PRZEZNACZENIE X. Wolverine (tom 1)


Komiksowa pulpa ale z tych pysznych, które wchodzą jak złoto. No dobra, może nie jak złoto ale po prostu dobrze. Dlaczego? Osobą odpowiedzialną za tego - i kilku wcześniejszych także - Wolverine’a jest Benjamin Percy a to rzecz naprawdę warta podkreślenia, bo na moje oko jest to jeden z niewielu scenarzystów z teamu Marvela, który nadal potrafi zmajstrować w miarę sensowną historię. Taką przyziemną, bez kosmicznego szumu i fabularnie uporządkowaną.

Pierwszy tom "Przeznaczenie X. Wolverine" to taka historia. Rozgrywająca się - z drobny wyjątkami - z dala od wielkiego świata. Przepychanki w Białej Radzie, rządy próbujące wymusić na mutantach przepis na nieśmiertelność, młody Brock bawiący się w Venoma. W tym komiksie niczego takiego nie odnajdujemy. Dla mnie to duży plus bo uczciwie przyznam, że trochę zmęczyły mnie duże eventy lub historie na siłę przekombinowane, typu "Venom" Rama V i Ala Ewinga. Lore tej konkretnej przygody zostało zredukowane do niewielkiego wycinka Krakoi i skoncentrowane na rosnącym zatargu między dwoma bohaterami. Właściwie całą fabułę można sprowadzić do prostego komunikatu: było sobie dwóch gości; jeden zdradził, drugiego pogrzebano żywcem.

Ten pierwszy to Beast. Nie znacie go. Nie jest to doktor Hank McCoy cytujący zapomnianych filozofów, wierny akolita profesora Charlesa Xaviera. Nie jest to również mutant 'głos rozsądku', osoba przypominająca wszystkim jak istotnym jest aby przed podejmowaniem agresywnych działań próbować dyplomacji. Ten Beast nie ma nic wspólnego z Bestią z "X-Men. The Animated Series". Ten Hank McCoy to członek X-Force i szef wywiadu, który nie cofnie się przed niczym aby zrealizować swoje plany. Co konkretnie kryje się pod tym hasłem? Na tą chwilę Benjamin Percy tego nie zdradza a przynajmniej nie mówi o tym wprost. Prawdopodobnie więcej dowiemy się w kolejnym tomie.


Ten drugi to Wolverine. Wojownik wiecznie zmagający się tak z samym sobą jak i ze złem całego świata. Jego znacie i to aż za dobrze. Twardziel o dobrym serduchu. Człowiek, który z niejednego pieca jadł chleb, niejednemu wrogowi zalazł za skórę i nie raz ani nie dwa nadstawiał karku aby pomóc każdemu, kto tej pomocy potrzebuje. Oczywiście jest to również idealna maszyna do zadań specjalnych - 'najlepsza broń Krakoi', jak mawia Beast - która praktycznie nigdy nie zawodzi.

Beast i Wolverine. Wieloletni towarzysze, których tym razem poróżnił charakter jednej z misji. Jak to zostało ograne fabularnie?


Uczciwie trzeba przyznać, że Benjamin Percy zna się na robocie i umie poruszać się w uniwersum Krakoi nie mniej skutecznie od Jonathana Hickmana. Co to oznacza dla historii? Tylko tyle, że nie jest ona w żadnym razie oderwana od większej całości. Może i sama akcja dzieje się w tle względem większych arców ale wiele wskazuje na to, że to o czym czytamy w tym albumie jest zapowiedzią czegoś większego. Wojny domowej w Krakoi? Jakiejś rewolucji? Ostatnie słowa Beasta z trzydziestego zeszytu brzmią: 'Wiedziałem, że nadejdzie ten dzień. No i nadszedł. Teraz wszystko się zmieni'. Czy ma coś konkretnego na myśli? Nie wiem ale czuję się mocno zaintrygowany. Bardzo chcę się dowiedzieć, dlaczego Beast zachowuje się jak nie Bestia ze wspomnianego wcześniej serialu.

Z wątków dodatkowych wymieniłbym dwa. Pierwszy z nich koncentruje się na postaci Jeffa Bannistera - byłego agenta CIA i przyjaciela Wolverine'a - drugi dotyczy jego córki, Maddie Bannister. Oba wątki wypadają dobrze i robią to do czego zostały stworzone czyli przypominają, że Wolverine to nie tylko dzika bestia gotowa rozszarpać każdego ale również - a może i przede wszystkim - Logan. Gość mający serdecznie dość walki, biegania za wampirami i wykonywania zadań w imię większego dobra. Gość chcący po prostu przyjemnie spędzać czas z przyjaciółmi. Czy Benjamin Percy rozumie w czym rzecz? Rozumie ale i nie pozwala aby taka sielanka była udziałem Wolverine'a zbyt długo. W końcu nikt nie oczekuje od takiego herosa jak Logan siedzenia na tyłku, gdy wokół niego wali się świat.


Wizualnie komiks wypada różnie. Czasami trafiają się kadry wyglądające na niedopracowane a czasami na takie, że czytelnik zastanawia się czy przypadkiem Juan Jose Ryp nie próbuje kopiować stylu Simona Bisleya. Innym razem szczegół goni szczegół, tak jeżeli chodzi o tło - dla mnie równie ważne, co plan pierwszy - jak i chociażby rysy na twarzach postaci. Na szczególną uwagę zasługują jednak plansze, na których dostajemy Wolverine'a próbującego zerwać krakoińskie łańcuchy. Chwilami wygląda to tak jakby Beast, chcąc namieszać Loganowi w głowie, zamknął go w czymś na kształt więzienia umysłu, gdzie wciąż i wciąż są mu przypominane jego dawne walki, jego dzikie zachowania, etc. Ciekawy i świetnie narysowany wątek.

Podsumowując. "Przeznaczenie X. Wolverine" w zestawieniu z innymi, przeczytanymi przeze mnie w ostatnim czasie, historiami od Marvel Comics zasługuje na dużego - największy wędruje do Jeda MacKaya - plusa. Może nie jest to komiks, który zapisze się w historii Marvela złotymi literami ale w swojej klasie wypada naprawdę dobrze. Benjamin Percy wydaje się wiedzieć dokąd zmierza oraz na ten moment skutecznie unika przekombinowania fabularnego. Czy uniknie go w kolejnym tomie? Czas pokaże.


-----------------------------------------------------
#026-#030 "Wolverine" vol 7 (10/2022-02/2023)
historia "Beast Agenda"

napisał: Benjamin Percy
narysował: Juan Jose Ryp
polskie wydanie: "Przeznaczenie X. Wolverine" tom 1 (Egmont Polska, 04/2026)
Komiks otrzymałem od wydawcy.