Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dylan Dog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dylan Dog. Pokaż wszystkie posty

DYLAN DOG - 64 - Miasteczko Ramblyn


Po "Ludzkiej maszynie", historii nie biorącej jeńców, przyszedł czas na Dylana lżejszego, ładnie bawiącego się weirdem i tymi wszystkimi wątkami horrorowymi, których nie trzeba nikomu zbyt szczegółowo tłumaczyć. Takie przygody pana Doga również są potrzebne. Lekkie, śmieszne i bez zbędnego skrępowania przemycające nawiązania do kultowych już tytułów.

"Miasteczko Ramblyn" jest takim właśnie komiksem. Na dzień dobry dowiadujemy się, że Dylan Dog jest obiektem westchnień nastolatki. Prawdopodobnie nie jedynej - śmiem twierdzić, że 'detektyw mroku', w dodatku taki wyglądający jak Rupert Everett, ma ich wiele - ale pan scenarzysta skupia się na tej jednej, konkretnej. Katinka Jones wysyła do niego listy, załącza w nich zdjecia rodzinnego domu, także samej rodziny i generalnie robi wszystko aby Dylan w nią uwierzył. Już na starcie czujemy, że to bardzo ważne.

Dodatkowo z owych listów dowiadujemy się, że panna Jones mieszka w najnudniejszej miejscowość w całej Walii, to jest właśnie w tytułowym Ramblyn. W miejscu gdzie rzeczywiście nic się nie dzieje poza tym, że od czasu do czasu - w ostatnich dwóch latach częściej niż rzadziej - znikają nastolatki. I to właśnie owe dziwne dziwy a także artykuł o nich w gazecie sprawiają, że Dylan Dog porzuca domowe pielesze i niczym Sherlock Holmes wyrusza na wieś aby osobiście przekonać się o co tyle szumu.

DYLAN DOG - 356 - Ludzka maszyna


Znacie to uczucie bycia wykorzystywanym i pomiatanym przez małe i duże korporacje mające - w swojej, mylnej, opinii - prawo decydować o każdym kroku swoich pracowników? Dylan Dog zna. Od piętnastu lat podbija kartę w firmie DayDream, od piętnastu lat nie jest detektywem od koszmarów, od piętnastu lat Groucho jest kurem domowym nie spełniającym się w roli szefa kuchni i fanem czytania między wierszami.

Można tak żyć? Można ale pod warunkiem, że zaakceptujesz swoje miejsce w szeregu. Jak nie będziesz zbyt głęboko drążył i zastanawiał nad dzisiejszym porządkiem rzeczy. Jak będziesz potulnie podbijał kartę w pracy, spłacał raty, kupował bezużyteczne rzeczy oraz wpisywał się, po prostu i bez szumu, w społeczny schemat.

"Ludzką maszynę" przeczytałem dwa razy i dwa razy historia nie pozostawiła mnie obojętnym. Nie żebym po jej przeczytaniu od razu rzucał kamieniami i niszczył aktualne status quo - taki odważny nie jestem i nigdy nie byłem - ale jej lektura sprawiła, że na nowo zacząłem dumać nad zmianą priorytetów. Czy uda mi się coś zmienić? Nie wiem ale jak nie spróbuję to się nie dowiem.

"Jack lo squartatore" || #002 Dylan Dog (11/1986)


Legenda Kuby Rozpruwacza wiecznie żywa? Zdecydowanie! Za chwilę dostaniemy nowe wydanie "Prosto z Piekła" Alana Moore’a - Timof Comics brawa! - ale zanim to nastąpi proponuję trochę lżejszą historię. Ot, chociażby taką napisaną przez pana Tiziana Sclaviego.


Wyobraźcie sobie, że pewnego października 1986 roku pewne medium, ku uciesze grupki osób wierzących w takie cuda, wywołało ducha pana Rozpruwacza. Choć w trakcie samego seansu obywa się bez większych dram, to jedna mleko się wylewa a duch makabrycznego nożownika ponownie straszy na ulicach Londynu.

