W najnowszym podcaście na ReTro Komiks opowiadam o komiksie "Córka lodowego olbrzyma" z pierwszego zeszytu serii "Savage Tales".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hachette Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hachette Polska. Pokaż wszystkie posty
"Prisoners of the Pharoah!" || #019 "Fantastic Four" vol 1 (07/1963)
Fantastyczna Czwórka w starożytnym Egipcie? Ben Grimm niewolnikiem? Ludzka Pochodnia błaznem na dworze faraona? Susan Storm królową Egiptu? Bywa i tak 🙂
Dawno nie wrzucałem niczego z cyklu 'Retro Marvel, czyli słówko o tym jak Stan z Jackiem bawili czytelników', ale to się zmieni. Wakacje dobiegły końca, czas aby na tym fanpage'u ponownie zagościły ramotki z dawnych lat. Na pierwszy ogień historyjka "Prisoners of the Pharoah!".
Historia wyjątkowo interesująca, choć początek otrzymujemy taki jak zawsze, czyli 'dogryzamy sobie stale, bo taka dysfunkcyjna z nas rodzina'. Of course, jak dochodzi do działania to team pozostaje teamem. To stały punkt programu. Co do fabuły to punktem wyjścia dla nowej przygody jest odkrycie przez fantastycznego - nie może być inaczej! - Reeda Richardsa rysunku z dziwną, promieniującą wazą. Dlaczego ona tak go zaintrygowała?
Pan Fantastyczny dowodzi, iż w starożytnym Egipcie żył faraon, który nagle odzyskał wzrok. Reed podejrzewa, że ów cud dokonał się przy pomocy wyjątkowej mikstury, którą oczywiście należałoby zdobyć, bo może być to początek rewolucji w medycynie, bla bla bla… Gdzieś między zdaniami pojawia się nawet sugestia, że Alicja - ukochana Bena - mogłaby odzyskać wzrok.
Czy muszę wyjaśniać, co dzieje się dalej? Nie sądzę. Każdy, kto choć raz miał styczność z tytułową ekipą wie doskonale, że nie rzuca ona słów na wiatr. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych i potrafi naprawdę wiele jak już przypomni sobie, że jest drużyną. O tej ostatniej prawdzie przypomina jej niejaki faraon Rama-Tut. Nie znam gościa 🙂 Jak mu się przyjrzeć to rzeczywiście ma w sobie coś z dawnego egipskiego władcy, choć naturalnie nim nie jest. Jest podróżnikiem w czasie, który dysponując wehikułem czasu cofnął się do starożytności marząc o władzy absolutnej. Klasyczny motyw megalomana.
Uroczo naiwna historyjka z paroma fajnymi rysunkami. Motyw z podróżami w czasie także na plus. Zabawnie zaprezentowany został chociażby wehikuł czasu, którego zewnętrzna forma to sfinks. Kto wie, może rzeczywiście ta słynna budowla pochodzi z przyszłości? 😏
------------------------------
#019 "Fantastic Four" vol 1 (07/1963)
napisał: Stan Lee
narysował: Jack Kirby
pokolorował: Stan Goldberg
polskie wydanie: "Marvel Origins. Fantastyczna Czwórka 5" (Hachette Polska)
"The Triumph of Magneto" || #011 "X-Men" vol 1 (1965)
Wielki Magneto pokonany?! 😁
Można tak powiedzieć. Nie dość, że mimo chuchania, dmuchania oraz prób zastraszenia nowego, potencjalnego członka Brotherhood of Evil Mutants nie udało mu się go zwerbować to jeszcze tak się pechowo złożyło, że Wanda i Pietro przejrzeli na oczy. Oznajmili, że spłacili swój dług z nawiązką i jedyne o czym aktualnie marzą to spokojne wakacje z dala od wojenek między różnymi frakcjami mutantów. Zastrzegli jednak że wrócą, jak ludzkość będzie zagrożona i taką postawę to ja szanuję!
To jednak nie wszystko. Magneto nie tylko nie wzmocnił szeregów swojego stowarzyszenia, ale jeszcze sam został schwytany i zaciągnięty w kosmos, aby być królikiem doświadczalnym. Nie znałem tego wątku wcześniej, nie spodziewałem się takiego nagłego cliffhangera na koniec i oczywiście nawet nie podejrzewałem tak ironicznego tytułu tego zeszytu. Dałem się fabularnie zaskoczyć, co w takich mocno ramotkowatych historyjkach zdarza się bardzo rzadko.
Poza tym wątkami dostajemy naturalnie debiut istoty, która zostaje przedstawiona jako Stranger. Na ten moment wiemy bardzo niewiele o tej zagadkowej postaci, choć jak spojrzeć na profesora Xaviera to widać, że nie jest mu do śmiechu. Czy jest przerażony? Na pewno zaintrygowany, bo rzeczywiście Pan Stranger wydaje się posiadać moce typowo kosmiczne, więc jest to zawodnik z ligi zdecydowanie za ciężkiej dla nastoletnich mutantów.
Na jednym z kadrów pada nawet stwierdzenie, że X-Men walcząc z nim mieliby zajęcie do końca życia i coś rzeczywiście w tym jest. Stranger emanuje wielką pewnością siebie, zdaje się zupełnie nie dostrzegać działań Magneto a i samych ludzi - ekspresyjnie i komicznie reagujących na jego kosmiczne talenty - wydaje się traktować z lekceważeniem. Stan Lee to nie Thomas Ligotti uświadamiający człowiekowi jego karłowatość w skali kosmosu, ale zachowanie Strangera może to właśnie sugerować.
