Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania house of slaughter, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania house of slaughter, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

"Wojna Rzeźnika" || #020-#025 "House of Slaughter" (2024)


Uprzejmie donoszę, że "Wojna Rzeźnika" to w mojej ocenie najlepsze, co do tej pory wyszło spod szyldu "Dom Slaughterów". Nie wiem, czy wszyscy, ale na pewno spora część z Was wie, jak mocno nijaka bywa chwilami ta seria. Nie to, żeby jej twórcy się nie starali, nic z tych rzeczy. Powiedzmy, że Tate Brombal i Sam Johns - wymieniający się na stanowisku scenarzysty, co pięć zeszytów - starają się niekiedy za bardzo udziwniać a przecież nie zawsze jest to droga do sukcesu.

Czasami wystarczy czytelna intryga, prosty w przekazie motyw ją nakręcający - w tym tomie jest nim m.in. wyraziście zarysowana zawiść między Slaughterami i Butcherami - i ostra rozwałka na noże, aby historia ruszyła z przysłowiowego kopyta oraz była bliższa klimatom cyklu podstawowego. Niby nic fikuśniego - żadne objawienie - a jednak nie zawsze twórcom serii udawało się ten pomysł zrealizować. Tym razem jednak większość elementów fabuły wskoczyła na właściwe im miejsca.


A wszystko zaczęło się od Jace'a Bouchera, którego jestestwo w końcu zaczęło ciążyć wspomnianym dwóm domom tak mocno, iż uznały one, że oto nadszedł ten dzień i czas położyć kres - łatwiej powiedzieć, niż wykonać - istnieniu zbuntowanego łowcy-samotnika. W tym celu Slaughterowie oraz Butcherowie zawiązują sojusz. Nie jest to przymierze idealne, ale konieczne, aby Jace'a pokonać. Czy uda im się ta sztuka?

Powiem tak: każda ze stron pokazuje kły i tak naprawdę dba jedynie o własne interesy. Oczywiście, taki obraz świata nikogo - a już na pewno nie fanów serii - nie powinien dziwić, ale chyba po raz pierwszy jesteśmy tak blisko tego konfliktu, tych politycznych gierek. Mam wrażenie, że również po raz pierwszy nie miałem problemu z połapaniem się w zawiłościach rywalizacji obu domów. Świetnie ten wątek został w tym tomie poprowadzony; tak scenariuszowo, jak i wizualnie. Przepychanki słowne Vionette ze Starym Smokiem, rozrysowane tak jakbyśmy byli świadkami debaty politycznej, urocze.


A wracając do tytułowej wojny. Jak łatwo zgadnąć polowanie na ostatniego potomka rodu Boucherów nie idzie zgodnie z planem. Jasne, każdy z domów przewidywał pewne komplikacje, ale chyba żaden nie przypuszczał, że będzie miała miejsce, aż taka jatka. "Wojna Rzeźnika" przypomina chwilami coś w rodzaju rzezi niewiniątek - jest brutalnie, krew leje się gęsto a kończyny fruwają w powietrzu - co w sumie nie jest niczym niezwykłym. Osoby czytające serię "House of Slaughter" oraz znające "Something is Killing the Children" patrząc na te wszystkie wygibasy ze sztyletami poczują znajomy klimat, choć tak jak zaznaczyłem kilka zdań wcześniej ten album nie tylko przemocą stoi.

Tate Brombal dużo miejsca poświęcił postaci Jace'a Bouchera oraz demonom go otaczającym. Bardzo ciekawie wypada jego relacja z Maven, która próbuje przemówić Rzeźnikowi do rozumu, pokazać mu szerszą perspektywę i wskazać ten kierunek drogi, który ma szansę nie ociekać krwią. Nie jest to zbyt długi wątek, ale wydaje mi się, że istotny z uwagi na wybory których ostatecznie dokonuje Jace. Dokąd one go zaprowadzą i czy na końcu Slaughterowie i Butcherowie będą żyli długo i szczęśliwie?

------------------------------
#020-#025 "House of Slaughter. The Butcher's War" vol 1 [02-07/2024]
napisał: Tate Brombal
narysowali: Antonio Fuso, Chris Shehan
pokolorował: Miquel Muerto
Polskie wydanie: "Dom Slaughterów. Wojna Rzeźnika" [Non Stop Comics, 04/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


DOM SLAUGHTERÓW - 6 - Lazur

Nie wiem co mnie skłoniło do takich wniosków ale ubzdurałem sobie, że wcześniejszy tom "Domu Slaughterów" był tomem ostatnim. Czy może dlatego, że zamknięty został - bo został, prawda? - wątek Jace’a Bouchera? A może po prostu nie wiedziałem jaką jeszcze historię moglibyśm otrzymać, bo wiecie: ta historia mogłaby zakończyć się dużo wcześniej. Wówczas siłą rzeczy byłaby bardziej skoncentrowana na konkretach a nie budowała piramidę intryg zrozumiałych jedynie dla ich twórców. Niezależnie jednak od powodów "Wojna Rzeźnika" nie była ostatnia. I ostatnim nie będzie "Lazur".