Jak się zapewne domyślacie wkrótce dochodzi do krwawych zbrodni a jedyną osobą zdolną im zapobiec jest pan Dylan Dog, spec od makabry i osoba 'okrywająca hańbą zawód detektywa'.


O samym bohaterze szczegółowo mówić nie będę, ale nadmienię, że ponownie ma flet - działający na niego równie kojąco, co skrzypce na Sherlocka - dowcipkujacego Groucho i inspektora Blocha, którego bardzo lubię. Dobry, poczciwy i starzejący się inspektor, który nie boi się przyznać, że Dylan Dog to rzeczywiście dobry detektyw.

Z tym ostatnim stwierdzeniem zgodzi się chyba każdy, kto choć raz widział Dylana w akcji. 

Pozornie oderwany od świata, myślami będący w kinie na kolejnych pokazach filmów grozy i generalnie bohater, który nie wygląda na faceta potrafiącego poradzić sobie w trudnych sytuacjach. Oczywiście, to tylko pozory. Dylan zna się na swojej robocie - jak już połączy kropki to jest nie do zatrzymania! - ale i ma sporo szczęścia. Historia "Kuba Rozpruwacz" potwierdza obie te prawdy.


Początkowo widzimy w niej bohatera mocno skołowanego za sprawą dziewczyny, dla której wszystko jest FANTASTYCZNE i która ma problem, gdyż jest jedną z podejrzanych w związku z ostatnimi morderstwami. To ona jest tą osobą, za którą rusza Dylan Dog i w której imieniu prowadzi śledztwo.

Chodź może 'prowadzi' to za mocno powiedziane. Po prawdzie, Dylan Dog wspólnie z Blochem są jedynie osobami odnotowującymi kolejne morderstwa. Trochę przy tej okazji śmieszkują - czarny humor to norma w tej historii! - trochę panikują, ale ostatecznie i tak wygrywają, gdyż tak jak wspomniałem: szczęście Dylana nie opuszcza.

------------------------------
"Jack lo squartatore"
#002 "Dylan Dog" vol 1 [11/1986]
napisał: Tizian Sclavi
narysował: Gustavo Trigo
polskie wydanie: "Dylan Dog. Kuba Rozpruwacz. Ludzka maszyna" [Bum Projekt, 2016]

[1986] "Dylan Dog. Świt żywych trupów"


Zaczyna się pięknie czyli w jak najlepszym filmie o ataku żywych trupów. Stara rezydencja, półnaga, wrzeszcząca dziewczyna i zombiak podążający za ofiarą. Na szczeście dla historii bohaterka szczęśliwie uchodzi z życiem ale jak to dość często bywa jej problemy dopiero się zaczynają. Otóż… zostaje oskarżona o zamordowanie małżonka, wspomnianego gościa chcącego ją rozszarpać. Pajace ze Scotland Yardu jej bajeczkę traktują jak ponury żart ale ostatecznie nasza bohaterka wychodzi na wolność za kaucją i zaczyna działać. Chce dowiedzieć się co też przytrafiło się jej mężczyźnie i w tym celu odwiedza detektywa mroku, Dylan Doga. Of course, zanim trafia w jego ramiona musi przecierpieć kilka żarcików Groucha - na marginesie: był w moim życiu okres, w którym oglądałem nałogowo wygłupy braci Marx - ale ostatecznie odnajduje swój cel poszukiwań. I tak wygląda szybkie wprowadzenie, dzięki któremu mniej więcej wiemy jak będzie wyglądała fabuła pierwszego zeszytu przygód pana Doga.

Premiera oryginalnego wydania "L'alba dei morti viventi" - po naszemu "Świtu żywych trupów" - miała miejsce w październiku 1986 roku i jak to zazwyczaj bywa z pierwszymi zeszytami sporo w nim miejsca jest poświęcane szybkiej prezentacji postaci. Tak jest i tym razem. Jeszcze zanim 'Dog. Dylan Dog' zaczyna działać dowiadujemy się, iż… pracuje nad modelem statku, bywa bezpośredni, mówi zagadkami, zbierając myśli gra na klarnecie, jest wegetarianinem, kocha stare horrory, wywodzi się z rodu łowców koszmarów oraz nie ma problemu z podrywaniem swoich klientek. Do tego umie łączyć kropki szybko i sprawnie. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków ale pan Dog przypomina mi trochę Holmesa, tak z uwagi na wspomniane szybkie łączenie faktów jak i lekkie oderwanie od rzeczywistości. Jest to mieszanka bardzo atrakcyjna. Powiedziałbym, że tytułowego bohatera nie sposób nie doceniać, choć nie całkiem jego zachowanie - momentami ocierające się o szowinizm - może podobać się czytelniczkom płci pięknej.


