Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Saint-Elme, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Saint-Elme, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

"Saint-Elme" rozdział piąty


Od razu zaznaczam, że będę tęsknił za Saint-Elme i za niezwykłą rzeczywistością tego górskiego miasteczka. Jego weirdowa atmosfera dobrze zespolona z dochodzeniem prowadzonym przez braci Sangaré stanowiła znakomitą wizytówkę tej serii i wyróżniała ją na tle innych opowieści kryminalnych. Naprawdę, czytam dużo historii spod tego gatunku - odrobinę mniej oglądam - i wierzcie mi, jeśli szukacie tytułu oryginalnego to "Saint-Elme" Serge'a Lehmana i Frederika Peetersa będzie właściwym wyborem. Co prawda, piąty tom stanowi domknięcie serii, ale wierzę, że nie żegnamy się z nią za stałe.

Byłaby to bowiem duża strata dla świata komiksu. I nie mówię tego ot tak, bez powodu. Dawno nie czytałem tak dobrze zaprojektowanej historii. I dawno nie dałem się tak bardzo jej porwać. Właściwie od pierwszego tomu wiedziałem, że jest to seria dla mnie. Kryminał o charakterze typowo detektywistycznym rozgrywający się w scenerii żywcem wyjętej z takich seriali jak "Fargo" czy "Miasteczko Twin Peaks". Myślę, że sukcesu tej serii należy upatrywać właśnie w mądrym, przemyślanym podejściu twórców do sposobu opowiadania. To, że nie poszli oni utartą ścieżką i zrezygnowali chociażby z kryminału w tonacji noir to bez wątpienia dobra decyzja.


Odnoszę wrażenie, że ostatnio taka nostalgia za konwencją charakterystyczną dla czarnego kryminału to coś przesadnie częstego. Dobry kryminał wcale nie musi iść torem wskazanym przez panów Brubakera i Phillipsa. Odpowiednie tło, oryginalni bohaterowie, zagadka oferująca coś wiecej niż prostą kryminalną sprawę oraz umiejętnie dawkowane informacje, skłaniające czytelnika do myślenia. To wszystko oferuje niniejsza seria i robi to bez uciekania się do wspomnianego noir. Ba! Owe elementy świata zostały nawet wyposażone w pewne cechy nie do końca typowe dla kryminału. Historia często wykracza poza ten gatunek, twórcy eskperymentują i sięgają po motywy kojarzone z horrorem, fantasy, groteską czy dramatem.

Ten stylistyczny miszmasz to kolejny jasny punkt "Saint-Elme". To dzięki niemu czytając ten komiks trudno mówić o nudzie. Przez cztery tomy panowie Lehman i Peeters bardzo świadomie żonglowali gatunkami, podrzucali tropy i odsłaniali kolejne elementy układanki przygotowując nas na wielki finał. Czy udało im się nas zaskoczyć? Powiem tak: wszystko zależy od tego jak odbieraliście tą serię. Jeżeli była dla Was dobrym kryminałem z domieszką wątków typowo gangsterskich to będziecie bardziej niż zadowoleni. Tej części z pewnością nie można zarzucić fabularnego przegadania, dużo się dzieje po obu stronach konfliktu. Jest brutalnie, ale też bez przesady.


Jeśli oczekiwaliście weirdowego zakończenia to także powinniście bez zadowoleni, choć nie jest ono tak wyraziste jak sobie wyobrażałem. Nie obraziłbym się, gdyby historia zakończyła się dużo mocniejszym uderzeniem, silniej akcentującym dziwność Saint-Elme. Z drugiej strony bardzo prawdopodobne, że większa dawka weirdu zupełnie pchnęłaby historię w stronę urban fantasy a tego także chyba bym nie chciał. Tak jak powiedziałem: miszmasz gatunkowy oraz bawienie się przez twórców różnymi motywami to coś co wyróżnia serię. Dobrze, że zostało to wszystko odpowiednio wyważone.

