Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glynis Oliver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glynis Oliver. Pokaż wszystkie posty

"Marvel Comics Presents. Save the Tiger" part I-II [09/1988]


Piątkowa sjesta upłynęła mi przy historyjkach "Save the Tiger. The Good Guy" oraz "Save the Tiger. The Bad Guy!", które w polskim komiksowie zaistniały za sprawą albumu "Epic Collection. Wolverine. Noce Madripooru" od Egmont Polska. A że jestem starym fanem opowieści o mutantach - bez różnicy czy tytuł prezentuje drużynę czy tylko jednego osobnika - to nie miałem problemu z podejściem do tej historyjki z dużym przymrużeniem oka. Czyli tak jak trzeba. Bowiem ta opowieść to przede wszystkim bajeczka a właściwie wstęp do niej. Kipiąca od prostoty, naiwności i przerysowanych zapożyczeń z filmów noir 😀

Historia zaczyna się jak dobry kryminał. Pewną wieczorową porą do baru "Princess" wchodzi facet w kapeluszu i papierosem w ustach. To jeden z tych facetów, którzy choć nie szukają kłopotów to kłopoty znajdują. I tak jest także tym razem. Nasz nieznajomy - albo znajomy, jeśli znacie tytułową postać 😉 - zostaje świadkiem gangsterskiej zawieruchy, co akurat mu na rękę gdyż… wygląda na znudzonego. Reszty łatwo się domyślić. Po krótkiej wymianie ciosów on zamawia coś do picia i zaczyna swoją opowieść.


I jedna i druga część "Save the Tiger" to wstęp do czegoś większego, przynajmniej wszystko o tym świadczy. Poznajemy tego Dobrego, poznajemy tego Złego - pana Roche'a - oraz dostajemy garść informacji na temat super zdolności zadymiarza z baru, tj. Wolverine’a. BTW, nie wiedziałem że Logan potrafi przeciąć dłonią miecz 😐 Całość dostajemy skąpaną w przyjemnym klimacie. Logan wygląda jak koleś z czarnego kryminału, boss przypomina przerysowane czarne charaktery z filmów sensacyjnych lat osiemdziesiątych a jego pomagierzy to wypisz wymaluj podrzędne typki z filmów klasy B, których mogliście widzieć dawno temu na VHSach albo na seansach serwowanych przez ekipę Najlepsze z Najgorszych 😀 Historyjki cud miód. Idealne ramotki na piątek.
_________________________
"Save the Tiger. The Good Guy"
"Save the Tiger. The Bad Guy!"
#001-002 "Marvel Comics Presents" vol 1 [09/1988]
Scenarzysta: Chris Claremont
Rysownik: John Buscema
Kolor: Glynis Oliver
Tusz: Klaus Janson
Twórca okładki: Walt Simonson
Polskie wydanie: "Epic Collection. Wolverine. Noce Madripooru" [Egmont, 11/2023]

"X-Men. Upadek mutantów. #225-227 Uncanny X-Men"

 
Pierwsza część recenzji poświęconej eventowi Fall of the Mutants.

Chrisa Claremonta przedstawiać nie muszę. Człowiek legenda dla wszystkich, dla których przygody Ludzi X zawsze były i zawsze będą najważniejszą częścią uniwersum Marvela. Zapewne część z nas pamięta tego scenarzystę z pierwszych, wydawanych na naszym polskim podwórku zeszytów "X-Men". Oczywiście, za sprawą ekipy z TM-Semic, której - co tu dużo tłumaczyć - jestem wdzięczny od blisko trzydziestu lat. To dzięki nim dzieciak z małego miasta wkroczył do wielkiego świata superhero. To dzięki semicowym zeszytówkom pokochałem świat komiksu. Choć zdarzało się - o czym dowiedziałem się będąc bardziej świadomym czytelnikiem - że drukowane przez nich historie były przycinane to mimo wszystko na kolejne spotkanie z bohaterami Marvela i DC czekałem z wypiekami na twarzy. Nie wiem czy będzie mi dane jeszcze kiedykolwiek poczuć podobny dreszczyk emocji, ale cieszę się za każdym razem, gdy polscy wydawcy pamiętają o dzielnych X-Menach. Tyle tytułem wstępu.

Naturalnie, oddaje się wspomnieniom nie bez powdów. Kilka dni temu miał premierę piąty album z serii "X-Men. Punkty zwrotne". Tym razem na warsztat został wzięty event "Fall of the Mutants". W latach dziewięćdziesiątych ledwie się o niego otarliśmy, teraz jednak fani mutantów powinni być zadowoleni. W niniejszym tomie Egmont zmieścił całe wydarzenie, oryginalnie rozpisane na łamach trzech odrębnych tytułów, tj. "Uncanny X-Men", "X-Factor" oraz "The New Mutants". Dzisiaj słówko o pierwszym z nich, w którym drużyna dowodzona przez Wolverine'a staje do walki z The Great Tricksterem, znanym także pod imieniem Adversary.

O czym właściwie opowiada Chris Claremont? Przecież w "Upadku mutantów" nie chodzi jedynie o kolejną, sztampową rywalizację dobra ze złem oraz słowne pojedynki X-Menów z Freedom Force. Dla przypomnienia: Freedom Force to grupa byłych członków Brotherhood of Evil Mutants, którzy pod wodzą Mystique działają w porozumieniu z rządem i swojego czasu doprowadzili m.in. do aresztowania Magneto [#200 "Uncanny X-Men. The Trial of Magneto!" 12/1985]. Choć na planszach trzech zeszytów Claremont zalewa czytelników różnymi dziwami - następuje rozdarcie w rzeczywistości, za sprawą którego ziemski czas wydaje się mieszać; pojawiają się także demony przypominające potworki mistrza Kirby'ego - to fabuła wiruje wokół problemu postrzegania X-Menów przez społeczeństwo amerykańskie.

Gdzieś już o tym czytaliście? Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Pytania typu 'czy warto pościęcać się dla tych, którzy nas nienawidzą' oraz 'co to znaczy być bohaterem' to sztandarowe zagadnienia obficie wypełniające serie o mutantach. Lekko przynudzające? Nie u pana Claremonta, który wykorzystuje je jako przerywniki pozwalające czytelnikom odpocząć od kolejnych scen walki. Podobnie jak wykorzystuje wątek Storm, która przebywa z Forge na jakieś Drugiej Ziemi myśląc o budowie nowego, lepszego świata. Bardzo fajny motyw; trochę romantyczny, trochę tragiczny. Jeżeli czytaliście "Unfinished Business" [#220 "Uncanny X-Men" 08/1987] będziecie usatysfakcjonowani jak i ja byłem. Uwielbiam, kiedy twórca danego tytułu pamięta o należyty porządek w chronologii wydarzeń. Brawa!