnie wygrywany dowcip sarkastyczny, podszyty ironią. Na to liczyłem i ostatecznie to właśnie dostałem.

A wszystko dzięki tytułowemu bohaterowi. Niezdarnemu, pechowemu, dźwigającemu krzyż porażek na swój lisi sposób. Czy mu współczułem? Nie. Pan Renner nie ubiera jego komiksowych przeżyć w barwy poważnych dylematów. Nic z tych rzeczy. Owszem, nasz tytułowy lis nie ma łatwego życia - osobiście nie wyobrażam sobie rzepy jako stałego składnika wszystkich posiłków😉- ale autor pokazuje je w zabawny, bardzo komiczny sposób. Niekiedy 'wpadki' lisa przypominają wpadki słynnego Wilusia Kojota, który za każdym razem próbuje przełamać schemat ale za każdym razem jego starania nie są w stanie zakląć rzeczywistości.


Jak się uważnie przypatrzeć działaniom naszego lisa to przypominają one serie gagów charakterystycznych dla filmów, gdzie często dochodzi do przezabawnych zdarzeń z udziałem dorosłych i dzieci. Otóż, fabuła jest zapisem konfrontacji tytułowej postaci z trójką malutkich kurcząt. Na początku ich relacje mają bardzo zawodowy charakter, tj. on planuje je zjeść a one mają zostać zjedzone. Jak to jednak w bajkach bywa zamiary lisa nijak wpisują się w rzeczywistość. Dość szybko okazuje się, że rezolutne malce widzą w lisie coś czego on sam nawet nie widzi. Od tego momentu robi się podwójnie zabawnie, gdyż tytułowy Zły Lis musi grać rolę nijak nie odzwierciedlającą jego natury drapieżnika.

Benjamin Renner potrafi rozbawić i robi to z niewymuszoną lekkością. Nie wszystkie żarty trafią do najmłodszych - mówię o tych, które punktują mity naszej codzienności - ale przy większości będą śmiali się wszyscy. I to największy plus tego albumu, gdyż czasami naprawdę potrzebujemy takiej niezobowiązującej odskoczni pomagającej naładować baterie.
_______________
"Le grand méchant renard" [2017]
Tytuł polski: "Wielki zły lis"
Kultura Gniewu Krótkie gatki
Scenarzysta: Benjamin Renner
Rysunki: Benjamin Renner
Tłumacz: Krzysztof Umiński
Format: 165x235 mm
Liczba stron: 162
Druk: kolor
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788366128927
Data wydania: 11 styczeń 2022
Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Tytułowy wielki zły lis wcale nie jest wielki ani zły. W dodatku ma strasznego pecha. Każda jego wyprawa do kurnika kończy się jakimś wypadkiem i upokorzeniem, przez co jest pośmiewiskiem całej okolicy. Szczególnie kur.

Wciąż głodny, bo ile można żyć na diecie opierającej się na rzepie, daje się namówić prawdziwemu drapieżnikowi, wilkowi, na z pozoru genialny plan – po co polować na kury, skoro mogą one lisa dotkliwie pobić? Lepiej ukraść jajka! A potem cierpliwie je wysiedzieć, odchować pisklaki, żeby zrobiły się tłuściutkie i już! Posiłek gotowy.

Tylko to, co w teorii brzmi świetnie, w praktyce często staje się bardzo trudne. A w komiksie Benjamina Rennera także niesłychanie zabawne! 


"Voyeur. Komiksy erotyczne z 'Playboya'" tom I/II


Nie są to komiksy dla wszystkich. Nie są to albumy zaskakujące czytelnika wyrafinowaną intrygą. Chyba, że za ową intrygę przyjmiemy zmowy licznych kobiet i mężczyzn, którzy chcą zaspokajać swoje potrzeby. Nie są to także opowieści, które zostaną z nami na dłużej. Może pewne kadry będą siedziały nam w głowach - możliwe, że niektórzy odbiorcy dostrzegą w nich walory edukacyjne - ale prędzej czy później one ulecą i tyle. Dla mnie oba tomy "Voyeur" to po prostu ciekawostka. Zbiór krótkich, prostych historii mających nam pokazać co kręciło czytelników magazynu "Playboya".

