Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Aaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Aaron. Pokaż wszystkie posty

DC ABSOLUTE - Noir

 
Słyszałem wiele dobrego o tej serii ale specjalnie nie czytałem jej w oryginale bo wiedziałem, że jest na tyle inna od pozostałych serii z Batmanem, że Egmont, prędzej czy później wyda ją w naszym komiksowie. I wyda. Nie dzisiaj, nie jutro ale pod koniec sierpnia 2026 roku - będzie to komiks poświęcony Mrocznemu Rycerzowi - a album, o którym dzisiaj Wam opowiem to coś w rodzaju zajawki tego, co nas czeka.

Zajawki bardzo specyficznej bo nie dość, że opakowanej jedynie w biel i czerń to jeszcze skoncentrowanej nie na jednym a na trzech bohaterach z uniwersum DC i to bohaterach bardzo ważnych, wręcz najważniejszych.

Herosem z bramki numer jeden jest Batman - "Absolute Batman Noir Edition #001" - któremu na pierwszy rzut oka daleko do swojego sztandarowego archetypu. Czy tak jest jednak w rzeczywistości? Scott Snyder bardzo chce aby czytelnicy widzieli w jego Mrocznym Rycerzu kogoś nowego. Próbuje sprzedać swoje 'dziecko' rzucając hasłami typu 'ten Bruce Wayne nie ma zaplecza finansowego', 'ten Bruce nie ma wsparcia', etc. Po części jest to prawda. Panicz Wayne Snydera nie jest paniczem. Czy jest przez to jednak słabszy? Niekoniczenie. W moich oczach to nadal heros, nadal facet radzący sobie w każdej sytuacji, nadal człowiek obdarzony ponadprzeciętną inteligencją, robiący właściwie coś z niczego. Trochę jak MacGyver. Być może zmienię zdanie jak poznam go bliżej ale na ten moment czuję lekkie rozczarowanie.

"Wojownicze Żółwie Ninja" tom pierwszy


W ostatnich podrygach urlopu staram się pochłaniać jak największą ilość tytułów wręcz proszących się, aby w końcu dać im szansę. Powoli przymierzam się do Energon Universe, ale zanim o tej serii to dzisiaj kilka zdań o dalszych przygodach "Wojowniczych Żółwi Ninja".

'Dalszych przygodach'? Nie inaczej. Komiks dosłownie przed paroma dniami ukazał się za sprawą wydawnictwa Nagle Comics, ale jak ktoś liczy, że jest to całkowicie nowe otwarcie - restart i te sprawy - to niestety może się delikatnie rozczarować. Nie jest to jednak minus tego wydania a przynajmniej nie powinien nim być. Historia prowadzona przez pana Jasona Aarona jest czytelna oraz pozbawiona w zasadzie większych niespodzianek - to już jest minus - więc z dużym prawdopodobieństwem nikt nie powie, że śledząc fabułę czuł informacyjny niedosyt.


Od strony fabularnej dostajemy sześć rozdziałów - odpowiadającym sześciu oryginalnym zeszytom - a każdy z nich to krótkie sprawozdanie, które wyjaśnia nam, jak potoczyło się życie naszych bohaterów po ich wcześniejszym rozstaniu. Tak, dokładnie. Droga żółwich braci rozeszła się i choć każdy z nich w głębi serca tęskni za wspólnymi posiłkami, codzienną musztrą, rodzinną atmosferą to złe fluidy nadal unoszą się w powietrzu. Jak mówi Donatello: '(...) każdy z nas poszedł w swoją stronę' i rzeczywiście widać, że każdy z nich trzyma się swojej drogi. Brzmi to zbyt melodramatycznie?

Może trochę. Trudno powiedzieć czy należy widzieć w tej historii obraz tego, jak dawna drużyna znowu zaczyna poprawnie funkcjonować. Jak dawne niesnaski błędną w obliczu powrotu starego wroga, jak rodzinnie więzy zacieśniają się na nowo, etc. Widząc jak wulgarnym językiem operuje pan Aaron - chwilami zastanawiałem się czy komiks nie powinien przypadkiem trafić do starszego czytelnika - mam pewne wątpliwości i trudno mi dostrzec w jego planie mocno ckliwe nuty. Owszem, na potrzeby sensu opowieści Aaron stałe podkreśla napięcia między braćmi, ale tak naprawdę nie poddaje ich jakiejś większej analizie. One po prostu są. Stanowią środek do celu, motor napędzający akcję, jak również zapychają strony kolejnych zeszytów.


