Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Journey into Mystery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Journey into Mystery. Pokaż wszystkie posty

Thor vs. chiński Hulk

słówko o historyjce "The Mysterious Radio-Active Man!"


Potężny Thor kontra komunistyczne Chiny? Stan Lee nie widział powodów, dla których syn Odyna nie miałby w końcu stanąć do walki z kolejnym czerwonym zagrożeniem. Zresztą, jak zapewne dobrze pamiętacie w dobie zimnej wojny komiksowe potyczki amerykańskich superbohaterów z wrogami demokracji były czymś zupełnie naturalnym. Działała tutaj podobna zasada jak ta obowiązująca przy starciach dzielnego Kapitana Ameryki z nazistami. W komiksach superhero dobrzy mieli bić złych. I tyle. A że źli byli między innymi przywódcy komunistycznych Chin wiedziano od dawna.


Przechodząc do szczegółów. W historyjce "The Mysterious Radio-Active Man!" mamy kilku antagonistów, choć oczywiście wzajemnie powiązanych. Na dzień dobry widzimy chińskich agresorów atakujących Indie, które zapewne nie poradziliby sobie gdyby nie nagła pomoc Thora. Skąd w Indiach Bóg Piorunów? Doktor Donald Blake cudownym zrządzeniem losu bierze udział w Amerykańskiej Misji Medycznej i… oczywiście zabiera ze sobą swoją magiczną łaskę. Kiedy dla rządu w Pekinie staje się jasne, że Thor jest bohaterem zbyt potężnym dla konwencjonalnej armii - nasz bohater jest nawet tak bezczelny, że kradnie chińskie czołgi i wręcza je w prezencie rządowi Indii - do akcji wkracza doktor Chen Lu.


Genialny naukowiec, który pragnie uczynić z siebie drugiego Hulka. W tym celu poddaje się eksperymentowi polegającemu na doładowaniu się 'odpowiednią dawką radioaktywności'. Nie pytajcie mnie jaka to dawka, bo zaraz po jej przyjęciu nasz Zielony Doktor przezornie niszczy swoje tajne laboratorium a następuje udaje do Ameryki, aby tam, na jankeskiej ziemi, rzucić wyzwanie Thorowi. Naturalnie, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ostatecznie, na nic radioaktywna siła, na nic moc hipnozy - tak, nasz Złol Numeru potrafi także namieszać w głowie - gdyż Thor umie zmajstrować potężne tornado 😜 

Podsumowując. Historyka śmieszna, prosta, absurdalna i uroczo głupiutka. Dobrze jednak, że znalazłem dla niej czas, gdyż to ramotka pierwszej wody z typowymi dla takich komiksów banałami. Polecam!


I na koniec. Nie wiedziałem, że doktor Blake posiada prywatne laboratorium, gdzie może w zaciszu domowego ogniska majstrować różne przydatne ustrojstwa. Ot, chociażby takie sprytne urządzenie rentgenowskie 😀
_________________________
"The Mysterious Radio-Active Man!"
#093 "Journey Into Mystery" vol 1 [06/1963]
Scenarzyści: Stan Lee, Robert Bernstein
Rysownik: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers
Twórcy okładki:  Jack Kirby, Dick Ayers, Stan Goldberg, Artie Simek
Polskie wydanie: "Thor 2" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]

"The Neverending Story"?

słówko o historii "The Day Loki Stole Thor's Magic Hammer"


Blisko rok temu - przy okazji omawiania jednego z zeszytów "Journey Into Mystery" - wspomniałem o fabularnych glupotkach towarzyszących przygodom Potężnego Thora z lat sześćdziesiątych. W wielkim skrócie: ówczesna infantylność nie znała granic a dzisiaj potrafi rodrażnić nawet takiego zatwardziałego fana ramotek jak ja. Historia "The Day Loki Stole Thor's Magic Hammer" to także opowieść z gatunku rzeczy absurdalne dalej w cenie, ale dzisiaj odpuszczę sobie omawianie tego typu kwestii.

Dzisiaj o tym, że w pierwszych zeszytach z Bogiem Piorunów w roli głównej za wiele zdecydowanie było Lokiego. Przynajmniej dla mnie. Rozumiem, że braterska walka - w dodatku dwóch tak barwnych herosów - mogła interesować czytelników i być na swój pokręcony sposób fascynująca, ale ile można czytać o kolejnych pomysłach Boga Kłamstw? Kolejna historia i kolejny genialny plan pokonania Thora? Oczywiście pisząc 'genialny' myślę: głupiutki, prościutki, przewidywalny, nieskuteczny, etc. Nie, nie kupuję tego i wypatruję numerów, w których Thor będzie mierzył się z ciekawszymi przeciwnikami. Ten taniec dwóch braci musi się wreszcie skończyć!