"The Triumph of Magneto"? Zaskakująca historyjka z ciekawym zakończeniem. Nietypowa nie tylko dlatego, że największy wróg X-Men schodzi niespodziewanie ze sceny, ale również z uwagi na brak kadrów prezentujących szkolne ćwiczenia naszych bohaterów. Przecież kadry z sali treningowej to do tej pory nieruszalna stała! Co więcej, w historyjce nie dostajemy też przesadnie dużo scen walki, co pewnie bezpośrednio wynika z wielkości wspomnianego Strangera. Można uznać, że tym razem trafiła kosa na kamień 🙂
------------------------------
#011 "X-Men" vol 1 (03/1965)
napisał: Stan Lee
narysował: Jack Kirby
"The Madness Of Mysterio!", "To Squash A Spider!" || #066-#067 "Amazing Spider-Man" (1968)
Dawno nie pisaliśmy o naszym ulubionym Pająku, czas najwyższy to nadrobić. Dzisiaj słówko o pojedynku naszego bohatera z niezwykłym Mysterio. Quentin Beck w dalszym ciągu nie może zapomnieć o przeszłości i nadal planuje wywrzeć zemstę na Spidermanie. Naturalnie, zemsta ma być spektakularna, doprowadzać do szaleństwa i ostatecznie rozgnieść wrednego pajęczka.
Obie opowieści - Stan Lee w dobrej formie! - wypadają zadziwiająco dobrze. Brawa należą się zwłaszcza za ciekawy motyw z miniaturowym wesołym miasteczkiem. Scena walki godna najlepszych specjalistów od efektów specjalnych 👍 Twórcy serii nie byliby jednak sobą, gdyby nie przypominali nam - niemalże na każdym kroku - że życie Spidermana nie jest usłane różami a walka z kolejnymi megalomanami to nie wszystko. Wspomniany zostaje więc związek Petera z panną Gewn Stacy, na planszach przypomina nam się także o istnieniu wielkiego Green Goblina. Serio, jeżeli szukacie fajnej, lekkiej i przyjemnej lektury to zdecydowanie polecam!
------------------------------
#066 "The Madness Of Mysterio!"
"Amazing Spider-Man" vol 1 (08/1968)
napisał: Stan Lee
narysowali: John Romita Sr., Don Heck
#067 "To Squash A Spider!"
"Amazing Spider-Man" vol 1 (09/1968)
napisał: Stan Lee
narysowali: John Romita Sr.
"The Enforcers!" || #010 "Amazing Spider-Man" vol 1 (1963)
Egzekutorzy w Nowym Jorku!
Strach się bać, prawda? 😁 Wierzcie lub nie, lecz duża część gangsterskiego półświatka zlękła się nie na żarty. Panowie Egzekutorzy - kierowani przez niejakiego Wielgasa - potrafią napsuć krwi. I zamierzają rządzić. Nie jedną dzielnicą, nie dwiema ale całym wielkim miastem. Każdego zaś kto odmawia 'współpracy' czeka zasłużona kara z rąk Byka, Montany lub Zmyślnego Dana.
No dobra, te kozackie ksywki nie robią dzisiaj większego wrażenia. Czy robiły w latach sześćdziesiątych? Pewnie też nie. Możliwe, że Stan Lee i Steve Ditko byli kryptofanami czarnych kryminałów drugiej kategorii. Może. Tak czy inaczej nasza gangsterska ferajna rozkręca się i z dnia na dzień zaczyna trząść Nowym Jorkiem.
Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla jeszcze jednego kryminalisty, jak o naszym Pająku powiedziałby John Jonah Jameson? 🙂 Na polu walki. Spider-Man choć osłabiony po oddaniu krwi na rzecz schorowanej cioci May daje z siebie wszystko, aby zatrzymać Egzekutorów. Zwłaszcza, że ma ku temu osobiste powody. Jego ukochana Betty Brant - tak, dobrze słyszycie 'ukochana' - pożyczyła pieniądze od niewłaściwych ludzi i teraz jest problem.
"The Enforcers!" nie różni się specjalnie od innych tego typu historyjek. Spider-Man ostatecznie daje radę a Egzekutorzy nie 😀 Ciekawostką wartą odnotowania jest… zachowanie pracownika "Daily Bugle". Ostatnio miałem przyjemność uczestniczyć w szkoleniu, na którym omawialiśmy jak zmieniało się na przestrzeni lat podejście ludzi do pracy. Wiecie, pokolenie baby boomersów, pokolenie X, Y, etc. Jednym z poruszanych wątków była wierność - przemieszana z wdzięcznością - pracownika lat sześćdziesiątych względem pracodawcy. I w tej historii takim przykładnym etatowcem jest pan Frederick Foswell, posłuszny wobec słowa jaśnie wielmożnego pana Jamesona.
Szkoda tylko, że nie jest równie przykładnym obywatelem. Ten niepozorny mężczyzna ma również swoje ciemne strony. Czyżby musiał odreagować po ciężkiej pracy? Kto wie 😉
------------------------------
#010 "The Enforcers!"
"Amazing Spider-Man" vol 1 (12/1963)
napisał: Stan Lee
narysował: Steve Ditko
"The Man Called Electro!" || #009 "Amazing Spider-Man" vol 1 (1963)
Parker wspierający ciocię May!
Debiut Electro. Nie lubię faceta. Prawie tak samo mocno jak pana przebierającego się za sępa. Nie karzcie mi wymieniać powodów, dla których ich nie lubię. Po prostu tak mam. Niby wszystko jest na swoim miejscu, efekciarski kostium i w ogóle, ale coś nie iskrzy między nami. Jacyś tacy mało ciekawi się wydają. Możliwe też, że nie trafiłem do tej pory na ciekawą historię z ich udziałem. Jeżeli w swoich top dziesięć macie jakieś opowieści, gdzie mamy Vulture'a lub Electro dających radę to podzielcie się nimi. Obiecuję, że dam im szansę 😀
"The Man called Electro!" to jednak nie tylko narodziny tytułowego świecącego antagonisty. Tego zostawmy i pozwólmy mu napadać na banki, sklepy jubilerskie, etc. Ta prosta i chwilami nawet zabawna - głównie za sprawą pana Jonaha Jamesona - historyjka jeszcze raz uwypukla czytelnikom silną więź łączącą ciocię May i Petera. Kilkakrotnie twórcy komiksu przypominają nam, że dla naszego bohatera była ona niczym rodzona matką. Wychowała go, opiekowała się nim i radziła mu w trudnych chwilach. Naturalnie, Parker jest świadom tego wszystkiego i oddanie wspiera schorowaną ciotkę a nawet posuwa się do oszustwa celem wyłudzania od Jamesona tysiąca dolarów - ciekawe ile dzisiaj kosztowałby taki zabieg? - na lekarza mającego przeprowadzić operację.
