Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Moore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Moore. Pokaż wszystkie posty

Jonathan Osterman oskarżany

krótko o "The Judge of All the Earth"


"Watchmen" odsłona trzecia. Niemalże w całości poświęcona wybitnemu fizykowi Jonathanowi Ostermanowi - alias Doctorowi Manhattanowi - który pewnego pięknego dnia wstał i powiedział 'mam dość'. Niczym Bilbo Baggins w dniu swoich urodzin. Odszedł nie mogąc znieść oskarżeń kierowanych pod jego adresem. Oskarżeń o doprowadzenie do śmierci wielu, bardzo wielu osób. Podobno ma to związek z jego radioaktywnością, choć naturalnie żadnych oficjalnych badań nie przeprowadzono. Oskarżeń słusznych? Koniecznych?

Alan Moore nie odpowiada na te pytania wprost - jeszcze nie odpowiada - choć Rorschach wyraża przekonanie, że cała ta akcja z Doctorem Manhattanem została ukartowana i na pewno wiąże się ze śmiercią Edwarda Blake'a. Czyżby jakaś potężna siła postanowiła usunąć z planszy kolejną niewygodną figurę? W końcu wraz z odejściem Jonathana Ostermana Stany Zjednoczone straciły bardzo ważny element strategicznego uzbrojenia. I to w momencie, kiedy Rosja zaatakowała Afganistan. Intryga nabiera rumieńców.


Dobrze jest wrócić do komiksu pana Moore'a. Najważniejszego komiksu w jego dorobku? Nie wiem. Może. Nie znam na tyle jego twórczości, aby wyrokować w tym temacie. Wiem jednak, że jest to moje drugie spotkanie ze Strażnikami a historia wciąga tak samo jak za pierwszym razem. I to nie tylko za sprawą wątku detektywistycznego. Na brawa zasługują także - a może przede wszystkim - wątki stricte obyczajowe. Wszystkie te, w których na światło dzienne wychodzą bardzo ludzkie i normalne problemy naszych wielkich bohaterów. Czyżby byli oni jednak bardziej zwyczajni niż nam się wydaje?

_________________________
"The Judge of All the Earth"
#003 "Watchmen" vol 1 [11/1986]
Scenarzysta: Alan Moore
Rysownik: Dave Gibbons
Kolor: Dave Gibbons
Tusz: Dave Gibbons
Twórca okładki: Dave Gibbons
Polskie wydanie: "Strażnicy" [Egmont 2022]

[10/1986] "Watchmen. Absent Friends"


Krótko. Bohaterom Moore'a daleko do ideału. Jak się uważnie przyjrzeć bliżej im do odbić nas samych niż do herosów znanych z amerykańskiej pulpy. Przeklinają, piją, zdradzają, wiele spraw mają po prostu w d*pie a niekiedy popełniają także zbrodnie, za które normalni obywatele po prostu trafiliby za kratki. A może i na krzesło elektryczne. Bohaterowie Moore'a to postacie ciekawe. Historia komiksu pokazuje, że my - czytelnicy - często kierowaliśmy wzrok ku jednostkom, które nie zawsze świeciły przykładem. Harcerzyk z Metropolis był prawdziwym wzorem cnót, ale jego przygody były miałkie, infantylne, zbyt trywialne. Był oderwanym od rzeczywistości mitem; interesującym ale tylko w ramach pewnej konwencji. Był wyjątkiem potwierdzającym regułę. Dużo ciekawsze wydawały się opowieści o Namorze, który ulegał emocjom, pasjom jak każdy normalny człowiek. Jacy byli Watchmeni?

Specem od Moore'a nie jestem ale sądzę, że pojawienie się Strażników zmieniło naprawdę bardzo wiele. Obrońcy sprawiedliwości zdjęli maski, zrzucili kostiumy i zaczęli krzyczeć: jesteśmy tacy jak Wy! Jasne, postacie Marvela postępowały podobnie od lat sześćdziesiątych, ale ich normalność przez cały czas była normalnością wyidealizowaną. Nie było w niej miejsca na wulgarność i poważny bohaterski marazm. Zmiana dana przez Moore'a była zmianą drastyczną. Spójrzmy dla przykładu na Komedianta z czasów Gwardzistów. Porywczy, łasy na kobiecie wdzięki, chętny do walki, humorzasty niczym sławny celebryta. Zgorzkniały człowiek, przerzuty żołnierz bezcelowej wojny wietnamskiej. Zmęczony bohater działający w imię zasad, które już dawno przestał rozumieć. Nie potrafiący odróżnić wroga od przyjaciela. Czy właśnie tacy są herosi w przebraniu?

I najważniejsze: czy powinniśmy się ich obawiać? Alan Moore choć nie udziela w historii "Absent Friends" odpowiedzi na powyższe pytanie to przemyca w niej wątki, które mogą nas doprowadzić do właściwych wniosków. Takim tropem jest opowieść Sally Juspeczyk. Dzięki jej wspomnieniom wchodzimy za kulisty i podglądamy Gwardzistów od środka. Zaczynamy rozumieć, że wraz z końcem sesji zdjęciowych zaczynała się normalność. Pełna konfliktów, bez przyjaciół i czasu na odpoczynek. Drugim motywem przebijającym się przez "Absent Friends" jest wizerunek superbohaterów w oczach społeczństwa amerykańskiego na przestrzeni kilkudziesiętu lat, który można podsumować jednym stwierdzeniem: od rozchwytywanych gwiazd - bohaterów komiksów, erotycznych ikon komiksów pornograficznych - do znienawidzonych przebierańców stojących ponad prawem. Ostatnim jest naturalnie śledztwo prowadzone przez Rorschacha. Nasz ponury detektyw nie odpuszcza i zdobywa nowe dowody - co to za tajemnicza wyspa?, co ukrywa Doctor Manhattan? - w sprawie śmierci Komedianta.

cdn...


