Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmierć Supermana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmierć Supermana. Pokaż wszystkie posty

SUPERMAN - 497 - Under fire


Historia "Under Fire" to dalszy ciąg relacji ze starcia pana Niszczyciela - taki przydomek nadaje Doomsday’owi Superman - z ekipą skupioną wokół tytułowego bohatera. Siłą rzeczy jest to ekipa coraz mniej liczna i coraz bardziej poharatana ale ogólnie nadal mowa tutaj o starciu Doomsday'a ze słynną Ligą Sprawiedliwości. Tak to określają i stacje telewizyjne i komentatorzy wojskowi.

W rzeczywistości zawodnikiem numer jeden jest dobrze wszystkim znany 'harcerzyk' - Guy Gardner żartuje nawet leżąc na noszach oraz stękając z bólu! - z Kryptona. To on bierze na siebie główny ciężar walki, to on obrywa najwięcej. Niby jeszcze stoi na nogach ale coraz mocniej dociera do niego, że sprawy nie idą tak lekko jak zawsze. Że walka z Doomsday'em to ciągłe walenie głową w mur, jak ładnie spoileruje nam okładka zeszytu.

Nawet jak do akcji włącza się Maxima - jak zawsze dysząca z podniecenia, gdy na horyzoncie widzi okazję do bitki - niewiele to zmienia w całej sytuacji. Doomsday zdaje się zupełnie nie reagować na ciosy, nadal jest niesamowici szybki, nadal nie robią na nim wrażenia ludzkie zabawki takie jak chociażby wojskowe śmigłowce.

Chcąc podsumować "Under Fire" wypada powiedzieć, że konstrukcyjnie jest to bardzo prosta i przewidywalna kontynuacja zeszytów wcześniejszych. Niby fabuła posuwa się do przodu ale prawdę powiedziawszy na tym etapie eventu dzieje się niewiele. Obie strony okładają się pięściami i w zasadzie tyle.

"Countdown to Doomsday!" || #074 "Superman" vol 2 (1992)


Ramotka na sterydach. W październiku 1992 roku doszło do pierwszego spotkania Supermana z istotą, którą członkowie Ligi Sprawiedliwości przezwali Doomsday. I chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, jak nieprzewidywalne było to spotkanie dla słynnego, amerykańskiego herosa. Mówiąc wprost: ku rozpaczy kolegów po fachu dostał cios, który zmiótł go z planszy. Co więcej, Doomsday zadając ów cios - wyjęty wprost z filmów karate! - nie wyglądał nawet na specjalnie zmęczonego.


W "Countdown To Doomsday!" - jak sugeruje wprost tytuł odcinka - Dan Jurgens odlicza do zagłady i stara się jeszcze bardziej potęgować napięcie. Nie oszukujmy się jednak: nie za bardzo mu to wychodzi. Może na początku lat dziewięćdziesiątych fani Supka rwali włosy z głowy widząc, jak ich idol dostaje bęcki, ale dzisiaj taka historia raczej na nikim nie zrobi większego wrażenia. Nie takie plot twisty widział świat superhero.

Zapewne dzisiaj większość z nas będzie zastanawiała się, dlaczego ten event był tak mocno rozwlekany. Odpowiedź wydaje się oczywista. Po pierwsze, dla kasy. Po drugie, dla odpowiedniego podbicia rangi eventu. Rozumiecie, nie wyobrażano sobie, aby wielki pojedynek Supermana z Doomsday'em nie miał odpowiedniej oprawy i odpowiedniego... odliczania.


"Countdown To Doomsday!" nie jest złą historią. Jest po prostu zwykła, przewidywalna i skupiona na tym, aby jak dosadniej zaprezentować potęgę istoty w zielonym kostiumie. Dodajmy: istoty, o której nasi bohaterowie na ten moment praktycznie niczego nie wiedzą. Zgadują. Raz uważają go za robota, innym razem za istotę z innego wymiaru, etc. Są to rozważania czysto teoretyczne i nie poparte żadnymi argumentami. Prawdę mówiąc nasi herosi nie mają nawet za bardzo czasu na takie bajania. Za bardzo pochłania ich walka z potworem, który - o zgrozo! - ich ataków właściwie nie odczuwa.

I na koniec. W historii znalazło się miejsce dla delikatnego wątku rodzinnego. W rolach głównych zbuntowany nastolatek, który dość chamsko rozmawia z matką oraz z lekceważeniem odnosi się do działań Supermana. Na ten moment te kilka dodatkowych kadrów to jedynie podłoże do tego, aby Doomsday mógł budzić przerażenie także zwykłych Amerykanów. Wspominam jednak o nim, gdyż o owym 'zbuntowanym nastolatku' - Mitchellu Andersonie - jeszcze usłyszymy.

------------------------------
#074 "Superman" vol 2 (10/1992)
napisał: Dan Jurgens
narysował: Dan Jurgens
pokolorował: Glenn Whitmore
polskie wydanie: "Odliczanie do zagłady!" [#055 "Superman" TM-Semic, 06/1995], "Śmierć Supermana" tom 1 [Egmont, 09/2024]


"Down for the Count" (1992) || "Justice League America" #069


Wieści z frontu. Zło dotarło do Ohio. Rosnąca fala zniszczeń przyciąga uwagę członków Justice League America. Przystępując do działania nasi herosi są pewni siebie oraz swoich mocy. Szukają istoty odpowiedzialnej za całe zamieszanie. Ruszają do walki nie wiedząc z czym będą musieli się zmierzyć i to właśnie ta niewiedza doprowadzi ich finalnie do porażki. Doomsday nie bierze bowiem jeńców. Jak trafnie opisała go Maxima: 'To uosobienie nienawiści, śmierci i żądzy krwi!'.