Oczywiście w finale opowieści hańba wyłudzenia zostaje zmazana choć przyznam, że zdziwiłem się widząc Parkera fałszującego zdjęcie. Nie podejrzewałem, że nasz tygrysek jest do tego zdolny a przynajmniej nie na łamach głównej serii.
------------------------------
#009 "The Man Called Electro!"
"Amazing Spider-Man" vol 1 ( 11/1963)
napisał: Stan Lee
narysował: Steve Ditko
"The Terrible Threat of The Living Brain!" || "Spider-Man Tackles the Torch!" || #008 "Amazing Spider-Man" vol 1(1963)
Spider-Man vs. robot zagrażający ludziom?
Zanim Dick, Ellison i pozostali z tej wesołej ferajny twórców science fiction zaczeli na poważnie mówić o androidach zagrażających ludziom elektroniczny morderca pojawił się w historyjce "The Terrible Threat of The Living Brain!". Ok, może trochę przesadziłem z tym 'mordercą', ale jak uważnie zapoznacie się z rozterkami naszego pajęczego przyjaciela przekonacie się, że jego problemy bardzo mocno przypominają problemy pani Connor. No dobra, ponownie przesadzam.
Spiderman może i walczy z niezwykle sprytną myślącą maszyną, ale daleko jej do siły Terminatora. Szczerze mówiąc przypomina ona bardziej dużą, zbuntowaną roombę albo oszalałą z nerwów słynną Rosie z serialu "Jetsonowie". Owszem, nasz bohater ma z nią trochę pracy, ale summa summarum gdyby się przyłożył - darując sobie pląsy po suficie - rozbroiłby ją szybko i sprawnie. Tyle na temat części pierwszej tego zeszytu.
Część druga - "Spider-Man Tackles the Torch!" - to dowód na to, że wielki Spiderman to buc i zazdrośnik. Z niewiadomych dla mnie powodów pewnego dnia odwiedza Johnny'ego Storma i głupimi żarcikami próbuje udowodnić swoją… siłę? Naprawdę nie rozumiem o co chodziło tym razem Pająkowi i nie wiem co kierowało panem Lee, że decydował się na takie eksperymenty. Chciał sprawdzić kto komu kibicuje? A może były to takie pierwsze podchody do wielkich eventów? 😀 Tak czy inaczej historyjka taka sobie a cała ta walka kogucików zostaje ostatecznie przerwana przez piękną Sue. Brawa dla niej za zakończenie tej żenady.
Podsumowując. Wychodzi na to, że ósmy zeszyt "Amazing Spider-Man" zostanie przypisany do kategorii 'do szybkiego zapomnienia'. Nie, walka z Żyjącym Mózgiem nie podobała mi się 😜 Na plus wyłącznie mini walka bokserska pewnego siebie Flasha Thompsona z pewnym szkolnym popychadłem.
------------------------------
"Amazing Spider-Man" vol 1 (10/1963)
napisał: Stan Lee
narysowali: Steve Ditko, Jack Kirby
"Marked for Destruction by Dr. Doom!" || #005 "Amazing Spider-Man" vol 1 (1963)
Nadszedł czas aby wspomnieć słówko o pierwszym albumie "Marvel Origins" od Hachette Polska. Nie będę jednak rozpisywał się nad czterema pierwszymi zeszytami - pisałem o nich zanim stało się to modne 🤪 - tylko przejdę od razu do dzisiejszego meritum, czyli pojedynku Spidermana z Doctorem Doomem. I tak sobie myślę, że 'pojedynek' to całkiem trafne określenie na to czego jesteśmy świadkami w historii "Marked for Destruction by Dr. Doom!".
No bo do czego właściwie sprowadza się starcie przywołanych bohaterów? Właśnie do pojedynku, w którym każda ze stron stara się udowodnić, że ma większe... gadżety. Jeżeli chodzi o Dooma to tradycyjnie: facet nie zawodzi. Genialny naukowiec raczy nas miniaturowym pistoletem w palcu, żelaznymi kulami krażącymi wokół magnetycznego rdzenia - zupełnie nie rozumiem, jak mogły one zaszkodzić Pająkowi; w końcu: mógł się zwyczajnie odsunąć 🤷♂️ - zmyślnymi zapadniami, laserami oraz robotem sobowtórem. Tak, jego nie mogło zabraknąć! Co się zaś tyczy Spidermana to... na pewno dysponuje super refleksem oraz pajęczym zmysłem. Choć ten ostatni wydaje się lekko wybredny, bo raz reaguje na zagrożenie a raz nie. Cóż, taki urok historyjek lat sześćdziesiątych.
