Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1980. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1980. Pokaż wszystkie posty

"Devils" || #169 "Daredevil" vol 1 (12/1980)


Kolejna dobra historyjka od pana Franka Millera a to dlatego, że scenarzysta tym razem tak ją sprytnie skalibrował, że znalazło się w niej miejsce zarówno dla typowej bohaterszczyzny, jak i dość poważnych tematów. Oczywiście jak na takie historyjki.

Co konkretnie dostajemy w tym zeszycie?
Po pierwsze, choroby cywilizacyjne. Bez wątpienia jest to temat, który rzadko - żeby nie powiedzieć praktycznie wcale - pojawia się w takich komiksach a jak nawet jakiś scenarzysta o nim wspomina to zazwyczaj nie jest on, aż tak wyraziście akcentowany.

W "Devils" dostaje on zaskakująco dużo miejsca, co dla mnie jest jak najbardziej na plus, jako że wiem z czym ignorowanie takich, mocno istotnych, spraw może się zakończyć. Pamiętajcie: nie można lekceważyć zdrowia. Każdy może zostać dotknięty chorobą, nawet taki kozak jak Bullseye, którego choroba była na tyle zaawansowana, że zaczął on widzieć wokół siebie jedynie diabły.


Po drugie, w "Devils" dostajemy sporo uwag pod adresem filmu "Sokół maltański", co na mnie osobiście też zrobiło pozytywne wrażenie, bo film Johna Hustona szanuję, lubię i regularnie do niego wracam. W takich historiach - utrzymanych w konwencji superhero - właściwie nie dostajemy niczego wiecej poza prostą fabułą z wieloma kadrami ukazującymi nam gimnastyczne wygibasy bohaterów. Jak już pojawia się coś poza nimi to zwykle jest to wrzutka praktycznie niedostrzegalna i pokazana zaledwie raz. W tej historii jest inaczej i ten filmowy wątek wraca raz za razem.


Nie wiem czy "Devils" jest swego rodzaju fabularnym eksperymentem, ale czytając tą historię miałem wrażenie, że pan Miller trochę zabawił się kosztem trykociarskiej konwencji i być może chciał przetestować czytelników, zobaczyć jak zareagują na opowieść z poważniejszymi treściami. Czy fani Marvela zdali test?

Zakładam, że każdy biorąc do ręki kolejny zeszyt "Daredevila" oczekiwał następnego, solidnie przerysowanego Złota oraz ścigającego go Śmiałka a tymczasem nic z tego. Ostrą napier… zastąpiły wątki spokojniejsze, mniej efektowne, ale ciekawsze tematycznie. Dla mnie to bardzo dobra zmiana, która mam nadzieję, że będzie znakiem firmowym Franka Millera.

------------------------------
"Devils"
#169 "Daredevil" vol 1 (12/1980)
napisał: Frank Miller
narysował: Frank Miller
pokolorował: Glynis Wein
polskie wydanie: "Daredevil. Frank Miller" tom II [Egmont, 10/2019]


"Elektra" || #168 "Daredevil" (1980)


Pod koniec 1980 roku pan Frank Miller, który zaczął wówczas samodzielnie decydować o przygodach Śmiałka, wprowadził na daredevilową scenę Elektrę - czy też Elecktrę, jak to ładnie zostało uwypuklone na okładce zeszytu - Natchios. Nie zrobił jednak tego w jakoś przesadnie spektakularny sposób. Oczywiście, pojawiły się piruety, przewroty i skuteczne kopniaki, ale zostały one sprowadzone do roli ozdobników. Musiały się pojawić, poniekąd wymagała tego specyfika komiksu, ale nie przysłoniły one spokojniejszych, właściwych tonów historii.


Konkretnie wątku prezentującego historię pierwszego spotkania Elektry z Murdockiem. Do pewnego stopnia można nazwać ten wątek nawet romantycznym. Cofamy się w czasie. Foggy Nelson próbuje dostać się do bractwa Omega Delta - w tym celu śliczne rogi, trochę przypominające skrzydła Flasha ze Złotej Ery Komiksu - a piękna cudzoziemka poznaje pewnego siebie studenta prawa i od słowa do słowa, od spotkania do spotkania… Wiecie, Matt Murdock zawsze miał gadane.