Ta powtarzalność fabularna, ciągłe mielenie tych samych wątków to niestety minus tego komiksu. Jak się zastanowić to każdy z zeszytów opiera się na identycznych składowych: na trudnych relacjach między braćmi, na obrazie walk żółwich ninja z Klanem Stopy oraz na krótkim podsumowaniu z życia poszczególnych żółwi tuż przed tym zanim pojawiły się ich nowe kłopoty. Brak czegoś więcej, czegoś bardziej zaskakującego trochę mnie zmęczyło i choć artyści odpowiadający za warstwę wizualną - totalny sztos za sprawą niemalże każdego z nich! - bardzo się starali, aby zasypać te niedociągnięcia fabuły to nie zawsze im się do udawało.

A musicie wiedzieć, że rysunki i kolory wypadają tutaj obłędnie. Jeżeli zastanawiacie się czy warto dać szansę temu albumowi i oczywiście czujecie miętę do żółwich mutanktów to warto. Chociażby z uwagi na oprawę wizualną tego komiksu, która jest bardzo dobra i zapadająca w pamięć. A jeden czy dwa rysunki pana Juana Ferreyra to po prostu zawiesiłbym na ścianie. Takie są dobre!

------------------------------
#000 "Long Way From Home" (06/2024)
#004 "Grit & A Stick" (11/2024)
#005 "The Law of the Foot" (12/2024)
#006 "Four Busted Knuckles" (01/2025)

napisał: Jason Aaron
narysowali: Chris Burnham, Joëlle Jones, Rafael Albuquerque, Cliff Chiang, Chris Burnham, Darick Robertson, Juan Ferreyra
polskie wydanie: "Wojownicze Żółwie Ninja" Tom 1 [Nagle Comics, 07/2025]
Digitalową wersję komiksu otrzymałem od wydawcy.


"Pewnego razu gdzieś na końcu świata. Miłość na pustkowiu"


Jason Aaron to światowa czołówka twórców potrafiących w fabularnie mało skomplikowanych komiksach mówić o rzeczach istotnych w sposób mocno intrygujący. W mojej opinii o wiele prostszym zadaniem jest stworzenie historii po prostu wyniosłej, bardzo poważnie mówiącej o chociażby porządku świata a o wiele trudniej zaprezentować dokładnie to samo ale ubierając owe przesłanie w dużo bardziej przystępne, przygodowe barwy. Panu Jasonowi Aaronowi ta sztuka się udaje.

"Pewnego razu na krańcu świata." to historia utrzymana w stylistyce postapo. Towarzysząc bohaterom - oderwanemu od rzeczywistości wynalazcy Maceo oraz doświadczonej Mezzy - mijamy tony radioaktywnych odpadów, rzeki trujących cieczy, porzucone auta, chylące się ku upadkowi budynki, zmutowane istoty oraz wiele innych znaków informujących nas, że ludzkość dostała solidny łomot. Na tę chwilę autor komiksu nie informuje o przyczynach apokalipsy ale podejrzewam, że każdy domyśla się co mogło pójść źle. Po prostu nie daliśmy rady i przekroczyliśmy jedną z wielu cienkich, czerwonych linii.


W tym zdewastowanym świecie - którego obraz z grubsza skojarzył mi się z powieścią "Witaj, Ameryko" Ballarda - poznajemy dwoje ludzi. Outsiderów, którzy mając do wyboru wieść dalej samotną egzystencję a zrobić krok naprzód oraz zaufać obcemu wybierają tą drugą opcję. Od temu momentu opowieść Aarona wkracza na inny poziom, przestaje być historią stricte postapo zmieniając się w historię o przyjaźni, trudnych relacjach ludzkich a także w komiks drogi. Co prawda, dostaliśmy dopiero tom prowadzający nas do tego świata więc z finalną oceną serii poczekam na końca ale na ten moment jestem zainteresowany.