Nie będę jednak czepiał się szczegółów, bo historyjka spełniła swoje zadanie, tj. pozwoliła mi złapać oddech. Miałem wczoraj dość męczący dzień i nawet specjalnie nie ciągnęło mnie do czwartego epizodu "The Last of us". Natomiast przy lekturze "Marked for Destruction by Dr. Doom!" zwyczajnie odpocząłem. Należycie zrelaksowałem i uśmiałem czytając o durnotkach duetu Lee-Ditko 😁
------------------------------
"Amazing Spider-Man" (07/1963)
napisali: Stan Lee, Steve Ditko
narysował: Steve Ditko
"Sons of the White Wolf" || #037 "Savage Sword of Conan" vol 1 (12/1978)
W grudniu 1978 roku Roy Thomas, żywa legenda w świecie komiksu, zaprezentował czytelnikom komiksową wersję opowiadania "Son of The White Wolf". Literackiej wersji nie znam. W Polsce o El Boraku, to właśnie on w owym literackim pierwowzorze jest bohaterem, mało kto pamięta i sądzę, że podobną popularnością cieszył się on pod koniec lat siedemdziesiątych.
Wobec powyższego nie dziwi mnie zupełnie, że panowie z Marvela zastąpili El Boraka postacią dobrze wszystkim znaną. Tak, Conan miał już wówczas status gwiazdy.
Co interesujące, oryginalne historie z udziałem teksańskiego rewolwerowca - wspomnianego El Boraka - nie miały wiele wspólnego z grozą czy fantasy. Były to głównie opowieści przygodowe o pulpowej kompozycji awanturniczej. Proste, z bardzo kontrastowymi postaciami i wyrazistym wątkiem głównym.
Tak jak zaznaczyłem, w historii "Son of The White Wolf" w wersji pana Roya Thomasa to Conan gra pierwsze skrzypce, choć daleko mu do typowego siebie. Można powiedzieć, że w tej historii jest ostoją spokoju, człowiekiem działajacym rozsądnie, opanowanym oraz rzadziej sięgajacym po ostrze. Oczywiście, gdy trzeba to i ścina parę głów.
Nie wiem czy taka prezentacja postaci wynika z faktu, że El Borak był spokojniejszym typem bohatera czy po prostu fabuła nie wymagała, aż takiej ilości przelanej krwi. W każdym bądź razie nie wygląda to źle. Dziewczyna zostaje ocalona, zamordowany kompan Conana pomszczony a zapaleńcy próbujacy obudzić kult przeklętego Białego Wilka wyrżnięci.
Co do samej historii, trudno tutaj mówić o jakiejś szczególnej oryginalności. Wędrujacy pustynią Conan przypadkowo - spotykając umierającego przyjaciela - wplątuje się w aferę z tytułowymi Synami Białego Wilka. Chcąc ich pokonać zawiązuje sojusz z dawnymi wrogami, choć zdaje sobie sprawę, że skręcą mu kark, jak tylko bitwa dobiegnie końca. Naturalnie jest i piękna kobieta, którą trzeba ratować. Także przed morskim potworem, jedynym elementem świata fantasy w tej historii.
------------------------------
#037 "Sons of the White Wolf" [12/1978]
"Savage Sword of Conan"
napisali: Robert E. Howard, Roy Thomas
narysował: Sal Buscema
polskie wydanie: "Conan Barbarzyńca" Tom 12 [Hachette, 2018]
"The Coming of... Ka-Zar!" || #010 "X-Men" vol 1 (1965)
Wstawcie sobie, że dnia pewnego mutanci profesora Xaviera trafili do świata, którego nie powstydziłby się sam pan Artur Conan Doyle. Trafili do krainy - przez wielkich Marvela nazwanej później Savage Land - kryjącej się pomiędzy lodami Antarktydy, gdzie czas zatrzymał się i gdzie nadal żyją zwięrzęta uważane przez wszystkich za wymarłe.
Ten świat ma jednego władcę. Ka-Zar to wypisz wymaluj Tarzan pana Edgara Rice'a Burroughsa. Muskularny i pewny siebie władca prehistorycznej dżungli, który nie lubi obcych - nie lubi, jak się go dotyka! - i nie lubi Bagiennych Ludzi. Wrednych, ale pomysłowo uzbrojonych - w końcu to Marvel! - gości, którzy zwykli składać krwawe ofiary panu T-Rexowi. Brzmi strasznie? 😎
Tak się złożyło, że osobami mającymi zostać wspomnianym daniem dnia są Jean Grey i Angel. Nie będę Wam opowiadał, jak to się stało, że potężna Marvel Girl dała się złapać bandzie prymitywów. Fakt faktem pozostaje. Gdyby nie Zabu, Ka-Zar i stado szarżujących mastodontów mielibyśmy o dwóch X-Menów mniej.
------------------------------
#010 "X-Men" vol 1 (01/1965)
napisał: Stan Lee
narysował: Jack Kirby
pokolorował: Stan Goldberg
"Assault!" || #001 "Deathstroke the Terminator" vol 1 (1991)
Kolejny tydzień i kolejna historia z udziałem pana Slade'a Wilsona. Historia będąca po części wprowadzeniem do jego świata - czytelnicy dostali w niej skróconą genezę bohatera, historię jego miłości oraz zostali poinformowani o tym, że jego syn zszedł na ciemną stronę i został pierwszym Ravagerem - a po części początkiem czegoś nowego.
Historia "Assault!" to start nowej intrygi, która tym razem bardzo mocno dotyka osobistych spraw Deathstroke'a. O co dokładnie chodzi? Miłość jego życia, Adeline Kane, zostaje postrzelona w trakcie wykonywanego przez siebie zadania. Kto ją postrzelił? Ktoś, kto wydaje się znać jej przełość i jej bliskie relacje z Sladem Wilsonem. Ktoś, kto zamierza zemścić się na Sladzie? Prawdopodobnie.
Czytelnik, aż do ostatniej planszy nie wie kim jest zagadkowy przeciwnik, ale historia wcale na tym nie cierpi. Wręcz przeciwnie, Marv Wolfman dobrze układa klocki i wie jak budować napięcie. Dobrze przedstawia tytułowego bohatera, sprawnie wyjąśnia jak wygląda jego świat oraz jasno sugeruje nam, że nie jest to facet, któremu warto zachodzić za skórę.
------------------------------
"Assault!"