Frank Miller uznał, że dla jednej i drugiej strony było to pierwsze, romantyczne uniesienie i rzeczywiście autorowi udało się bardzo ładnie ten wątek narysować. Dostajemy kilka kadrów naprawdę wartych zapamiętania a i fabularny debiut pięknej Elektry może się podobać.

Panu Millerowi w jednym zeszycie udało się zawrzeć romantic story, pokazać tragedię przez którą Elektra zerwała ze światem i została płatną zabójczynią oraz zaprezentować krótką potyczkę Daredevila z Erickiem Slaughterem. Ten ostatni wątek to nic wielkiego, właściwie jest on jedynie pretekstem do tego, aby Elektra powróciła do Nowego Jorku, zapolowała na niejakiego Alaricha Wallenquista i dowiedziała, że jej dawny ukochany biega po Nowym Jorku przebrany za Diabła.

------------------------------
#168 "Daredevil" vol 1 [10/1980]
napisał: Frank Miller
narysował: Frank Miller
okładka: Frank Miller, Klaus Janson
polskie wydanie: "Daredevil. Frank Miller" tom 2 [Egmont, 10/2019]


"Dark Phoenix" (1980) || "X-Men" #135

 

Chris Claremont, John Byrne i kolejna odsłona Dark Phoenix Saga. Fabularnie dostajemy trykociarski standard. Jest widowiskowo, wybuchowo a chwilami nawet dramatycznie. Oprócz tytułowych bohaterów pojawia się dużo dodatkowych postaci ze świata Marvela, których rola sprowadza się do jednego: do wyrażenia swojego podziwu wobec potęgi Dark Phoenix. Brawa dla scenarzystów za takie zagranie, gdyż nie każdy z czytelników może znać Jean Grey od jej kosmicznej strony. Dla niektórych jej metamorfoza może być czymś totalnie nowym, więc dobrze, że pada kilka zdań podkreślających wagę problemu.


Problemu, którym jest Jean Grey tracąca kontrolę nad swoimi mocami. Już pierwsze kadry pokazują, że tym razem Dark Pheonix idzie na całość i nie zamierza zadowolić się połowicznym sukcesem. Z tego co możemy wyczytać planuje ona zerwać ze swoją ziemską egzystencją i całkowicie oddać się kosmosowi. Aby jednak tego dokonać i poczuć się całkowicie wolną zamierza pozbyć się X-Men, czyli zlikwidować ostatni element przypominający Jean Grey o jej ziemskim życiu. Czy jej działania wieńczy sukces? Na ten moment, zdecydowanie tak! "Dark Pheonix" to właściwie obraz zniszczeń dokonywanych przez rosnącą potęgę Jean Grey. Jak wielkich zniszczeń? Cóż, po zdruzgotaniu X-Men tytułowa istota opuszcza Ziemię, aby wciąż i wciąż przemierzać przestrzeń kosmiczną, zachwycając się swoją potęgą i zwiększając jej rozmiar poprzez pochłanianie energii kolejnych słońc.


Tak jak pisałem wyżej "Dark Pheonix" to historyjka pełna fajerwerków. Właściwie jej fabuła ogranicza się do dwóch wątków. Pierwszym z nich jest pokaz umiejętności ognistej Jean Grey i ten wątek został świetnie uwypuklony poprzez zestawienie Dark Phoenix z przedstawicielami Shi'ar Empire. Drugi zaś element fabuły rzucający się w oczy to prezentacja osób, które będą prawdopodobnie zaangażowane w zażegnanie aktualnego zagrożenia. Nie dostajemy tych wtrętów wiele, ale gdzieś pomiędzy kadrami widzimy profesora Charlesa Xaviera a także Doctora Strange'a i ekipę Fantastic Four. Nie pamiętam, czy oni wszyscy będą brali udział w finałowej konfrontacji z Dark Pheonix, ale jak tylko się tego dowiem to dam Wam znać 😉
_________________________
#135 "X-Men" vol 1 [04/1980]
Scenariusz: Chris Claremont, John Byrne
Rysunki: John Byrne
Tusz: Terry Austin
Kolory: Bob Sharen
Okładka: John Byrne, Terry Austin, Jim Novak
Polskie wydanie: "Dark Phoenix" [TM-Semic 04/1992]