Cieszę się również, że twórcy zostawili sobie fabularną furtkę, która może być zalążkiem przyszłej historii. Bardzo zżyłem się z kilkoma postaciami - relacje między nimi do samego końca są dobrze prowadzone - więc miałbym ogromny żal do Lehmana i Peetersa, gdyby postanowili nigdy nie wracać do Saint-Elme. Powtórzę to co mówiłem już wielokrotnie: i scenariuszowo i rysunkowo ten komiks to prawdziwa perełka. Każdy powinien mieć ten tytuł na półce.
____________________
"Saint-Elme. Les Thermopyles" [01/2024]
Tytuł polski: "Saint-Elme 5"
Scenarzysta: Serge Lehman
Rysunki: Frederik Peeters
Tłumacz: Marta Turnau
Seria: Saint-Elme
Format: 214x280 mm
Liczba stron: 88
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788367725408
Data wydania: 17 wrzesień 2024
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Czarny kryminał miesza się z horrorem i weird fiction. Spektakularna akcja i rozwiązanie wszystkich mrocznych sekretów malowniczego Saint Elme w wielkimi finale jednej z najbardziej intrygujących serii jakie ukazały się w ostatnich latach we Francji.

Zagadkowe Saint-Elme

kilka zdań o drugim albumie serii "Saint-Elme"


Jest dziwnie. Jeszcze bardziej, niż w tomie wcześniejszym. Każdy kto liczył, że druga odsłona "Saint-Elme" przyniesie znaczące rozstrzygnięcia a tajemnica miasteczka zostanie choć trochę wyjaśniona będzie musiał jeszcze poczekać. Nie jest to jednak zarzut. Nic z tych rzeczy. Opowieść wydaje się być dalej w fazie konstruowania fabuły, lecz nie należy mylić tego zjawiska z brakiem akcji czy przeciąganiem istotnych wątków. Z mojej perspektywy takie tempo wydarzeń jest jak najbardziej na plus. Nie każdy kryminał musi charakteryzować się dynamizmem, jak również nie musi nieustannie fundować twistów nie pozwalających złapać oddechu. Czasami wystarczy odrobina mystery, intrygujący, lekko oderwani od rzeczywistości aktorzy dramatu oraz czające się w ciemności szaleństwo. Groza jeszcze raz udowadniająca, że okrucieństwo ludzi nie zna granic.

Panowie Serge Lehman i Frederik Peeters zdają się doskonale rozumieć na czym polega sztuka opowiadania. Nie zdradzają wiele, od czasu do czasu rzucają jakiś fabularny kąsek - jeszcze bardziej dający do myślenia - i wydają się czekać, aż czytelnik sam zacznie składać wszystko w logiczną całość. Zakładam, że starzy wyjadacze podejrzewają jak dalej potoczy się historia, ja jednak do nich nie należę. Owa niewiara nie przeszkadza mi jednak w lekturze, wręcz przeciwnie. Lubię jak historia kluczy wokół pewnych tematów nie zdradzając zbyt wiele. Jak intryga zagęszcza się i jak świat wydający się z pozoru normalny powoli przestaje takim być. Obecny w komiksie pierwiastek weird - dość delikatnie zaznaczony w tomie pierwszym - tutaj zarysowuje się coraz wyraźniej, co jeszcze bardziej przypomina klimat serialu "Twin Peaks".


Ponury, małomiasteczkowy klimat, w którym dzieje się coś złego. Widzimy rodzinę Saxów parającą się niezbyt legalnym biznesem, widzimy niejakiego Spielmanna bezbłędnie przepowiadającego pogodę oraz młodą dziewczynę próbującą ogarnąć czym właściwie jest Saint-Elme. Każdy z tych wątków ma w sobie coś psychodelicznego. Zachowana bohaterów mają w sobie coś nienaturalnego i groźnego. Tak jakby każdy z nich działał będąc lekko zakręconym. No i jest jeszcze Derwisz. Osoba kompletnie odrealniona, żyjąca w sobie tylko znanym wymiarze. On mnie przeraża najbardziej. Z zachowania i wyglądu przypomina mi Chemika z serialu "Detektyw", tego który poznał Króla w Żółci i został jego wiernym wyznawcą. Derwisz ze swoją dziwną gadką, nerwowymi pląsami i wybałuszonymi oczami to ktoś, kto zobaczył więcej i poznał dawne sekrety.

