Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC Domics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC Domics. Pokaż wszystkie posty

"Bajania" || The Sandman Presents


Tak się składa, że czytam wszystko co ma w sobie choćby niewielki pierwiastek uniwersum Sandmana. Nie każdy tytuł zachwalam, nie wszystko złoto co dotyka uniwersum stworzonego przez pana Neila Gaimana, ale staram się do każdego podchodzić bez większych uprzedzeń. Zawsze liczę, że trafię na jakiś interesujący wątek, element oferujący czar charakterystyczny dla historii o Władcy Snów. Jeżeli znajdę kilka takich wątków uznaję tytuł za bardzo dobry. Jeżeli stwierdzę, że tym razem niesamowitość, magia opowieści nie zadziałała po prostu odkładam komiks na regał. Może mój syn będzie miał w przyszłości inne zdanie.

Jak oceniam "Bajania" pana Billa Willinghama? Powiem tak: lektura tego komiksu to była czysta przyjemność. Złego słowa nie powiem na jego temat i mam naprawdę szczerą nadzieję, że zawędruje on do jak najszerszej grupy odbiorców. I storytelling i warstwa rysunkowa wypadają przekonywująco. Troszeczkę obawiałem się przegadania i zbyt dużej chęci przypodobania się ortodoksyjnym fanom oryginalnej serii "Sandman", ale niepotrzebnie. Pan Willingham, autor kultowych "Baśni", potrafi opowiadać i z dużą łatwością udaje mu się przenieść swoje baśniowe doświadczenie na grunt sandmanowego uniwersum. Przy czym dodam, że nie robi tego w sposób nachalny. Czasami nawet czułem, że nie tyle akcja dzieje się we wspomnianym uniwersum, co jego bohaterowie na krótką chwilę żegnają się ze Śnieniem i przenoszą do właśnie willinghamowych baśni.


Co robi pan Willingham? Dosłownie sięga po postacie znane z uniwersum Neila Gaimana i opowiada o nich na swój, charakterystyczny sposób. Robiąc to stawia na popkulturową zabawę polegającą na przerabianiu znanych jej elementów na modłę sandmanową. I tak dzięki temu otrzymujemy Merva Dynioglowego urobionego na agenta Jamesa Bonda, młodego bibliotekarza - hycla zaginionych książek! - odwiedzającego kolejne bajki oraz rezolutną, ostatnią wiedźmę która umie sobie radzić. "Tesaliada", opowieść trzecia i najdłuższa w albumie, w mojej ocenie najbardziej zbliża się do oryginalnej serii. Pada w niej najwięcej nawiązań do głównych bohaterów cyklu a z ust postaci co chwila płynął wypowiedzi próbujące - z mniejszym lub większym sukcesem - naśladować styl gaimanowy. Jak to wszystko finalnie wypada? Zadowalająco.

Oczywiście, na pewno znajdą się osoby narzekające na wydawnicze odcinanie kuponów, ale ja nie mam z tym problemu. Styl i pomysły pana Willinghama poznałem jakiś czas temu i z nim również nie mam problemu. To pisarz lubiący się śmiać, potrafiący łączyć światy oraz umiejętnie raczyć czytelników easter eggami. W "Bajaniach" dostajemy ich naprawdę wiele i ja miałem wielki ubaw z ich odnajdywania.
____________________
"Sandman Presents: Merv Pumpkinhead, Agent of D.R.E.A.M." [2000]
#055 "The Dreaming. The Further Adventures of Danny Nod, Heroic Library Assistant" [2000]
"Sandman Presents: Everything You Always Wanted to Know About Dreams... But Were Afraid to Ask" [2001]
"Sandman Presents: The Thessaliad" [2002]

Tytuł polski: "Bajania"
Scenariusz: Bill Willingham
Tłumacz: Zofia Sawicka
Seria: Sandman, Sandman Uniwersum
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 224
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328162907
Data wydania: 25 wrzesień 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Zbiór opowieści komiksowych napisanych przez Billa Willinghama ("Baśnie", "Jack z Baśni") i zilustrowanych przez różnych artystów. Inspiracją dla jego twórców była seria "Sandman" Neila Gaimana, a wszystkie części łączy wspólny motyw, jakim jest sztuka snucia opowieści. Poza tym każda historia w tej kolekcji jest odmienna, inaczej rysowana, skupiająca się na innej postaci Gaimanowskiego uniwersum. Pierwszy komiks to humorystyczna relacja Merva Dynigłowego, woźnego ze Śnienia, który opowiada o swoich przygodach związanych z odzyskiwaniem skradzionego woreczka z piaskiem Sandmana i ratowaniem świata. Drugi rozdział, czyli "Dalsze przygody Danny’ego Noda, bohaterskiego asystenta bibliotecznego" ukazuje niebezpieczeństwa związane z odzyskiwaniem wypożyczonych książek. Następnie poznajemy ostatnią czarownicę z Tesalii, która staje do walki z bóstwami śmierci z różnych kultur, zanim one dopadną ją. Tes na pozór jest uroczą studentką w różowych kapciach króliczka i z plecakiem w kształcie misia, ale pod tym słodkim wyglądem kryje się bezwzględna ocalała, która nie boi się niczego. Wokół niej często giną ludzie, co zwykle nie robi na niej wrażenia. Ostatni komiks to zbiór scen ukazujących działanie snów.