To jest właśnie sedno tego tytułu. Pan Horacio Altuna przy użyciu kilkudziesięciu historyjek dał swój pogląd na to co siedziało w główach mężczyzn na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Naturalnie nie wszystkich ale tych, którzy sięgali po magazyny dla dorosłych. Po czasopisma z nagimi paniami, w których to pismach ktoś kiedyś uznał, że powinno znaleźć się miejsce dla kilku plansz komiksowych. Plansz, które polski czytelnik ma szansę poznać dzięki staraniom wydawnictwa Planeta Komiksu. A jest na co popatrzeć, gdyż pan Altuna umie w klocki kręcące czytelników spragnionych erotyzmu rysowanego.


Najprościej rzecz ujmując oba komiksy oferują dużo, bardzo dużo odważnych scen erotycznych. Nagie kobiety, nadzy mężczyźni, mniejszy lub większy świat biznesu, standardowe akty, pomysłowe pozycje, namiętne zbliżenia, ostry seks a także chwilami lekko szowinistyczne podejście do pewnych kwestii. Tego wszystkiego należy oczekiwać kartkując "Voyeur. Komiksy erotyczne z Playboya" ale nie tylko. Pan Horacio Altuna potrafi także rośmieszać punktując damsko-męskie fantazje oraz prezentować świat w formie lekkiej karykatury. Chwilami nawet delikatnie naśmiewa się z fizycznych potrzeb ludzi ale robi to ze smakiem, nie ucieka się do wyszydzania czy piętnowania pewnych zachowań. To mocny plus tych komiksów, które tylko pozornie ograniczają się do jednego.

Na uwagę zasługują również - a może przede wszystkim? - rysunki. Osobiście nie przepadam za taką szkołą rysowania ale fani kreski idącej w stronę naturalizmu będą zawodoleni. Pan Altuna nie boi pokazywać się wiele czym powinien zadowolić zarówno czytelników jak i czytelniczki. Tak jak powiedziałem: tematyka prezentowana przez autora kręci się wokół seksu, odważnych kobiet i facetów myślących rozporkami. Stąd też w albumie dostajemy wiele odważnych aktów. Nie do wszystkich one trafią ale wierzę, że każdy czytelnik doceni geniusz autora.

____________________
"Voyeur" I/II [2016-2017]
Tytuł polski: "Voyeur. Komiksy erotyczne z Playboya" I/II
Scenarzysta: Horacio Altuna
Rysunki: Horacio Altuna
Tłumacz: Jakub Jankowski
Format: 235x310 mm
Liczba stron: 120
Druk: kolor
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788395252570 [tom I] 9788395950209 [tom II]
Data wydania: 11 styczeń 2024 [tom I]

Opis wydawcy:
Komiks erotyczny jako gatunek bez wątpienia wiele zawdzięcza Horacio Altunie, prawdziwemu mistrzowi opowieści obrazkowych. Przestawiamy kolekcję zbierającą wszystkie jego historie, ilustracje i szkice opublikowane w magazynie "Playboy".

Horacio zadbał, by plansze rysowane dla pisma skierowanego do mężczyzn, miały w sobie sznyt feministyczny, zuchwałość, ironię i ogromną dozę humoru, zastępującego klasycznego papieroska 'po'. W jego komiksach życie jest komedią, a seks – wisienką na torcie.

Przed wami pierwszy tom, pełen bezpruderyjnej fantazji, zdolnej rozpalić nawet najniewinniejszego śmiertelnika.


"Jenny Finn"


Wiktoriańska Anglia, londyńskie zaułki wymagające bacznego rozglądania się na wszystkie strony, dziwna zaraza, duchy oraz Joe, który próbuje zrozumieć czego dokładnie jest świadkiem. Czytelnik również - właściwie od samego początku - próbuje ułożyć w logiczną całość podsuwane mu wątki. I jeden i drugi nie mają prostego zadania, gdyż opowieść kreślona przez pana Mike’a Mignolę i towarzyszący mu zespół jest w mojej ocenie prowadzona za szybko a co za tym idzie ciut zbyt chaotycznie.