Byłbym zapomniał. Tym razem wspomniany Loki planuje odseparować Thora od Mjolnira. W tym celu ściąga potężny młot do Asgardu a następnie do tego samego Asgardu ściąga Thora. Przypominam, że plan zakładał oddzielenie jednego od drugiego. Przyznam się, że byłem lekko skołowany śledząc wydarzenia opisane w tym zeszycie, ale kim jestem aby kwestionować poczynania bogów? 😉

Z całej historyjki wyłuskałem dwa plusiki. Jednym z nich jest Thor robiący karierę filmową, drugim Thor wyłupujący kamienny młot ze skały gołymi rękami. Miodzio!
_________________________
"The Day Loki Stole Thor's Magic Hammer"
#092 "Journey Into Mystery" vol 1 [05/1963]
Scenarzyści: Stan Lee, Robert Bernstein
Rysownik: Joe Sinnott
Kolor: Stan Goldberg
Tusz: Joe Sinnott
Twórcy okładki:  Jack Kirby, Dick Ayers, Stan Goldberg, Artie Simek
Polskie wydanie: "Thor 2" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]

"Trapped by the Carbon-Copy Man"


Festiwal pokręconych pomysłów trwa. Nie wiem czy też tak macie, ale w moim odczuciu seria "Journey into Mystery" prezentująca przygody Boga Piorunów to niewyczerpane źródło fabularnych dziwactw. Idiotyzmów? Aż tak daleko bym nie szedł. W końcu mówimy o początku lat sześćdziesiątych, kiedy artyści Marvela właściwie na nowo zdefiniowali opowieści superhero a czytelnicy ową formą po prostu się zachłysnęli. W wywiadach osób pracujących wówczas pod nadzorem Stana Lee często padają słowa o tytanicznej wręcz harówce. Terminy goniły, poszczególne zeszyty  powstawały szybko a co za tym idzie zdarzały się wątki mniej dopracowane. Dobrze rokujące historyjki wraz z kolejnymi kadrami traciły na atrakcyjności - naturalnie nie w oczach najbardziej oddanych fanów - a finałowe starcia dobra złem nie wychodziły z reguły poza wcześniej sprawdzone rozwiązania.

"Trapped by the Carbon-Copy Man" to dobry przykład takiej właśnie historii. Przeciwko naszemu nordyckiemu bohaterowi zostaje wystawiona rasa kosmicznych najeźdźców, wojowników z planety Xarta. Oczywiście, o podobnych spotkaniach czytaliśmy wielokrotnie, ale tym razem pojawia się pewne novum. Mianowicie obecni antagoniści - metamorfy, istoty mogące zmieniać wygląd - przyjmują tożsamości osób wpływowych i próbują wywołać ogólny chaos kuriozalnymi decyzjami. Można nawet rzec, że prowadzą działania wręcz partyzanckie, będące zapowiedzią ataku właściwego. Wątek wygląda całkiem obiecująco, przynajmniej do momentu, w którym dochodzi do pojedynku Thora z zawodnikiem wyznaczonym przez agresorów. Ewidentnie zadziałało tutaj coś na kształt kodeksu wojownika. Niby ciekawe rozwiązanie, ale de facto sprowadzone do zwykłego okładania się pięściami. Najlepsze jednak scenarzyści zostawili na sam koniec, kiedy to Thor przekonuje obcych aby przyjęli postać drzew. Dlaczego? Drzewa nie myślą, więc nie przyjdzie obcym do głowy zmienić wygląd po raz kolejny i ponownie zagrazić Ziemi. Prawda, że proste? Dość podobne rozwiązanie widzieliśmy w "The Fantastic Four Meet the Skrulls from Outer Space!", w drugim zeszycie "Fantastic Four", kiedy to Reed Richards nakazał Skrullom zamienić się w krowy 😁

"Trapped by the Carbon-Copy Man"? Można przeczytać, ale będzie to jednorazowa przygoda. Szkoda, bo to kolejny zeszyt serii, który właściwie niczego nie wnosi do thorowego mini uniwersum. Donald Blake czuje miętę do Jane Foster a ona dalej wzdycha na herosa z młotem. Nic odkrywczego. Poza tym rysunki Ala Hartley'a zupełnie do mnie nie przemówiły. Twarze bohaterów są jakieś za bardzo wygładzone. Bliżej im do żywych manekinów, niż do prawdziwych ludzi z krwi i kości 😉

#090 "Journey Into Mystery. Trapped by the Carbon-Copy Man" vol 1 [03/1963]
Polskie wydanie: "Thor 1" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]


"The Thunder-God and the Thug"

 
Nie będzie to zbyt długi wpis, bo i nie ma o czym opowiadać. "The Thunder-God and the Thug!" prezentuje zderzenie potężnego Thora z pospolitym kryminalistą, który próbował dorobić się sprzedając trefny towar. Nie, nie z Josephem Joanoviciem. W tym przypadku mamy tak bezbarwnego złoczyńcę, jak to tylko możliwe. Podrzędnego mafioso uważającego się za wielką szychę mogącą prowadzić wielkie interesy i pomiatać maluczkimi. Nic ciekawego.