"Jack z Baśni" || księga trzecia (2009-2011)


Mam delikatny problem z tym cyklem. Lektura tomu drugiego w pewnym momencie zaczęła mnie nużyć a bucowatość tytułowej postaci była tak uporczywie akcentowana, że chcąc nie chcąc brałem ją za wyjątkowo, kosmicznie niedorzeczną. Jasne, że Jack zawsze był kreowany na cwaniaka, którego ego rosło wręcz do granic obrzydliwości. Niemniej taka jazda bez trzymanki w miarę jak właściwa opowieść nabierała tempa zaczynała przeszkadzać. W końcu Jack nie był jej jedynym baśniowcem a nader wszystko nie był on tak skomplikowaną jednostką, aby wciąż od nowa prezentować jego podejście do problemów świata.

Dlatego też siadając do lektury trzeciego tomu nie oczekiwałem wiele. Chciałem aby seria dobiegła końca, aby jej twórcy nie rozmienili na drobne dobrego wrażenia pozostawionego po "Baśniach". Miałem wrażenie bowiem, że do tego wszystko zmierza. Do bawienia nas sytuacjami coraz mniej zabawnymi a coraz bardziej żałosnymi. Bałem się ponownego spotkania z tytułowym bucem, którego czar sprowadza się do ubliżania przyjaciołom oraz pompowania swojego wielkiego ego.


Myliłem się. Ku mojemu totalnemu zdziwieniu trzeci tom przygód Jacka z Baśni daje radę. Może dlatego, że postacią pierwszoplanową jest młody Jack Bohater a może dlatego, że postanowiłem nie tyle śledzić główny wątek, co bawić się w wyszukiwanie różnego rodzaju popkulturowych nawiązań. A tych dostajemy zaskakująco wiele. Jedne są bardziej czytelne inne mniej, ale jak się dłużej zastanowić nad fabułą oraz uważniej przyjrzeć planszom to można dostrzec naprawdę wiele i dobrze się bawić łącząc te wszystkie tropy w całość.

Drugim plusem albumu jest skupianie się jego twórców nie tyle na jakimś wątku przewodnim - chyba, że za taki uznamy wypełnianie przez Jacka Bohatera kolejnych questów zesłanych przez Los - co pojedynczych, oderwanych od siebie historiach. Nie są one jakoś specjalnie zawiłe, ale na pewno ciekawsze od tych z tomu drugiego. Mam wrażenie, że tam każdy, nawet najmniejszy wątek, był pisany pod dyktando czegoś większego. Tutaj nie widzę tego tendencji a nawet, jeżeli nadal każda przygoda tylko pozornie jest historią mało istotną to twórcy nie uświadamiają nam tego zbyt nachalnie. Można uznać, że mechanika komiksu w końcu zdała egzamin.


Niestety, dobry tom trzeci nie zmienia mojego całościowego podejścia do tej serii, którą uważam za przegadaną oraz finalnie mało zajmującą. Nie żałuję, że dane mi było ją przeczytać ale mimo wszystko wolę "Baśnie".
____________________
#036-050 "Jack of Fables" vol 1 [09/2009-04/2011]
Tytuł polski: "Jack z Baśni. Księga trzecia"
Scenarzyści: Chris Roberson, Lilah Sturges, Bill Willingham
Rysunki: Tony Akins, Russell Braun, Jim Fern
Tłumacz: Jacek Drewnowski
Seria: Jack z Baśni
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328165489
Data wydania: 31 lipiec 2024
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Po opuszczeniu bezpiecznych, lecz dusznych granic Baśniogrodu na rzecz okrutnych i dławiących marzenia ulic Hollywood, niezrównany Jack Horner (vel Jack B. Nimble, vel Jack Zabójca Olbrzymów, vel Jack z Opowieści) zyskał niespotykaną sławę i fortunę, sprzedając własną, nadmiernie upiększoną legendę... tylko po to, by wszystko odebrali mu stróże baśniogrodzkiego prawa. Teraz pozbawiony bogactwa i zmuszony do życia na wygnaniu Jack musi powrócić do korzeni jako wędrowny szelma, goniący za łatwymi pieniędzmi i jeszcze łatwiejszymi kobietami. Gdy jednak wyrusza w podróż, szybko okazuje się, że w doczesnym świecie czyhają niebezpieczeństwa, z jakimi nawet taki nadzwyczaj doświadczony i uroczy hultaj jeszcze nigdy się nie spotkał. Na tym polega problem z wrodzoną wspaniałością – reszta rzeczywistości zawsze przynosi rozczarowanie!