Fabularnie jest pulpowo i w moich oczach jest to ogromna zaleta tego tytułu. Lubię pulpę, która dla mnie nie jest synonimem czegoś złego. Jest to po prostu pewna konwencja; zazwyczaj charakteryzująca się prostotą fabularną, przerysowaniem bohaterów - weźmy chociażby szalonego naukowca Abraxasa, pierwszego nektomanty oraz wynalazcę voodoo - banalnym zakończeniem oraz prezentowaniem pewnych wydarzeń w sposób bardzo bezpośredni, podstawowy. Dla przykładu: strzał w głowę to strzał w głowę, w dodatku strzał robiący dużo czerwonego bałaganu. Dodatkowo, na całą tą horrorowo-przygodową jazdę pan Sclavi nakłada dużą warstwę humoru, który nie jest domeną wyłączenie poczciwego Groucho. Jeżeli chodzi o żarty to swoją cegiełkę dokłada tutaj każdy, nawet postacie pojawiające się na dosłowanie trzech, czterech planszach. A jakby tego było mało mamy sporo kadrów creepy, jak chociażby ten z dzieckiem zombie. Miodzio!


Podsumowując. Przy lekturze "L'alba dei morti viventi" bawiłem się naprawdę dobrze a nawet wspaniale. Fabularnie komiks dostarczył mi wiele frajdy bawiąc mnie scenariuszem bazującym na motywie żywych trupów oraz potyczkami słownymi bohaterów. Dodatkowo, moje serducho - serce fana ramotkowanych horrorów i filmów science fiction z gumowatymi potworami z kosmosu - biło szybciej za każdym razem gdy pan Tiziano Sclavi serwował nam popkulturalne wtrącenia albo przyzywał nazwisko wielkiego Romero. I te niemalże poetyckie opisy... "Kto wie, jak brzmiała ostatnia myśl patologa Archibalda Pottera... Jego życie było szare. A śmierć - aż piękna w swojej potworności". Mistrzostwo świata!
____________________
#001 "Dylan Dog. L'alba dei morti viventi" [10/1986]
Tytuł polski: "Świt żywych trupów"
Scenarzysta: Tiziano Sclavi
Rysunki: Angelo Stano
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Dylan Dog
Format: 148x210 mm
Liczba stron: 98
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788323712541
Data wydania: listopad 2001

Opis wydawcy:
Do detektywa Dylana Doga zgłasza się piękna kobieta, twierdząca, że musiała wbić nożyczki w czaszkę własnego męża, gdyż był... chodzącym trupem i próbował ją zabić! Dog podejmuje się wyjaśnić tę sprawę - w efekcie dociera do zapomnianego przez czas szkockiego miasteczka, gdzie prowadzi niezwykłe badania diaboliczny profesor Xabaras.


[2016] "Dylan Dog. Mater Dolorosa"


Sprawa prezentuje się następująco. O tym bohaterze słyszałem ale jakoś nigdy nie dane mi było wgryźć się w jego uniwersum. Wgryźć się tak na poważnie i po całości. Jakoś się nie złożyło, nie było nam po drodze, etc. Biorąc pod uwagę profesję tytułowej postaci sam sobie się dziwię bo facet ewidentnie powinien wzbudzić moje, jako czytelnika, zainteresowanie. Jak już jednak powiedziałem: tak się jednak nie stało ale… dzisiaj zaczynam nadrabiać zaległości chąc lepiej poznać komiks europejski o czym także już kilkakrotnie wspominałem. Także Panie i Panowie ruszamy z serią "Dylan Dog".

