STAR WARS. Dziedzictwo Vadera - 01 - Rządy Kylo Rena


Nie jestem fanem Kylo Rena i raczej nigdy nie będę. Czy jest w masce czy bez maski nie jestem w stanie traktować go poważnie. Po prostu nie. Zawsze wyobrażałem sobie, że widząc spadkobiercę Dartha Vadera będę czuł doniosłość chwili, powagę sytuacji i będę rzeczywiście wiedział, że oto jestem świadkiem narodzin nowej legendy. Niestety, jak dotąd i filmowa trylogia - a już w szczególności sceny z udziałem bohatera dzisiejszego wpisu - i powieści z udziałem Kylo Rena to dla mnie rozczarowanie. Jak na ich tle wypada niniejszy komiks? Czy historia pisana przez Charlesa Soule'a przekonała mnie?

Nie jestem pewien. Nie zaskoczyła, to na pewno. Choć, ostatnią trylogię pamiętam jak przez mgłę to jestem bardziej niż pewien, że zachowanie Kylo Rena z niniejszego komiksu oddaje zachowanie filmowego Kylo Rena. Widzimy bohatera szukającego własnej drogi. Widzimy kogoś, kto z jednej strony czuje ciążącą nad nim spuściznę dziadka, z drugiej chce zerwać z przeszłością i kroczyć własną ścieżką. I ten wątek zdecydowanie dominuje w historii "Rządy Kylo Rena".

Charles Soule zestawiając teraźniejszość z przeszłością rozgrywa wspomniany motyw ciekawie a przy tym nie ogranicza się do zbędnego słowotoku. Rosnąca megalomania dziedzica Vadera, jego monologi, złote myśli - mające sugerować prawdopodobnie dojrzałość nowego lidera Najwyższego Porządku - nie są czymś irytującym. Są tym elementem, który prawidłowo charakteryzuje Kylo Reno na początku jego drogi a jak sądzę o taki właśnie efekt chodziło panu scenarzyście.

Nasz bohater przypomina dziecko błądzące we mgle. Niby wie jak ma się zachowywać, jak rządzić i czego wymagać - świetnym tego przykładem jest wątek z tronem - ale często gubi się w swoich potrzebach. Miota się. Chce odciąć się od dziedzictwa Vadera a jednocześnie wzorem dziadka szuka czegoś, co nadałoby jego działaniom sensu, znaczenia. Czy ostatecznie znajduje to czego szuka?

"Rządy Kylo Rena" to jednak nie tylko pierwsze kroki nowego króla ale także debiut - przynajmniej dla mnie - niejakiego Vaneé. Kim on jest? Ciśnie mi się na usta 'szara eminencja' ale z drugiej strony nie sądzę aby Darth Vader tolerował taką personę wokół siebie. Najbezpieczniej zatem będzie go nazwać gospodarzem pałacu, który poznał zbyt wiele sekretów. Przez wiele lat doglądał posiadłości Vadera na Mustafar a teraz pomaga jego spadkobiercy obrać właściwą drogę. Prowadzi go, podpowiada mu i stara się ulepić z dzieciaka godnego następcę swojego pana. Do tego wygląda jak Anton Arcane - jeden z arcywrogów klasycznego Swamp Thinga - przyszłości. Coś kapitalnego!


Rysunki, kolorystyka, planowanie plansz to w ogóle coś co dobrze w tym komiksie wygląda. Mam problem z samym wodzem Najwyższego Porządku - wybaczcie ale widząc jego facjatę nie czuję ani grama dreszczyka emocji, Kylo Ren nie elektryzuje jak jego dziadek - ale wszystko wokół niego jest do zaakceptowania. Drobiazgi w tle, kolory wyraźnie oddzielające wydarzenia teraźniejsze od retrospekcji, sporo cieni tworzących klimat wokół postaci tytułowej. Wszystko gra jak trzeba.

Podsumowując. Ogólnie jestem na 'tak'. Kylo Ren jako bohater może nie rzuca na kolana ale jak na standardy Star Wars i tak jest nieźle. Warto też zaznaczyć, że jego problemy z określeniem własnego 'ja' nie kończą się na tym albumie, wręcz przeciwnie. Patrząc na ostatnią planszę jestem bardziej niż pewien, że jego kłopoty dopiero się zaczynają. Może być ciekawie.

-----------------------------------------------------
#001-#006 "Star Wars. Legacy of Vader" vol 1 (02-07/2025)

napisał: Charles Soule
narysowali: Luke Ross, Stefano Raffaele
pokolorował: Nolan Woodard
Komiks otrzymałem od wydawcy, Egmont Polska (07/2026)