#001 "Deathstroke the Terminator" vol 1 (06/1991)
napisał: Marv Wolfman
narysował: Steve Erwin
pokolorował: Tom McCraw
Polskie wydanie: "Deathstroke. Miasto zabójców" [Bohaterowie i Złoczyńcy, Hachette]
"Iron Man Faces the Crimson Dynamo!" || #046 "Tales of Suspense" vol 1 (1963)
Marvel nie miał litości dla komunistów i na początku lat sześćdziesiątych bardzo często udowadniał, jak wielkimi są nieudacznikami. Herosami walczącymi z wrogami ludu amerykańskiego byli chociażby Iron Man i pan Tony Stark. Jeden rzucał wyzwanie komunistom wykorzystując swoją "składaną i rozciągliwą zbroję" - takie kwiatki to znak tamtych, komiksowych czasów - drugi wspierał swoim geniuszem Pentagon i zbrojne ramię Stanów Zjednoczonych. Istny dream team!
W historii "Iron Man Faces the Crimson Dynamo!" sabotażystną mającym niszczyć zasoby USA był wybitny specjalista od elektryczności, pan Anton Vanko. Najpierw za żelazną kurtyną skonstruował on potężny mechanim mogący wysyłać impulsy niszczące urządzenia, budynki, pojazdy a także bohaterów w żelaznych zbrojach a następnie udał się do Stanów, aby sprawdzić jego działanie na terytorium wroga.
Prosta fabuła, banalny sposób pokonania przeciwnika, ale całkiem interesująco odmalowane realia ówczesnego świata polityki. I to z dwóch stron. Podglądając przygotowania Vanko do jego misji widzimy jak bezwzględni i strachliwi byli radzieccy działacze. Fakt: doskonale rozumieli, że nie należy zbytnio się wychylać. Obserwując zaś problemy pana Starka obserwujemy, jak stopniowo traci on w oczach rządu, którego przedstawiciele zarówno mocno pragmatycznie podchodzą do kwestii kontraktów, jak i wszędzie dostrzegają potencjalnego wroga. Ten ostatni wątek nawiązuje troszeczkę do makkartyzmu, czyli walki Amerykanów z wewnętrznym zagrożeniem komunistycznym.
------------------------------
"Iron Man Faces the Crimson Dynamo!"
#046 "Tales of Suspense" vol 1 (07/1963)
napisali: Stan Lee, Robert Bernstein
narysował: Don Heck
Polskie wydanie: "Marvel Origins. Iron Man 1" [Hachette]
"Clay Pigeons" || #070 "The New Titans" vol 1 (08/1990)
W sierpniu 1990 roku pan Slade Wilson - znany w wiadomych kręgach jako Deathstroke the Terminator - odpoczywał i pracował w San Miguel, komiksowym państewku leżącym gdzieś na terenach Środkowej Ameryki.
Jak łatwo wywnioskować po okładce zeszytu w czasie owej wizyty wplątał się w domowe przepychanki ekipy rządzącej z partyzantami, którzy od wielu lat próbują zmienić coś na lepsze. Na czele tych ostatnich stoi oczywiście mąż stanu, którego nasz bohater musi... chronić za wszelką cenę.
Nie uwierzycie, ale ów cel zamachowców rzeczywiście jest szansą na lepsze jutro. Ma popracie nie tylko nowego rządu, ale także zagranicznych sojuszników, czytajcie: Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Super, prawda?
------------------------------
"Clay Pigeons"
#070 "The New Titans" vol 1 (08/1990)
napisał: Marv Wolfman
narysował: Steve Erwin
pokolorował: Will Blyberg
Polskie wydanie: "Deathstroke. Miasto zabójców" [Bohaterowie i Złoczyńcy, Hachette]
#060 "Tales to Astonish. The Incredible Hulk!" [10/1964]
Przy sobocie proponuję prostą, dość infantylną i krótką historyjkę o Hulku pałającym ogromną niechęcią do niejakiego Bruce'a Bannera. Tak, dokładnie. Choć dobrze wiedziałem, że obaj panowie nie do końca znajdują wspólny język to dopiero teraz zobaczyłem jak bardzo Hulk gardzi słabym panem doktorkiem. Dla Pana Zielonego to siła jest jedynym słusznym wyznacznikiem wielkości zaś Banner rozumuje wręcz przeciwnie. Obaj marzą aby nie zostać tym drugim, obaj próbują kontrolować swoją przemianę.
Wydaje mi się także, że Bruce chyba pierwszy raz łączy klocki w logiczną całość a przez to zaczyna lepiej rozumieć istniejącą zależność pomiędzy swoim nastrojem a metamorfozą w zielonego olbrzyma. Of course, wiedza ta nie chroni go w żaden właściwie sposób. Jasne, nasz bohater jest nieco ostrożniejszy - tj. bardziej uważa na nastroje - ale koniec końców i tak dochodzi do przemiany. Po prostu ten typ tak ma.
Co zaś się tyczy villaina tygodnia. Dostajemy szpiega przemysłowego, który uruchamia potężnego, czerwonego robota - w roli jego twórcy pan Banner - i z powodzeniem odpiera ataki Hulka. Na tyle skutecznie, że udaje mu się uciec, co jest zaskakującym finałem. Do tej pory to Hulk głównie rozdawał karty a tutaj… może nie zbiera batów ale i nie odnosi zwycięstwa. Przynajmniej w tym zeszycie 😉
I na koniec jeszcze jedna uwaga. W tym zeszycie po raz setny zostają wygrywane wątki takie jak napięta relacja na linii Banner-Rose oraz skrywane miłosne wdechy i wydechy pomiędzy naszym uczonym a córką wspomnianego generała. Ten ostatni wątek bardzo mocno schematyczny i powielający identyczne romanse w takich tytułach jak "Journey of Mystery" czy "Daredevil". Można rzecz, że w każdej z owych serii miłosne dylematy są dosłownie takie same. Zmieniają się jedynie obiekty westchnień.
