Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks włoski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks włoski. Pokaż wszystkie posty

[1986] "Dylan Dog. Świt żywych trupów"


Zaczyna się pięknie czyli w jak najlepszym filmie o ataku żywych trupów. Stara rezydencja, półnaga, wrzeszcząca dziewczyna i zombiak podążający za ofiarą. Na szczeście dla historii bohaterka szczęśliwie uchodzi z życiem ale jak to dość często bywa jej problemy dopiero się zaczynają. Otóż… zostaje oskarżona o zamordowanie małżonka, wspomnianego gościa chcącego ją rozszarpać. Pajace ze Scotland Yardu jej bajeczkę traktują jak ponury żart ale ostatecznie nasza bohaterka wychodzi na wolność za kaucją i zaczyna działać. Chce dowiedzieć się co też przytrafiło się jej mężczyźnie i w tym celu odwiedza detektywa mroku, Dylan Doga. Of course, zanim trafia w jego ramiona musi przecierpieć kilka żarcików Groucha - na marginesie: był w moim życiu okres, w którym oglądałem nałogowo wygłupy braci Marx - ale ostatecznie odnajduje swój cel poszukiwań. I tak wygląda szybkie wprowadzenie, dzięki któremu mniej więcej wiemy jak będzie wyglądała fabuła pierwszego zeszytu przygód pana Doga.

Premiera oryginalnego wydania "L'alba dei morti viventi" - po naszemu "Świtu żywych trupów" - miała miejsce w październiku 1986 roku i jak to zazwyczaj bywa z pierwszymi zeszytami sporo w nim miejsca jest poświęcane szybkiej prezentacji postaci. Tak jest i tym razem. Jeszcze zanim 'Dog. Dylan Dog' zaczyna działać dowiadujemy się, iż… pracuje nad modelem statku, bywa bezpośredni, mówi zagadkami, zbierając myśli gra na klarnecie, jest wegetarianinem, kocha stare horrory, wywodzi się z rodu łowców koszmarów oraz nie ma problemu z podrywaniem swoich klientek. Do tego umie łączyć kropki szybko i sprawnie. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków ale pan Dog przypomina mi trochę Holmesa, tak z uwagi na wspomniane szybkie łączenie faktów jak i lekkie oderwanie od rzeczywistości. Jest to mieszanka bardzo atrakcyjna. Powiedziałbym, że tytułowego bohatera nie sposób nie doceniać, choć nie całkiem jego zachowanie - momentami ocierające się o szowinizm - może podobać się czytelniczkom płci pięknej.


Fabularnie jest pulpowo i w moich oczach jest to ogromna zaleta tego tytułu. Lubię pulpę, która dla mnie nie jest synonimem czegoś złego. Jest to po prostu pewna konwencja; zazwyczaj charakteryzująca się prostotą fabularną, przerysowaniem bohaterów - weźmy chociażby szalonego naukowca Abraxasa, pierwszego nektomanty oraz wynalazcę voodoo - banalnym zakończeniem oraz prezentowaniem pewnych wydarzeń w sposób bardzo bezpośredni, podstawowy. Dla przykładu: strzał w głowę to strzał w głowę, w dodatku strzał robiący dużo czerwonego bałaganu. Dodatkowo, na całą tą horrorowo-przygodową jazdę pan Sclavi nakłada dużą warstwę humoru, który nie jest domeną wyłączenie poczciwego Groucho. Jeżeli chodzi o żarty to swoją cegiełkę dokłada tutaj każdy, nawet postacie pojawiające się na dosłowanie trzech, czterech planszach. A jakby tego było mało mamy sporo kadrów creepy, jak chociażby ten z dzieckiem zombie. Miodzio!


