Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darwyn Cooke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darwyn Cooke. Pokaż wszystkie posty

"Catwoman: Selina's Big Score" (2002)


Na początku nowego tysiąclecia pan Darwyn Cooke postanowił opowiedzieć o pewnej dziewczynie z East Endu. O kobiecie, która chciała zostawić przeszłość za sobą. O kobiecie, która chciała przetrwać. "Wielki skok Seliny" to prequel opowieści "Slam Bradley. Na tropie Catwoman", o której niebawem także wspomnę.

Klimat. Jedyny słuszny. Noir.
Pan Cooke lubi w kryminały i bawi się nimi z wyczuciem godnym mistrza gatunku. Podziwia je i tęskni za nimi. Widać to od razu. Rzut oka na kilka plansz, parę zdań wypowiadanych przez Starka - tak, nazwisko jednej z postaci nawiązuje do autora Richarda Starka, twórcy "Parkera" - jasne zasady gry i te napięcie między 'facetem z granitu' a naszą kotką. W "Wielkim skoku Seliny" większość z tych elementów jest bardzo wyraźnie widoczna a sama tytułowa bohatera to wypisz wymaluj femme fatale. Źródło kłopotów. Dziewczyna, której należy się wystrzegać oraz mieć stałe na oku. Jeżeli ktoś czytał czarne kryminały Dashiella Hammetta albo oglądał "Wielki sen" z panem Humphreyem Bogartem to rozumie doskonale o czym mowa.


W "Wielkim skoku Seliny" dostajemy motyw podobny do tego z powieści Michaela Crichtona. Oto mamy Gotham a w nim rodzinę Falcone. Oto mamy pociąg i przewożone nim mafijne miliony dolarów. I najlepsze: mamy grupę fachowców chcących ową forsę ukraść. Żeby jednak było jasne: tytułowy skok to tylko dekoracja. Jego wykonanie może zachwycać, ale dla mnie o wiele ciekawsze są relacje między postaciami. W szczególności pomiędzy Seliną a Starkiem, parą mającą wspólną przeszłość. Może i nie jest ona zbyt wyraziście prezentowana, ale widać, że między nimi iskrzy. No i dzięki niej wiemy, że wszystko zaczęło się w czasach, kiedy i Catwoman i Batman pojawili się w Gotham po raz pierwszy.


I na koniec. W historii pojawia się Slam Bradley, detektyw ze Złotej Ery Komiksów, którego nie tak dawno ożywił pan Tom King w "Gotham. Rok pierwszy". Epizodyczna rola, ale postać wzorowana na legendach czarnych kryminałów, więc jest dobrze.

Rysunki i kolory bardzo na plus. Zabawa odcieniami, kadrami a nawet dymkami. Jak się zastanowić to każdy wątek to delikatna zmiana designu. Niewielka, ale zauważalna i interesująca.

------------------------------
napisał i narysował: Darwyn Cooke
pokolorował: Matt Hollingsworth
polskie wydanie: "Catwoman. Wielki skok Seliny" [Eaglemoss, 01/2017]


"Parker. Edycja martini. Ostatni dzwonek"


Pod koniec listopada Nagle Comics wydało drugi tom "Parkera". Tytuł, o którym było głośno w minionym roku oraz będzie - głęboko w to wierzę - także w obecnym. O ile zdążyłem się zorientować historia tytułowego bohatera została wymieniona w bardzo wielu rankingach oraz pozytywnie zaopiniowana na różnego rodzaju portalach. Wiem, że owe zestawienia, opinie nie zawsze cieszą się dobrą sławą, ale nie biorą się one znikąd, prawda? Pomijając wartość merytoryczną internetowych tekstów jest dla mnie jasne, że "Parker" spełnił oczekiwania czytelników. Zwłaszcza czytelników lubiących gangsterskie porachunki, piękne dziewczyny oraz czarnokryminalne krajobrazy. 

Nie bójcie się, nie będę w tym miejscu streszczał Wam fabularnych kulis komiksu. Sam jestem przeciwnikiem komiksowych - zresztą, nie tylko komiksowych - spoilerów i wiem, że nie tylko ja nie darzę ich sympatią. Nie lubię także zbędnych powtórzeń, więc osoby zainteresowane poznaniem klimatu historii, jak również charakterystyką głównego bohatera zapraszam do zapoznania się z omówieniem pierwszego tomu. Starałem się w nim przybliżyć klimat historii, wskazać najważniejsze jej elementy i wyjaśnić dlaczego wprawiła mnie w tak duży zachwyt. Także zaciekawionych odsyłam do tekstu o "Parkerze" z końca zeszłego maja a dzisiaj kilka słów o stronie wizualnej komiksu.