Czy i nam będzie dane je poznać? Myślę, że tak. Można zarzucać scenarzyście zbyt powolne odkrywanie kart. Można wściekać się za podkręcanie weirdu do granic fabularnej przyzwoitości. Trzeba jednak przy tym uczciwie powiedzieć, że sposób w jaki jest to wszystko budowane zasługuje na duże brawa. Podobnie jak oprawa graficzna. Rysunki, kolory, gra światłem i cieniem, wrzucanie niejednoznacznych kadrów. Wszystko razem ładnie i fachowo podkręca poziom dziwaczności komiksu. Do tego stopnia, że ja osobiście jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tą opowieścią i z niecierpliwością czekam na jej dalszy ciąg. I tak jak zapewne spora część innych czytelników zadję sobie pytanie: kim do licha jest Philippe?!
____________________
"Saint-Elme" [2022]
Tytuł polski: "Saint-Elme"
Scenarzysta: Serge Lehman
Rysunki: Frederik Peeters
Tłumacz: Marta Turnau
Seria: Saint-Elme
Format: 214x280 mm
Liczba stron: 80
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788367725132
Data wydania: 11 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Opis wydawcy:
Z pozoru spokojne, idyllicznie położone Saint-Elme kryje mroczne sekrety. Przekonuje się o tym detektyw Franck Sangaré, który realizując z pozoru proste zlecenie, zupełnie nieświadomie wywołuje lawinę nieoczekiwanych zdarzeń. Tak o pierwszym tomie Saint-Elme pisał Tomasz Bagiński: "Eksploracja szemranego podbrzusza małego miasteczka. Śmiech, absurd i ironia mieszają się z krwią, narkotykami i mrokiem w sposób niejednoznaczny i ludzki. Dobrze napisane, znakomicie „wyreżyserowane”, z dużą dbałością o postaci. Chce się czytać dalej".

"Saint-Elme" część trzecia


Czytając drugi tom "Saint-Elme" myślałem, że weirdowy nastrój osiągnął wówczas swoje maksimum ale myliłem się. Naprawdę robi się dziwnie dopiero, gdy po miasteczku zaczyna kręcić się Philippe Sangaré. Wysokiej klasy śledczy poszukujący zaginionego brata, Francka. Mówiąc najogólniej to typ detektywa mocno wyczulonego na świat, potrafiącego łączyć kropki będące dla innych niedostrzegalne. Już samym wyglądem absorbuje uwagę czytelnika na całej linii a to jak rozmawia, jak walczy i wykonuje swoją pracę intryguje jeszcze bardziej. Ten tom niemalże w całości skupia się właśnie na nim i dobrze. Philippe Sangaré to ekstremalnie wkręcająca postać.

Historia - tak jak i w poprzednich tomach - kręci wokół dwóch fabularnych stałych. Jedną z nich są interesy wpływowej rodziny Saxów, rządzącej Saint-Elme niczym prywatnym królestwem. Saxowie, jak każda rodzina zbudowana na korupcji oraz forsie pochodzącej z nielegalnych interesów, ma rzecz jasna sekrety. Tajemnice mogące zachwiać jej podstawami, mogące zburzyć imperium Saxów, które rozpadłoby się niczym domek z kart. Przeczytawszy ten tom dochodzę do wniosku, że wątek Saxów został jeszcze bardziej podkręcony. Wyraźnie widzimy, że mieszkańcy boją się tej rodziny, unikają rozmów na jej temat i odsuwają się od obcych zadających niewygodne pytania.


Druga stała towarzysząca nam od początku to dziwadztwa Saint-Elme. Plaga żab, mówiący zagadkami właściciel oberży "Spalona krowa", otumaniony narkotykami Derwisz oraz ogólny klimat miasteczka. To wszystko tworzy bardzo oszałamiający, delikatnie hipnotyzujący obraz. W trakcie lektury czytelnikowi towarzyszy uczucie nierealności przez co historia wygląda na jeszcze bardziej pokręconą i wyjątkowo nieprzewidywalną. Omawiając tom drugi kilka raz podkreślałem, jak znakomicie jest gmatwana historia. Czytelnik może bawić się w detektywa, może próbować łączyć pewne wątki ale czy ma szansę przewidzieć finał? Może znajdą się i tacy. Ja się do nich nie zaliczam, ale nie narzekam z tego powodu. Ta aura niesamowitości wypada bardzo fajnie a trudne do odgadnięcia zakończenie intryguje.