Startujemy z historią "Mater Dolorosa", który to album jest wyjątkowy - jak mi się zdaje - z dwóch powodów. Po pierwsze, pojawił się z okazji trzydziestych urodzin wspomnianej serii. Piękna rocznica, godna odpowiedniej celebracji. Po drugie, opowieść została wzbogacona o kolory co chyba jest pewnym novum dla przygód Dylana Doga. Nie wiem czy zawsze są to komiksy czarno-białe ale zakładam, że skoro z takim przejęciem o kolorystyce opowiada pan Gigi Cavenago - album zamyka wywiad z tym artystą - to musi być coś na rzeczy. Od siebie dodam, że dla mnie dobór kolorów jest jak najbardziej w tym przypadku trafny, choć tak jak mówię specjalista ze mnie żaden w odniesieniu do tego konkretnego tytułu. Oceniam album jako laik ale mówiąc otwarcie: nie rozumiem jak można byłoby pozbawić ten tytuł kolorów, skoro tak ważną one odgrywają rolę w podkręceniu koszmarów tytułowego bohatera. Dodam także, że dla mnie miejscami kreska i kolory przypominały trochę styl charakterystyczny dla serii z Hellboyem. Rysunki lekko kanciaste, trochę celowo niedokładne, skupione na postaci a nie jej otoczeniu. Do tego dużo uwagi twórca poświęca odpowiedniemu zaprezentowaniu - chociażby poprzez różne odcienie czerwieni - tych elementów, które mają wzbudzać w nas, czytelnikach, niepokój oraz podsycać koszmary Dylana. Dobrym przykładem jak sprawnie zostały użyte kolory jest chociażby sposób w jaki została zaprezentowana współczesna Mater Morbi.


Fabularnie trochę się pogubiłem zatem znawców tematu prosiłbym o sprostowanie, jeżeli zacznę pleść głupoty. Z tego co zrozumiałem Dylan ciężko choruje co doprowadza do tego, że wraca myślami do swojej ponurej przeszłości. Do czasów, kiedy był dzieckiem i pierwszy raz objawiła mu się Mater Morbi. Co się wówczas wydarzyło? Dręczony gorączką doznał jakiegoś objawienia? Poznał cel życia? Nie wiem. Roberto Recchioni chyba sam nie do końca wiedział albo przeszarżował z poetyckim językiem. Sądzę, że historia "Mater Dolorosa" miała pokazać nam moment, w którym Dylan wybiera własną ścieżkę czym łamie zarówno serce swojej prawdziwej matce - matce płaczącej nad synem - jak i odwraca się od Mater Morbi. Nie wiem czy to właściwa interpretacja. Być może wrócę do tego tytułu po lekturze komiksu "Mater Morbi". Zobaczymy czy wówczas coś więcej mi się rozjaśni.

I dosłownie na zakończenie mam jeszcze jedno pytanie do fanów serii. W mojej opinii historia na statku rozgrywa się dość dawno, powiedzmy w osiemnastym wieku. Czy mamy tutaj do czynienia z majakami Dylana rozpamiętującymi swoją chorobę z dzieciństwa jako powiedzmy... chorobę morską? Pytam, gdyż nie spina mi się przeszłość z teraźniejszością w odniesieniu do wieku tytułowego bohatera. I kim jest postać Johna Ghosta? Jest to nemezis tytułowego bohatera? Bardzo dziękuję za podpowiedzi.


____________________
#361 "Dylan Dog. Mater Dolorosa" [10/2016]
Tytuł polski: "Dylan Dog. Mater Dolorosa"
Scenarzysta: Roberto Recchioni
Rysunki: Gigi Cavenago
Tłumacz: Katarzyna Koćma
Seria: Dylan Dog
Liczba stron: 112
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788396270115
Data wydania: 22 grudzień 2021

Opis wydawcy:
Dylan Dog ponownie odczuwa objawy dziwnej choroby, która kiedyś niemal go zabiła. Tym razem wie już, co to oznacza i z kim przyjdzie mu się zmierzyć. Mater Morbi - matka chorób - powraca! Dylan zanurza się w morzu cierpienia, aby odnaleźć… siebie oraz odkryć sekrety przeszłości, teraźniejszości, a nawet przyszłości... W poetycką, przejmującą podróż zapraszają tym razem Roberto Recchioni oraz Gigi Cavenago.