PS. Podobno owym szpiegiem przemysłowym był Dmitri Smerdyakov czyli Chameleon😐
_________________________
"The Incredible Hulk!"
#060 "Tales to Astonish" vol 1 [10/1964]
Scenarzysta: Stan Lee
Rysownik: Steve Ditko
Kolor: George Bell
Twórca okładki: Jack Kirby
Polskie wydanie: "Hulk 2" [Marvel Origins, Hachette Polska, 2023]
"Thorgal. Kraina Qa"
Ostatnio całkiem dużo czasu poświęcam Thorgalowi ale od razu zaznaczę, że nie ma to nic wspólnego z nową kolekcją od Hachette Polska. Ot, po prostu robię sobie powtórkę i dobrze się przy niej bawię. Wydaje mi się także, że po latach dłuższej przerwy oraz lekturze wielu innych tytułów potrafię lepiej docenić Thorgala, jego znakomitą kreskę i niezwykle bogatą pomysłowość fabularną jego twórców. Pomysłowość wyrażającą się chociażby przez budowanie szczegółowych, dopracowanych opowieści rozpisanych na kilka zeszytów.
Dobrym przykładem zeszytu sprawdzającego się jako sprawne wprowadzenie odkrywające przed czytelnikiem szczegóły aktualnego dramatu jest album "Kraina Qa". Zeszyt przybliżający nam kulisy rywalizacji między Ogotaiem a Tanatlockiem. Dwiema istotami, które przed wiekami przybyły do wspomnianej krainy i z miejsca zostały uznane za potężnych bogów. Może nie jest to historia utrzymana w zawrotnym tempie ale mi osobiście bardzo odpowiada, gdyż dostarcza fajnego, mitotwórczego tła do przyszłych wydarzeń.
Dodatkowo w albumie "Kraina Qa" ponownie spotykamy Kriss de Valnor, która znowu udowadnia jak wielkie pokłady podłości w niej drzemią i jak bardzo potrafi zaleźć za skórę. Na przykład dla naszej pięknej Aaricii, która nieoczekiwanie bierze udział w misji. Bo musicie wiedzieć, że w tym wszystkim chodzi o wielką, pełną niespodzianek misję.
_________________________
"Le Pays Qâ" [1986]
Polski tytuł: "Kraina Qa"
#009 "Thorgal" vol 1 [1989]
Scenarzysta: Jean Van Hamme
Rysownik: Grzegorz Rosiński
Kolory: Grzegorz Rosiński
Tłumacz pierwszego wydania: Tadeusz Markowski
Polskie wydanie: "Kraina Qa" [Orbita 1989], "Kraina Qa" [Egmont 08/2002, 09/2007, 08/2021, 07/2023], "Kraina Qa" [Hachette, 06/2014]
#132 "The Uncanny X-Men. And Hellfire is Their Name!" [04/1980]
Ciąg dalszy sagi "Dark Phoenix". W roli głównej Warren Worthington III - Angel - doradca Scotta Summersa🙂Tak, dokładnie. Nasz porządny chłopak naprawdę zaczyna się martwić. Ktoś poluje na X-Menów. Ktoś wpływowy. To znaczy Scott doskonale wie kto nastaje na życie jego mutantów. Tajemnicza zgraja snobów i miliarderów działających pod nazwą Hellfire Club. O swoich odkryciach informuje zatem Warrena ale ten nie umie mu zbytnio pomóc. Pomagają natomiast jego wpływy bogatego aniołka. Za namową Scotta Angel organizuje X-Menom wejściówki na hellfire’owe przyjęcie. Naturalnie, wchodzą na nie pod przykrywką. I naturalnie zostają bardzo szybko zauważeni. Co dalej? Domyślcie się 🙂Dobra, teraz na poważnie: nasi mutanci dostają bęcki i to dość solidne. Hellfire Club i działające w nim mutanty dość sprawnie poradzili sobie z X-Menami a to dlatego, że pan Wyngrade ponownie zawładną umysłem Jean Grey i przemienił ją w Black Queen. Z całej wesołej ferajny 'tajniaków Xaviera' ostał się jedynie Wolverine, który z zeszytu na zeszyt wygląda na coraz bardziej wkurzonego.
"And Hellfire is Their Name!"? Znośna historyjka mająca dwa plusy. Pierwszy z nich to ciekawie przedstawiona relacja między panem Summersem a profesorem Xavierem. Dwa, trzy razy dochodzi do krótkiego spięcia między nimi i nawet ciekawie się obserwuje owe spięcia. Czyżbyśmy mieli zderzenie starej szkoły zarządzania z nową? Całkiem możliwe😁Drugi z nich to… Jean Grey w czarnym gorsecie. Może nie jest to pin-up Jima Lee ale też jest ciekawie. Zresztą, ten zeszyt naprawdę fajnie się prezentuje. Próba zinfiltrowania siedziby Hellfire Club nie kończy się sukcesem ale sam motyw - mający w sobie coś bondowskiego - wypada zacnie. Naturalnie, zacnie jak na superbohaterskie standardy lat osiemdziesiątych.
_________________________
"And Hellfire is Their Name!"