Kolorystycznie komiks jest absolutnym hitem. Psychodeliczne barwy oraz rysunki Frederika Peetersa świetnie współgrają z fabułą Serge'a Lehmana. Podkręcają jej weird. Patrząc na nie czytelnik zastanawia się jakim właściwie słowem określić ten komiks. Dalej możemy nazywać "Saint-Elme" czarnym kryminałem? A może mamy do czynienia z jakimś nowym gatunkiem opowieści? Z ostateczną oceną wstrzymam się do końca historii a Was zachęcam do zapoznania się z tym tytułem. Świetny komiks.
____________________
"Saint-Elme 3"
Tytuł polski: "Saint-Elme 3"
Scenarzysta: Serge Lehman
Rysunki: Frederik Peeters
Tłumacz: Marta Turnau
Seria: Saint-Elme
Format: 214x280 mm
Liczba stron: 80
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788367725194
Data wydania: 24 styczeń 2024
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.
Licznik przeczytanych komiksów: 16/2024**

Opis wydawcy:
Detektyw Franck Sangaré z asystentką, osobliwą panią Dombre, zjawiają się w Saint-Elme, małym górskim miasteczku słynącym ze swej źródlanej wody. Szukają Arno Cavaliériego, po którym ślad zaginął trzy miesiące wcześniej. Jednak na miejscu nic nie wygląda tak, jak przewidywali. Kontynuacja zaskakującego, małomiasteczkowego czarnego kryminału od najlepszych twórców europejskiego komiksu. Intrygujący bohaterowie, mroczna atmosfera i sieć powoli odkrywanych przed nami intryg. Do tego piękne rysunki i genialna psychodeliczna kolorystyka od cenionego w Polsce Frederika Peetersa ("Lupus", "RG").


"Saint-Elme" rozdział czwarty


Panowie Serge Lehman i Frederik Peeters powoli odkrywają karty. Na szczęście, nie robią tego nachalnie lecz z umiarem godnym doświadczonych narratorów. Nie dostajemy fabularnym obuchem ale wszystko zostaje nam podane ze smakiem oraz wyczuciem, które od samego początku stanowi znak rozpoznawczy tej serii. To właśnie zabawa suspensem, dawkowanie odpowiedzi oraz pokazywanie tytułowego miasteczka od jego weirdowskiej strony są czymś za czym tęsknię czekając na kolejne albumy tej opowieści. Historii zmierzającej do nieuchronnego finału.

Jak się uważnie zastanowić czwartym tom "Saint-Elme" można podzielić na dwie części. W pierwszej autorzy przypominają nam o źródle siły rodziny Saxów, pokazują - w bardzo brutalny sposób - kto w niej pociąga za sznurki oraz do czego owa familia jest zdolna aby osiągnąć założone zyski. Osobom obracającym się w klimatach sensacyjnych metody Saxów wydadzą się znajome i mocno przewidywalne ale na dobrą sprawę to tylko dodatki. Ważne dla tła opowieści ale jedynie dodatki w stosunku do chociażby wątku Katyé, czyli wątku dziewczynki z zagadkowym tatuażem na plecach.


I tutaj dochodzimy do drugiej części albumu, tj. do wątków powoli zdradzających nam o co chodzi z tym całym, tytułowym miasteczkiem. Do świata żywych powraca Franck - teraz już bardzo zielonooki Franck - wychodzi sprawa cennych chondrytów, odkrywamy z kim rozmawia ojciec Romane, etc. Dużo tego ale nie na tyle aby czytelnik tracił orientację w terenie. Serge Lehman z sensem to wszystko układa a do tego nie szarżuje z dialogami. To też atut tego cyklu. Obaj jego twórcy wiedzą jak silny przekaz potrafi iść z dobrze oddanej planszy i tą wiedzę wykorzystują. Stąd też sukces "Saint-Elme" to w dużej mierze kreska i sugestywne kadry.

Przed nami tom zamykający całą serię. I choć już dzisiaj powoli poznajemy prawdę to nadal wierzę, że finał jeszcze mocnej wystrzeli nas w kosmos. Nie tyle jakimś spektakularnym twistem ale precyzyjnym połączeniem tych kilkunastu fabularnych nitek w jedną, sensowną całość.