Podsumowując. Przy lekturze "L'alba dei morti viventi" bawiłem się naprawdę dobrze a nawet wspaniale. Fabularnie komiks dostarczył mi wiele frajdy bawiąc mnie scenariuszem bazującym na motywie żywych trupów oraz potyczkami słownymi bohaterów. Dodatkowo, moje serducho - serce fana ramotkowanych horrorów i filmów science fiction z gumowatymi potworami z kosmosu - biło szybciej za każdym razem gdy pan Tiziano Sclavi serwował nam popkulturalne wtrącenia albo przyzywał nazwisko wielkiego Romero. I te niemalże poetyckie opisy... "Kto wie, jak brzmiała ostatnia myśl patologa Archibalda Pottera... Jego życie było szare. A śmierć - aż piękna w swojej potworności". Mistrzostwo świata!
____________________
#001 "Dylan Dog. L'alba dei morti viventi" [10/1986]
Tytuł polski: "Świt żywych trupów"
Scenarzysta: Tiziano Sclavi
Rysunki: Angelo Stano
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Dylan Dog
Format: 148x210 mm
Liczba stron: 98
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788323712541
Data wydania: listopad 2001

Opis wydawcy:
Do detektywa Dylana Doga zgłasza się piękna kobieta, twierdząca, że musiała wbić nożyczki w czaszkę własnego męża, gdyż był... chodzącym trupem i próbował ją zabić! Dog podejmuje się wyjaśnić tę sprawę - w efekcie dociera do zapomnianego przez czas szkockiego miasteczka, gdzie prowadzi niezwykłe badania diaboliczny profesor Xabaras.


[2016] "Dylan Dog. Mater Dolorosa"


Sprawa prezentuje się następująco. O tym bohaterze słyszałem ale jakoś nigdy nie dane mi było wgryźć się w jego uniwersum. Wgryźć się tak na poważnie i po całości. Jakoś się nie złożyło, nie było nam po drodze, etc. Biorąc pod uwagę profesję tytułowej postaci sam sobie się dziwię bo facet ewidentnie powinien wzbudzić moje, jako czytelnika, zainteresowanie. Jak już jednak powiedziałem: tak się jednak nie stało ale… dzisiaj zaczynam nadrabiać zaległości chąc lepiej poznać komiks europejski o czym także już kilkakrotnie wspominałem. Także Panie i Panowie ruszamy z serią "Dylan Dog".

Startujemy z historią "Mater Dolorosa", który to album jest wyjątkowy - jak mi się zdaje - z dwóch powodów. Po pierwsze, pojawił się z okazji trzydziestych urodzin wspomnianej serii. Piękna rocznica, godna odpowiedniej celebracji. Po drugie, opowieść została wzbogacona o kolory co chyba jest pewnym novum dla przygód Dylana Doga. Nie wiem czy zawsze są to komiksy czarno-białe ale zakładam, że skoro z takim przejęciem o kolorystyce opowiada pan Gigi Cavenago - album zamyka wywiad z tym artystą - to musi być coś na rzeczy. Od siebie dodam, że dla mnie dobór kolorów jest jak najbardziej w tym przypadku trafny, choć tak jak mówię specjalista ze mnie żaden w odniesieniu do tego konkretnego tytułu. Oceniam album jako laik ale mówiąc otwarcie: nie rozumiem jak można byłoby pozbawić ten tytuł kolorów, skoro tak ważną one odgrywają rolę w podkręceniu koszmarów tytułowego bohatera. Dodam także, że dla mnie miejscami kreska i kolory przypominały trochę styl charakterystyczny dla serii z Hellboyem. Rysunki lekko kanciaste, trochę celowo niedokładne, skupione na postaci a nie jej otoczeniu. Do tego dużo uwagi twórca poświęca odpowiedniemu zaprezentowaniu - chociażby poprzez różne odcienie czerwieni - tych elementów, które mają wzbudzać w nas, czytelnikach, niepokój oraz podsycać koszmary Dylana. Dobrym przykładem jak sprawnie zostały użyte kolory jest chociażby sposób w jaki została zaprezentowana współczesna Mater Morbi.