"Dylan Dog. La macchina umana"

 
Dzisiaj mniej typowo, odkładamy na bok ramotki o bohaterach w trykotach i kierujemy wzrok na Stary Kontynent. A dokładniej, na Włochy, których rynek komiksowy to temat na cykl osobnych wpisów. Od czego zaczynamy?

"Mogę całymi dniami czytać Biblię, Homera i »Dylana Doga«”. Z tą wypowiedzią Umberto Eco spotkał się niemal każdy, kto chociaż trochę interesuje się komiksem. Ale ile z Was sięgnęło po serię o 'detektywie mroku'? Cóż, jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił – najwyższy czas nadrobić zaległości. A jest co nadrabiać, bo seria o działającym w Londynie detektywie do spraw paranormalnych wychodzi od 1986 roku jako miesięcznik i na dniach ukaże się jej czterysta czterdziesty zeszyt. Tak, dokładnie, w kwietniu bieżącego roku wychodzi część czterysta czterdziesta.

Osobom znającym język oraz przypadkiem zaglądającym do Rzymu, polecam wizytę u antykwariuszy, rozkładających swój towar koło dworca Termini – "Dylan Doga" można tak kupować dosłownie na kilogramy. Pozostali - jak i ja - muszą zadowolić się tytułami dostępnymi na naszych półkach. Niestety w Polsce "Dylan Dog" miał mniej szczęścia. Coś nie chwyciło. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat kilka tomów wydał Egmont i Bum Projekt. Obecnie kolejne części serii wypuszcza wydawnictwo Tore, specjalizujące się właśnie w włoskim komiksie. Trzymajcie za nich kciuki.

Po tym dłuższym wstępie przejdźmy do konkretów. Sięgnijmy po jedną z nowszych historii – po "La macchina umana" [pl "Ludzka maszyna"], wydaną w Polsce w 2016 roku, w zbiorczym tomie "Kuba rozpruwacz. Ludzka maszyna". Jest to dość nietypowa historia, gdyż zamiast obserwować postępy prowadzonego przez Dylana Doga śledztwa z udziałem wampirów, wilkołaków, upiorów etc, czyli wszystkiego z czym dobrze czuje się fan serii "Supernatural", spotykamy naszego bohatera jako pracownika biurowego wielkiego korpo. Jak trafił do firmy Day Dream, gdzie pozbawieni nadziei i choćby odrobiny szczęścia pracownicy przerzucają kolejne kupki papieru, wyrabiają po sześćdziesiąt godzin bezpłatnych nadgodzin tygodniowo, a chwilowe ukojenie znajdują w spłaceniu kolejnej raty jednego z licznych kredytów? Skąd u niego przymus pracowania i spłacania kredytów zaciągniętych na zakup rzeczy, o których nawet nie pamięta? I dlaczego wszyscy wokół zachowują się jak bezmyślne marionetki?

Naturalnie, "La macchina umana" to nie tylko kafkowska wizja życia biurowego. To w dalszym ciągu przygody detektywa mroku, więc siłą rzeczy nie mogło zabraknąć sprawcy całego zamieszania - potwora, kontrolującego umysły pracowników oraz żywiąc się ich rozpaczą. Brzmi ciekawie? Zdecydowanie. Jeżeli nie czytaliście to polecam i zachęcam do lektury. Warto przekonać się samemu, że Dylan Dog jako bohater, sprawdza się także w bardzo współczesnej opowieści.


#356 "Dylan. Dog. La macchina umana" vol 1 [05/2016]
Polskie wydanie: "Kuba rozpruwacz. Ludzka maszyna" [Bum Projekt, 2016].
Scenariusz: Alessandro Bilotta
Rysunki: Fabrizio De Tommaso

-------------------------------
Autorem tekstu jest mój dobry przyjaciel TS.
Dzięki wielkie i zapraszam ponownie 😊