Mace Windu po raz trzeci i po raz trzeci jest to jedna z tych historii, o których nie wiem co myśleć. Jak ktoś nie ma problemu z prostymi one-shotami, z historyjkami mającymi być nie tyle częścią czegoś większego ale czymś à la wycinkiem z życia danego bohatera to "Mace Windu. W półmroku" jest komiksem dla niego. I odwrotnie. Jak ktoś nie lubi tego typu opowieści to powinien zastanowić się dwa razy zanim zdecyduje się na lekturę tego konkretnego tytułu.
Ja przeczytałem i tak jak napisałem: nie wiem jak komiks ocenić. Na pewno jest to historia z cyklu 'widzieliśmy to nie raz i nie dwa razy'. W Republice pojawia się COŚ, co nie powinno wpaść w ręce tych gorszych, czytajcie: w ręce przemytników i innych mających republikańskie prawa w głębokim poważaniu. Tym razem tym czymś jest super paliwo - coaxium ultra - a osobą mającą zadbać o to aby znalazło się ono po jasnej stronie mocy jest oczywiście Mace Windu.
Przynajmniej z wyglądu jest to Mace Windu bo na pewno nie z zachowania. Do czasu tego komiksu Windu widziałem tak: pojawiał się i robiło się dziwnie bo jak na mistrza Jedi wiało od niego strasznym snobem. Zadufanym w sobie typkiem mającym do powiedzenia wiele na każdy możliwy temat. W tej historii prawdopodobnie dostaliśmy jego klona bo Mace Windu zachowuje się zupełnie jak nie on.
Nie rozmawia z pozycji guru, potrafi żartować, uśmiecha się, nawiązuje relacje i nie jest alfą i omegą. Powiem więcej: jak na zaufanego Yody, jak na wykonawcę tak arcyważnego zadania wie zaskakująco mało. Nie wie kim jest Jabba the Hutt (!), nie zna Tkacza Zmierzchu, nie kojarzy Ścieżki Had’le. Co prawda, dwie ostatnie nazwy dla mnie również są obce ale ja nie jestem mistrzem Jedi. I wiem, galaktyka jest wielka i szeroka ale nie znać Jabby to mocne faux pas.
Co z dużych plusów? Ideologia prezentowana przez wspomnianą Ścieżkę Had’le, mająca w sobie coś z haseł głoszonych przez Teda Kaczynskiego. Nie będę streszczał na czym dokładnie cała rzecz polega ale w wielkim skrócie: i Ścieżka i Unabomber - pseudonim Teda Kaczynskiego - atakowali technologię widząc w niej źródło wszelkiego zła i przyczynę stałego pogarszania się sytuacji w galaktyce. Fajny motyw. Naturalnie, wie winduje on komiksu do rangi ideologicznego manifestu, wątek Ścieżki to raptem kilka kadrów, ale jest czymś ciekawym. Przynajmniej dla mnie.
Na minus rysunki Georgesa Jeanty. Przyzwyczailiśmy się, że z ich poziomem w komiksach Star Wars bywa różnie ale mam wrażenie, że ten album mocno zaniża średnią. Twarze bez wyrazu, bohaterowie z daleka są rysowani bardzo nieprecyzyjnie, brak ciekawszych wizualizacji scen walki, słabe tło, etc. Na cały album znalazłem zaledwie kilka kadrów, które na usilnego mógłbym określić mianem 'ciekawych'. To bardzo niewiele.
Całościowo "Mace Windu. W półmroku" wypada zatem średnio. Na jeden wątek interesujący - mówię o wątku Ścieżki - przypada dużo nijakości. Fabułę dostajemy prostą i prowadzącą właściwie nigdzie. Niby w sama końcówka sugeruje nam ciąg dalszy historii ale jakoś tego nie widzę. Trochę poszperałem i nikt nigdzie nic nie pisze więc zakładam, że nawet jak mieliśmy dostać kontynuację to projekt umarł zanim jeszcze na dobre się rozpoczął.
-----------------------------------------------------
#001-#004 "STAR WARS. MACE WINDU. THE TWILIGHT RUN" vol 1 (02-05/2024)
napisał: Marc Bernardin
narysował: Georges Jeanty
pokolorował: Andrew Dalhouse
Polskie wydanie: "Mace Windu. W półmroku" [Egmont Polska, 05/2026]
Komiks otrzymałem od wydawcy.



