GHOST RIDER - 3 - Nocna masakra


Na początku czerwca 2026 roku Mucha Comics dała nam trzeci tom z przygodami Ghost Ridera i choć piszę 'nam' uczciwie trzeba przyznać: nie jest to tomiszcze - ponad pięćset stron czystego, ognistego szaleństwa! - dla każdego. Wzorem wcześniejszych jest to pozycja skierowana do konkretnego odbiorcy, wręcz do maniaków bardzo oldschoolowych, charakterystycznych comics stories z początków lat dziewięćdziesiątych. Oni będą czerpać z tej cegły najwięcej. Oni będą najmniej kręcić nosem na miałkość fabularną i sztampowość postaci stworzonych na potrzeby jednego, oczywistego dla wszystkich, celu.

Wszyscy albo prawie wszyscy pozostali, chociażby czytelnicy komiksów nie czujący tmsemicowego flow, biorąc do ręki tą cegłę będą mniej wyrozumiali. Czy należy im się dziwić? W żadnym wypadku. "Ghost Rider. Nocna masakra" to masakra i to masakra dosłowna. Od strony fabularnej mamy styczność z superbohaterską papką - o konkretach za chwilę - a większość zeszytów można podsumować słowami: 'Dobrzy kontra Źli i jak najwięcej akcji'.

I rzeczywiście, trzeci tom historii o Ghost Riderze od Mucha Comics w mojej ocenie jest bardziej nastawiony na superbohaterską, widowiskową rozwałkę niż tomy wcześniejsze. Czy przekłada się ona na coś interesującego dla kogoś, kto za takimi historiami nie przepada? Niekoniecznie. Czy Ghost Rider i jego widowiskowa pogoń za wszystkimi zasługującymi na piekielne oczyszczenie może się podobać? Zdecydowanie!


A teraz konkrety. Za większością historii, nieistotne mniej czy bardziej rozbudowanych, nie stoi nic więcej poza tym co rzuca się w oczy od razu, po zaledwie kilku minutach czytania. Chodzi oczywiście o czystą, nieskrępowaną logiką, akcję. Odnoszę wręcz pewność, że i scenarzystom i rysownikom tym razem nie zależało jakoś szczególnie na budowaniu mocno skomplikowanej historii. W pierwszym i drugim tomie mimo wszystko poszczególne zeszyty spinała klamra - dla mnie była nią postać Lilith - zbierająca zawarte w nich epizody w jedną całość. W niniejszym tomie takiej klamry bardzo brakuje. Brakuje takiego poczucia, że droga naszych bohaterów prowadzi do konkretnego celu a ich widowiskowe starcia nie są jedynie czymś co ma zapychać plansze.


Plansze - UWAGA! - na których dostajemy to co najlepsze w tym albumie. Graficznie historie w nim zebrane prezentują się i widowiskowo i bardzo ghost riderowo. Dla mnie zawierają one wszystko to z czym kojarzy się tytułowy bohater. Efektowne sceny walk z kolejnymi antagonistami. Wystrzałowo wyglądających bohaterów wiodących, czyli Danny'ego Ketcha - aktualne alter ego Ducha Zemsty, którego narodziny poznaliśmy w tomie pierwszym od Mucha Comics - oraz legendarnego John'ego Blaze'a. Ciekawe rozplanowanie kompozycyjne poszczególnych kadrów, graficzne eksperymenty z układem, etc. To wszystko będzie podobało się każdemu, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Dodatkowo historyjki z tego tomu - w sumie, z wcześniejszych również - wyglądają fajnie kolorystycznie. Kolory dobrze podkreślają rangę pewnych wątków i skutecznie oddzielają je tematycznie. Na pewno czytając ten komiks nikt nie będzie narzekał na jednolitość stylu czy prostotę jeżeli chodzi o barwy. Paleta kolorów jest ogromna, choć of course zdecydowanie przeważają barwy ciemne; lekko brudne i wpadające w szarości. Na nich Ghost Rider wygląda najefektywniej.


Fabularnie zeszyty zebrane w niniejszym tomie skupiają się na dwóch wątkach głównych. Po pierwsze, na scenie pojawia się nowy arcyłotr, którego ocenić należy tak jak i większość innych antagonistów komiksów tej klasy. Jest przerysowany, arogancki i fantastyczny retro. Dla czytelników kochających takich właśnie łotrzyków będzie on wisienką na torcie po całej plejadzie gwiazd mniej ciekawych, choć nie gorzej - czasami nawet lepiej - narysowanych. Agent X, Madcap, Death Ninja. Każdy z nich, i jeszcze paru innych, dostaje swoje pięć minut i te ich właśnie minuty są wodą na młyn albumu "Ghost Rider. Nocna masakra".

Drugim wątkiem wartym uwagi są rozterki Danny'ego Ketcha. Nie dostajemy ich wiele - na pewno mniej niż w tomie "Ghost Rider - 1 - Danny Ketch" - ale i tak są miłym dla oka przerywnikiem. Może gdyby za fabułę odpowiadał Chris Claremont a nie Howard Mackie to wątki osobiste dostałyby więcej miejsca i sprawiły, że cały album prezentowałby się jeszcze lepiej, ale narzekać nie zamierzam. Zaliczam się do tego grona czytelników, którzy tak samo dobrze bawią się przy komiksach 'poważnych' jak i tych mocno rozrywkowych.


"Ghost Rider. Nocna masakra" nie jest komiksem bez wad. Największą z nich jest brak spójnej, porywającej historii wiodącej. Być może zeszyty zebrane w tym tomie miały robić za odskocznię, etap przejściowy przed czymś większym. Możliwe również, że Howard Mackie i spółka po prostu chcieli pobawić się bohaterem z płonącą czaszką i właśnie dlatego przełożyli widowiskowość rysunkową nad zgrabność fabularną. Nie wiem. Niezależnie od powodów ostatni Ghost Rider od Mucha Comics wypada słabiej od swoich poprzedników. Czy oznacza to, że można skreślić go z listy planów czytelniczych? W żadnym wypadku. "Ghost Rider. Nocna masakra" jako produkt swoich czasów nadal trzyma poziom. Każdy kto choć trochę tęskni za komiksowymi latami dziewięćdziesiątymi, każdy kto biegał kiedyś po zeszytówki z herosami do osiedlowych kiosków, każdy kto do dzisiaj karmi swojego wewnętrzego dzieciaka historyjkami o superbohaterach będzie zadowolony.


-----------------------------------------------------
#030 "Ghost Rider. Nightmares of Truth" vol 3 (08/1992)
#032 "Ghost Rider. Fight for Life" vol 3 (10/1992)
#033 "Ghost Rider. What Does It Matter?" vol 3 (11/1992)
#034 "Ghost Rider. Victims of Our Past" vol 3 (12/1992)
#038 "Ghost Rider. Blood Obligations" vol 3 (04/1993)
#039 "Ghost Rider. Vengeance!" vol 3 (05/1993)


#012 "Morbius: The Living Vampire" vol 1 (06/1993)

#002 "Midnight Sons Unlimited. Bloodbath!" vol 1 (05/1993) fragmenty

napisali: Howard Mackie, Larry Hama, D.G. Chichester, Chris Cooper, Gregory Wright, Mort Todd
narysowali: Andy Kubert, Bret Blevins, Mike Manley, Ron Garney, Vince Giarrano, Kirk van Wormer, Rurik Tyler, Ron Wagner, Rurik Tyler
Komiks otrzymałem od wydawcy, Mucha Comics (06/2026)