Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geoff Johns. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geoff Johns. Pokaż wszystkie posty

"Flashpoint. Powrót" (2022) || Batman


Mam słabość do opowieści zabierających nas w mniej uczęszczane rejony uniwersum DC Comics. Tak naprawdę takie wycieczki to niezwykle ważny element mojej fascynacji komiksem superhero a to dlatego, że najzwyczajniej w świecie pozwalają mi one złapać oddech, nabrać dystansu do głównej, bardziej mainstreamowej osi wydarzeń. Poza tym lubię podglądać - zbytnia dociekliwość to jedna z moich czytelniczych wad - jak bohater będący archetypem herosa ścierającego się z najgorszym złem świata jest ukazywany w nieco innym świetle niż zazwyczaj. W tym konkretnym przypadku mamy styczność z Batmanem-człowiekiem a konkretnie ojcem, który stracił syna.

I na takim obrazie bohatera budowana jest w zasadzie fabuła albumu "Flashpoint. Powrót". Brutalne działania zagadkowego Zegarowego Mordercy, wojna ludzi z Amazonkami czy inne istotne dla świata check pointy są dodatkami. Są tłem - im bliżej końca tym niestety mniej atrakcyjnym - dla Thomasa Wayne'a, którego postać ma w tej opowieści znaczenie największe, i którego postać została ukazana w niesamowicie ludzki sposób. Choć tytuł nie stroni od pokazywania Batmana - i to jego agresywnej formy - to nawet, gdy Thomas Wayne śmiga w kostiumie Mrocznego Rycerza towarzyszące mu emocje są wyłącznie jego. Co dodatkowo istotne, działań Batmana tym razem nie determinuje jego odwieczna potrzeba walki, ale właśnie zamiary boleśnie doświadczonego ojca. Ojca chcącego przywrócić światu Bruce’a. I ta właśnie paląca potrzeba naprawienia świata jest katalizatorem napędzającym wydarzenia.


I tyle odnośnie samej fabuły, której staram się nie zdradzić zbyt wiele. Ten tytuł to dobra historia z ciekawą postacią, więc zachęcam abyście wzięli go do ręki. Jasne, pewnie można było jeszcze bardziej ograniczyć element sztampowego superhero ale sądzę, że wówczas punktowałbym tytuł za nadmierną powagę. A tak uważam, że całość idzie przełknąć praktycznie bezboleśnie. Jak na tytuł niepretendujący do miana komiksu wielce wyjątkowego "Flashpoint. Powrót" jest tytułem mogącym pozostawić dobre wrażenia.
____________________
#000 "Flashpoint Beyond. The Clockwork Killer: Prologue" vol 1 [06/2022]
#001 "Flashpoint Beyond. The Clockwork Killer: Chapter One" vol 1 [07/2022]
#002 "Flashpoint Beyond. The Clockwork Killer: Chapter Two: Gilda the Good Witch" vol 1 [08/2022]
#003 "Flashpoint Beyond. The Clockwork Killer, Part Three: The Secret of the Super-Man" vol 1 [09/2022]
#004 "Flashpoint Beyond. The Clockwork Killer, Chapter Four: The Other Side of the Wall" vol 1 [10/2022]
#005 "Flashpoint Beyond. The Clockwork Killer, Chapter Five: The Joke's on Me" vol 1 [11/2022]
#006 "Flashpoint Beyond. The Clockwork Killer, Chapter Six: The Th13teen Club" vol 1 [12/2022]