To znaczący minus tego tytułu. Fabularnie historia wypada przyzwoicie - choć nie jest to także coś, czego nie widzielibyśmy wcześniej - ale sam sposób jej opowiadania wprowadza zwyczajnie... zamęt. Gdzieś pod koniec drugiego rozdziału zacząłem zastanawiać się czy aby nie mamy tutaj jakiegoś wariantu przerostu formy nad treścią. Cała historia została zamknięta na kilkudziesięciu stronach a dostaliśmy naprawdę ogrom pokręconych motywów. Istoty z koszmarów Lovecrafta, zjawy zamordowanych kobiet, wariację Kuby Rozpruwacza, maniaków spirytualizmu, zapomniane wierzenia, przepowiednie, artystę-szaleńca czekającego na objawienie, steampunkowych stróżów porządku, etc. Natłok tych wszystkich wątków przytłacza i nie pomaga w śledzeniu historii, zwłaszcza że wydarzenia następują po sobie bardzo, bardzo szybko. Wygląda to tak jakby twórcy komiksu chcieli za wszelką cenę wrzucić do scenariusza jak największą liczbę motywów kryminalno-horrorowatych. Przy czym robiąc to zapomnieli, że taki miszmasz zazwyczaj utrudnia odpowiedni odbiór historii.


Od strony czysto rysunkowej komiks może się podobać - ja jestem pod wrażeniem 😁- ale lojalnie uprzedzam, że ma on w sobie coś z karykatury. Styl Troya Nixey'a jest mocno specyficzny. Cechuje go surowość - popadajaca miejscami w brzydotę - w przedstawianiu teatru wydarzeń jak i samych bohaterów. Na to wszystko nakłada się duża paleta kolorów stonowanych, co jeszcze bardziej podkreśla ponury charakter komiksowej rzeczywistości. To z kolei... znaczący plus tego komiksu. Panowie Nixley, Dalrymple oraz Stewart spisali się lepiej niż scenarzysta Mignola. To coś nowego.
____________________
#001-004 "Jenny Finn" [11/2017-02/2018]
Tytuł polski: "Jenny Finn"
Scenarzyści: Mike Mignola, Troy Nixey
Rysunki: Troy Nixey, Farel Dalrymple
Kolor: Dave Stewart
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Jenny Finn
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 136
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328153660
Data wydania: 28 luty 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Historia przywołująca na myśl klimaty H.P. Lovecrafta rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii. Na londyńskie doki pada blady strach, kiedy pojawiają się dziwaczne potwory i znajdowane są zwłoki ze śladami macek. Śmierć zbiera coraz większe żniwo i rodzi się pytanie: jaki związek z groźnymi i zagadkowymi zjawiskami ma tajemnicza dziewczynka, która pojawiła się znikąd? Gdy o morderstwa oskarżony zostaje niewinny człowiek, grupa Londyńczyków postanawia zorganizować seans spirytystyczny, lecz czy pozwoli on zidentyfikować zabójcę i znaleźć odpowiedzi na liczne pytania?

"Podróż do wnętrza ziemi" / "Don Kichot"


Pod koniec września 2022 roku wydawnictwo Egmont wystartowało z serią "Adaptacje literatury". Powtarzam: seria wystartowała blisko półtora roku temu a ja dopiero w tym miesiącu zapoznałem się z dwoma tytułami wchodzącymi w jej skład. Trochę się temu dziwię. To znaczy: dziwię się samemu sobie. Wydawałoby się, że osoba taka jak ja - tj. dość często chwytająca po tytuły opatrzone etykietami 'stare', 'klasyka', etc. - powinna z miejsca poświęcić czas na zapoznanie się z komiksowymi adaptacjami dzieł literackich zaliczanych do grona tych ważnych. A tu nic. Widziałem, że raz na kwartał miała miejsce premiera kolejnego zeszytu serii ale jakoś nigdy nie było mi z tymi premierami po drodze. Aż właśnie do lutego 2024 roku, kiedy to Egmont wydał "Podróż do wnętrza ziemi" Juliusza Verne'a.