Na dzień dobry mógłbym napisać "komiks, jaki jest, każdy widzi". Potężna cegła o odpowiednich wymiarach. Robiąca wrażenie na wszystkich, nawet na osobach - mówię to z pełną odpowiedzialnością - stroniących od powieści graficznych. Pięknie prezentująca się na tle innych komiksów, nieporęczna w czytaniu oraz cudowanie... pachnąca. Za bardzo płynę? Jeżeli chodzi o ten tytuł nie mogę inaczej. Od dawna kocham porządnie wydane albumy a ten bez wątpienia do takowych się zalicza. I to z każdej strony. Papier? Offsetowy, twardy oraz przyjemnie chropowaty. Nie cierpię - tak modnego obecnie - papieru kredowego. I prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie, aby opowieść o ponurych facetach była odmalowana na papierze lśniącym, gładkim i rażącym oczy. Nie wyglądałoby to dobrze, więc duże brawa dla osób, którzy wpadli na pomysł z "The Martini Edition". Doskonała robota.

Na wielu poziomach. Na poziomie scenariusza - jeżeli chcecie poczytać o Donaldzie Westlake'u ponownie odsyłam Was do pierwszego tomu - na pozimie technicznym oraz z uwagi na rysunki. W dalszym ciągu odpowiada za nie Darwyn Cooke i w dalszym ciągu robi to dobrze. Kreska kanciasta, oszczędna, stylowa, dobrze podkreślająca ducha lat sześćdziesiątych. Do tego klimatyczna kolorystyka, którą zdominowały - niejako dzieląc album na dwie części -  pomarańcz i niebieski. Całość bardzo ładnie ze sobą współgra tworząc naprawdę niesamowity, pod każdym względem, komiks. Przepiękne wydanie, świetna historia.


Wiem, że będę wracał do "Parkera". To opowieść z gatunku zachwycających za każdym razem ilekroć po nie sięgamy, więc dlaczego mam się ograniczać?😁 Podobnie mam z kryminałami pana Eda Brubakera i Seana Phillipsa. Zresztą, ci panowie także dołożyli swoją cegiełkę do wysokiej oceny tego albumu. Pierwszy z nich - do spółki z Brucem Timmem - na ponad trzydziestu stronach zafundował nam wspomnienia, wzbogacone zdjęciami, o Darwynie Cooke'u. Z kolei Sean Phillips odpowiada za projekt graficzny wydania oryginalnego. Wisienką na torcie są zaś prace Darwyna Cooke'a , które miały znaleźć się w cyklu ilustrowanych powieści Donalda Westlake'a. Naprawdę, dawno nie widziałem tak elegancko, porządnie wydanego komiksu. Nagle Comics, bardzo dziękuję.
_______________
"Parker: The Martini Edition. Last Call. The Score and Slayground. Tomorrow and tomorrow and tomorrow" [2021]
Polski tytuł: "Parker: Edycja martini. Ostatni dzwonek. Łup. Śmiertelna pułapka. Jutro, jutro i znów jutro" [tom drugi]
Scenarzyści: Darwyn Cooke, Richard Stark
Rysunki: Darwyn Cooke
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Format: 211x305 mm
Liczba stron: 332
Oprawa: twarda w obwolucie
ISBN-13: 9788367725170
Data wydania: 29 listopad 2023
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.
Licznik przeczytanych komiksów: 3/2024**

Opis wydawcy:
Parker znowu w akcji. "Łup" to historia najbardziej zuchwałego napadu w historii tego bezwzględnego przestępcy. Z kolei "Śmiertelna pułapka" to Parker zamknięty w opuszczonym parku rozrywki. Ścigany przez członków lokalnego gangu i skorumpowanych gliniarzy musi znaleźć sposób na przetrwanie i odzyskanie skradzionych pieniędzy.


"Parker"

 
Teraz na poważnie.
Nowy Jork, 1962 rok i on. Parker.
Idący zakorkowaną ulicą, palący papierosa za papierosem, bez uśmiechu na ustach. Mucho obojętny na spojrzenia kobiet. Widać, że przybył do miasta w interesach. Niezbyt przyjemnych. Z gatunku tych wymagających procentowego znieczulenia.
Nie, nie będzie to miła wizyta.