#002 "Watchmen. Absent Friends" vol 1 [10/1986]
Polskie wydanie: "Strażnicy" [Egmont, 2017] 


[09/1986] "Watchmen. At Midnight, All the Agents..."


Całkiem niedawno zapytano mnie dlaczego wspominając jakiś tytuł często opowiadam o pojedynczych zeszytach, zapominając że byłoby szybciej a co za tym idzie ekonomicznej pisać od razu o całym albumie. Oczywiście, jeżeli dana historia doczekała się takiego wydania. Dociekliwym odpowiadam: stosuję taki system bo mogę. W odróżnieniu od Rorschacha mam sporo wolnego czasu, żadna wojna - niestety, zawsze mogę się mylić - nie czeka za rogiem. O ile nie gonią mnie deadline'y staram się, aby wyjątkowe historie towarzyszyły mi możliwie jak najdłużej. A do takich opowieści zaliczam chociażby serię "Watchmen" Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa.

Wystartowała ona pod koniec 1986 roku, czyli w okresie całkiem sporego zamieszania w tytułach DC. Zarządzający wydawnictwem robili wszystko, aby czytelnicy poczuli powiew świeżości i uwierzyli w nową jakość komiksów. Ściągnięto znane nazwiska, odświeżono uniwersum, dano szansę ciekawym pomysłom. W tej ostatniej grupie znalazło się miejsce dla Strażników. Gości w pelerynach widzianych inaczej, tzn. nie przez pryzmat okularów barwiących świat na kolorowo. O tym jak ich widział Alan Moore będzie okazja jeszcze porozmawiać - przed nami jeszcze jedenaście zeszytów podstawowej serii - a dziś przechodzimy już do meritum, czyli do Rorschacha i do tego jak bardzo ma on przej*bane.

A ma bardzo mocno. Dawny kolega po fachu zaliczył lot z wieżowca bez spadochronu, Ameryka zdaje się zmierzać do przykrego końca a Sowieci tylko czekają aby zacząć strzelać. Nie wygląda to najlepiej a całości obrazu dopełnia powszechna degeneracja społeczeństwa. A przecież nasz outsider chce tylko, aby było jak dawniej - a konkretnie: przed 1977 rokiem, kiedy to weszła w życie ustawa Keene'a - to znaczy prościej. Idealny świat Rorschacha to świat, w którym bohaterowie dalej robią swoje i to bez rządowego nadzoru. Gdzie dawni koledzy nie chowają głowy w piasek, nie biegają na smyczy a już na pewno nie rozmieniają siebie na drobne.

Ciekawie, odważnie, detektywistycznie, z morderstwem w tle. Tak zaczyna się opowieść o Strażnikach. Lubię takie klimaty. Prosto i konkretnie. Rorschach w roli narratora zdecydowanie na plus, podobnie jak 'wesołe' wspominki danych bohaterskich czasów. Do tego zaczynają się pytania poważne, na które - jak przypuszczam - zaczniemy szukać odpowiedzi. W jaki sposób bohaterowie radzą sobie ze stresem? Czy bieganie w obcisłych, często wyzywających kostiumach to te rodzinne tradycje, które koniecznie trzeba pielęgnować? Czy obrońcom sprawiedliwości zdarzało się ulegać pokusom, sięgać po zakazane owoce? Cóż, ciekawość mnie po prostu zżera.

cdn.


#001 "Watchmen. At Midnight, All the Agents..." vol 1 [09/1986]
Polskie wydanie: "Strażnicy" [Egmont, 2017]


[07.1988] The Joker's origin

 

Batman rozpoczyna regularne patrole nad Gotham City. Próbuje zaskarbić przychylność policji, jak również obwieścić swoje narodziny wszystkim mniejszym i większym opryszkom. Podczas jednej z nocnych eskapad trafia do Ace Chemical Processing Plant, gdzie ściera się z gangiem Red Hooda.

W lipcu 1988 roku Brytyjczyk Alan Moore na planszach historii "The Killing Joke" zaprezentował narodziny Jokera. Opowiedział o młodym facecie z problemami. O komiku z kiepskimi żartami, o 'kompletnym zerze'. O mężczyźnie, który chcąc zapewnić rodzinie odpowiedni standard życia godzi się założyć hełm Red Hooda i pomóc w skoku na Monarch Playing Card Company, która to firma znajduje się w pobliżu Ace Chemical Processing Plant. I na koniec o Batmanie, którego przybycie doprowadziło do tragicznego finału.

Genezę Jokera zaprezentowaną przez pana Moore'a należy zaliczyć prawdopodobnie do grona tych najbardziej rozpoznawalnych. Choć sam 'bohater' wielokrotnie podkreślał, że nie pamięta swoich 'narodzin' to jednak wszystko wskazuje na to, że faktycznie miały one wiele wspólnego z Ace Chemical Processing Plan czy też Axis Chemicals jak woli Tim Burton. Zresztą, już w opowieści "The Man Behind the Red Hood!" z 1951 roku – #168 "Detective Comics" –  Joker wyznaje, że zdarzało mu się nosić strój Red Hooda. I podobnie jak w 1951 roku tak i u Moore'a pojawia się wątek chemikaliów, które doprowadziły do drastycznych zmian w wyglądzie pechowca.


"Batman. The Killing Joke" [07/1988]; polskie wydanie: "Batman. Zabójczy żart" [TM-Semic, 01/1991; Egmont 2012]

Twórcy: Dick Giordano, Alan Moore, Brian Bolland, John Higgins, Richard Starkings.