Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlie Adlard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlie Adlard. Pokaż wszystkie posty

"Bezpieczeństwo za kratami" || #013-#018 "The Walking Dead" vol 1 (2004-2005)


Rick Grimes wraz ze szczęściarzami ocalałymi z rzezi na farmie rozpoczyna życie za kratami. Jak słusznie podejrzewacie ich więzienna egzystencja daleka jest jednak od ideału. Owszem, duże, ogrodzone przestrzenie i solidne budynki obiecywały wiele, ale… na takie dobro trzeba zapracować.

I od tej właśnie pracy rozpoczyna się trzeci album "Żywych trupów".


Wymiataczami numer jeden są Rick i Tyreese. Ten ostatni jest nawet przekozakiem, gdyż sam jeden wymłócił salę gimnastyczną pełną Sami Wiecie Czego. Dobrze czytacie. W więzieniu jest super sala do gimnastyki. Work-life balance. I tak, Tyreese napędzała wówczas adrenalina przez duże A, gdyż parę godzin wcześniej jego córka oraz jej chłopak postanowili na zawsze być razem i razem zakończyć bezsensowną walkę. Pamiętacie, jak Beth chciała popełnić samobójstwo? Tutaj mamy podobny motyw.

Problemem numer dwa jest czwórka skazańców, którzy w więzieniu uwili sobie przytulne gniazdo. Nasi bohaterowie nie ufają im - ciążowe zmiany nastrojów Lori dokładają do pieca - a oni nie ufają nowo przybyłym. Sytuacja pogarsza się, gdy zaczynają ginąć panie. W finale nerwowość daje o sobie znać, spór narasta a dom staje się za ciasny.


Dobry album.
Mający fajne momenty. Ot, chociażby akcja Tyreese'a w sali gimnastycznej. Gość pokazał na co go stać. W serialu także kilka razy widzieliśmy go w takim transie.

Dodatkowo w tym albumie pierwszy raz dostajemy prawdziwego złola. Shane’a nie zaliczam do tej kategorii. To dobry chłopak był. Przerosła go sytuacja, ale chciał dobrze.

Tymczasem jeden z więźniów to psychopata pierwszej wody. Radził sobie z obłędem jak byli na widoku sami mężczyźni, ale jak pojawiła się na horyzoncie płeć piękna to jego popaprany umysł zaczął ponownie pracować. Poszły w ruch noże, zrobiło się nieprzyjemnie, poleciały głowy. Swoim pieprzeniem przypominał mi slasherowych maniaków.


I jeszcze dwie ważne sprawy 

Po pierwsze, w tym albumie do Ricka i reszty dociera, że aby się przemienić wcale nie trzeba zostać ugryzionym. Po tym newsie, Rick wraca na grób Shane i pakuje mu kulkę w głowę w imię dawnej przyjaźni.

Po drugie, Rick sprowadza się więzienia Hershela. I dobrze. Rodzina się powiększa.

------------------------------
#013-018 "The Walking Dead" vol 1 (10/2004-04/2005)
napisał: Robert Kirkman
narysował: Charlie Adlard
polskie wydanie: "Żywe Trupy. Bezpieczeństwo za kratami" (Taurus Media, 2006)


"Wiele mil za nami" || #007-#012 "The Walking Dead" vol 2 (2004)


Przypomnijmy. Album "Żywe trupy: Dni utracone" zaprezentował czytelnikom świat po przemianie, scharakteryzował głównych aktorów komiksowej epopei oraz pokazał do czego może doprowadzić rywalizacja dwóch samców. Drużynę Kirkmana odnajdujemy właśnie nad grobem jednego z jej członków, gdzie toczne są luźne rozmowy na temat tego, jak codziennie koszmary potrafią złamać nawet najtwardsze jednostki. Dodajmy, że zbliża się okres Bożego Narodzenia.

Okres pozbawiony charakterystycznego dla siebie uroku, gdyż tak naprawdę nikt nie myśli o świętowaniu. Nie ma wiele powodów do radości; ot czasem znajdzie ktoś puszkę brzoskwiń i to wszystko. Mówiąc dobitnie: Rick Grimes – jednogłośnie wybrany na nowego przywódcę grupy – oraz pozostali tkwią w gównie i to głębiej, niż początkowo przypuszczali. Shane oszalał i przypłacił za to życiem. Miasta zostały opanowane przez hordy zombie a na widok obcych człowiek chwyta za pistolet. W dodatku noce robią się coraz chłodniejsze i wypadałoby pomyśleć o cieplejszym, bardziej ludzkim schronieniu. W końcu, jak długo można nocować pod namiotami lub w cuchnącym kamperze?


Jak wskazuje sam podtytuł albumu drugi tom "Żywych trupów" to relacja z pierwszej, dłuższej tułaczki naszych pogubionych – zarówno w sensie fizycznym, jak i wewnętrznym – bohaterów. Opuściwszy okolice Atlanty wyruszają na poszukiwania bezpiecznego azylu. Dobrego miejsca, gdzie będą mogli wrócić do bycia normalną rodziną mieszkającą w okazałym domu z ogródkiem na tyłach. Chcą uciec od przeszłości i zacząć od nowa, bez strasznego bagażu doświadczeń. Naturalnie, otaczająca ich rzeczywistość brutalnie weryfikuje te plany. Dostarcza nowych traumatycznych przeżyć – szwendacze nie biorą jeńców – oraz codziennie każe im podejmować coraz trudniejsze decyzje, od których będzie zależeć ich przyszłość. Urodzić czy nie urodzić? Próbować leczyć zombie czy po prostu je eliminować?


Lektura "Żywe trupy: Wiele mil za nami" pozostawiła pewien fabularny niedosyt. W dodatku dłużyła się okrutnie, podobnie jak serialowa wizyta na farmie starego Hershela. Brakowało wyraźnego i interesującego wątku, który popychałby do przewracania kolejnych kartek. Nie wykluczam jednak, że Kirkman właśnie taki efekt chciał osiągnąć. Dać czytelnikom do zrozumienia, że dzień w świecie opanowanym przez gości chcących rozszarpać cię na strzępy nie sprowadza się ciągłego machania mieczem.

To także kwestie mocno przyziemne; siłą rzeczy nudne i monotonne.Właśnie o takich sprawach opowiada niniejszy tom. O nieustannym poszukiwaniu czegoś, co nadawałoby się do jedzenia. O wyciąganiu benzyny z wraków porzuconych samochodów. O konieczności kontaktu fizycznego z drugą osobą. Ma to pewien swój urok, ale nie obraziłbym się za odrobinę więcej sztampowej i emocjonującej akcji. Motyw z trupami upychanymi w stodole to zdecydowanie za mało.

------------------------------
#007-012 "The Walking Dead" vol 1 (04/2004-09/2004)
napisał: Robert Kirkman
narysował: Charlie Adlard
polskie wydanie: "Żywe Trupy. Wiele mil za nami" (Taurus Media, 2011)