Jak oceniam moje pierwsze spotkanie z tą serią? Najogólniej mówiąc: to było ciekawe doświadczenie. Nie oczekiwałem niczego nadzwyczajnego - obstawiając raczej wierne przeniesienie powieści na karty komiksu - i niczego nadzwyczajnego nie dostałem. Ot, dobrze narysowany komiks o znanej mi fabule. A właściwie dwa komiksy, gdyż zaraz po przygodowce od Juliusza Verne'a zabrałem się za "Don Kichota" pana Miguela de Cervantesa. I jeden i drugi tytuł potraktowałem jako lekką odskocznię od czegoś bardziej ambitnego czy może raczej czegoś wymagającego większej uwagi. Prawdę powiedziawszy przez oba tytuły dosłownie prześlizgnąłem się, koncentrując bardziej na rysunkach niż scenariuszach.


Nie mogłem inaczej. Tak jak powiedziałem: obie historie znam a "Podróż do wnętrza ziemi" czytałem kilkakrotnie. Co prawda ostatni raz kilka lat temu - w czasie kiedy Zielona Sowa wydawała wspaniałą serię "Podróże z Verne'em" - ale pewnych opowieści po prostu się nie zapomina. Kreska to zupełnie inna sprawa. Byłem bardzo ciekaw tego obszaru. Co prawda nie spodziewałem się jakichś graficznych eksperymentów - to nie ten typ komiksu - ale byłem ciekaw jaką kreskę otrzymamy. I tak jak podejrzewałem: w obu komiksach mamy tak poprawne rysunki jak to tylko możliwe. Solidne plansze, wypieszczone, wymuskane i wiernie oddające fabułę obu powieści. Trochę bardziej podobały mi się prace Frédérica Garcii ale to chyba wina mojej sympatii do twórczości francuskiego pisarza. Tak, w jeżeli chodzi o Verne'a nie jestem obiektywny.

Podsumowując. Oba tytuły dają radę. Raczej do nich nie wrócę ale sądzę, że nadejdzie dzień, kiedy sięgnie po nie mój potomek. Może wykorzysta je w kategoriach pomocy naukowej, może spojrzy na nie jak na rysunkowe bryki. Nie będę w to wnikał. Wierzę, że kiedyś oba komiksy przeczyta a potem poprosi o kolejne.
____________________
"Podróż do wnętrza ziemi"
Scenarzysta: Curd Ridel
Rysunki: Frédéric Garcia
Tłumacz: Marek Puszczewicz
Seria: Adaptacje literatury
Format: 215x290 mm
Liczba stron: 48
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328167582
Data wydania: 31 styczeń 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

"Don Kichot"
Scenarzyści: Philippe Chanoinat, Jean-Blaise Dijan
Rysunki: David Pellet
Tłumacz: Marek Puszczewicz
Seria: Adaptacje literatury
Format: 215x290 mm
Liczba stron: 56
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328167599
Data wydania: 31 styczeń 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.


Opis wydawcy:
Komiksowa adaptacja jednej z najlepszych i najbardziej znanych powieści science fiction autorstwa Juliusza Verneʼa. Napisana w 1864 roku "Podróż do wnętrza Ziemi" była jedną z pierwszych powieści poruszających tematykę eksploracji wnętrza Ziemi. Historia rozpoczyna się, gdy mieszkający w Hamburgu profesor mineralogii Otto Lidenbrock i jego siostrzeniec Aksel rozszyfrowują starożytny manuskrypt runiczny, w którym islandzki historyk opisał swoją rzekomą wyprawę do wnętrza Ziemi. Postanawiają udać się na Islandię i przy pomocy Hansa, lokalnego przewodnika, odnajdują na dnie wulkanu przejście, które zaprowadzi ich do trzewi ziemskiego globu. Tam odkrywają niezwykły świat ogromnych jaskiń zamieszkałych przez dziwne stworzenia. A przygoda dopiero się zaczyna...

