Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coś zabija dzieciaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coś zabija dzieciaki. Pokaż wszystkie posty

DOM SLAUGHTERÓW - 6 - Lazur


Nie wiem co mnie skłoniło do takich wniosków ale ubzdurałem sobie, że wcześniejszy tom "Domu Slaughterów" był tomem ostatnim. Czy może dlatego, że zamknięty został - bo został, prawda? - wątek Jace’a Bouchera? A może po prostu nie wiedziałem jaką jeszcze historię moglibyśm otrzymać, bo wiecie: ta historia mogłaby zakończyć się dużo wcześniej. Wówczas siłą rzeczy byłaby bardziej skoncentrowana na konkretach a nie budowała piramidę intryg zrozumiałych jedynie dla ich twórców. Niezależnie jednak od powodów "Wojna Rzeźnika" nie była ostatnia. I ostatnim nie będzie "Lazur".

"Coś zabija dzieciaki" tom ósmy || #036-040 "Something is Killing the Children"


Rozdział ósmy, w którym Erica przekonuje się, że szczeniaczki także miewają koszmary oraz robi to, co umie najlepiej: prostuje świat małych dzieciaków, wkurza tych których drażnić nie powinna oraz próbuje uporządkować myśli.

Będą zachwyty.
Jeden z lepszych tomów serii.

Zawsze miałem słabość do opowiadań - dla mnie groza to właśnie krótka forma - i ta piątka, niepowiązanych ze sobą historii, potwierdza, że opowiadaniami horror stoi.


James Tynion IV zdradza nam przeszłość Eriki oraz w prostych aktach pokazuje kim ta nasza dziewczyna jest. Bo to historie bardziej o dziewczynie a nie łowczyni potworów. Owszem, polowanie na Coś zabijające dzieciaki także ma miejsce, ale jest to dodatek. Tło, element scenografii.

To na czym powinniśmy się skupić kryje się w zachowaniu chudej blondyny w dziwnej masce.

Kim ona jest?
Wiemy, że lubi noże i broń białą. Co jeszcze?

Indywidualistka myśląca nieszablonowo. To z nią Dom na największe problemy. To ona robi pod górkę i raczej łamie zasady, niż je szanuje. Jej postawa będzie miała swoje konsekwencje - regularna historia - ale w tym albumie Erika nie jest jeszcze celem numer jeden. W tych historiach Erika to dziewczyna robiąca swoje i dziewczyna mająca z tego powodu problemy.

Dlaczego? Erika pojawia się tam, gdzie giną dzieci. Co więcej, nie zawsze udaje jej się zapobiec kolejnym tragediom. Wyobrażacie to sobie? Raz za razem być świadkiem tego, jak typ Oscura - naprawdę wredny skur#@+! - rozpruwa kolejnego dzieciaka i dalej robić to, do czego zostało się wyszkolonym?


James Tynion IV pokazuje nam Erikę od środka. Poznajemy jej motywacje, koszmary ją nękające - m.in. temat Jessici - zadania które musiała wykonać i pytania, które zaprzątają jej myśli. Na przykład pytania o to, czy ktoś pomaga tym dzieciakom, które przeżyły.

Poznajemy to wszystko, co ją ukształtowało.


Ósmy tom serii "Coś zabija dzieciaki" to tom uzupełniający naszą wiedzę na temat głównej bohaterki. Tom dużo spokojniejszy od wcześniejszych, gdyż rezygnujący z szybkiego tempa na rzecz spokojnego pokazania tego, co tak naprawdę gryzie Erice Slaughter.

------------------------------
#036-#040 "Something is Killing the Children" [04-08/2024]
napisał: James Tynion IV
narysował: Werther Dell'Edera
pokolorował: Miquel Muerto
Polskie wydanie: "Coś zabija dzieciaki" tom 8 [Non Stop Comics, 2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.

"Alabaster" (2023) || Dom Slaughterów tom czwarty


Ostatnio kolega z pracy zapytał mnie 'co teraz czytasz'. Chodziło mu oczywiście o komiksy a że aktualnie czytałem kolejny tomik z serii "Dom Slaughterów" to zacząłem opowiadać o dzieciakach, potworach wyskakujących z szaf i różnych ciemnych zakamarków oraz o całej tej dziwnej rzeczywistości pana Jamesa Tyniona IV. Słuchał uważnie, ale chyba nie do końca wyłapywał clou całej tej historii. Nie do końca trafiało do niego, o co tyle szumu. I powiem Wam, że ja także nie zawsze jestem w stanie doszukać się w tym wszystkim logiki.