____________________
"Saint-Elme 4" [09/2023]
Tytuł polski: "Saint-Elme 4"
Scenarzysta: Serge Lehman
Rysunki: Frederik Peeters
Tłumacz: Marta Turnau
Seria: Saint-Elme
Format: 214x280 mm
Liczba stron: 80
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788367725262
Data wydania: 24 kwiecień 2024
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Mimo brutalnych tortur Franckowi udaje się zbiec z podziemi zarządzanej przez Saxów rozlewni wody mineralnej. Tymczasem w Saint-Elme pojawia się tajemniczy brat Francka, Philippe, Jansky zleca Derwiszowi zabicie Rolanda, a młoda Romane Martens odkrywa, że jej ojciec przemawia do pustego fotela. Atmosfera w Saint-Elme zagęszcza się, robi się coraz dziwniej, kryminał powoli zamienia się w horror.

"Saint-Elme"

 
"Saint-Elme"? Bardzo intrygujące wprowadzenie do ciekawie zapowiadającej się historii. Dobrze poukładane, konkretne i uświadamiające czytelnikowi jak niewiele on wie na temat samego tematu opowieści, jej bohaterów oraz miejsca będącego areną zaprezentowanych wydarzeń. Może nieładnie to zabrzmi, ale pierwszy tom "Saint-Elme" przypomina trochę komiksowy trailer. Wiele obiecuje, wzbudza zainteresowanie i zachęca do czekania na ciąg dalszy historii.

Po lekturze tych zaledwie osiemdziesięciu stron wnioskuję, że opowieść nie będzie z gatunku tych prostolinijnych. Pomimo mocno oczywistego wątku przewodniego z tomu pierwszego nie jestem przekonany czy śledztwo prowadzone przez niejakiego Francka Sangaré będzie motorem napędzającym kolejne części cyklu. Może się zdarzyć, że wspomniane dochodzenie zostanie ostatecznie zdominowane na przykład przez dziwne obrzędy miasteczka albo tajemnice skrywane przez małomównego Arthura Speilmanna. Opcji jest wiele i naprawdę nie mogę się doczekać dokąd twórcy komiksu nas zaprowadzą.

Słówko o bohaterach. Niestety nie odnajduje w opowieści postaci, która w moich oczach wybijałaby się ponad przeciętną. Może to zabieg celowy, mający jeszcze bardziej zdekoncentrować czytelnika. Może dopiero później pojawi się bohater z prawdziwego zdarzenia. Choć z drugiej strony nie wiem czy bohaterem nie będzie po prostu MIASTECZKO. Jego przeszłość i sekrety ludzi w nim żyjących. Takie spojrzenie na Saint-Elme jak na żywy organizm. To mogłoby być nawet ciekawe.

Kreska na plus. Sporo plansz bez tekstu, co także oceniam pozytywnie. Ostatnio Mateusz z Migawek Literackich wspominał o sile komiksów niemych i choć "Saint-Elme" daleko do nich to momentami rysunki Frederika Peetersa mówią więcej niż tysiąc słów. Takie podejście daje czytelnikowi przestrzeń do tego, aby mógł sam wysnuć wnioski i mocniej odczuć aurę dziwności otaczającą historię. Co w moim przekonaniu zdecydowanie pomaga przy lekturze tego albumu.


"Saint-Elme" [2021]
Polskie wydanie: "Saint-Elme" [Nagle Comics, 05/2023]
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

"Frontier"


"Frontier" obrazem stoi. Jeżeli miałbym zwrócić Wam uwagę na jakiś szczególny element tego komiksu to rzeczywiście byłyby to plansze, kadry oraz pojedyncze rysunki. "Frontier" pana Guillaume Singelina to jedna z tych opowieści wymagających od czytelnika dłuższej chwili koncentracji. Koncentracji nie tyle z uwagi na fabułę co właśnie niesamowitą warstwę wizualną. Nagle Comics choć nie tak dawno obchodziło roczek istnienia wydało już kilka tytułów o podobnej skali rysunkowej doskonałości choć nie były to tytuły czerpiące z tematyki science fiction. Tutaj otrzymujemy fantastyczne - i to fantastyczne na wielu płaszczyznach - combo.