Tytuł polski: "Flashpoint. Powrót"
Scenarzysta: Geoff Johns, Jeremy Adams, Tim Sheridan
Rysunki: Eduardo Risso, Xermanico, Mikel Janín,
Tusz: Eduardo Risso, Xermanico, Mikel Janín,
Kolory: Patricia Mulvihill, Romulo Fajardo, Jr.Jordie Bellaire
Seria: Flashpoint
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 232
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328165045
Data wydania: 12 czerwiec 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Opis wydawcy:
Thomas Wayne poświęcił wszystko, aby pomóc Flashowi poskładać wszechświat z powrotem i uratować życie Bruce’a Wayne’a. Teraz budzi się w świecie, który miał odejść w zapomnienie. Batman ponownie wyrusza na ulice Gotham, by się dowiedzieć, dlaczego świat, w którym się znalazł, wciąż istnieje. Polowanie na Zegarowego Mordercę doprowadzi Thomasa do konfrontacji z całą plejadą przeciwników. Będzie walczył z Aquamanem, szalonym królem Atlantydy, zmierzy się z tajemniczym Supermanem i zanurkuje głęboko w korytarze Azylu Arkham. 


Dobry, poczciwy Joe

kilka zdań o albumie "Junkyard Joe"


Przed paroma miesiącami poznałem faceta, który nazywał się Geiger. Tariq Geiger. Facet potrafił całkiem sporo, to znaczy umiał nieźle przywalić, jeżeli odpowiednio się go wkurzyło. Poznawszy go lepiej od razu zrozumiałem, że to także ktoś kto postępuje słusznie ilekroć wymaga tego dana sytuacja. Przypominał dawnych bohaterów komiksów, wyglądał i zachowywał się jak jeden z tych broniących słabszych. Bez cienia strachu rzucał się na Tych Złych i wygrywał. Obserwowanie go w akcji to była niesamowita sprawa. Myślałem, że będzie to moja ulubiona postać z nowego uniwersum panów Geoffa Johnsa i Gary'ego Franka. Myliłem się.

Równie dobrze jak "Geiger" - a może nawet lepiej - prezentuje się komiks "Junkyard Joe". I nie chodzi tutaj o tytułowego bohatera, ale o pomysł na opowieść. Odnoszę wrażenie, że ma ona ciut więcej do zaoferowania niż pierwszy tytuł opowiadający o Bezimiennych. Owszem, ponownie czytamy o dobrej rodzinie potrzebującej pomocy i ponownie scena należy do dzieci. Po raz kolejny otrzymujemy także zagadkowego bohatera - praktycznie pojawiającego się znikąd - oraz Tych Złych, którzy nie cofnął się przed niczym w drodze do osiągnięcia celu. Pomimo jednak tych podobieństw fabuła wydaje się dużo bardziej rozbudowana i zwyczajnie ciekawsza.


Czy mam swoje ulubione wątki? Owszem i to kilka. Na początek pochwalę krótki - może nawet zbyt krótki - epizod wietnamski. Jak na wprowadzenie wypada bardzo dobrze; ciekawie prezentuje postawę ludzi wysłanych na front, ich obawy i tęsknoty. Nie jest to nic oryginalnego, ale jednak dobrze to wygląda, ładnie prezentuje tytułową postać oraz od razu zaznacza silną więź jaka tworzy się między Joe a panem Muddym Davisem. Twórcą komiksów, najbardziej znanym właśnie z tworzenia historyjek z udziałem robota Junkyarda Joe. Ten wątek także na plus. Lekko ckwliwy? Może troszeczkę. Mi jednak ta odrobina prostego sentymentalizmu nie przeszkadzała. Jakbym po kilkudziesięciu latach spotkał osobę, dzięki której wyszedłem cało z wietnamskiego piekła to również nie obyłoby się bez wzruszeń.

Ostatnim wątkiem - niejako zapewniającym komiksowi jego przygodowy, rozrywkowy charakter - jest starcie Junkyarda Joe z jego konstruktorem. Kim jest ów tajemniczy naukowiec? Geoff Johns i Gary Frank nie zdradzają wiele. Nasz czarny charakter pozuje na dwudziestowiecznego doktora Wiktora Frankensteina, wizjonera opętanego pragnieniem zdobycia władzy. To megaloman wyglądający jak skrzyżowanie nazisty z steampunkowym naukowcem i robi wrażenie. Jego bezwzględność w działaniu, skłonność do agresji, częste i zabójczo sprawne posługiwanie się bronią czynią z niego idealnego Szefa Tych Złych. A jego świta? Bezduszne golemy ślepo wykonujace rozkazy? Idealni antybohaterowie dla naszego Joe. Idealni do spacyfikowania.