"Don Kichot z La Manchy" to najsłynniejsza powieść autorstwa Miguela Cervantesa, a także jedno z najważniejszych dzieł literatury hiszpańskiej. Imię głównego bohatera przeszło do języka potocznego jako określenie osoby tracącej poczucie rzeczywistości w pogoni za wzniosłymi ideami i celami. Bohaterem historii jest zubożały szlachcic Alonso Quijano, pasjonat powieści rycerskich. W wyniku ich lektury uznaje, że jest błędnym rycerzem, przybiera imię Don Kichot i na wiernym wierzchowcu Rosynancie (w rzeczywistości chudej szkapie) wyrusza w świat, by bronić honoru ukochanej Dulcynei (w rzeczywistości ubogiej chłopki z sąsiedniej wsi). Dołącza do niego giermek Sancho Pansa, którego głównym zmartwieniem jest brak jedzenia. Nieprawdopodobne przygody prowadzą dwóch wędrowców przez Hiszpanię.

[4] Piątki z dreszczykiem: "Sherlock Holmes. Kroniki Moriarty'ego. Zwieńczenie"

 
James Moriarty nie odpuszcza. Misja przez niego podjęta jest najważniejsza. Nie tylko dla niego samego, ale także dla osób mu towarzyszących. Każda z nich rozumie powagę sytuacji i akceptuje ryzyko z tym związane. Nikt nie chce, aby świat pogrążył się w chaosie a Wielcy Przedwieczni ruszyli ścieżką śmierci i zniszczenia. Kluczem do zatrzymania ewentualnej - nikt nie twierdzi, że zagrożenie rzeczywiście nadchodzi, ale każdy woli dmuchać na zimne - apokalipsy ma być zniszczenie Necronomiconu. Przynajmniej według wiedzy szanownego profesora Moriarty'ego. Powiedzmy, że jest fachowcem w tej dziedzinie. Zważywszy na jego koszmarne doświadczenia - zainteresowanych odsyłam do albumu "Kroniki Moriarty'ego. Odrodzenie" - jestem mu w stanie zaufać w tych konkretnych kwestiach.

Nie odpuszcza także pan Sylvain Cordurié, któremu tematyka stricte okultystyczna wyraźnie odpowiada. Ładnie żongluje motywami - tajne stowarzyszenia, potężne artefakty, słynni magowie sztuk zakazanych, mistyczne rytuały - nawet, jeżeli są to motywy powszechnie znane. Ów brak oryginalności nadrabia ciekawą historią i właśnie postacią Moriarty'ego. I żeby było jasne. Tego ostatniego ponownie poznajemy na dwa sposoby. Z jednej strony obserwujemy jak sobie radzi z tropieniem egzemplarzy Necronomiconu, jak przemierza świat w poszukiwaniu złych fluidów. Z drugiej przyglądamy się początkom jego kryminalnej kariery oraz naukom u niejakiego Tahery Emary. Oba wątki są dość ciekawe i dobrze ze sobą korelują.

Czy żałuję, że album "Kroniki Moriarty'ego. Zwieńczenie" nie nawiązuje tak silnie do twórczości Lovecrafta jak tom wcześniejszy? W żadnym wypadku. Kwestia Przedwiecznych czyhających na progu została wykorzystana jako punkt wyjścia do właściwiej opowieści i jakby nie było swoje zadanie spełniła. Uwaga scenarzysty i rysownika - tutaj brawa zbiera Andrea Fattori - została skoncentrowana na profesorze Jamesie Moriarty'm i tak to powinno wyglądać. Na jego osobie, na jego drodze do zostania mistrzem zbrodni i na jego pojedynku z Sherlockiem. Dokładnie. Niejako wisienka na torcie pojawia się pan Holmes. Wspominany pojedynek obu panów nad wodospadem Reichenbach oraz podpatrujemy jak żegnają się w jednej z londyńskich restauracji. Pytanie: na jak długo?


#002 "Sherlock Holmes: Le cronache di Moriarty: Rinascita" vol 1 [2017]
Polskie wydanie: "Sherlock Holmes. Kroniki Moriarty'ego. Zwieńczenie" [Egmont, 2023]


>>> Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji. <<<