MOON KNIGHT tom 3


Napisałem kiedyś, że nie ma serii trzymającej równy poziom od pierwszego do ostatniego zeszytu. Zdania nie zmieniam ale wszem i wobec stwierdzam, że "Moon Knight" Jeda MacKaya jest blisko obalenia mojego twierdzenia. Bardzo też możliwe, że to jedna z najlepszych serii od Marvela z ostatnich lat. Mówię oczywiście o seriach regularnych, nie one-shotach czy mini seriach mocno odautorskich. Dlaczego mam o tym runie tak dobre zdanie?

Otóż, Jed MacKay zrobił coś, czego w komiksach Marvela nie widziałem od dłuższego czasu. Wziął bohatera biegającego w rajtuzach i pokazał, że historia z udziałem takiego gościa nie musi sprowadzać się do przysłowiowej mowy trawy, paplania bez sensu - paplania niepotrzebnie ubarwianego kosmiczną mitologią uniwersum - ale może być to opowieść konkretna, osadzona w przyziemnych ramach, rozwiązująca problem z tu i teraz a nie rzucająca hasłami typu 'jak tego nie powstrzymamy to wszechświat wyparuje'. Że może to być po prostu opowieść o kimś kto chce coś zmienić. Coś wokół siebie, co miałoby znaczenie tu i teraz, dla ludzi których zna i spotyka a nie od razu dla całego świata.

Upraszczając: Moon Knighta Jeda MacKaya można nazwać bohaterem z sąsiedztwa. Czy przez to jego przygody tracą rozmach?


Czytelnik, i mam tu na myśli tylko polskiego odbiorcę, przyzwyczajony do serii takich jak "Avengers" Jasona Aarona czy "Venom" Ala Ewinga i Rama V może czuć pewien niedosyt. Zamiast kosmicznego zagrożenia mamy złola mocno klasycznego, traktującego zadawanie cierpienia w kategoriach hobby. Zamiast kadrów jednoplanszowych, prezentujących akrobatyczne zdolności Moon Knighta mamy ujęcia mniejsze ale bardziej dynamiczne. Zamiast jaskrawych kolorów, na których postacie wyglądają jak modele na plakatach filmowych, dostajemy barwy ciemniejsze podbijające vibe horrorowy. Czy wygląda to źle? Absolutnie nie! W moim odczuciu takie podejście do tematu jest czymś mocno na plus i jest tym czymś, co wyróżnia ten tytuł na tle innych.


Poza tym Jed MacKay ma talent do stawiania bohatera na pierwszym miejscu. Dla niego to Marc Spector jest ważny, on i jego ekipa od zadań specjalnych. Antagonista jest, ma plan, jest motorem napędzającym Moon Knighta do działania ale i tak najciekawszy jest bohater. Jego relacje z Khonshu, jego rozdwojenie jaźni, jego przeszłość, jego bezwzględność w walce i sam wygląd.

Bo Moon Knight rysowany przez Federico Sabbatiniego wygląda idealnie. W ogóle rysunki w całym tym runie robią niesamowite wrażenie. Idące - tak jak pisałem wcześniej - nie w udowadnianie nam jak bardzo cool jest świat marvelowskich herosów ale mówiące wprost: rzeczywistość Moon Knighta to rzeczywistość brudna, pełna przemocy, zła, etc. Jest ona taka jak sam Moon Knight. A kolory, dobierane często na zasadzie mocnego kontrastu? Prima sort!

-----------------------------------------------------
#025-#030 "Moon Knight" vol 9 (07-12/2023)
#001-#005 "Moon Knight: City of the Dead" vol 1 (07-11/2023)

napisali: Jed MacKay, Jonathan Hickman, David Pepose
narysowali: Partha Pratim, Alessandro Cappuccio, Alessandro Vitti, Federico Sabbatini, Marcelo Ferreira
Komiks otrzymałem od wydawcy, Egmont Polska (06/2026)