W sumie cała historia sprowadza się właśnie do tego. "Junkyard Joe" to sprawnie napisany - i poprawnie narysowany - komiks o starciu robota-żołnierza ze swoim stwórcą. Sztampowy, przewidywalny, prosty. Zły? Niewarty uwagi? Nic z tych rzeczy. To po prostu komiks napisany aby dać czytelnikom bardzo dużą ilość szybkiej, czystej, niczym nieskrępowanej rozrywki. I w tej roli "Junkyard Joe" odnajduje się idealnie. Dostarcza fajnej zabawy na kilka godzin a przecież zawsze w ogólnym rozrachunku właśnie chodzi o dobrą zabawę i mile spędzony czas. Polecam całym serduchem!
____________________
"Junkyard Joe" [10/2022-07/2023]
Tytuł polski: "Junkyard Joe"
Scenarzysta: Geoff Johns
Rysunki: Gary Frank
Kolory: Brad Anderson
Tłumacz: Olga Mysłowska
Seria: Bezimienni
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 200
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788367725125
Data wydania: 11 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Opis wydawcy:
Kolejna po Geigerze odsłona cyklu o Nieznanej Wojnie autorstwa Geoffa Johnsa i Gary'ego Franka. Tym razem w zupełnie innej konwencji, bardziej kino nowej przygody niż tradycyjne postapo. Współczesne prowincjonalne amerykańskie miasteczko, Muddy’ego Davisa, emerytowanego rysownika, który zasłynął gazetowym komiksem o robocie-żołnierzu zwanym Junkyard Joe, prześladują wspomnienia z wojny w Wietnamie. Niespodziewanie koszmary z przeszłości wracają, gdy tropiony przez grupę bezwzględnych zabójców pierwowzór komiksowego bohatera pojawia się w drzwiach domu Muddy’ego.

"Geiger"

 
Za kilka dni premiera albumu "Geiger". Na naszym podwórku za tytuł odpowiada Nagle Comics, któremu to wydawcy wypada dłoń uścisnąć i podziękować za taki a nie inny wybór materiału. Przy okazji można też zganić innych graczy. Panowie Geoff Johns i Gary Frank to wszak twórcy znani polskiemu czytelnikowi; o ich pracach mówi się głośno i przeważnie dobrze. O serii komiksów prezentujących świat Tariqa Geigera również mogliśmy coś tam słyszeć, zwłaszcza osoby siedzące w tematyce postapo. Ci ostatni zapewne chcieliby widzieć ten tytuł dużo szybciej przełożony na nasz język - seria wystartowała dwa lata temu - ale cóż zrobić. Dobrze, że w końcu wszystko zagrało.

No dobra. Zakładam, że postapokaliptyczne klimaty są Wam znane, ale dla właściwego porządku rzeczy wyjaśnię na czym polega cała zabawa. Rzeczywistość odmalowana w komiksie nie należy do najciekawszych. Nieznana Wojna nie pozostawiła wiele a to co zostało przykryła spora warstwa niczego. Wszędzie brud, piach i wyschnięte kości. Jeżeli widzieliście "Aleję potępionych" to powinniście wiedzieć jak to mniej więcej wygląda. Tam gdzie przetrwało życie wykiełkowały dziwne, niewielkich rozmiarów państwa-miasta - np. Las Vegas, gdzie każde kasyno to oddzielne minipaństewko - rządzone przez groźnych choleryków mających o sobie dość wysokie mniemanie. Przeciętni 'obywatele' nie mają z nimi łatwo - delikatnie mówiąc - ale trudno im coś zmienić. Dokład też mieliby pójść? Porzucając ten substytut dawnego społeczeństwa zostaliby postawieni pod ścianą i zdani na łaskę jeszcze gorszych niespodzianek. Bo choć świat poszedł naprzód to pewne sprawy dalej wyglądają tak samo. Słabsi są wykorzystywani przez elity, silniejszych przekonanych o własnej sile a na drodze grasują Łowcy Organów. Życie.