Historyjka mocno przeciętna i wykorzystująca poprzednie wątki. Panowie Stan Lee i Larry Lieber ponownie przybliżają nam origin tytułowego bohatera, kłopoty sercowe Jane Foster oraz wyjątkowe możliwości Boga Piorunów. Poziom absurdu także ponad przeciętnej. Złoczyńca grożący gapiom rozgrzanymi nitami położył mnie na deski 😅


#089 "Journey Into Mystery. The Thunder-God and the Thug" vol 1 [01/1963]
Polskie wydanie: "Thor 1" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]


[12/1962] "Prisoner of the Reds"

 
Ostatnio pisałem o wykorzystywaniu przez scenarzystów w przygodach Thora retoryki zimnowojennej, chociażby motywów nawiązujących do prób jądrowych. Dzisiaj dodam, że artyści Marvela od zawsze wysyłali swoich bohaterów przeciwko wrogom hołubiącej ideałom wolności Ameryki, nieważne czy byli to zwyrodnialcy ze swastyką na mundurach czy komuniści szerzący idee płynące z Moskwy. I od zawsze owe czarne charaktery były prezentowane w mocno skarykaturyzowany sposób. Zbyt duże nosy, zapuchnięte - wiadomo od czego - twarze, lekko zdeformowane ciała. Miłośnikom komiksów lat czterdziestych znana była taka prezentacja postaci. W jasny, czytelny sposób miala ona wskazywać - jak również przy okazji ośmieszać - wrogów Stanów Zjednoczonych.

W "Prisoner of the Reds" punktem wyjścia do właściwej historii - do starcia Boga Piorunów z komunistami - są tajemnicze dezercje amerykańskich naukowców. Nieoczekiwanie dla wszystkich sprawa owych zniknięć zainteresowała spokojnego doktora Donalda Blake'a, który godzi się grać rolę przynęty. Twierdzi, że to jego patriotyczny obowiązek oraz okazja, aby w końcu wesprzeć armię. W trakcie wojny koreańskiej zdrowie odmówiło mu posłuszeństwa, więc teraz chce się zrehabilitować. Prawdziwie obywatelska postawa! I prawdziwie bohaterskie zachowanie Thora, który szybko i sprawnie - zgodnie z założeniami komiksu marvelowskiego - rozprawia się z przedstawicielami Związku Radzieckiego.


#087 "Journey into Mystery. Prisoner of the Reds" vol 1 [12/1962]
Polskie wydanie: "Marvel Origins. Thor 1" [Kolekcja Hachette Polska, tom III, 2023]

>>> Dziękuję wydawnictwu Hachette Polska za udostępnienie egzemplarza do recenzji. <<<

[11/1962] "On The Trail of The Tomorrow Man"


Jestem głęboko przekonany, że wszelkie wątki choć delikatnie zahaczające o tematy zimnowojenne były wątkami jak najbardziej mile widzianymi w komiksowych historyjkach lat sześćdziesiątych. I to nie tylko przez czytelników. Od kiedy Human Torch przeleciał nad nowojorskimi ulicami, od czasów gdy książę Namor zaczął naprzykrzać się mieszkańcom Manhattanu twórcy ze stajni Marvela kochali sięgać w swoich mini opowieściach po motywy ze świata bliskiego amerykańskiemu odbiorcy. Można powiedzieć, że instynktowanie wyczuwali nastroje komiksowych funboyów i wiedzieli jakimi zagadnieniami mogą być oni zainteresowani.

W "On The Trail of The Tomorrow Man" takim motywem jest test bomby atomowej, mający w oczach panów mundurowych wspomóc - wybaczenie to wielkie uproszczenie - Amerykę w jej dążeniach do zaprowadzenia pokoju na świecie. Który to pokój osiąga apogeum w XXIII wieku, kiedy to posiadanie wszelkiej broni przestaje mieć znaczenie a życie toczy się w iście sielankowej bańce. Naturalnie, zawsze znajdzie się ktoś przesiąknięty - cudownie ramotkowate określenie - złem. Tym razem rola antagonisty przypada Arthurowi Zarrko dumnie zwanemu Tomorrow Man. Facet ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Wierzy, że ma odpowiednie predyspozycje do władania maluczkimi i takie tam. Do zrealizowania planów potrzebuje broni, więc majstruje wehikuł czasu i wraca do XX wieku, aby 'pożyczyć' bombę kobaltową. I spotyka Thora; panowie zaczynają się ganiać - Bóg Piorunów po raz pierwszy wykorzystuje Mjolnir do podróży w czasie - aż do mało spektularnego finału. Mocniejszy wietrzyk i po sprawie? Oczekiwałem czegoś więcej, ale cóż summa summarum mówimy o historyjce sprzed ponad sześćdziesięciu lat.


#086 "Journey into Mystery. On The Trail of The Tomorrow Man" vol 1 [11/1962]
Polskie wydanie: "Marvel Origins. Thor 1" [Kolekcja Hachette Polska, tom III, 2023]

>>> Dziękuję wydawnictwu Hachette Polska za udostępnienie egzemplarza do recenzji. <<<