O ile nie mam większych problemów z serią główną - mam tu na myśli serię "Coś zabija dzieciaki" - o tyle fabuła poszczególnych tomów "Domu Slaughterów" często stanowi dla mnie zagadkę. Niby dostajemy wszystko na tacy i podążamy krok w krok za kolejnym żołnierzem zakonu oraz kolejną sprawą do rozwiązania to jednak czasami coś mi umyka. Zwłaszcza, gdy scenarzysta porusza wątki dotyczące polityki wewnątrz samych domów. Wówczas historia staje się trochę zbyt mętna a po prawdzie to myślę, że już dawno do każdego z nas dotarło, jak wielkimi #%@x są członkowie zakonu. Zakładając oczywiście, że oto chodzi w tych odautorskich rozkminach.


Co zaś się tyczy samej fabuły poszczególnych tomów to raz za razem dostajemy po prostu kolejną sprawę odcinka. Czwarty album "Domu Slaughterów" prezentuje nam Wabika. Jak zawsze niewiele wiemy o samej postaci. Pojawiają się krótkie retrospekcje na jej temat, ale ja ponownie miałem problem z ich odczytaniem. Nie wiem czy to moja wina, że nie dociera do mnie szerszy kontekst, czy może wadliwy jest sam przekaz. Wiem natomiast, że ogarnianie podobnych treści w "Coś zabija dzieciaki" przychodziło mi bez większego trudu.

Niezależnie jednak od wątków spiskowych oraz obrazów rywalizacji między frakcjami zakonu, główna historia tomu wypada dobrze. Nadal nie są to wyżyny storytellingu, ale idzie przynajmniej zorientować w ogólnej sytuacji. W tym konkretnym przypadku w założeniach tajnej misji przywołanego wyżej Wabika, oddelegowanego do domu dziecka w Erie celem zlokalizowania a następnie zneutralizowania problemu. Powiedzmy, że w pewnym sensie tego typu questy to standard, jeżeli chodzi o "Dom Slaughterów". Gdzieś pojawiają się kłopoty, przybywa ktoś z zakonu i problemy znikają. Czasem w bardzo brutalny sposób.


Ta brutalność to także znak rozpoznawczy tej serii. Na dobrą sprawę sam jej tytuł sugeruje z czym będziemy musieli się zmierzyć. I ta krwistość, ta odwaga w prezentowaniu takich a nie innych zakończeń jest na pewno jednym z jaśniejszych - innym są rysunki! - punktów "Domu Slaughterów". Warto jednak przy tym wyraźnie zaznaczyć, że takie ‘rozwiązywanie problemów’ nie jest robione jedynie na pokaz. Owszem, pewne obrazy są makabryczne, aby czytelnik dostał konwencję za jaką zapłacił, ale dobrze, że brutalność nie jest pokazywana dla samej brutalności. Twórcy i tym razem znajdują czas na wyjaśnienia. Nie każde z nich do mnie trafia, czasami brakuje im autentyczności jak również oryginalności, ale przynajmniej czyny bohaterów nie są obdarte z komentarza.

Jak wiele trzeba jeszcze poświęcić w imię walki z potworami? Czy ta walka ma sens i czy kiedykolwiek się skończy? Nie wiem czy kiedyś poznamy odpowiedzi na te pytania. Tak po prawdzie, nie wiem nawet czy ta seria zmierza w jakimś konkretnym kierunku oraz czy na koniec dostaniemy jakiś klarowny finał. Przeczytałem czwarty jej tom - dwudziesty zeszyt serii - i mam wrażenie, że nadal nie dostrzegam całości. Zakładajac oczywiście jakaś całość istnieje. Liczę, że tak. Mam tylko nadzieję, że zobaczę ją zanim formuła cyklu zacznie mnie nudzić.