Do najnowszego tytułu od Nagle Comics podchodziłem ze sporą dozą zaufania. Winę za to ponosi Donald Westlake, którego zbiór opowiadań z lat sześćdziesiątych robi za podstawę scenariusza komiksu Darwyna Cooke'a. Jeżeli nazwisko wspomnianego pana nic Wam nie mówi to pozwólcie, że przywołam inne, które powinny rzucić na "Parkera" nieco więcej światła. Dashiell Hammett, Raymond Chandler, John MacDonald. Nawet jeżeli nie czytaliście niczego ich autorstwa to zakładam, że terminy czarny kryminał oraz powieść kryminalna kojarzycie. Bohater wyjęty z tego typu opowieść to z reguły postać męska, jednostka o bardzo silnym charakterze, nie pozwalająca robić z siebie durnia. Bohater często działający na granicy prawa lub otwarcie je łamiący. Dla niego wielkomiejski krajobraz to urbanistyczna dżungla, gdzie aby przeżyć trzeba być okrutnym i reagować w sposób szybki, zdecydowany. I Parker Westlake'a/Cooke'a właśnie na takiego typa wygląda a to znaczy, że odpowiada też moim dawnym, czytelniczym gustom. I zapewne dlatego tak szybko go polubiłem.

Szybkie wtrącenie. Jakbyście zapytali mnie na co wydawałem studenckie zaskórniaki to odpowiedź byłaby jedna: na horror, filmy Alfreda Hitchcocka i stare kryminały zalegające na regałach dyskontów książkowych. I choć przez ostatnie piętnaście lat moje zainteresowania uległy delikatnej modyfikacji to lektura retro kryminałów nadal dostarcza mi wiele przyjemności a "Sokół maltański" w dalszym ciągu mieści w topce ulubionych produkcji. Tak, nie miałem problemu z odbiorem komiksu Cooke'a.


Gdzie należy szukać źródeł sukcesu "Parkera"? Pomijając tytułowego bohatera zagrało wiele, a może nawet i wszystko, co mogło zagrać. Dla przykładu: dobrze odmalowany schemat ukazujący sposób działania amerykańskich gangsterów. Tych mniejszego szczebla, dla których proste roboty to normalka. Szybkie skoki, kilka strzałów, ucieczka z kasą i krótkie świętowanie. Do tego obowiązkowo ładna dziewczyna; po częściej ozdoba, po części sposób na odreagowanie. Czytając "Parkera" na tyle często otrzymujemy - mniej lub bardziej wyraźne - charakterystyczne cechy kryminalnej scenerii, że bez większego trudu jesteśmy w stanie wejść w klimat opowieści. Końcowe fragmenty pierwszego rozdziału do tego stopnia mnie wciągnęły, że autentycznie słyszałem głos Humphreya Bogarta rozpamiętujacego jakąś zwykłą robotę. Oprócz tego detale rysujące Amerykę lat sześćdziesiątych. Mężczyźni traktujący długonogie i zgrabne kobiety - panienki o seksownych imionach typu Rose, Linda, Lynn, etc. - niczym zabawki; obowiązkowo garnitury, kapelusze, koszule z krawatem. Każdy prowadzi jakiś biznes, każdy próbuje wyglądać na ważniaka i mieć coś ciekawego do powiedzenia. Tak jak powiedziałem: to dość aby móc sobie wyobrazić jak wyglądał dawny Nowy Jork i jak robiono wówczas szemrane interesy.

Od strony wizualnej komiks wypada dobrze, choć znajdą się i tacy, dla których kreska Darwyna Cooke'a może być lekko męcząca. Tło praktycznie nie istnieje, niekiedy pojawia się fasada jakiegoś budynku czy lokalu. Za to pod dostatkiem mamy facetów w garniturach, blondynek, gangsterskiej gatki i spojrzeń mówiących 'nie zadzieraj ze mną'. Do pewnego stopnia oddaje to styl czarnych kryminałów oraz tekstów - jak mniemam - powieści Westlake'a. Jakby nie patrzeć "Parker" to historia o facecie, który ma do pogadania z tym drugim; co to go oszukał i wykorzystał żonę. Nie będzie to miła rozmowa i wiele wskazuje na to, że zakończy się szarpaniną. A że nasz bohater niezbyt orientuje się, gdzie ukrywa się poszukiwany, więc szuka. Po lokalach, po dziewczynach, pukając od jednych drzwi do drugich, robiąc ponure miny i wyglądając jak te wszystkie podrzędne zbiry z "Batman. The Animated Series". Ładnie to wszystko wygląda; interesująco, właściwie i z klasą.

"Parker". Historia o brutalnym facecie potrafiącym sobie radzić, umiejącym walczyć o swoje. To opowieść o zemście i wyrównywaniu rachunków. Nie będę jednak w tym miejscu streszczał poszczególnych pojedynków z jego udziałem - nie jestem moim zamiarem psuć Wam radości z lektury - ale podpowiem, że obrywają zarówno małe jak i duże ryby z gangsterskiego półświatka. I to obrywają w bardzo ładnym, czarnokryminalnym stylu. Polecam i czekam na ciąg dalszy.


"Parker: The Martini Edition" [06/2020]
Polskie wydanie: "Parker" [Nagle Comics, 05/2023]
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.