"Too Late, the Heroes!" (1980) || "X-Men" #134

 

Choć komiksy mające swoje lata czytam od bardzo dawna to często zastanawiam się nad dwiema, frapującymi kwestiami. Pierwszą jest obowiązkowa niemalże w każdym zeszycie ściana tekstu. Odautorskie przesłanie dla czytelnika aby ten przypadkiem należycie zrozumiał to co aktualnie dzieje się na danych planszach. Drugą jest poziom rozdmuchania przeważnie krótkiego epizodu do rozmiarów pojedynczego zeszytu. Doprawdy, często zastanawiam się co siedziało w głowach ówczesnych twórców. W tym konkretnym przypadku w głowach Chrisa Claremonta oraz Johna Byrne.

Fabularnie "Too Late, the Heroes!" rozpoczyna się w miejscu, w którym zakończyła się wcześniejsza historia o naszych mutantach. Jesteśmy w siedzibie Hellfire Club, jesteśmy w trakcie walki X-Men ze złymi członkami tego klubu oraz widzimy jak Jean Grey powoli odzyskuje siły, co w naturalny sposób przyczynia się do tego, że Cyclops i reszta nareszcie mogą swobodnie oddychać. To tak w wielkim skrócie. To na co warto i trzeba zwrócić uwagę do stopniowa zmiana zachodząca właśnie w Jean Grey albo w Jeannie jak nazywa ją Wolverine 🙂

Nasza bohatera bowiem pokazuje różki. Jak była pod wpływem Masterminda - Jasona Wyngarde'a - albo jak spod tego wpływu uwalniała się coś w niej pękło. I owe coś to jej ciemna strona, która zwie się Dark Phoenix. Potężny byt/istota - niemalże o kosmicznej mocy - rzuca wyzwanie X-Menom. Także… zobaczymy jak to dalej wszystko będzie wyglądało. Na ten moment jestem ciekaw dalszych części, choć tylko przemiana Jean Grey na plus. Wszystko obok - walka X-Menów z Hellfire Club - wypada mocno przeciętnie. Zapewne dla wielu czytelników ta historia nie przetrwała próby czasu.

I drobna uwaga na koniec. Cameo zalicza Henry McCoy czyli Beast, który aktualnie jest członkiem Avengers 🙂
_________________________
#134 "X-Men" vol 1 [03/1980]
Scenariusz: Chris Claremont, John Byrne
Rysunki: John Byrne
Tusz: Terry Austin
Kolory: Bob Sharen
Okładka: John Byrne, Terry Austin, Gaspar Saladino
Polskie wydanie: "Przegrani bohaterowie" [TM-Semic 03/1992]

"Till Death Do Us Part!" (1980) || Daredevil #166


Wracam do retro historyjek i na pierwszy ogień idzie obraz kolejnej konfrontacji Śmiałka z wielkim Gladiatorem. Historia z oczywistym finałem, ze szczęśliwym zakończeniem, etc. Wydawałoby się 'typowy standard superhero', w którym kolejny łotr dostaje zasłużone bęcki od Daredevila. Niemniej, choć "Till Death Do Us Part!" to rzeczywiście dość przewidywalna historyjka to jednak ma swoje momenty. Na czym one polegają?

Po pierwsze, otrzymujemy ciekawie nakreślonego antagonistę. Zwykle czytając komiksy z lat sześćdziesiątych widzę villaina, którego działania sprowadzają się do zdobycia miana 'zwycięzcy nad Śmiałkiem' albo do zostania królem zbrodni. Tym razem jednak jest inaczej. Od samego początku Melvin Potter jest ukazywany jako jednostka mająca duże problemy z właściwą interpretacją otaczającej ją rzeczywistości. Pan Potter to osoba szukająca nie tyle poklasku ze strony innych kryminalistów, co osoba chcąca zaimponować wybrance serca. Tragizm Melivia polega jednak na tym, że jednoczeście jest to osoba nie potrafiąca odbierać sygnałów od innych zgodnie z ich pierwotnym znaczeniem, co oczywiście prowadzi do konfliktu Melvina nie tylko z samym Daredevilem, ale także z panną Betsy Beatty, dawną pracownicą socjalną Pottera.