Fabularnie trochę się pogubiłem zatem znawców tematu prosiłbym o sprostowanie, jeżeli zacznę pleść głupoty. Z tego co zrozumiałem Dylan ciężko choruje co doprowadza do tego, że wraca myślami do swojej ponurej przeszłości. Do czasów, kiedy był dzieckiem i pierwszy raz objawiła mu się Mater Morbi. Co się wówczas wydarzyło? Dręczony gorączką doznał jakiegoś objawienia? Poznał cel życia? Nie wiem. Roberto Recchioni chyba sam nie do końca wiedział albo przeszarżował z poetyckim językiem. Sądzę, że historia "Mater Dolorosa" miała pokazać nam moment, w którym Dylan wybiera własną ścieżkę czym łamie zarówno serce swojej prawdziwej matce - matce płaczącej nad synem - jak i odwraca się od Mater Morbi. Nie wiem czy to właściwa interpretacja. Być może wrócę do tego tytułu po lekturze komiksu "Mater Morbi". Zobaczymy czy wówczas coś więcej mi się rozjaśni.

I dosłownie na zakończenie mam jeszcze jedno pytanie do fanów serii. W mojej opinii historia na statku rozgrywa się dość dawno, powiedzmy w osiemnastym wieku. Czy mamy tutaj do czynienia z majakami Dylana rozpamiętującymi swoją chorobę z dzieciństwa jako powiedzmy... chorobę morską? Pytam, gdyż nie spina mi się przeszłość z teraźniejszością w odniesieniu do wieku tytułowego bohatera. I kim jest postać Johna Ghosta? Jest to nemezis tytułowego bohatera? Bardzo dziękuję za podpowiedzi.


____________________
#361 "Dylan Dog. Mater Dolorosa" [10/2016]
Tytuł polski: "Dylan Dog. Mater Dolorosa"
Scenarzysta: Roberto Recchioni
Rysunki: Gigi Cavenago
Tłumacz: Katarzyna Koćma
Seria: Dylan Dog
Liczba stron: 112
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788396270115
Data wydania: 22 grudzień 2021

Opis wydawcy:
Dylan Dog ponownie odczuwa objawy dziwnej choroby, która kiedyś niemal go zabiła. Tym razem wie już, co to oznacza i z kim przyjdzie mu się zmierzyć. Mater Morbi - matka chorób - powraca! Dylan zanurza się w morzu cierpienia, aby odnaleźć… siebie oraz odkryć sekrety przeszłości, teraźniejszości, a nawet przyszłości... W poetycką, przejmującą podróż zapraszają tym razem Roberto Recchioni oraz Gigi Cavenago.


Giorgio Cavazzano i jego kaczory

"Włoski skarbiec" tom pierwszy Egmont


Jestem fanem Sknerusa McKwacza w każdej postaci i kibicuję każdej inicjatywie promującej opowieści z jego udziałem. Mam tak od lat a dokładnie od końca lat dziewięćdziesiątych, kiedy to obejrzałem pierwsze odcinki "Kaczych opowieści" emitowane przez Telewizję Polską. Kiedy więc usłyszałem, że Egmont rozpoczyna wydawanie kolejnego cyklu poświęconego naszym kaczorom ucieszyłem się. Tak po prostu. Nie znałem wcześniej prac pana Giorgio Cavazzano a jeżeli gdzieś je widziałem to jego nazwisko niewiele wówczas mi mówiło. Dzisiaj co prawda także niewiele mówi, ale może w końcu zacznie.

Pierwszy tom serii "Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Giorgio Cavazzano" zbiera pięć historii - opublikowanych na przestrzeni dziesięciu lat - oraz pięciostronicowy tekst przybliżający nam postać tytułowego twórcy. Kiedyś tłumaczyłem Wam dlaczego uwielbiam takie dodatki, ale powtórzę raz jeszcze: dla osób interesujących się historią komiksu to bardzo cenne źródełko informacji. W tym konkretnym przypadku osobą odpowiedzialną za ich opracowanie jest włoski badacz komiksu Luca Boschi. Dla mnie tego typu materiały dodatkowe zawsze stanowią wartość dodaną i nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek mnie rozczarowały.