_______________
#016-020 "House of Slaughter. Alabaster" [08-12/2023]
Polski tytuł: "Dom Slaughterów. Alabaster"
Scenarzysta: Sam Johns
Rysownik: Letizia Cadonici
Kolory: Francesco Segala
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Seria: Dom Slaughterów
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 9788382306934
Data wydania: 18 wrzesień 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
W bezlitosnej wojnie z potworami Białe Maski nie cofną się przed niczym. Dla nich nie ma niedozwolonych chwytów. Szafujący swoim życiem członek Białych Masek o imieniu Wabik (niemy chłopiec bez obu rąk, któremu udaje się wychodzić z najbardziej samobójczych misji) zostaje wysłany do domu opieki nad dziećmi z wyjątkowo paskudnym zadaniem. Chłopak próbuje za wszelką cenę zignorować okrucieństwo, z jakim traktują go pozostałe dzieci, lecz atak potworów stawia przed nim dodatkowe pytania. Co wspólnego z tym, co się dzieje, ma miła, tajemnicza dziewczyna o imieniu Nannette?


"Coś zabija dzieciaki" || tom siódmy


Tom siódmy serii "Coś zabija dzieciaki" to nic innego jak zamknięcie wątku Erici Slaughter siejącej zamęt w miasteczku Udręka. Do tego bowiem sprowadza się fabuła opowieści. Na kartach komiksu jest pokazana scena, kiedy zdezorientowany szeryf Carter Thomas zadaje - w mojej ocenie zasadnicze - pytanie: 'Niech to diabli. Co tu się k...a dzieje?'. Oczywiście nie otrzymuje odpowiedzi, ale my ją znamy. Do spokojnego, leżącego wydawałoby się z dala od zagrożeń wielkiego świata, miasta przybywa nasza Erica i wszystko trafia szlag. Niewinni zaczynają ginąć, komisariat zamienia się w rzeźnię, po ulicach biega wariatka z biczem i bandamce a w krzakach czai się potwór.

Jak wspomniałem, niniejszy, siódmy tom serii kończy pewien rozdział w życiu Erici. I jeżeli ktoś liczył na brutalne, krwawe i pesymistyczne zakończenie to miał rację. Tak naprawdę jednak trudno było nie odgadnąć takiego finału. Mechanika serii oraz pomysły pana Jamesa Tyniona IV od samego początku przygotowały nas na takie właśnie widowisko. Niemalże każdy album składał się z dwóch, podstawowych wątków. Z krótkiego nakreślenia aktualnych animozji panujących w Domach oraz z odsłaniania przez czytelnikiem myśliwskich, morderczych umiejętności osób noszących maski. Ten tom nie jest wyjątkiem. Jest taki sam jak wszystkie wcześniejsze.


To plus i zarazem minus historii. Owa powtarzalność pewnych zagrań fabularnych była czymś fajnym, ale i zaczynała być trochę męcząca. O ile starcie Erici ze swoim 'sobowtórem' jest bardzo w klimacie serii, o tyle mam wrażenie, że jej konflikt z Cutter trochę za długo był ciągnięty. Miał swoje momenty, animozje między bohaterkami były ciekawie prezentowane - także na tle wojenek w samych Domach - ale cieszę się, że siódmy tom serii zamyka ten rozdział i otwiera kolejny. Powoli zaczynało mi brakować jakiegoś novum, czegoś zaskakującego i trochę przerażającego. Czegoś na tyle wstrząsającego, że będę czekał na kolejny tom.

I taki finał dostałem. Nie mówię, że jest on wyjątkowo spektakularny. Ba! On jest wręcz straszliwe przeciągnięty, ale koniec końców Cutter dopadła Ericię. Myślę, że większość czytelników widząc ich stracie odetchnęła z ulgą.
____________________
"Something Is Killing The Children" volume 7 [02/2024]
Tytuł polski: "Coś zabija dzieciaki" tom siódmy
Scenarzysta: James Tynion IV
Rysunki: Werther Dell’Edera
Tłumacz: Paweł Bulski
Seria: Coś zabija dzieciaki
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788382306910
Data wydania: 29 lipiec 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Atak Dwupostaciowca omal nie pozbawił Eriki Slaughter życia; jakby tego było mało, by ocalić Gabi i mieszkańców Udręki, ciągle musi mieć się na baczności przed morderczą Cutter. Rozdzielona z Dolly i kierująca się zrodzoną z rozpaczy wściekłością Cutter nie spocznie, póki nie wywrze srogiej pomsty... To jednak nie koniec koszmaru, bo przerażające monstrum, które przybrało postać Eriki – Dwupostaciowiec – ciągle pozostaje na wolności i nie ustaje w złowrogim pościgu.