Dan Jurgens zaczyna swoją przygodę z panem Doomsday’em. Zaczyna od prostej kwestii, to jest stara się nadać zagrożeniu, sianemu przez nieznaną istotę, odpowiedniej rangi. W końcu złolem numer jeden eventu ma być monstrum, wcześniej nikomu nieznane. Wskazane jest zatem zbudowanie wokół niego odpowiedniej otoczki, tak aby każdy z czytelników rozumiał z jak potężną istotą będą musieli walczyć jego superbohaterowie. Dan Jurgens do wyniesienia Doomsday’a - w tym komiksie po raz pierwszy zostaje tak nazwany - ponad innych kosmicznych istot wykorzystuje Justice League America. Jej klęska doskonale kontrastuje z niszczycielską siłą potwora w zielonym, gumowym kostiumie. To w jaki sposób zostali sponiewierani wielcy bohaterowie, jak dotkliwie zostali pobici działało na moją wyobraźnię w połowie lat dziewięćdziesiątych i działa także dzisiaj. Jest dobrze. Patrząc na Doomsday'a czujemy, że nadchodzi coś, czego wcześniej nasi herosi nie doświadczyli.


Wisienką na torcie tego zeszytu jest wywiad z Supermanem prowadzony przez Cat Grant. Poznajemy go we fragmentach, do pewnego stopnia można go nawet uznać za komiksowe interludium względem wydarzeń rozgrywających się w Ohio. Nasz wielki bohater odpowiada często frazesami, ale kilka jego zdań rzeczywiście skłania do zastanowienia. Hipiska zadająca pytania o zasadność rozwiązań siłowych czy lęki bohaterów to pytania dające nam jasno do zrozumienia, że herosi to również ludzie, którzy jak wszyscy mają swoje słabości, problemy i coś, co ich przeraża.

"Down for the Count"? Dobra historyjka oferująca coś więcej, niż tylko zlepek obrazów ukazujących siłę nieznanego potwora. Ciekawe wprowadzenie przed centralnym punktem eventu, czyli przez pojedynkiem Supermana z Doomsday'em.
_________________________
#069 "Justice League America" vol 1 [10/1992]
Scenariusz: Dan Jurgens
Rysunki: Dan Jurgens
Tusz: Rick Burchett
Kolory: Gene D'Angelo
Okładka:  Dan Jurgens, Rick Burchett
Polskie wydanie: "Śmierć Supermana" tom I [Egmont, 00/2024]


"Doomsday! Part One" (1992) || Superman: The Man of Steel #018


Kilka osób pytało mnie kiedyś o Supermana. Chciały wiedzieć, dlaczego nie gości on na Retro komiks tak często jak Batman, dlaczego o nim praktycznie nie wspominam, etc. Nie wiem. Tak zazwyczaj brzmiała odpowiedź na to pytanie. Jak się jednak dzisiaj nad tym zastanawiam oraz jak wracam pamięcią do lat dziewięćdziesiątych to choć wielki Superman był pierwszym bohaterem DC, po którego przygody sięgałem regularnie, to jednak po pewnym czasie pojawiły się między nami zgrzyty. Owszem, był dla mnie prawdziwym bohaterem. Herosem w pelerynie nie bojącym się nikogo i niczego. I tak było bardzo długo, choć im dłużej z nim obcowałem tym wydawał mi się coraz mniej interesujący. W pewnym momencie jego niezniszczalność stała się wręcz nieznośnym problemem.

I wówczas nastała era Mrocznego Rycerza, niemalże równoczesna z erą mutantów profesora Charlesa Xaviera. Człowiek ze Stali poszedł w odstawkę i tylko od czasu do czasu wracałem do historii z jego udziałem. Dziwnie to zabrzmi, ale stał się dla mnie bohaterem drugoplanowym. Dzisiaj do niego wracam. Dzisiaj rozpoczynam supermanowy maraton, w którym zamierzam zeszyt po zeszycie omówić stracie naszego Człowieka ze Stali z Doomsday’em oraz nową rzeczywistość po finale tego pojedynku.


I startuję historią "Doomsday! Part One" z końca 1992 roku, kiedy to świat komiksu pierwszy raz zobaczył słynnego Doomsday’a. Co prawda, dostaliśmy go wówczas niezbyt wiele, ale nawet taka ilość zrobiła swoje. Pobudziła naszą wyobraźnię. Już sam wizerunek owej zagadkowej istoty intrygował - nadal zastanawiam się, skąd ten zielona 'plandeka' na jego ciele! - nie mówiąc o jego zachowaniu. W jego ruchach i czynach widać było pewien majestat. Patrząc na to z jaką nonszalancją niszczy wszystko wokół siebie czuło się, że nie będzie to pierwszy lepszy sparingpartner Supermana. Kadr z ptaszkiem wręcz kultowy.

"Doomsday! Part One" to wprowadzenie do rozpoczynającego się eventu. Doomsday jest w niej gościem a oczy czytelników są kierowane na podziemia Metropolis. To w nich rozgrywa się sprawa odcinka, tj. Superman, Lois, Charlie i Keith ratują miasto przed atakiem ze strony Underworlders.
_________________________
"Doomsday! Part One"
#018 "Superman: The Man of Steel" vol 1 [10/1992]
Scenariusz: Louise Simonson
Rysunki: Jon Bogdanove
Tusz: Dennis Janke
Kolory: Glenn Whitmore
Okładka: Jon Bogdanove, Dennis Janke