W "Miłości na pustkowiu" Jason Aaro wydaje się traktować świat postapo jedynie jako środek do celu - którym jest historia Maceo i Mezzy - nie zaś jako główny motyw opowieści. To dobre podejście. Czasami twórcy zapominają, zwłaszcza ci poruszający się przeważnie w konwencji przygodowej, że nie zawsze zawrotne tempo akcji czy fascynujące tło wydarzeń są najważniejsze. Jason Aaron doskonale rozumie, że siła opowieści tkwi w innym miejscu i umie tą wiedzę wykorzystać.
____________________
#001 "The Tower in the Sea" [11/2022]
#002 "The Proverbs of Survival" [12/2022]
#003 "The Ways of the Strayed" [01/2023]
#004 "The Wild, The Woke, And The Wasteland Rangers" [02/2023]
#005 "The Apocalymics" [03/2023]

Tytuł polski: "Pewnego razu gdzieś na końcu świata. Miłość na pustkowiu"
Scenarzysta: Jason Aaron
Rysunki: Alexandre Tefenkgi, Nick Gragotta
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Seria: Pewnego razu gdzieś na końcu świata
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 170
Oprawa: miękka
Druk: cz.-b.
ISBN-13: 9788367725224
Data wydania: 21 luty 2024
Dziękuję wydawnictwu Nagle Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Uczucie rodzące się na gruzach świata zmiecionego przez ekologiczną katastrofę. Mezzy i Maceo różni z pozoru wszystko. Łączy fakt bycia ostatnimi żywymi istotami na Ziemi. Ale czy na pewno ostatnimi? Niestety, nawet opustoszały świat ma dla młodych bohaterów masę przykrych niespodzianek.


"Avengers. Era Khonshu"

 
Moon Knight. Lubię tego bohatera, zwłaszcza pierwszą serię z jego udziałem. Miał bardzo dobre wejście. Może nie było jakieś wybitnie oryginalne, ale też nie szablonowe. Najemnik ganiający za zakurzonymi artefaktami, Egipt, starożytne bóstwa oraz ciekawa relacja łącząca ową postać z bogiem Khonshu. Zbieranina elementów, które przekonały mnie, aby dać szansę jego debiutanckim przygodom. Przyjemna lektura. Tyle tytułem wstępu.

Po siódmy tom opowieści o Avengers - oczywiście siódmy z serii Marvel Fresh - sięgnąłem tak naprawdę dla tego właśnie bohatera. No dobrze. Sięgnąłem także, bo spodobał mi się tytuł albumu. "ERA KHONSHU". Czyż nie brzmi to ciekawie? Jednak jak już niedawno mówiłem nie przepadam za współczesnym superhero. Zbyt dużo klisz, zbyt dużo postaci, dużo rysunków, za mało treści. Podchodziłem więc do lektury z zainteresowaniem, ale i lekką obawą.

Skończyło się na dobrej, ciekawej rozrywce. Tym razem Jason Aaron dał radę! Moon Knight omotany przez Khonshu, stający do walki z Avengers i Mephisto, łajdak jakich mało. Dialogi niemęczące czytelnika, dbające rzeczywiście o historię a nie tylko wstawiane z komiksowej konieczności. Naprawdę fajnie płynęło się przez tą opowieść. I jak zawsze wyrzuciłbym jakieś plansze - nie cierpię przeciągniętych scen walki, etc. - tak teraz kilka bym dodał. Ot, na przykład wrzuciłbym więcej Moon Knight pędzącego Hell Chargerem 😁

Od strony wizualnej poprawnie, kolorowo, dokładnie, wyraziście, zgodnie z linią Marvel Fresh. Szkoda, że opowieść nie została ubrana w bardziej horrorowe klimaty - postać Moon Knighta zasługuje na nie jak mało który bohater - ale rozumiem też, że główna seria "Avengers" to nie miejsce na eksperymenty. Ogólnie polecam fanom luźnej, szybkiej rozrywki. Nie jest to must have, ale jak szukacie czegoś lekkiego i trykociarskiego to przeczytajcie. Od takich lektur się nie umiera 😉


"Avengers. The Age of Khonshu" [05-10/2020]
Polskie wydanie: "Avengers. Era Khonshu" [06/2023]
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.