Odnośnie segmentu stricte beletrystycznego. Rozpoczynamy historią "Podmorskie królestwo", która światło dziennie ujrzała po raz pierwszy w sierpniu 1972 roku na łamach magazynu "Topolino". To dość rozbudowana i podwodna przygoda Donalda, podczas której nasz bohater ma szansę skosztować królewskiego życia, zawrócić w głowie pięknej królewnie oraz poznać historię mieszkańców podwodnego świata. Bardzo fajna - dla mnie bezapelacyjnie najlepsza - historia z tego zbioru. Bez nadmiaru żartów sytuacyjnych, bez zbędnego przeciągania, za to z bardzo interesującą fabułą. Dobrze wypada zwłaszcza wątek opisujący przybycie kosmicznych kaczorów z 'bardzo odgległej planety Cukinii'😁

Druga opowieść - zahaczająca lekko o prozę marynistyczną - koncentruje się na tym w czym nasz kochany Sknerus odnajduje się najlepiej, czyli na szukaniu skarbów. Historia ma w sobie coś z dłuższych, przygodowych fabuł Dona Rosy. Widać, że Osvaldo Pavese i Giorgio Cavazzano wiedzieli jak rozłożyć akcenty, aby czytelnik do samego końca czuł dreszczyk emocji. Widać też, że panowie lubią pokręcone, wypełnione dużą liczbą postaci historie. To bardzo duży plus "Galeonów i dublonów". Przynajmniej dla mnie. Ja również lubię rozbudowane opowieści, najlepiej takie w których wychodzą sknerusowe ciągoty do niebezpieczeństw😉


Najsłabiej w zbiorze - oczywiście w opinii piszącego te zdania - wypadają krótkie historyjki próbujące wygrywać na żartach sytuacyjnych. Rozumiem, że one także są potrzebne, zwłaszcza w komiksach z Donaldem i spółką. W końcu, komiksy o panu Donaldzie nie od dzisiaj mają zadanie rośmieszać czytelników, prawda? Niemniej, zabrakło mi w nich świeżości, jakiegoś wyjątkowego absurdu. Dziobas zaliczający wpadki na okręcie podwodnym ["Ciężar chwały"] - pierwszy raz czytałem o Sknerusie inwestującym stricte w przemysł zbrojeniowy😮- czy Kwak O'Kej szukający swojego pojazdu kosmicznego w wielkim skarbcu pana McKwacza ["Moneta nie z tej ziemi"] to trochę za mało. Nie przemówiło do mnie także kolejne, bardzo schematyczne starcie Sknerusa z Magiką ["Spotkanie pod wulkanem"]. Jedyna nauka płynąca z tej opowieści jest taka, że w godzinie próby jeden z najbogatszych kaczorów na ziemi potrafi być naprawdę wrednym pracodawcą😛

"Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Giorgio Cavazzano" to miły przerywnik od albumów serwujących historie Carla Barksa i Dona Rosy. Na ten moment nie wiem czy sięgnę po tom drugi, ale raczej tak. Mam jednak nadzieję, że opowieści wchodzące w skład kolejnych tomów - ich wyboru dokonał sam mistrz Cavazzano - będą prezentowały dłuższe, rozbudowane wątki i będą w nich występowały takie gwiazdy jak chociażby detektyw H. Bogarto. Tak, dobrze słyszycie! B-O-G-A-R-T-O!😁
____________________
"Kaczor Donald: Podmorsksie królestwo" [08/1972]
"Wujek Sknerus: Galeony i dublony" [11/1973]
"Dziobas: Ciężar chwały" [03/1975]
"Wujek Sknerus: Moneta nie z tej ziemi" [07/1982]
"Wujek Sknerus: Spotkanie pod wulkanem" [07/1983]