Ten album zamyka jeden z rozdziałów czegoś co już określa się mianem slaughterverse. Na początku maja 2026 roku debiutuje seria "Fall of the House of Slaughter", o którą jak sądzę zadba w swoim czasie Non Stop Comics Co o niej dzisiaj wiemy? Niewiele. Życzyłbym sobie jednak aby bliżej jej było do serii podstawowej bo, co tu dużo mówić, "Dom Slaughterów" to seria bardzo nierówna.

Skryba Edwin i potwór

"Dom Slaughterów. Szkarłat" Non Stop Comics


Poświąteczna podróż do domu przebiegła przy lekturze drugiego tomu "Domu Slaughterów", z której to lektury jest ogólnie zadowolony. Choć czytając pierwszy album spinoffa "Coś zabija dzieciaki" miałem lekkie wątpliwości czy takie rozbudowywanie uniwersum jest komukolwiek potrzebne to dzisiaj tych wątpliwości nie mam. Sam Johns brakuje chwilami doświadczenia Jamesa Tyniona IV, ale mimo wszystko ta młoda scenarzystka zdaje się znać podwaliny dobrze skonstruowanych opowieści. Historia przez nią rozpisana wciąga a przy tym nie zarzuca czytelnika tandetnymi cliffhangerami. I takie podejście dla tej historii jest dobre.

Przewodnikiem po "Szkarłacie" jest dziwny Edwin Slaughter. Piszę 'dziwny' gdyż jego inność bardzo mocno w tym komiksie jest ogrywana i to na kilku płaszczyznach. Na dzień dobry dowiadujemy się, że Edwin jest skrybą a nie typowym żołnierzem przywykłym do nieustannego narażania życia. Nie jest wojownikiem, ale to właśnie jego mistrz Colin wyznacza do sporządzenia raportu mającego wyjaśnić wypadki dzieci przebywających na obozie Sturgeon położonego nad jeziorem Michigan. To jest punkt wyjścia. Dalsza część historii to relacja z 'wycieczki' Edwina, która także przebiega zaskakująco niestandardowo.


Nie jesteśmy bowiem świadkami typowego śledztwa, bohatera nic nie ściga a on sam wydaje się mało zainteresowany polowaniem na potwory. Skutkiem czego nasza opowieść spowalnia zanim na dobre się rozkręciła. Nie jest to jednak wpadka czy zagrywka chybiona. Rozważania dziwnego, lekko oderwanego od rzeczywistości - wystarczy spojrzeć na jego rysunki - chłopaka dają po pierwsze ciekawy obraz tego czym zajmują się Szkarłatne Maski, po drugie nie zawsze popisy fighterów są tym czego komiks potrzebuje. A prawda jest taka, że akurat ta historia, historia skryby Edwina powinna być opowiedziana bez fajerwerków.

"Dom Slaughterów. Szkarlat" to opowieść o chłopcu będącym świadkiem śmierci matki. O potworze żywiącym się wspomnieniami z tego zdarzenia i nietypowej symbiozie łączącej te dwie jednostki. Tutaj brak miejsca na obrazy walki, na krwawe pojedynki. Nawet finałowe starcie Edwina z monstrum ukrywającym się w jeziorze Michigan przybiera formę historii opowiadanej przy ognisku przez chłopaka z obozu Sturgeon. Takich zabaw formą mamy całkiem sporo. Właściwie każdy zeszyt to dwie płaszczyzny czasowe, historia w historii. Może nie jest typowa opowieść szkatułkowa, ale komiks bardzo blisko niej lawiruje.


Twórcy komiksu lawirują także wokół innego tematu. Przyglądając się Edwinowi szybko orientujemy się, że na jakimś poziomie łamie on standardy Zakonu Świętego Jerzego. Co więcej, jego inność zdaje się być powiązana ze zmianami zachodzącymi w Domu Slaughterów. Finał story nie dostarcza jednak szczegółowych odpowiedzi, co również nie jest czymś złym. W mojej ocenie twórcom udało się skutecznie zachęcić czytelników do sięgnięcia po kolejną odsłonę serii a przecież właśnie oto chodzi. Aby spędzić miło spędzić czas przy lekturze danego komiksu, nawet jeżeli fabuła tego komiksu jest chwilami mętna jak rysunki pani Letizii Cadonici.
____________________
#006-010 "House of Slaughter. Scarlet" [05-10/2022]
Polski tytuł: "Dom Slaughterów. Szkarłat"
Scenarzysta: Sam Johns
Rysownik: Letizia Cadonici
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Seria: Dom Slaughterów
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 9788382305050
Data wydania: 11 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Jakież to sekrety zapisują w mrocznych zakamarkach Domu Slaughterów Szkałatne Maski, tajemniczy skrybowie Zakonu Świętego Jerzego? Rozmiłowany w historiach o łowcach z przeszłości oraz tych, pośród których żyje, Edwin Slaughter tylko spisuje ich opowieści... bez szans na przeżycie tego, co oni. Do czasu, gdy legendarne, odpowiadające za śmierć niezliczonych dzieci monstrum nie zmusza go do udziału w akcji. Czy pożyje wystarczająco długo, by spisać doświadczenia, czy też zginie, nie opowiedziawszy swojej historii?