Po drugie, Melvin Potter ze swoim problemem nie zostaje finalnie sam. To także pewne novum. I Daredevil i wspomniana Betsy zdają się rozumieć tragedię - tak, nawet w takich ramotkowanych i infantylnych historyjkach można znaleźć przebłyski dość poważnych tematów - Melvina. Widoczne jest to zwłaszcza w podsumowaniu historii, kiedy to po zneutralizowaniu Gladiatora pada propozycja udzielenia pomocy Potterowi. Nie tyle prawniczej - tutaj oczywiście pan Matt Murdock na pierwszym planie - ale również lekarskiej.

"Till Death Do Us Part!"? Choć prezentuje się jak jedna z wielu potyczek Daredevila daleko jej do historyjek skoncentrowanych wyłącznie na prezentacji sprawności fizycznej tytułowego bohatera. Tym razem dostajemy o wiele więcej. Obok fajnego wprowadzenia i tła - tutaj reflektory skierowane są na ślub Foggy'ego - dostajemy bardzo ciekawy obraz antagonisty, którego ciężko postrzegać w kategoriach kolejnego, zwyklego villaina miesiąca.

_________________________
"Till Death Do Us Part!"
#166 "Daredevil" vol 1 [06/1980]
Scenariusz: Roger McKenzie, Frank Miller
Rysunki: Frank Miller
Tusz: Klaus Janson
Kolory: Glynis Wein
Okładka: Frank Miller, Klaus Janson

"Arms of the Octopus" (1980) || Daredevil #165


"Arms of the Octopus" to jak sama nazwa sugeruje historyjka, w której pojawia się nasz szalony naukowiec o wielkich ambicjach. Tym razem nauczony ostatnią porażką w walce ze Spider-manem postanawia wzmocnić niejako posiadane macki adamantium. Aby jednak zrealizować swój nowy, misterny i zapewne genialny plan musi wspomniany stop uzyskać na drodze nielegalnych operacji. Wszak najtwardszy metal na świecie jest towarem dość deficytowym. Z pomocą przychodzi mu zarząd Glenn Industries, która to firma robi za pośrednika całej operacji.

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla naszego Śmiałka? Otóż, tak się składa, że ukochana Matta Murdocka - Heather Glenn - jest CEO przywołanej firmy. Naturalnie, nie jest ona świadoma machlojek członków zarządu ale jej dociekliwość sprawia, że ostatecznie i tak ląduje w oku niebezpiecznego cyklonu. Węszyła tam gdzie nie powinna, więc została uprowadzona i niechybnie zostałaby również zamordowana gdyby nie zjawił się pewien rycerz na białym koniu. Jak się słusznie domyślacie mowa o Śmiałku, który umie łączyć kropki w całość i nie wącha się ruszyć na ratunek damie w opałach.


Tak wygląda fabuła, która choć ciekawa ma swoje wady. "Arms of the Octopus" to ramotka pełną gębą, więc fabularny koncept trąci myszką. Niesamowicie infantylnie wypada chociażby sposób pokonania Doktora Octopusa ale takich drobnych wpadek jest więcej. Z wątków na plus wypada prezentacja relacji łączącej Matta z Heather a także postawa Natashy Romanovej. Właściwie być może cała historia została wymyślona wyłączenie celem pokazania... dziwnych związków pana Murdocka. Być może szukano powodu, aby poróżnić Daredevila z Black Widow ale pewności nie mam. Myślę także, że w niedługim czasie przyjdzie nam się przekonać.
_________________________
"Arms of the Octopus"
#165 "Daredevil" vol 1 [07/1980]
Scenariusz: Roger McKenzie, Frank Miller
Rysunki: Frank Miller
Tusz: Klaus Janson, 
Kolory: Bob Sharen
Okładka: Frank Miller, Klaus Janson


#133 "The Uncanny X-Men. Wolverine: Alone!" [05/1980]


Na dobry początek tygodnia zapraszam Was na ciąg dalszy sagi "Dark Phoenix". Historii będącej z jednej strony prościutką opowieścią o starciu naszych mutantów z gorszą częścią Hellfire Club, z drugiej zapisem konfrontacji Scotta Summersa z jego starym mentorem, z trzeciej obrazem miłości łączącej Jean Grey i wspomnianego już pana Summersa. Na dobrą sprawę każdy zeszyt tego mini eventu zawiera wspomniane wątki. W zależności od sytuacji są one jednakże mniej lub bardziej rozbudowywane.