"Dom Slaughterów. Powrót Rzeźnika"


"Dom Slaughterów" akt trzeci to krok w stronę komiksu sensacyjnego, naładowanego akcją i dużą dawką fabularnej adrenaliny. To album inny od wcześniejszego więc jeżeli ktoś bał się, że tempo siadło to uspokajam: jest dobrze. Historia od pierwszego do ostatniego zeszytu trzyma poziom. Scenarzysta prowadzi opowieść sprawnie, dobrze łącząc wątki, choć tutaj robię przypis: wypada znać wcześniejsze części tej serii oraz cykl podstawowy, tj. "Coś zabija dzieciaki". Na pewno znajomość pewnych stałych tego uniwersum usprawni poruszanie się po jego meandrach a tych jest całkiem sporo.

"Powrót Rzeźnika" - trzeci album spin-offa - choć początkowo może uchodzić za zaledwie prostolinijną historię z figtherskim finałem to jak się wgryźć w fabułę uważniej pojawiają się wątki dużo bardziej złożone, prezentujące szerszą perspektywę motywu głównego. Przykładowo: śledząc krucjatę Jace'a, poznajemy poniekąd mechanizmy rekrutacji do poszczególnych domów, np. do Domu Boutcherów. Przypatrując się zaś vendettcie Jolie uświadamiamy sobie jak wiele znaczy właściwa komunikacja i jak niewiele trzeba aby drobne - nie z perspektywy wspomnianej Jolie - nieporozumienie urosło do rangi prawdziwej zdrady. I takich wycieczek jest dużo więcej.


Dodatkowo, śledząc działania i jednego i drugiego bohatera poznajemy ich przeszłość. To jest także 'coś ekstra'. Ja mam zawsze problem, gdy dana postać jest prezentowana nijako i bez odpowiedniego tła. Wydaje się wówczas taka kartonowa i bez wyrazu a niewiele trzeba aby nabrała choć odrobiny większego realizmu. Pan Tate Brombal dobrze to rozumie, czego dowodem są liczne retrospekcje pozwalające lepiej zrozumieć motywacje bohaterów. Nie są to wrzutki jakieś szalenie drobiazgowe ale zupełnie wystarczają. Ja do takiej podbudowy, która pokazuje powody walki obu stron nie mam uwag. Jak na komiks superbohaterski podszyty dramatem jednostek są to zabiegi wystarczające w zupełności.

Od strony wizualnej historia oferuje rysunkowy i kolorowy miszmasz. Taka zabawa konwencją nie przedzkadzała w lekturze ale kilka razy musiałem na nowo przyzwyczajać się do kolorów, gdyż od czasu do czasu barwy - mające dla mnie coś z barw neonowych - zwyczajnie mnie raziły. Delikatnie miałem wówczas problem z percepcją i zorientowaniem się w komiksowej przestrzeni. Najważniejsze jednak, że nie drażniło mnie to do tego stopnia, że musiałbym odpoczywać od lektury. Wręcz przeciwnie. Czasami taka dezorientacja podbijała fabularny horror.
_______________
#011-015 "House of Slaughter. The Butcher" [01-05/2023]
Polski tytuł: "Dom Slaughterów. Powrót Rzeźnika"
Scenarzysta: Tate Brombal
Rysownik: Antonio Fuso
Kolory: Miquel Muerto
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Seria: Dom Slaughterów
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 9788382306927
Data wydania: 10 kwiecień 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Przeszłość Jace’a nie daje o sobie zapomnieć. Na jaw wychodzą dręczące go po nocach wydarzenia z młodości, które na powrót zaprowadzą go do Jatki… Nieświadomy losu Aarona, porzucił życie łowcy potworów, by dalej zajmować się sierotami, które wziął pod opiekę. Czy zdoła je ocalić nie tyle przed monstrami, co wściekłością i poczuciem winy – czymś o wiele bardziej przerażającym niż wszystko, co widziały do tej pory? Tymczasem Sunny, jeden z jego podopiecznych, spotyka potwory o zupełnie innej proweniencji – Białe Maski z Domu Butcherów. Tego samego, w którym Jace, zanim został z niego wygnany, spędził dzieciństwo.