Swamp Thing, pogromca wampirów?

słówko o historyjce "A Town Has Turned to Blood"


Nie tak dawno w podcaście poświęconym serii "Swamp Thing" z 1974 roku mówiłem o panu Weinie miotającym się między jednym pomysłem a drugim. Tak jakby nie do końca Len Wein wiedział, w którą stronę powinien iść jego bohater i jakie niespodzianki powinny czyhać na jego drodze. Ów brak wyraźnego i dominującego schematu doprowadził do fabularnego miszmaszu, przez co postać tytułowa była dosłownie rzuca raz w stronę horroru, raz w stronę klimatów science fiction. Ten dziwny eksperyment walnie przyczynił się do tego, że seria straciła początkowy animusz i coraz silniej musiała nadganiać, kombinować, szokować, etc. Jednym słowem zaskakiwać czytelników do tego stopnia, że Ci wydając na nią ciężko zarobione pieniądze utrzymywały serię przy życiu.


Początek drugiej odsłony przygód Potwora z Bagien to niewątpliwie powrót do horrorowych korzeni tytułu. Może i jej twórcy bazują w dużej mierze na schematach - wspominałem o tym już wcześniej - ale opowieści ich autorstwa mają momentami naprawdę fajny, horrorowy posmak. Dla przykładu weźmy historyjkę "A Town Has Turned to Blood", będącą bezpośrednią kontynuacją wcześniejszego zeszytu, co także mi się bardzo podoba. Twórcy ładnie łączą jeden zeszyt z drugim, poszczególne historie zazębiają się, co - jak śmiem podejrzewać - wspomaga ogólną orientację w swampthingowej rzeczywistości.


No dobra, koniec dygresji. Historia "A Town Has Turned to Blood" to sprawozdanie z pojedynku Potwora z Bagien z wampirami, które opanowały miasteczko Rosewood, stan Illinois. Choć może 'pojedynek' to za mocne słowo. Owszem, nasz bohater nie ucieka ze strachem na widok Istoty Szczerzącej Kły, ale też nie specjalnie pali się do walki. Widzi, że walka z nimi przypomina trochę walkę z wiatrakami. Co więcej, nie do końca podziela poglądy lokalnego Van Helsinga - w tej roli niejaki Larry Childress - który w imię walki z wampirami jest gotów poświęcić bardzo wiele. Nawet własną rodzinę.


Ku mojemu zaskoczeniu Swamp Thing wydaje się nie reagować na działania Larry'ego Childressa. Dawny on pokonałby - albo przynajmniej spróbowałby pokonać - wampiry, ale jednocześnie starałby się przemówić wspomnianemu Larry'emu do rozsądku. A dzisiaj? Cóż, dzisiejszego Swamp Thinga wydaje się interesować wyłączenie zaginiona Casey Clancy, z którą niefortunnie rozstał się walcząc w pociągu z wampirami. Mam wrażenie, że reszta problemów - nawet tragiczne losy rodziny Downsów - to jedynie tło, które musi w miarę możliwości akceptować.

Od strony rysunkowej komiks prezentuje się całkiem nieźle - choć przy bardziej dynamicznych kadrach pan Tom Yeates mógł się bardziej postarać; wszystko mogłoby być bardziej wyraźne - i nawet dość zabawnie. Kilka razy nawet przyłapałem naszego zielonego bohatera na robieniu głupkowatych min, co stanowi miłą odmianę od wizerunku Swamp Thinga wiecznie płaczącego nad swoim losem.
_________________________
 "A Town Has Turned to Blood" 
#003 "Swamp Thing" vol 2 [07/1982]
Scenarzysta: Martin Pasko
Rysownik: Tom Yeates
Tusz: Tom Yeates
Kolorystyka: Tatjana Wood
Okładka: Tom Yeates
Polskie wydanie: brak