"Wolverine: Alone!" to przykład zeszytu czerpiącego po trochu z każdego z wymienionych wątków. Mamy dość agresywnego, nie bojącego się używać szponów Wolverine'a. Mamy zmartwionego Charlesa Xaviera, który coraz silniej zaczyna czuć się jak przysłowiowe koło u wozu. Mamy unieruchomionego Cyclopsa chcącego uwolnić Jean Grey spod wpływu Wyngarde'a. Sama fabuła nie wyrywa zbytnio do przodu - X-Meni jak byli uwięzieni tak i uwięzieni pozostają - ale na nudę czytelnik nie powinien narzekać. Jak na trykociarską przygodówkę całkiem przyjemne czytadło.


I jeszcze słówko o Rosomaku. Podobno w tym zeszycie pierwszy raz zaprezentowano jego regeneracyjne możliwości. Początkowo nie załapałem w czym rzecz - moje postrzeganie mocy Wolverine'a różni się znacznie od postrzegania fana komiksów lat osiemdziesiątych - ale faktycznie scena pojedynku Logana z ochroniarzami jest dość wymowna.
_________________________
"Wolverine: Alone!"
#133 "X-Men" vol 1 [05/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Glynis Wein
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Byrne, Terry Austin, Gaspar Saladino
Polskie wydanie: "X-Men. Wolverine sam!" [TM-Semic, 03/1992], "Essential X-Men #1" [Mandragora, 06/2006], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]


#132 "The Uncanny X-Men. And Hellfire is Their Name!" [04/1980]


Ciąg dalszy sagi "Dark Phoenix". W roli głównej Warren Worthington III - Angel - doradca Scotta Summersa🙂Tak, dokładnie. Nasz porządny chłopak naprawdę zaczyna się martwić. Ktoś poluje na X-Menów. Ktoś wpływowy. To znaczy Scott doskonale wie kto nastaje na życie jego mutantów. Tajemnicza zgraja snobów i miliarderów działających pod nazwą Hellfire Club. O swoich odkryciach informuje zatem Warrena ale ten nie umie mu zbytnio pomóc. Pomagają natomiast jego wpływy bogatego aniołka. Za namową Scotta Angel organizuje X-Menom wejściówki na hellfire’owe przyjęcie. Naturalnie, wchodzą na nie pod przykrywką. I naturalnie zostają bardzo szybko zauważeni. Co dalej? Domyślcie się 🙂Dobra, teraz na poważnie: nasi mutanci dostają bęcki i to dość solidne. Hellfire Club i działające w nim mutanty dość sprawnie poradzili sobie z X-Menami a to dlatego, że pan Wyngrade ponownie zawładną umysłem Jean Grey i przemienił ją w Black Queen. Z całej wesołej ferajny 'tajniaków Xaviera' ostał się jedynie Wolverine, który z zeszytu na zeszyt wygląda na coraz bardziej wkurzonego.


"And Hellfire is Their Name!"? Znośna historyjka mająca dwa plusy. Pierwszy z nich to ciekawie przedstawiona relacja między panem Summersem a profesorem Xavierem. Dwa, trzy razy dochodzi do krótkiego spięcia między nimi i nawet ciekawie się obserwuje owe spięcia. Czyżbyśmy mieli zderzenie starej szkoły zarządzania z nową? Całkiem możliwe😁Drugi z nich to… Jean Grey w czarnym gorsecie. Może nie jest to pin-up Jima Lee ale też jest ciekawie. Zresztą, ten zeszyt naprawdę fajnie się prezentuje. Próba zinfiltrowania siedziby Hellfire Club nie kończy się sukcesem ale sam motyw - mający w sobie coś bondowskiego - wypada zacnie. Naturalnie, zacnie jak na superbohaterskie standardy lat osiemdziesiątych.
_________________________
"And Hellfire is Their Name!"
#132 "X-Men" vol 1 [04/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Glynis Wein
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Byrne, Terry Austin, Gaspar Saladino
Polskie wydanie: "X-Men. Ratuj się kto może!" [TM-Semic, 02/1992], "Essential X-Men #1" [Mandragora, 06/2006], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]