"Coś zabija dzieciaki" tom szósty


Dzieje się. Jest krwawo, brutalnie, Erica ma jeszcze bardziej przesrane niż zazwyczaj a cała zawierucha jest odpowiednio skąpana w sensacyjnym a nawet konspiracyjnym sosie. Pan James Tynion IV po raz szósty opowiada nam o czymś co zabija dzieciaki i po raz kolejny robi to dobrze. Na tyle skutecznie, że choć pewne fabularne powtórzenia mają miejsce to mimo wszystko ta seria nadal prezentuje się atrakcyjnie. Na tyle dobrze, że dla mnie może ona trwać i trwać o ile zachowa swój obecny poziom.

Fabularnie obecny tom "Coś zabija dzieciaki" jest kontynuacją wcześniejszych wydarzeń więc na tym polu zero zaskoczenia. Historia rusza w nowomeksykańskim miasteczku Udręka, gdzie poharatana Erica liże rany i ukrywa się przed ścigającą ją Cutter. Obok niej mamy zdezorientowaną Riqui oraz Gabi, która zaskakująco sprawnie łapie o co chodzi z tymi potworami. Zapewne jest to wynik tego, że dość często łoi różnego rodzaju maszkary na PlayStation. Generalnie dziewczyny dogadują się, próbują nie zginać a nawet zamierzają stanąć do walki przeciw Dwupostaciowcowi, który jest bydlakiem pierwszej wody.

Tak prezentuje się jedna strona komiksu, który na szczęście nie samą masakrą żyje. O wiele atrakcyjniej wypadają przybliżane nam zakulisowe gierki na linii Dom Slaughterów-Erica. Ponownie zostaje ona pokazana jako prawdziwa fighterka a tajemniczy Zakon Świętego Jerzego jako miejsce, gdzie nieposłuszeństwo jest surowo karane. Co prawda ten swoisty taniec złego stowarzyszenia z byłą członkinią trwa od dość dawna ale jak zwykle James Tynion IV znajduje coś czym nas zaskakuje. Tym razem jest to kolejna fighterka wyruszająca na łowy. Także ten... będzie się działo 😁

Nowa odsłona historii "Coś zabija dzieciaki" wypada bardzo przyzwoicie a galeria okładek dołączona na końcu to kosmos! James Tynion IV nie brnie z historią przesadnie do przodu i wypełnia ją niekiedy wątkami, w mojej ocenie, niepotrzebnymi ale nadal to się wszystko kręci. I nadal będę czekał na kolejne części tego dramatu.
____________________
"Something Is Killing The Children" volume 6 [07/2023]
Tytuł polski: "Coś zabija dzieciaki" tom szósty
Scenarzysta: James Tynion IV
Rysunki: Werther Dell’Edera
Tłumacz: Paweł Bulski
Seria: Coś zabija dzieciaki
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788382306903
Data wydania: 14 marzec 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Pozbawiona ostatniego sprzymierzeńca i ścigana przez bezwzględną agentkę Zakonu świętego Jerzego, Erica Slaughter zostaje zupełnie sama. Nie ma najmniejszych szans. Czy uda jej się w pojedynkę pokonać przerażającego nowego potwora nękającego miasteczko Udręka w Nowym Meksyku, czy też jej historia dobiega już kresu?

Skryba Edwin i potwór

"Dom Slaughterów. Szkarłat" Non Stop Comics


Poświąteczna podróż do domu przebiegła przy lekturze drugiego tomu "Domu Slaughterów", z której to lektury jest ogólnie zadowolony. Choć czytając pierwszy album spinoffa "Coś zabija dzieciaki" miałem lekkie wątpliwości czy takie rozbudowywanie uniwersum jest komukolwiek potrzebne to dzisiaj tych wątpliwości nie mam. Sam Johns brakuje chwilami doświadczenia Jamesa Tyniona IV, ale mimo wszystko ta młoda scenarzystka zdaje się znać podwaliny dobrze skonstruowanych opowieści. Historia przez nią rozpisana wciąga a przy tym nie zarzuca czytelnika tandetnymi cliffhangerami. I takie podejście dla tej historii jest dobre.