Tytuł polski: "Włoski Skarbiec. Najlepsze komiksy: Giorgio Cavazzano" tom pierwszy
Scenarzyści: Rodolfo Cimino, Osvaldo Pavese, Giorgio Pezzin, Carlo Chendi, Pierre-Yves Gabrion
Rysunki: Giorgio Cavazzano
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Włoski skarbiec
Format: 165x230 mm
Liczba stron: 208
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328164192
Data wydania: 25 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
"Włoski Skarbiec" to nowa kolekcja komiksów stworzonych przez najsłynniejszych włoskich rysowników Disneya. Każdy tom wzbogacają teksty krytyczne oraz "Szkicownik" z ciekawostkami i rzadkimi oryginalnymi rysunkami pochodzącymi z warsztatu artystów, który pobudza wyobraźnię czytelników na całym świecie. Seria sześciu tomów poświęcona Giorgiowi Cavazzanowi powstała dla uczczenia pięćdziesięciolecia jego aktywności w świecie myszy i kaczek. Nasza podróż rozpoczyna się od kilku spośród najpiękniejszych opowieści, stworzonych w czasach, gdy wenecki mistrz zaczynał pracować na swoje nazwisko, wprowadzając do klasycznej kaczogrodzkiej rodziny nowe postacie, takie jak Królewna, H. Bogarto i Kwak O’Kej.

"Z tragedii zawsze należy się śmiać"*

 słowo o albumie "MŻKN - Moje życie kiepsko narysowane"


Szczerze? Komiks "MŻKN - Moje życie kiepsko narysowane" zmęczył mnie. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sięgając po historię Gipiego podejrzewałem, że jego opowieść będzie przysłowiową 'jazdą bez trzymanki' i nie zawiodłem się. Zaskoczyło od razu. Dosłownie po kilku stronach a wszystko za sprawą bohatera - narratora historii - który wspominając swoje życie niczego nie ukrywa. Być może trochę koloryzuje, niczym młody mężczyzna chwalący się przed kolegami. Niemniej zakładam, że w opowieści można znaleźć sporo wątków autobiograficznych. I niekoniecznie będą to wątki pasujące jedynie do życia Gipiego. Ilość poruszanych przez autora tematów - czy to w formie dłuższych skondensowanych wypowiedzi, czy też krótkich, szybkich dygresji - jest tak ogromna, że być może wielu z nas odnajdzie w tej historii cząstkę samego siebie.

Przesadzam? Być może. Gipi skacze z tematu na temat, rezygnuje ze standardowej chronologii a jego komiks przypomina zlepek krótkich notatek tylko przypadkowo łączących się we w miarę spójną całość. Można się w tym wszystkim pogubić. Można też popłynąć z autorem i wysłuchać spowiedzi człowieka doświadczonego życiowo. Tak, to dobre określenie. Człowieka, który przeszedł wiele i niejednego próbował. Jego historia nie jest historią prostą w odbiorze i czytelnika hołubiącego komiksowemu konserwatyzmowi może odrzucić. Niezmienia to jednak faktu, że jest to historia ciekawa, śmieszna, smutna, zwariowana, fantazyjna oraz tragiczna. Gipi naprawdę wykonał ogrom pracy i to widać; także w rysunkach, które tylko z pozoru przypominają szkolne bazgroły.


A skoro mowa o rysunkach to panujący na kadrach chaos przypomina chaos panujący w życiu bohatera komiksu. Zwłaszcza ten okres jego młodości, kiedy odurzanie się groźnymi, szkodliwymi eksperymentalnymi mieszankami powodowało częstą utratę kontaktu z rzeczywistością. Jak już bliżej im się przyjrzeć można dostrzec w tym biało-czarnym miszmaszu pewną prawidłowość, ale jak próbujemy zrozumieć co w tym konkretnym przypadku kierowało artystą wpada plansza kolorowa i swoje dywagacje musimy zaczynać od nowa. Zastanawiam się czy przypadkiem Gipi celowo nie zostawia odbiorcy chwili spokoju. Tak jak powiedziałem: może te niezbyt wyraźne, klarowne rysunki mają nas zdezorientować abyśmy tym bardziej zrozumieli bezład świata widziany oczami narratora?