#131 "The Uncanny X-Men. Run for Your Life!" [03/1980]


Wiem, że duża część z Was żyje nadchodzącą premierą serialu animowanego "X-Men '97" - źródła wspominają o 20 marca 2024 roku - ale dzisiaj ponownie zaglądamy do 1980 roku. A dokładnie do momentu, w którym niejaka Kitty Pryde zostaje uratowana przez Cyclopsa, Jean Grey oraz Nightcrawle’a przez zbirami ją ściagającymi. Jakbyście nie pamiętali to przypomnę, że aktualnie na życie X-Menów nastają członkowie stowarzyszenia Hellfire Club. W skrócie: jest to organizacja zbierająca wpływowych przemysłowców chcących non stop powiększać swoje wpływy. Aktualnie w ich szeregach działają niejaki Jason Wyngarde - za wszelką ceną chcący zmanipulować Phoenixa drzemiącego w Jean Grey - oraz Emma Frost, która ostatnio miała farta i udało jej się schwytać część drużyny Charlesa Xaviera, z profesorem włącznie.


No i właśnie historyjka "Run for Your Life!" prezentuje głównie akcję odbicia więzionych X-Men ale nie tylko. Dużo miejsca scenarzyści Chris Claremont oraz John Byrne poświęcili także postaci Jean, która zaczyna zachowywać się co najmniej dziwnie. Szczególnie wyraźnie zmianę jej zachowania widać wówczas, kiedy nasza telepatka zmienia się Phoenixa. Jej druga natura - dzika, skłonna do nadmiernego korzystania z mocy - zdaje się coraz bardziej niepokoić Cyclopsa czującego, że coś wisi w powietrzu.

Podsumowując. Kolejna bardzo naiwna część sagi "Dark Phoenix". Wiem, że są wśród nas jej wierni fani ale naprawdę te zeszyty mocno się zestarzały. Śledzenie tej historii sprawia mi pewną radość - nostalgia za zeszytówkami w Polsce robi swoje - ale nie wiem jak dlugo jeszcze wytrzymam 😁
_________________________
"Run for Your Life!"
#131 "X-Men" vol 1 [03/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Glynis Wein
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Byrne, Terry Austin, Gaspar Saladino
Polskie wydanie: "X-Men. Ratuj się kto może!" [TM-Semic, 02/1992], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]
Licznik przeczytanych komiksów: 20/2024*


#130 "The Uncanny X-Men. Dazzler" [02/1980]


"Dazzler" to historyjka bezpośrednio nawiązująca do wydarzeń z wcześniejszego zeszytu serii "X-Men", tj. "God Spare the Child...". Jak zapewne pamiętacie Cerebro powiadomił naszych bohaterów o pojawieniu się dwóch, wcześniej nieznanych mutantów. Profesor chcąc działać szybko i sprawnie podzielił drużynę na dwie ekipy. Jedna z nich miała zlokalizować Kitty Pryde. Druga miała udać się na do południowego Manhattanu i tam odnaleźć innego niezwykłego osobnika. Czym im się udało? 

Panowie Chris Claremont oraz John Byrne ponownie prezentują nam starcie X-Menów z członkami Hellfire Club. Z jednej strony, dostajemy wspomnianą pannę Pryde, która ze wszystkich sił stara się pomóc nowo poznanej przyjaciółce Strom. Z drugiej, Cyclops wraz z Jean Grey oraz Nightcrawlerem wdają się w przepychanki z zakutymi w zbroje mięśniakami w jednej z nowojorskich dyskotek. Dokładnie w tej, w której pracuje niejaka Alison Blaire, czli tytułowa Dazzler.


Przygoda bardzo szalona, naładowana superbohaterskimi wygibasami oraz szybkimi przeskokami z jednego wątku do drugiego. Z rzeczy wartych zapamiętania wymieniłbym pierwsze pojawienie się właśnie Dazzler oraz pierwszą przemianę Jean w Black Queen. Ta ostatnia sprawa to efekt psychicznych umiejętności pana Jasona Wyngarde'a, który w dalszym ciągu próbuje namieszać w głowie pannie Jean Grey.


