Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty

"Czarna Magia. Pierwsza księga cieni"


Zaczyna si
ę obłędnie. Od okultystycznego rytuału w środku lasu, od porywacza, od pani detektyw Rowan Black i zagadkowych Innych chcących spalić wiedźmę. I choć może wydawać się, że pan Greg Rucka nie obiecuje nam zasadniczo niczego świeżego nie jest to prawda. Wątków interesujących jest od groma i jeszcze trochę a to o czym wspomniałem to zaledwie w pierwszy zeszyt serii. Krótkie intro. Świetnie rozrysowane, dobrze kreślące tło wydarzeń oraz zachęcające do bliższego poznania bohaterki. Czy intro obiecuje za wiele?

Na pewno elementem historii rzucającym się w oczy niemalże na starcie jest ciekawy wątek noir, przerobiony na realia dzisiejsze i mocno sfokusowany na codziennej, rutynowejcpracy stróżów prawa, tym razem z Portsmouth. I tutaj Greg Rucka rzeczywiście pokazuje, że nie obce są mu światy policyjnych procedur i że potrafi o nich pisać nie popadając przy tym w przesadę. Patrząc na zachowania detektywów wiemy, że tak to właśnie działa. Jak się zastanowić nie jest to może coś oryginalnego - odprawa policyjna, wulgaryzmy, docinki przy porannej kawie, badania laboratoryjne, pytania z Biura Spraw Wewnętrznych, etc. - ale dla komiksowego lore są to sprawy istotne, więc barwa dla scenarzysty, że ogarnął temat jak należy.

Zresztą, na tym polu Grecg Rucka nigdy nie zawodzi i takiego rzeczowego podejścia do tematu należy od niego oczekiwać przy każdym kryminale, przy którym w stopce pojawia się jego nazwisko, bo to po prostu fachowiec. Wystarczy przypomnieć świetna serię "Gotham Cenral" - pisaną między innymi z Edem Brubackerem - czy chociażby serię "Stumptown", która swojego czasu również została wydana przez Mucha Comics.

"Cudotwórca"

 
"Cudotwórcę" polecam z dwóch powodów. Najważniejszy z nich to scenarzysta André Oliveira, który na pięciu krótkich rozdziałach udowadnia, że siła dobrej opowieści to coś więcej niż fabuła wyładowana prostymi cliffhangerami. To także - a może przede wszystkim? - oryginalny pomysł, wokół którego krąży opowieść oraz któremu podporządkowane zostały pomysły poboczne, uzupełniające brakujące fragmenty układanki.

W przypadku tego komiksu André Oliveira elementem napędzającym opowieść uczynił determinację głównej bohaterki. Wojowniczej Ayi pragnącej tylko jednego: poznać prawdę o śmierci brata oraz ukarać osoby za nią odpowiedzialne. To jej działania odsłaniają przed czytelnikiem okrutny świat krzewicieli wiary; mroczny, wypełniony zdradą i dawnymi tajemnicami. 'Misja Ayi' może nie nosi znamion wielkiej oryginalności, ale dodawszy do niej wątek o tajnej organizacji nadzorującej proces pojawiania się cudów otrzymujemy niesamowicie wciągającą historię. Oferującą dużo więcej, niż niejeden album pozornie osadzony w podobnych klimatach. Zwłaszcza, że pod fasadą historii o zemście kryje się prawda o dzisiejszym świecie. Dającym się omamiać fałszywym bożkom. Ufać przedstawieniom bez zastanawiania się kim właściwie są aktorzy biorący w nim udział. 

Drugim powodem skłaniającym mnie do wypowiedzenia kilku ciepłych słów pod adresem "Cudotwórcy" są plansze autorstwa kilku portugalskich rysowników. Niniejszy album został wypełniony różnymi stylami - różna kreska, różna kolorystyka - przez co już na starcie zdobył kilka dodatkowych punktów. Cenię scenarzystów nie bojących się podejmować ryzyka, gotowych eksperymentować i zaufać artystom odpowiedzialnym za właściwą interpretację wymyślonej przez niego historii. Czy mam ulubionego rysownika? Czy czyjaś wizja przemówiła do mnie silniej? Tak. Nuno Plati jest tym artystą, którego rysunki zostaną ze mną na dłużej. Właściwie to cała historia zostanie ze mną na dłużej i na pewno do niej wrócę za jakiś czas.


