DYLAN DOG - 64 - Miasteczko Ramblyn


Po "Ludzkiej maszynie", historii nie biorącej jeńców, przyszedł czas na Dylana lżejszego, ładnie bawiącego się weirdem i tymi wszystkimi wątkami horrorowymi, których nie trzeba nikomu zbyt szczegółowo tłumaczyć. Takie przygody pana Doga również są potrzebne. Lekkie, śmieszne i bez zbędnego skrępowania przemycające nawiązania do kultowych już tytułów.

"Miasteczko Ramblyn" jest takim właśnie komiksem. Na dzień dobry dowiadujemy się, że Dylan Dog jest obiektem westchnień nastolatki. Prawdopodobnie nie jedynej - śmiem twierdzić, że 'detektyw mroku', w dodatku taki wyglądający jak Rupert Everett, ma ich wiele - ale pan scenarzysta skupia się na tej jednej, konkretnej. Katinka Jones wysyła do niego listy, załącza w nich zdjecia rodzinnego domu, także samej rodziny i generalnie robi wszystko aby Dylan w nią uwierzył. Już na starcie czujemy, że to bardzo ważne.

Dodatkowo z owych listów dowiadujemy się, że panna Jones mieszka w najnudniejszej miejscowość w całej Walii, to jest właśnie w tytułowym Ramblyn. W miejscu gdzie rzeczywiście nic się nie dzieje poza tym, że od czasu do czasu - w ostatnich dwóch latach częściej niż rzadziej - znikają nastolatki. I to właśnie owe dziwne dziwy a także artykuł o nich w gazecie sprawiają, że Dylan Dog porzuca domowe pielesze i niczym Sherlock Holmes wyrusza na wieś aby osobiście przekonać się o co tyle szumu.


Co zastajemy w Ramblyn? Przede wszystkim w rękach dla pana Tiziano Sclaviego urasta ono do rangi drugiego Twin Peaks. Kantina Jones wygląda wypisz wymaluj jak Laura Palmer. Za miejscowym barem stoi starsza kobieta z przepaską na oku, dla której ewidentnie nienaganna czystość nie jest priorytetem. Na posterunku policji pracuje lekko postrzelona dziewczyna, bardzo przypominająca zachowaniem Lucy Moran. Jak się uważnie przypatrzeć to do kompletu mamy także Andy'ego, który tym razem nie tyle płacze co wręcz wyje i to dosłownie. Przy każdej pełni zakłada maskę wilka, nagi wdrapuje się na dach posterunku i wyje do księżyca 😁 No i jest zakochany. Zgadniecie w kim? Zakładam, że tak.


To są jednak drobiazgi. Budujące Ramblyn tak jak Lynch budował swoje słynne miasteczko. Mamy jego dziwnych obywateli, mamy przeczucie, że trafiliśmy do miejsca mocno nietypowego, mamy dom ze zdjęcia Katinki i mamy niby jej rodziców. Piszę 'niby' bo zapytani o swoją córkę odpowiadają 'nigdy nie mieliśmy dzieci choć bardzo chcieliśmy'. Pulpowy weird pełną gębą.


Na to wszystko nakłada wątek z potworem, który coraz śmielej wchodzi na głowę mieszkańcom. Dlaczego uaktywnił się teraz? Co ma wspólnego z nim niejaka panna Kate Jones? Dlaczego wszyscy w Ramblyn zachowują się tak, jakby powoli traciły zmysły? Jaką zagdkę skrywa parcela przy Carlyon Street 25? I najważniejsze: dlaczego Dylan Dog miewa coraz dzowniejsze sny?

Odpowiedzi poznacie w historii "Bestia z jaskini" 🙂

-----------------------------------------------------
#064 "I segreti di Rambyn" vol 1 (01/1992)

napisał: Tiziano Sclavi
narysował: Giuseppe Montanari, Ernesto Grassani
autor okładki: Angelo Stano