W tym jakże nieprzyjaznym środowisku krążą podania o wielkim oraz złym Świecącym Człowieku. Potworze w ludzkiej skórze; istocie poruszającej się - o zgrozo! - bez ochronnego kombinezonu, z dwugłową bestią u boku. Straszy się nim dzieci i tych bardziej niepokornych poddanych. Kim jest ów legendarny dręczyciel ludzi? Najprościej powiedzieć, że zwykłym facetem, któremu przytrafiły się przykre rzeczy, np. znalazł się w pobliżu wybuchającej bomby atomowej. Ups. Geoff Johns próbuje nadać mu wyrazistości poprzez ubieranie w dramatyczne szaty, ale szczerze powiedziawszy ten wątek nie specjalnie mi podszedł. Zbyt płytki i oklepany aby być czymś więcej niż próbą nadania bohaterowi bardziej przyjaznych rysów. Z drugiej strony, czy może być lepszy kandydat na Jedynego Sprawiedliwego niż osoba, która rozumie czym jest ból i potrzeba pomagania innym?

Od strony fabularnej komiks wypada nieźle, choć bez szaleństw. Przygodówka, w której dzielny bohater pomaga dwójce sierot nieść ich brzemię. Czytaliśmy o tym wielokrotnie. Jak zawsze zadanie do najłatwiejszych nie należy, gdyż obiekt niesiony - czytajcie: dane zdradzające lokalizację silosów nuklearnych - generuje sporo problemów. Każdy z graczy chce położyć na nim swoje zdegenerowane łapska. Od szalonego króla z Vegas po grupkę wariatów udających, że dawna Ameryka nadal funkcjonuje. Wszyscy chcą mieć asa, dzięki któremu ich pozycja wzrośnie. Wszystkim oczka lśnią na widok 'atomowej walizki'. Jeszcze kilka lat i będą niczym ta zdeformowane rasa z "Podziemi Planety Małp", która biła pokłony przed Wielką Bombą.

"Geiger"? Można przy tej historii dobrze się bawić. Można też przejść obok niej zupełnie obojętnie. Należę do tej pierwszej grupy czytelników, ale ja wiedziałem - powiedzmy - czego się spodziewać. Lekkiej przygodówki gdzie trup ściele się gęsto a jarzący się na zielono bohater wygląda bardzo kozacko. W ogóle trudno zarzucić coś pracom Gary'ego Franka. Pewnie można było delikatnie podnieść poziom brutalności, ale nie wiem czy wówczas litry krwi i odcięte kończyny nie przyćmiłby samej opowieści. Tej ckliwej - na szczęście tylko momentami - historii o człowieku, który znalazł nowy cel w życiu, nową rodzinę do ochrony.

Dobra, dość tych słodkości. Warto wspomnieć, że niniejszy album to składowa większej epopei, historii o Bezimiennych, tj. o bandzie osobników wyróżniających się z tłumu, mających niecodzienne zdolności. Z tego co obserwuje to Geoff Johns zapowiada rozbudowę uniwersum Geigera o kolejne tytuły. Jestem za. Seria ma potencjał, więc co stoi na przeszkodzie. Odnośnie zaś Bezimiennych to niejako ich prezentacja ma miejsce w mini albumie "Geiger 80-Page Giant", który jest zbiorem krótkich - max kilkanaście stron - historyjek osadzonych w opisanej wyżej rzeczywistości. Więc jeżeli urzeknie Was historia główna to dajcie szansę i tym pobocznym. Warto. Świetni bohaterowie, świetne miniaturki. Momentami nawet lepsze od głównej opowieści. Polecam.


"Geiger" [04-09/2021], "Geiger 80-Page Giant" [02/2022]
Polskie wydanie: "Geiger" [Nagle Comics, 05/2023]
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.