Przewodnikiem po "Szkarłacie" jest dziwny Edwin Slaughter. Piszę 'dziwny' gdyż jego inność bardzo mocno w tym komiksie jest ogrywana i to na kilku płaszczyznach. Na dzień dobry dowiadujemy się, że Edwin jest skrybą a nie typowym żołnierzem przywykłym do nieustannego narażania życia. Nie jest wojownikiem, ale to właśnie jego mistrz Colin wyznacza do sporządzenia raportu mającego wyjaśnić wypadki dzieci przebywających na obozie Sturgeon położonego nad jeziorem Michigan. To jest punkt wyjścia. Dalsza część historii to relacja z 'wycieczki' Edwina, która także przebiega zaskakująco niestandardowo.


Nie jesteśmy bowiem świadkami typowego śledztwa, bohatera nic nie ściga a on sam wydaje się mało zainteresowany polowaniem na potwory. Skutkiem czego nasza opowieść spowalnia zanim na dobre się rozkręciła. Nie jest to jednak wpadka czy zagrywka chybiona. Rozważania dziwnego, lekko oderwanego od rzeczywistości - wystarczy spojrzeć na jego rysunki - chłopaka dają po pierwsze ciekawy obraz tego czym zajmują się Szkarłatne Maski, po drugie nie zawsze popisy fighterów są tym czego komiks potrzebuje. A prawda jest taka, że akurat ta historia, historia skryby Edwina powinna być opowiedziana bez fajerwerków.

"Dom Slaughterów. Szkarlat" to opowieść o chłopcu będącym świadkiem śmierci matki. O potworze żywiącym się wspomnieniami z tego zdarzenia i nietypowej symbiozie łączącej te dwie jednostki. Tutaj brak miejsca na obrazy walki, na krwawe pojedynki. Nawet finałowe starcie Edwina z monstrum ukrywającym się w jeziorze Michigan przybiera formę historii opowiadanej przy ognisku przez chłopaka z obozu Sturgeon. Takich zabaw formą mamy całkiem sporo. Właściwie każdy zeszyt to dwie płaszczyzny czasowe, historia w historii. Może nie jest typowa opowieść szkatułkowa, ale komiks bardzo blisko niej lawiruje.


Twórcy komiksu lawirują także wokół innego tematu. Przyglądając się Edwinowi szybko orientujemy się, że na jakimś poziomie łamie on standardy Zakonu Świętego Jerzego. Co więcej, jego inność zdaje się być powiązana ze zmianami zachodzącymi w Domu Slaughterów. Finał story nie dostarcza jednak szczegółowych odpowiedzi, co również nie jest czymś złym. W mojej ocenie twórcom udało się skutecznie zachęcić czytelników do sięgnięcia po kolejną odsłonę serii a przecież właśnie oto chodzi. Aby spędzić miło spędzić czas przy lekturze danego komiksu, nawet jeżeli fabuła tego komiksu jest chwilami mętna jak rysunki pani Letizii Cadonici.
____________________
#006-010 "House of Slaughter. Scarlet" [05-10/2022]
Polski tytuł: "Dom Slaughterów. Szkarłat"
Scenarzysta: Sam Johns
Rysownik: Letizia Cadonici
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Seria: Dom Slaughterów
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 9788382305050
Data wydania: 11 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Jakież to sekrety zapisują w mrocznych zakamarkach Domu Slaughterów Szkałatne Maski, tajemniczy skrybowie Zakonu Świętego Jerzego? Rozmiłowany w historiach o łowcach z przeszłości oraz tych, pośród których żyje, Edwin Slaughter tylko spisuje ich opowieści... bez szans na przeżycie tego, co oni. Do czasu, gdy legendarne, odpowiadające za śmierć niezliczonych dzieci monstrum nie zmusza go do udziału w akcji. Czy pożyje wystarczająco długo, by spisać doświadczenia, czy też zginie, nie opowiedziawszy swojej historii?

