"Nieśmiertelny Iron Fist" to dla mnie pierwsze spotkanie z tytułową postacią. Nie pamiętam aby dostawał on coś więcej niż cameo w tych historiach od Marvela, które znalazły się w kręgu mojego zainteresowania a jeśli nawet miał gdzieś swoje pięć minut to nie pamiętam. Nie widziałem również serialu. Tak naprawdę to jeszcze przed tygodniem nie wiedziałem o tej postaci niczego. Kojarzyłem ją z nazwy oraz podejrzewłem, że jest to jeden z tych bohaterów przekładających pomoc zwykłym ludziom nad kosmiczne eskapady.
We wrześniu 2017 roku Mucha Comics wydała pierwszy tom serii "Immortal Iron Fist", tom zbierający sześć startowych zeszytów wydanych oryginalnie na przełomie 2006 i 2007 roku. Czego oczekiwałem od historii z tego albumu? Dobrej intrygi, opowieści rozpisanych lepiej, ciekawiej niż standarowe historie z regularnych serii, dojrzalszych charakterystyk postaci oraz dopracowanych rysunków. Zakładałem, że dostanę tak wiele bo znałem fabularną pomysłowość jednego z autorów serii, mianowicie Eda Brubakera.
Nie będę ukrywał: po niniejszy tom sięgnąłem właśnie z uwagi na Eda Brubakera. Znam go nie tylko z kryminałów i wiem, że potrafi także w superhero 'na poważnie'. Udowodnił to pracując chociażby przy Daredevilu - a z tego co zdążyłem się zorientować Iron Fistowi blisko do Diabła z Hell's Kitchen - Kapitanie Ameryce czy przy serii koncentrującej się na pracy policji z Gotham. Każdy z tych tytułów wspominam dobrze, więc i w przypadku "Nieśmiertelnego Iron Fista" oczekiwania miałem konkretne. Czy dostałem to na co liczyłem?
Twórcom komiksu z całą pewnością nie można odmówić starań dogodzenia każdemu czytelnikowi Marvela. Co to oznacza? Przede wszystkim "Opowieść ostatniego Iron Fista" nie jest historią całkowicie oderwaną od tego co wówczas działo się w świecie Marvela a musicie wiedzieć, że działo całkiem sporo. Akcja z ustawą o rejestrowaniu osób obdarzonych supermocami - "Living Weapon of Mass Destruction", tak się ładnie ich nazywało - starcia jeszcze niedawnych sojuszników, Daredevil otwarcie ścigany przez stróżów prawa, etc. To wszystko jest czymś co buduje nam tło w tym komiksie, choć jednocześnie wydarzenia eventu "Civil War" nie wpływają bezpośrednio na fabułę. Pewne przesłanki tego jak aktualnie wygląda nowojorska rzeczywistość pojawiają się w formie echa - przynajmniej w odniesieniu do tych, sześciu zeszytów - ale nawet już sama ich obecność to przyjemne puszczanie oka do fanów.
Po drugie, i Ed Brubaker i Matt Fraction wyraźnie mieli ochotę napisać coś dla czytelnika dorosłego i to im się udało. Kompozycyjnie fabuła nie należy do grupy tych oryginalnych ale i nie jest to akcja dla samej akcji i widać to chociażby po kadrach. Plansze to nie miejsce na akrobatyczne popisy bohaterów. Ich clou to narracja spokojna i nakreślająca nowe wyzwanie przed Danielem Randem, aktualnym Iron Fistem. Jakiego kalibru jest to wyzwanie? Szczegółów nie zdradzę ale pojawia się i stara, dobrze znana Brubakerowi, organizacja i stary wróg tytułowego bohatera i perspektywa przeżycia nowego, bardzo wyjątkowego, doświadczenia. To wszystko razem tworzy na tyle interesującą kompozycję, że jesteśmy w stanie przymknąć oko na nieliczne - na przykład: powtarzalność pewnych informacji - niedociągnięcia.
Wizualnie komiks również spełnił moje oczekiwania. Sekwencje walk może i mogłyby być lepsze, wyraźniejsze ale gdyby takie były to pewnie ucierpiałby na tym vibe kryminalno-sensacyjny. Zmiast na fabule skupialibyśmy się na kolejnych 'plakatach' z superbohaterami. Na szczęście twórcy odpowiadający za kreskę wiedzieli, co to umiar. Atrakcyjność wizualna to również zasługa kolorów. Matt Hollingsworth zrezygnował z barw jaskrawych i krzykliwych, na rzecz cieni i kolorów wyblakłych, momentami wręcz brudnych, szarawych. Lubię takie kompozycje i uważam, że dobrze one współgrają z historiami idącymi w stronę kryminału czy sensacji 'na poważnie' a już na pewno skutecznie podkreślają bardziej poważny ton takich opowieści.
Podsumowując. Pierwszy tom "Nieśmiertelnego Iron Fista" wypada obiecująco. Jak już wspomniałem nie znam tytułowego bohatera ale wydaje mi się, że zarówno scenarzyści jak i ekipa odpowiedzialna za oprawę wizualną dobrze wykonali powierzone im zadania. Zaciekawili. Nie wiem czy wszystkich, nie wiem czy trafili do ortodoksyjnych fanów Iron Fista - może namieszali zbyt mocno? - ale do mnie na pewno. Nie mam jeszcze w pełni wyrobionego zdania na temat Daniela Randa jako bohatera - trochę przypomina mi Olivera Queena z "Green Arrow: Year One" - ale na tą chwilę nie jest to postać wkurzająca zachowaniem więc jest szansa, że się polubimy.
-----------------------------------------------------
#001-#006 "Immortal Iron Fist. The Last Iron Fist Story" vol 1 (11/2006-06/2007)
napisali: Ed Brubaker, Matt Fraction
narysowali: David Aja, Travel Foreman, Sal Buscema, Russ Heath
pokolorował: Matt Hollingsworth
Komiks otrzymałem od wydawcy, "Nieśmiertelny Iron Fist. Opowieść ostatniego Iron Fista" tom 1 (Mucha Comics, 09/2017)