PS. Trzynastoletnia Kitty Pryde radzi sobie zaskakująco dobrze jak na nastolatkę, która dopiero parę godzin wcześniej zrozumiała na czym polegają jej moce 🙂 W dodatku była na tyle sprytna, że zadzwoniła do Nightcrawler i wyjaśniła mu, że jego przyjaciele mają kłopoty. Zuch dziewczyna!
_________________________
"Dazzler"
#130 "X-Men" vol 1 [02/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Glynis Wein
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Romita Jr., Terry Austin, John Costanza
Polskie wydanie: "X-Men. Dazzler" [TM-Semic, 01/1992], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]
Licznik przeczytanych komiksów: 16/2024*


#129 "The Uncanny X-Men. God Spare the Child..." [01/1980]


Z dniem dzisiejszym startujemy z omawianiem serii "X-Men", która w Polsce ukazywała się w latach dziewięćdziesiątych dzięki inicjatywnie wydawnicywa TM-Semic. Zgodnie z rozkładem jazdy na pierwszy ogień idzie historia "God Spare the Child..." ze stycznia 1980 roku. Opowieść rozliczająca kilka starych wątków oraz rozpoczynająca nowe. Można powiedzieć 'standard' i nie będzie to w żadnym wypadku nadużycie 🙂

Przede wszystkim scenarzyści Chris Claremont i John Byrne żegnają się - przynajmniej na jakiś czas - z takimi postaciami jak Havok, Polaris, Banshee, Multiple Man czy doktor Moirą MacTaggart. Odejście części z nich jest poniekąd związane ze śmiercią* Proteusa, czyli Kevina MacTaggerta; inni zamierzają wieść bardziej normalne życie jak np. Alex Summer alias wspomniany Havok. Rozumiem i szanuję. Czasami trzeba odpocząć od tej całej superbohaterskiej zadymy.


Jeżeli chodzi o nowy wątek to po raz pierwszy wspomniany zostaje Hellfire Club, którego członkiem jest chociażby Jason Wyngarde [Mastermind], mutant zaczynający swoją karierę jako pomagier Magneto w Brotherhood of Evil Mutants. Jego działania mają aktualnie jeden cel: wykorzystując swoje metapsychiczne kontakty z Jean Grey zamierza wydobyć drzemiące w niej zło, doprowadzić do szaleństwa i wykorzystać do celów klubu. Naturalnie, cały ten misterny plan będzie realizowany z rozwagą, bez szaleństwa w działaniach. Od czasu do czasu członkowie Hellfire Club będą rzucali naszych bohaterom kłody pod nogi i czekali na postępy prac Jasona. Jeżeli zaś chodzi o te kłody... W tym konkretnym zeszycie są to działania podejmowane przez White Queen [Emma Frost] próbującą zwerbować nowego mutanta, konkretnie trzynastoletnią Katherine Pryde, przyszłą Shadowcat. Ostatecznie, nie wszystko idzie zgodnie z jej planem ale los pozwala jej schwytać Storm, Wolverine’a oraz Colossusa. Można więc uznać, że misja panny Frost zakończyła się pewnym sukcesem.


Całkiem fajna historyjka. Scenarzyści kilkakrotnie nawiązywali do wcześniejszych wydarzeń - śmierci Proteusa, osiemnastowiecznych wojaży Jean - ale w żaden sposób owe wspominki nie przeszkadzały w lekturze. Fabuła nieskomplikowana i pełna niespodzianek. Najważniejszą z nich jest dość ostra wymiana zdań miedzy profesorem Xavierem a Scottem. Dowódcy X-Men wyraźnie nie podobają się stare nawyki jego dawnego nauczyciela.
_________________________
"God Spare the Child..."
#129 "X-Men" vol 1 [01/1980]
Scenarzyści: Chris Claremont, John Byrne
Rysownik: John Byrne
Kolor: Bob Sharen
Tusz: Terry Austin
Twórcy okładki: John Byrne, Terry Austin, John Costanza
Polskie wydanie: "X-Men. ...Boże, chroń to dziecię..." [TM-Semic, 01/1992], "The Uncanny X-Men. Mroczna Phoenix" [Hachette, WKKM, 02/2013]
Licznik przeczytanych komiksów: 14/2024*