"MŻKN - Moje życie kiepsko narysowane" to jeden z tych komiksów, które albo kochasz albo nienawidzisz. I prawdę powiedziawszy nie wiem komu ten album miałbym polecić. Chyba tym wszystkim, którzy we współczesnym komiksie dostrzegają - w końcu! - medium zdolne do prezentowania tematów trudnych oraz poruszających. Myślę, że są oni w stanie najwłaściwiej zrozumieć i docenić pracę Gipiego.

PS.1. Gipi to pseudonim włoskiego artysty, Gianni Pacinottiego.
PS.2. Cytat użyty w tytule posta pochodzi z niniejszego komiksu.
____________________
"LMVDM – La Mia Vita Disegnata Male" [2008]
Polski tytuł: "MŻKN - Moje życie kiepsko narysowane"
Scenarzysta: Gipi
Ilustrator: Gipi
Kolory: Gipi
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Format: 200x266 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor + cz.-b."]
ISBN-13: 9788367440455
Data wydania: 31 sierpień 2023
Dziękuję wydawnictwu Timof Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Fragment opisu wydawcy:
Pomiędzy podróżami realnymi i psychodelicznymi, kłopotami ze zdrowiem i fetyszystycznymi lekarzami, jeden z największych autorów wszech czasów zwierza się jak nigdy wcześniej, mieszając czerń i biel z kolorami, codzienność z fantazją, śmiałość z najśmielszą introspekcją. To poruszająca opowieść, która łączy tragizm z komizmem, i trafia w sedno zagadnień, otwierając nowe możliwości przed językiem komiksu.

"Dampyr: La scuola tra i fiordi"


Kontynuując przygodę z włoskim komiksem pora przedstawić tytuł "Dampyr". Owa seria paranormalnych horrorów - ukazująca się nieprzerwanie przez ostatnie dwadzieścia trzy lata - cieszy się na tyle dużym zainteresowaniem, że z końcem ubiegłego roku doczekała się filmowej adaptacji w reżyserii Riccardo Chemello. Dzisiaj jednak nie o niej, dzisiaj kilka słów o tytułowej postaci. Głównym bohaterem cyklu jest Harlan, który – co zdradza sam tytuł – jest 'dampyrem', czyli dzieckiem zrodzonym ze związku ludzkiej kobiety i 'władcy nocy'. Z braku lepszego określania możemy nazwać go półwampirem półczłowiekiem. Jak się bliżej przyjrzeć to trochę taki marvelowski Blade, ale bez miecza i kołków, za to z pistoletem w garści. Myślę, że bez problemu mógłby aplikować do Biuro Badań Paranormalnych i Obrony. Szczególnie, że Harlana z bohaterami cyklu pana Mignoli łączy całkiem sporo. Co dokładnie?

Walczy z potworami rodem z europejskiego folkloru, machinacjami nazistowskich naukowców oraz zmaga się z nieludzkim aspektem swojej natury. "Dampyr" bywa zatem seryjnym akcyjniakiem, ale od czasu do czasu dostajemy także historie przywodzące na myśl klimatyczne opowieści grozy. Taki jest na przykład z albumem "La scuola tra i fiordi" z grudnia 2022 roku, gdzie odnajdujemy wszystko, co powinno się znaleźć w podobnej historii. Islandia, położona na uboczu szkoła z internatem. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, w placówce zostaje tylko kilkoro uczniów i nieliczni opiekunowie. W tym młoda nauczycielka, którą zaczynają prześladować wspomnienia z dzieciństwa o trollach i wiedźmach. Brzmi ciekawie? Powinno.

Dostajemy dobrą opowieść grozy, mocno osadzoną w lokalnym folklorze oraz bardzo dynamiczny finał w stylu akcji agentów BBPO. Jest broń palna, magia i… nietypowe użycie swetra 😁 Czego chcieć więcej? Może żeby "Dampyr" koniec końców doczekał się polskiego wydania. Tak, byłoby miło.


#273 "Dampyr: La scuola tra i fiordi" [pl "Szkoła nad fiordami"] vol 1 [12/2022]
Brak polskiego wydania.