#132 "X-Men" vol 1 [04/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Glynis Wein
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Byrne, Terry Austin, Gaspar Saladino
Polskie wydanie: "X-Men. Ratuj się kto może!" [TM-Semic, 02/1992], "Essential X-Men #1" [Mandragora, 06/2006], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]
"Thorgal. Łucznicy"
Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami idziemy dalej z Thorgalem. Dzisiaj na tapecie album dziewiąty czyli "Łucznicy", którego premiera miała miejsce pod koniec 1985 roku, oczywiście na łamach magazynu "Le Lombard". Na naszym podwórku opowieść zadebiutowała w 1989 roku. Tyle jeżeli chodzi o rys wydawniczy, przejdźmy do wspomnień. Otóż, o ile mnie pamięć nie zawodzi moje pierwsze spotkanie Argunem Drewnianą Nogą to koniec lat dziewięćdziesiątych ale wówczas wrażenia z tej historii nie były jakieś wybitnie spektakularne. Trochę z uwagi na fakt, że w Thorgalu nie występował Batman 😁 Trochę dlatego, że dopiero poznawałem świat komiksu. Dzisiaj inaczej oceniam "Łuczników" i robię to przez pryzmat debiutującej w nich Kriss de Valnor a właściwie tego ile wniosła ona do sagi.
Idźmy dalej. "Łucznicy" to przygodówka z ciekawym pomysłem na wprowadzenie nowej postaci. Co to znaczy? Ano tyle, że dostaliśmy tutaj dużo więcej niż jedynie 'dobry Thorgal zostaje napadnięty przez złych bandytów'. Już na starcie - zanim dojdzie do właściwej awantury - widzimy jak zadziorna jest młoda Kriss. A to dla zabawy zraniła starca z wioski w ramię, a to krzywym okiem łypnęła na nazbyt wygadanego młodzika. A kiedy dziewczyna nam się już przedstawiła i zaczynamy wbrew zdrowemu rozsądkowi ją lubić dostajemy kolejne WTF, gdy Triss nożem częstuje bezbronnego herszta bandy. Na marginesie: nie wiem czy ta scena nie była jedną z pierwszych bardziej drastycznych scen jakie zobaczyłem w komiksie. I nie chodzi mi tutaj o jakieś wyjątkowe epatowanie morderstwem ale o zimną, bezwzględną postawę bohaterski serii przeznaczonej 'dla wszystkich'.
Druga część historii to pamiętne, strzeleckie zawody oraz docieranie się Thorgala z Kriss. Nasz prawy bohater nie daży sympatią agresywnej dziewczyny - i vice versa - ale daje mu ona do myślenia. Kilkakrotnie padają uwagi jasno sugerujące, że Kriss zaczyna chodzić po głowie naszego Thorgala. W pewnym momencie staje się także dla nas jasne, że czarnowłosa łuczniczka nie jest pierwszą lepszą postacią drugoplanową. Nie wiem czy na etapie "Łuczników" myślano o niej jako o nemezis Thorgala ale na pewno miała w sobie to COŚ. I nie mówię tutaj tylko o jej filigranowej figurze. Ten błysk w oku, ta pewność siebie i te szaleństwo popychające ją do czynów złych, nikczemnych i tak dalece różnych od światopoglądu Thorgala. Wydaje mi się, że seria potrzebowała kogoś właśnie takiego. Postaci, która z jednej strony jeszcze bardziej uwidaczniała szlachetność Thorgala a z drugiej była postacią bardziej awanturniczą od naszego miłośnika cichego i spokojnego życia.
_________________________
"Les Archers" [09/1985]
Polski tytuł: "Łucznicy"
#009 "Thorgal" vol 1 [1989]
Scenarzysta: Jean Van Hamme
Rysownik: Grzegorz Rosiński
Kolory: Grzegorz Rosiński
Tłumacz pierwszego wydania: Tadeusz Markowski
Polskie wydanie: "Łucznicy" [Orbita 1989], "Łucznicy" [Egmont 06/2002, 05/2007, 07/2011, 02/2021], "Łucznicy" [Hachette, 05/2014]
Licznik przeczytanych komiksów: 21/2024*
#131 "The Uncanny X-Men. Run for Your Life!" [03/1980]
Wiem, że duża część z Was żyje nadchodzącą premierą serialu animowanego "X-Men '97" - źródła wspominają o 20 marca 2024 roku - ale dzisiaj ponownie zaglądamy do 1980 roku. A dokładnie do momentu, w którym niejaka Kitty Pryde zostaje uratowana przez Cyclopsa, Jean Grey oraz Nightcrawle’a przez zbirami ją ściagającymi. Jakbyście nie pamiętali to przypomnę, że aktualnie na życie X-Menów nastają członkowie stowarzyszenia Hellfire Club. W skrócie: jest to organizacja zbierająca wpływowych przemysłowców chcących non stop powiększać swoje wpływy. Aktualnie w ich szeregach działają niejaki Jason Wyngarde - za wszelką ceną chcący zmanipulować Phoenixa drzemiącego w Jean Grey - oraz Emma Frost, która ostatnio miała farta i udało jej się schwytać część drużyny Charlesa Xaviera, z profesorem włącznie.
No i właśnie historyjka "Run for Your Life!" prezentuje głównie akcję odbicia więzionych X-Men ale nie tylko. Dużo miejsca scenarzyści Chris Claremont oraz John Byrne poświęcili także postaci Jean, która zaczyna zachowywać się co najmniej dziwnie. Szczególnie wyraźnie zmianę jej zachowania widać wówczas, kiedy nasza telepatka zmienia się Phoenixa. Jej druga natura - dzika, skłonna do nadmiernego korzystania z mocy - zdaje się coraz bardziej niepokoić Cyclopsa czującego, że coś wisi w powietrzu.
Podsumowując. Kolejna bardzo naiwna część sagi "Dark Phoenix". Wiem, że są wśród nas jej wierni fani ale naprawdę te zeszyty mocno się zestarzały. Śledzenie tej historii sprawia mi pewną radość - nostalgia za zeszytówkami w Polsce robi swoje - ale nie wiem jak dlugo jeszcze wytrzymam 😁
_________________________
"Run for Your Life!"