"Dom Slaughterów. Znamię rzeźnika"

 
Znacie serię "Coś zabija dzieciaki"? Jeżeli nie kojarzycie tytułu to sugeruję grzecznie milczeć i nadrobić zaległości. A jeśli darzycie sentymentem bajania o straszydłach ukrytych w ciemnych kątach powinniście to zrobić wręcz obowiązkowo. Po prostu będziecie dobrze się bawić, bo to Wasze klimaty. Moje także. Od czasów opowieści o dzieciakach z Derry, od Bradbury'ego oraz jego potwora, od straszaków Koontza. Dlatego też nie miałem problemu z odbiorem pierwszej odsłony "Domu Slaughterów". Choć twórcy upchali w komiksie całkiem sporo tego całego bajzlu, jaki towarzyszy dojrzewającym nastolatkom, nie przeszkadzał on w lekturze. Wręcz przeciwnie. To była ciekawa, odświeżająca rozrywka.

Aaron Slaughter nie ma lekko. Choć wypełnia rozkazy, toczy zacięte pojedynki i próbuje spełnić pokładane w nim nadzieje to ciągle nie spełnia oczekiwań. W oczach zarządzających Domem uchodzi za jednostkę z potencjałem, ale jednostkę, której talent musi dojrzeć, nabrać odpowiedniej mocy. Nasz bohater nie do końca rozumie gdzie leży problem, ale stara się i daje z siebie wszystko. Czy łamie reguły? Jak każdy. Zwłaszcza od czasu, kiedy na horyzoncie pojawia się nowy uczeń, Jace Boucher. Wówczas świat staje do góry nogami. Z jednej strony rzeczywistość nabiera kolorów - także tych miłosnych - z drugiej atmosfera gęstnieje w oczekiwaniu na nowe rozdanie kart. Tajemnice Domu Slaughterów wydają się jeszcze bardziej tajemnicze a wszyscy chodzą lekko poddenerwowani. Tylko patrzeć, aż coś się wydarzy.

Cała historia wiruje wokół duetu Aaron-Jace? Rzeczywiście tak to wygląda. Relacje obu nastolatków - także mężczyzn, gdyż historia rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych - wyraźnie dominują, jeśli chodzi o fabułę. Mówię tutaj o ich relacjach osobistych oraz czysto zawodowych. Przedstawione zostały dość ciekawie, choć dla mnie "Znamię rzeźnika" to głównie źródło wiedzy o działalności i strukturze Zakonu Świętego Jerzego. Szczególnie interesująco został zaprezentowany związek Łowców z ich totemami oraz proces inicjacji nowych członków zgromadzenia. Potwory kryjące się mroku także na plus. Myślę, że czytelnikom lubiącym straszydła rodem ze "Stranger Things" czy "Locke & Key" - i nie tylko im - podobałaby się ich fizjonomia, jak i cała artystyczna prezentacja.

Od strony technicznej "Dom Slaughterów" wypada dobrze. Rysunki Chrisa Shehana i kolory Miquela Muerto specjalnie mnie nie zachwyciły, ale nie będę marudził. Taka poukładana, sterylna kreska dobrze współgra z młodzieżowym aspektem opowieści i surowym klimatem szkoły. Co innego kadry, na których do głosu dochodzi prawdziwa natura totemów. Tutaj pokusiłbym się o bardziej krwawe sceny. W końcu mowa o paskudach mordujących ludzi. Paskudach, które trzeba zgładzić. I jeszcze ta żądza zemsty bijąca od Jace'a Bouchera. Dla mnie najciekawszy wątek z całego albumu i mam trochę żal do twórców - James Tynion IV, Tate Brombal - że spłycili go właściwie do dwóch ostatnich rozdziałów. Można było więcej opowiedzieć o przeszłości Jace, który jako bohater był dużo ciekawszą postacią niż Aaron.

Każda historia ma swój początek i "Dom Slaughterów. Znamię rzeźnika" jest właśnie takim początkiem. Dobrze opowiedzianym, wyjaśniającym pewne sprawy, zdradzającym sekrety bohaterów. Historią ciekawą i wciągającą? Do pewnego stopnia. Gdzieś w połowie albumu widząc zatroskaną minę Aarona czułem lekkie zmęczenie, ale końcówka spełnia moje oczekiwania. Czekam na ciąg dalszy opowieści.


#001-005 "House of Slaughter. The Butcher's Mark" vol 1 [10/2021-02/2022]
Polskie wydanie: "Dom Slaughterów. Znamię rzeźnika" [Non Stop Comics, 2023]
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.