DYLAN DOG - 356 - Ludzka maszyna


Znacie to uczucie bycia wykorzystywanym i pomiatanym przez małe i duże korporacje mające - w swojej, mylnej, opinii - prawo decydować o każdym kroku swoich pracowników? Dylan Dog zna. Od piętnastu lat podbija kartę w firmie DayDream, od piętnastu lat nie jest detektywem od koszmarów, od piętnastu lat Groucho jest kurem domowym nie spełniającym się w roli szefa kuchni i fanem czytania między wierszami.

Można tak żyć? Można ale pod warunkiem, że zaakceptujesz swoje miejsce w szeregu. Jak nie będziesz zbyt głęboko drążył i zastanawiał nad dzisiejszym porządkiem rzeczy. Jak będziesz potulnie podbijał kartę w pracy, spłacał raty, kupował bezużyteczne rzeczy oraz wpisywał się, po prostu i bez szumu, w społeczny schemat.

"Ludzką maszynę" przeczytałem dwa razy i dwa razy historia nie pozostawiła mnie obojętnym. Nie żebym po jej przeczytaniu od razu rzucał kamieniami i niszczył aktualne status quo - taki odważny nie jestem i nigdy nie byłem - ale jej lektura sprawiła, że na nowo zacząłem dumać nad zmianą priorytetów. Czy uda mi się coś zmienić? Nie wiem ale jak nie spróbuję to się nie dowiem.


"Ludzka maszyna" wydaje mi się komiksem dość dość nietypowym na tle innych historii z Dylanem. Zamiast kobiety w opałach mamy pracowników dużej korporacji. Zamiast mordercy z nożem mamy kierownika z umową pełną kruczków. Jednostki zastraszane zastąpiły jednostki zmęczone, popadające w obłęd i zrezygnowane. Skąd pomysł na ukazanie takich a nie innych koszmarów?

Najprościej byłoby powiedzieć, że "Dylan Dog" nie samymi wampirami żyje. Ładnie zostało to podsumowane w ostatnio wydanej - oczywiście przez Oficynę Wydawniczą Tore - historii "Nóż, księżyc i ogr". W finałowej scenie jedna z postaci mówi: 'Te historie o wampirach, wilkołakach i zombie, które mi opowiadałeś… przecież to bzdury. Tak naprawdę potwory, prawdziwe potwory to my, Dylan!".


W "Ludzkiej maszynie" Alessandro Bilotta i Fabrizio De Tommaso rozumieją doskonale powyższe słowa. Straszą nas pracodawcami stosującymi niefajne praktyki i wystrzegającymi się inspekcji pracy, pracodawcami zastanawiającymi się nad optymalizacją kosztów, nad częstszym wykorzystywaniem nowinek technologicznych - mamy 2016 rok a w historii pojawia się Ghost 9400, najnowszy smartfon, wykonujący pracę 'lepiej i gratis' -  korporacjami nie pozwalającymi żyć.

Czy panowie twórcy przesadzają w swoich wywodach? Chwilami na pewno. Niemniej, nie można w pewnych sprawach nie przyznać im racji. Jak się zastanowić, jak przyjrzeć się codzienności Dylana Doga to może się okazać, że jest to codzienność dobrze nam znana. Dom, praca, deszcz w weekend, rachunki, wyprzedaż staroci, coraz bardziej podkrążone oczy i liczenie na awanse, które często tymi awansami wcale nie są. To znamy. Nie wszyscy ale na pewno część z nas.


"Ludzka maszyna" nie jest historią o stawianiu oporu, o walce na barykadach. Powiedziałbym, że najbliżej jej do celnej satyry. Korzystając ze śledzenia historii pracownika o numerze O666 poznajemy wyżej wspomniane strachy i problemy niejako od środka. Jesteśmy obserwatorami, wyciągamy wnioski i słuchamy co mają do przekazania różne strony 'konfliktu'. Czy będziemy się zgadzać z ich punktem widzenia to już kwestia indywidulana każdego z nas. Ważne abyśmy zaczęli się zastanawiać. Na tym, moim zdaniem, autorom tej historii zależało najbardziej.

-----------------------------------------------------
#356 "Dylan Dog. La macchina umana" vol 1 (05/2016)

napisał: Alessandro Bilotta
narysował: Fabrizio De Tommaso
autor okładki: Angelo Stano