#131 "X-Men" vol 1 [03/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Glynis Wein
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Byrne, Terry Austin, Gaspar Saladino
Polskie wydanie: "X-Men. Ratuj się kto może!" [TM-Semic, 02/1992], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]
Licznik przeczytanych komiksów: 20/2024*
#130 "The Uncanny X-Men. Dazzler" [02/1980]
"Dazzler" to historyjka bezpośrednio nawiązująca do wydarzeń z wcześniejszego zeszytu serii "X-Men", tj. "God Spare the Child...". Jak zapewne pamiętacie Cerebro powiadomił naszych bohaterów o pojawieniu się dwóch, wcześniej nieznanych mutantów. Profesor chcąc działać szybko i sprawnie podzielił drużynę na dwie ekipy. Jedna z nich miała zlokalizować Kitty Pryde. Druga miała udać się na do południowego Manhattanu i tam odnaleźć innego niezwykłego osobnika. Czym im się udało?
Panowie Chris Claremont oraz John Byrne ponownie prezentują nam starcie X-Menów z członkami Hellfire Club. Z jednej strony, dostajemy wspomnianą pannę Pryde, która ze wszystkich sił stara się pomóc nowo poznanej przyjaciółce Strom. Z drugiej, Cyclops wraz z Jean Grey oraz Nightcrawlerem wdają się w przepychanki z zakutymi w zbroje mięśniakami w jednej z nowojorskich dyskotek. Dokładnie w tej, w której pracuje niejaka Alison Blaire, czli tytułowa Dazzler.
Przygoda bardzo szalona, naładowana superbohaterskimi wygibasami oraz szybkimi przeskokami z jednego wątku do drugiego. Z rzeczy wartych zapamiętania wymieniłbym pierwsze pojawienie się właśnie Dazzler oraz pierwszą przemianę Jean w Black Queen. Ta ostatnia sprawa to efekt psychicznych umiejętności pana Jasona Wyngarde'a, który w dalszym ciągu próbuje namieszać w głowie pannie Jean Grey.
PS. Trzynastoletnia Kitty Pryde radzi sobie zaskakująco dobrze jak na nastolatkę, która dopiero parę godzin wcześniej zrozumiała na czym polegają jej moce 🙂 W dodatku była na tyle sprytna, że zadzwoniła do Nightcrawler i wyjaśniła mu, że jego przyjaciele mają kłopoty. Zuch dziewczyna!
_________________________
"Dazzler"
#130 "X-Men" vol 1 [02/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Glynis Wein
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Romita Jr., Terry Austin, John Costanza
Polskie wydanie: "X-Men. Dazzler" [TM-Semic, 01/1992], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]
Licznik przeczytanych komiksów: 16/2024*
#129 "The Uncanny X-Men. God Spare the Child..." [01/1980]
Z dniem dzisiejszym startujemy z omawianiem serii "X-Men", która w Polsce ukazywała się w latach dziewięćdziesiątych dzięki inicjatywnie wydawnicywa TM-Semic. Zgodnie z rozkładem jazdy na pierwszy ogień idzie historia "God Spare the Child..." ze stycznia 1980 roku. Opowieść rozliczająca kilka starych wątków oraz rozpoczynająca nowe. Można powiedzieć 'standard' i nie będzie to w żadnym wypadku nadużycie 🙂
Przede wszystkim scenarzyści Chris Claremont i John Byrne żegnają się - przynajmniej na jakiś czas - z takimi postaciami jak Havok, Polaris, Banshee, Multiple Man czy doktor Moirą MacTaggart. Odejście części z nich jest poniekąd związane ze śmiercią* Proteusa, czyli Kevina MacTaggerta; inni zamierzają wieść bardziej normalne życie jak np. Alex Summer alias wspomniany Havok. Rozumiem i szanuję. Czasami trzeba odpocząć od tej całej superbohaterskiej zadymy.
Jeżeli chodzi o nowy wątek to po raz pierwszy wspomniany zostaje Hellfire Club, którego członkiem jest chociażby Jason Wyngarde [Mastermind], mutant zaczynający swoją karierę jako pomagier Magneto w Brotherhood of Evil Mutants. Jego działania mają aktualnie jeden cel: wykorzystując swoje metapsychiczne kontakty z Jean Grey zamierza wydobyć drzemiące w niej zło, doprowadzić do szaleństwa i wykorzystać do celów klubu. Naturalnie, cały ten misterny plan będzie realizowany z rozwagą, bez szaleństwa w działaniach. Od czasu do czasu członkowie Hellfire Club będą rzucali naszych bohaterom kłody pod nogi i czekali na postępy prac Jasona. Jeżeli zaś chodzi o te kłody... W tym konkretnym zeszycie są to działania podejmowane przez White Queen [Emma Frost] próbującą zwerbować nowego mutanta, konkretnie trzynastoletnią Katherine Pryde, przyszłą Shadowcat. Ostatecznie, nie wszystko idzie zgodnie z jej planem ale los pozwala jej schwytać Storm, Wolverine’a oraz Colossusa. Można więc uznać, że misja panny Frost zakończyła się pewnym sukcesem.
Całkiem fajna historyjka. Scenarzyści kilkakrotnie nawiązywali do wcześniejszych wydarzeń - śmierci Proteusa, osiemnastowiecznych wojaży Jean - ale w żaden sposób owe wspominki nie przeszkadzały w lekturze. Fabuła nieskomplikowana i pełna niespodzianek. Najważniejszą z nich jest dość ostra wymiana zdań miedzy profesorem Xavierem a Scottem. Dowódcy X-Men wyraźnie nie podobają się stare nawyki jego dawnego nauczyciela.
_________________________
"God Spare the Child..."
#129 "X-Men" vol 1 [01/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Bob Sharen
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Byrne, Terry Austin, John Costanza
Polskie wydanie: "X-Men. ...Boże, chroń to dziecię..." [TM-Semic, 01/1992], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]
Licznik przeczytanych komiksów: 14/2024*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.png)
















