"Milagreiro" [2015]
Polskie wydanie: "Cudotwórca" [05/2023]

[2015] "Batman. Earth one" part two


Śmierć burmistrza Oswalda Cobblepota postawiła przed obrońcami Gotham nowe wyzwania. Wróg, którego znali - a właściwie poznali na przestrzeni ostatnich tygodni - przestał stanowić zagrożenie, lecz organizacja przez niego stworzona dalej funkcjonuje i to całkiem sprawnie. W ogóle dużo się dzieje. Burmistrz Jessica Dent oraz jej brat bliźniak próbują zlokalizować źródło problemów, ale bez większych sukcesów. W mieście pojawił się nowy gracz, rzucający zagadkami i mordujący niewinnych. Coraz śmielej poczynia sobie także Batman próbujący z jednej strony nieść kaganek nadziei, z drugiej zaciekle zastraszający gangsterów. Zaś tuż za jego plecami stoi Alfred zachęcający podopiecznego do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków. Tak, w drugim albumie “Batman. Ziemia jeden” zdecydowanie dużo się dzieje.

Podążając za fabułą, przeglądając zdobiące ją plansze momentami miałem wrażenie, że artystom pracującym nad historią - brawa dla panów Geoffa Johnsa, Gary’ego Franka, Jona Sibala oraz Brada Andersona - przyświecał jeden konkretny cel: zero nudy. Od samego początku czuć, że będzie to opowieść bardzo dynamiczna, z wieloma wątkami mniej lub bardziej siebie przenikającymi. Owszem, ostatecznie widać, że klamra spinająca je wszystkie ma wygrawerowany napis ‘Riddler’, lecz na dobrą sprawę dosłownie każdy wątek stanowi w pewnym stopniu odrębną historię. Spójrzmy chociażby na Harvey’a Bullocka próbującego zapomnieć o ostatnich wydarzeniach w Arkham Manor. Na koszmary go nękające oraz na jego przyjaciela, który zaczyna dostrzegać szanse na lepsze jutro. Zresztą wątek z Gordo - ten prezentujący narodziny wyjątkowej relacji pomiędzy nim a Mrocznym Rycerzem - także wypada znakomicie.

A skoro o Batmanie mowa to czytając niniejszy komiks nie postrzegałem go w kategoriach postaci pierwszoplanowej. Prowadzone przez tytułowego bohatera dochodzenie, jego pogoń za tajemniczym Riddlerem - Matt Reeves i Peter Craig pisząc scenariusz do “Batmana” sporo owej pogoni zawdzięczają - napędzało fabułę, lecz dla mnie pojedynek tej dwójki był jedynie ciekawym dodatkiem. O wiele uważniej obserwowałem rozrastającą się scenerię Gotham City. Przyglądałem narodzinom kolejnych indywidualności - Killer Croca, kobiecej wariacji Two-Face czy też Seliny Kyle - podglądałem zmianę warty zachodzącą w szeregach Gotham City Police Department oraz kibicowałem Bruce’owi szarpiącemu się z lekko niezrównoważonym Dentem. Może i podszedłem do komiksu dość nieszablonowo, ale było warto.

Pierwszy album “Batman. Ziemia jeden” koncentrował się na postaci młodego Wayne’a, przywoływał jego osobistą tragedię oraz wyjaśniał w jaki sposób zaważyła ona na jego późniejszych wyborach. W drugim tomie cyklu twórcy postanowili nieco zboczyć z kursu i opowiedzieć nie tylko o Batmanie, ale również o mieście, w którym przyszło mu działać. Mieszanka przez nich przygotowana spełniła moje oczekiwania.



"Batman. Earth One" [07/2015]
Polskie wydanie: "Batman. Ziemia Jeden", tom II [Egmont Polska, 2017]