A przejawia się ono w sposób dwojaki. Po pierwsze, poprzez wspomniane przeze mnie rysunki. Drobiazgowo przedstawiające warunki życia na stacjach kosmicznych, problemy związane z codziennymi zajęciami grup kosmicznych mikrospołeczeństw oraz w bardzo oryginalny sposób prezentujące samych bohaterów; dla mnie przypominających liliputów ubranych na modłę bohaterów anime. Po drugie, "Frontier" to space opera ale space opera, w której miejsce rozdmuchanego gwiezdnego konfliktu zajęła walka idealistów z wpływową machiną kapitalizmu. Co więcej, ci idealiści, naukowcy, jednostki wierzące w misję nie są postaciami z papieru. Autor w należyty sposób zadbał o ich wiarygodność czym sprawił, że są one po prostu nam bliższe, bardziej ludzkie.


To wręcz niesamowite jak ten komiks jest dopracowany. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest tytułem mocno zbliżonym do ideału. Tytułem oferującym przemyślaną - wizualnie i scenariuszowo - historię, w której na próżno szukać elementów zbędnych. I chyba dlatego tak dobrze o nim piszę. Ciężko jest trafić na oryginalnie narysowaną historię, ciężko o bohaterów wnoszących coś więcej niż komiksową brawurę. Panu Guillaume Singelina udało się bardzo pozytywnie mnie zaskoczyć. Nie wiem czy będzie to tytuł roku ale na pewno znajdzie się w topce komiksów wartych wielokrotnej lektury. Świetna rzecz!
____________________
"Frontier" [04/2023]
Tytuł polski: "Frontier"
Scenarzysta: Guillaume Singelin
Rysunki: Guillaume Singelin
Tłumacz: Elżbieta Janota
Seria: Saint-Elme
Format: 220x312 mm
Liczba stron: 200
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788367725293
Data wydania: 30 kwiecień 2024
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Ten komiks opowiada o codzienności ludzi żyjących w nowym świecie, gdzieś na rubieżach znanego wszechświata, w całkowitym oderwaniu od swojej kolebki. Ziemia dusi się z powodu wyeksploatowania ostatnich zasobów, ostatnią nadzieją ludzkości są niezbadane przestrzenie poza granicami Układu Słonecznego. Historię podboju kosmosu śledzimy przez pryzmat burzliwych losów trójki bohaterów: naukowca Ji-soo, najemniczki Caminy i górnika Alexa. Rzadko trafia się takie połączenie - mądre i ambitne ekologiczne SF w zaskakującej, realistyczno-cartoonowej oprawie Guillaume Singelina - jednego z niekwestionowanych mistrzów współczesnego komiksu.


MAŁE ARKANA - 3 - Księżyc


Nie jestem fanem historii pędzących na łeb na szyję, tak samo jak nie lubię gdy kolejni herosi Marvela zamiast ruszać głową prężą muskuły niczym na wybiegu dla modeli. Lubię gdy historia ma własny rytm, niezależny tak od aktualnych trendów jak i - przynajmniej do pewnego stopnia - od oczekiwań czytelników. Kiedy biorę do ręki coś co rzeczywiście chciał przekazać twórca danego komiksu a nie dział marketingu. "Małe Arkana" są takim tytułem. Bardzo odautorskim, z wszystkimi tego zaletami i wadami.

Zacznijmy od tych ostatnich. Na co cierpi ten konkretny cykl Jeffa Lemire'a? Złośliwi powiedzą: dokładnie na to samo co większość ostatnich komiksów jego autorstwa. Historia nie grzeszy tempem. Jej bohaterowie snują się po planszach a z tego snucia wynika niewiele. Nawet jeżeli przy pierwszym spotkaniu czujemy zaciekawienie - choć kolejna dysfunkcyjna familia nie jest czymś czego nie widzieliśmy już wcześniej - to przy kolejnych zaczynamy ziewać. Niestety, w tym wypadku często urozmaicenia w postaci 'scen magicznych' nie pomagają bo z nich również - na tą chwilę - wynika niewiele. Wiemy, że Theresa ma w sobie magicznego wilka a jej matka nie ma choć od lat wmawia mieszkańcom Limberlost, że jest inaczej. Theresa złości się na matkę, złości się na siebie za powrót w rodzinne strony, jej matka wkurza się na nią bo ta ciągle chodzi w nosem na kwintę i tak w kółko. Bywa to męczące. Bywa też prawdziwe.