-------------------------------
Autorem tekstu jest mój dobry przyjaciel TS.
Dzięki wielkie i zapraszam ponownie 😊 


"Dylan Dog. La macchina umana"

 
Dzisiaj mniej typowo, odkładamy na bok ramotki o bohaterach w trykotach i kierujemy wzrok na Stary Kontynent. A dokładniej, na Włochy, których rynek komiksowy to temat na cykl osobnych wpisów. Od czego zaczynamy?

"Mogę całymi dniami czytać Biblię, Homera i »Dylana Doga«”. Z tą wypowiedzią Umberto Eco spotkał się niemal każdy, kto chociaż trochę interesuje się komiksem. Ale ile z Was sięgnęło po serię o 'detektywie mroku'? Cóż, jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił – najwyższy czas nadrobić zaległości. A jest co nadrabiać, bo seria o działającym w Londynie detektywie do spraw paranormalnych wychodzi od 1986 roku jako miesięcznik i na dniach ukaże się jej czterysta czterdziesty zeszyt. Tak, dokładnie, w kwietniu bieżącego roku wychodzi część czterysta czterdziesta.

Osobom znającym język oraz przypadkiem zaglądającym do Rzymu, polecam wizytę u antykwariuszy, rozkładających swój towar koło dworca Termini – "Dylan Doga" można tak kupować dosłownie na kilogramy. Pozostali - jak i ja - muszą zadowolić się tytułami dostępnymi na naszych półkach. Niestety w Polsce "Dylan Dog" miał mniej szczęścia. Coś nie chwyciło. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat kilka tomów wydał Egmont i Bum Projekt. Obecnie kolejne części serii wypuszcza wydawnictwo Tore, specjalizujące się właśnie w włoskim komiksie. Trzymajcie za nich kciuki.

Po tym dłuższym wstępie przejdźmy do konkretów. Sięgnijmy po jedną z nowszych historii – po "La macchina umana" [pl "Ludzka maszyna"], wydaną w Polsce w 2016 roku, w zbiorczym tomie "Kuba rozpruwacz. Ludzka maszyna". Jest to dość nietypowa historia, gdyż zamiast obserwować postępy prowadzonego przez Dylana Doga śledztwa z udziałem wampirów, wilkołaków, upiorów etc, czyli wszystkiego z czym dobrze czuje się fan serii "Supernatural", spotykamy naszego bohatera jako pracownika biurowego wielkiego korpo. Jak trafił do firmy Day Dream, gdzie pozbawieni nadziei i choćby odrobiny szczęścia pracownicy przerzucają kolejne kupki papieru, wyrabiają po sześćdziesiąt godzin bezpłatnych nadgodzin tygodniowo, a chwilowe ukojenie znajdują w spłaceniu kolejnej raty jednego z licznych kredytów? Skąd u niego przymus pracowania i spłacania kredytów zaciągniętych na zakup rzeczy, o których nawet nie pamięta? I dlaczego wszyscy wokół zachowują się jak bezmyślne marionetki?

Naturalnie, "La macchina umana" to nie tylko kafkowska wizja życia biurowego. To w dalszym ciągu przygody detektywa mroku, więc siłą rzeczy nie mogło zabraknąć sprawcy całego zamieszania - potwora, kontrolującego umysły pracowników oraz żywiąc się ich rozpaczą. Brzmi ciekawie? Zdecydowanie. Jeżeli nie czytaliście to polecam i zachęcam do lektury. Warto przekonać się samemu, że Dylan Dog jako bohater, sprawdza się także w bardzo współczesnej opowieści.


#356 "Dylan. Dog. La macchina umana" vol 1 [05/2016]
Polskie wydanie: "Kuba rozpruwacz. Ludzka maszyna" [Bum Projekt, 2016].
Scenariusz: Alessandro Bilotta
Rysunki: Fabrizio De Tommaso

-------------------------------
Autorem tekstu jest mój dobry przyjaciel TS.
Dzięki wielkie i zapraszam ponownie 😊