"Dom Slaughterów. Znamię rzeźnika"

 
Znacie serię "Coś zabija dzieciaki"? Jeżeli nie kojarzycie tytułu to sugeruję grzecznie milczeć i nadrobić zaległości. A jeśli darzycie sentymentem bajania o straszydłach ukrytych w ciemnych kątach powinniście to zrobić wręcz obowiązkowo. Po prostu będziecie dobrze się bawić, bo to Wasze klimaty. Moje także. Od czasów opowieści o dzieciakach z Derry, od Bradbury'ego oraz jego potwora, od straszaków Koontza. Dlatego też nie miałem problemu z odbiorem pierwszej odsłony "Domu Slaughterów". Choć twórcy upchali w komiksie całkiem sporo tego całego bajzlu, jaki towarzyszy dojrzewającym nastolatkom, nie przeszkadzał on w lekturze. Wręcz przeciwnie. To była ciekawa, odświeżająca rozrywka.

Aaron Slaughter nie ma lekko. Choć wypełnia rozkazy, toczy zacięte pojedynki i próbuje spełnić pokładane w nim nadzieje to ciągle nie spełnia oczekiwań. W oczach zarządzających Domem uchodzi za jednostkę z potencjałem, ale jednostkę, której talent musi dojrzeć, nabrać odpowiedniej mocy. Nasz bohater nie do końca rozumie gdzie leży problem, ale stara się i daje z siebie wszystko. Czy łamie reguły? Jak każdy. Zwłaszcza od czasu, kiedy na horyzoncie pojawia się nowy uczeń, Jace Boucher. Wówczas świat staje do góry nogami. Z jednej strony rzeczywistość nabiera kolorów - także tych miłosnych - z drugiej atmosfera gęstnieje w oczekiwaniu na nowe rozdanie kart. Tajemnice Domu Slaughterów wydają się jeszcze bardziej tajemnicze a wszyscy chodzą lekko poddenerwowani. Tylko patrzeć, aż coś się wydarzy.

Cała historia wiruje wokół duetu Aaron-Jace? Rzeczywiście tak to wygląda. Relacje obu nastolatków - także mężczyzn, gdyż historia rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych - wyraźnie dominują, jeśli chodzi o fabułę. Mówię tutaj o ich relacjach osobistych oraz czysto zawodowych. Przedstawione zostały dość ciekawie, choć dla mnie "Znamię rzeźnika" to głównie źródło wiedzy o działalności i strukturze Zakonu Świętego Jerzego. Szczególnie interesująco został zaprezentowany związek Łowców z ich totemami oraz proces inicjacji nowych członków zgromadzenia. Potwory kryjące się mroku także na plus. Myślę, że czytelnikom lubiącym straszydła rodem ze "Stranger Things" czy "Locke & Key" - i nie tylko im - podobałaby się ich fizjonomia, jak i cała artystyczna prezentacja.

Od strony technicznej "Dom Slaughterów" wypada dobrze. Rysunki Chrisa Shehana i kolory Miquela Muerto specjalnie mnie nie zachwyciły, ale nie będę marudził. Taka poukładana, sterylna kreska dobrze współgra z młodzieżowym aspektem opowieści i surowym klimatem szkoły. Co innego kadry, na których do głosu dochodzi prawdziwa natura totemów. Tutaj pokusiłbym się o bardziej krwawe sceny. W końcu mowa o paskudach mordujących ludzi. Paskudach, które trzeba zgładzić. I jeszcze ta żądza zemsty bijąca od Jace'a Bouchera. Dla mnie najciekawszy wątek z całego albumu i mam trochę żal do twórców - James Tynion IV, Tate Brombal - że spłycili go właściwie do dwóch ostatnich rozdziałów. Można było więcej opowiedzieć o przeszłości Jace, który jako bohater był dużo ciekawszą postacią niż Aaron.

Każda historia ma swój początek i "Dom Slaughterów. Znamię rzeźnika" jest właśnie takim początkiem. Dobrze opowiedzianym, wyjaśniającym pewne sprawy, zdradzającym sekrety bohaterów. Historią ciekawą i wciągającą? Do pewnego stopnia. Gdzieś w połowie albumu widząc zatroskaną minę Aarona czułem lekkie zmęczenie, ale końcówka spełnia moje oczekiwania. Czekam na ciąg dalszy opowieści.


#001-005 "House of Slaughter. The Butcher's Mark" vol 1 [10/2021-02/2022]
Polskie wydanie: "Dom Slaughterów. Znamię rzeźnika" [Non Stop Comics, 2023]
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


MAŁE ARKANA - 2 - Koło fortuny


Pod koniec marca 2026 roku nakładem wydawnictwa Mucha Comics ukazał się drugi tom cyklu "Małe Arkana" autorstwa Jeffa Lemire'a, Letizi Cadonici i Patricio Delpeche. Co to oznacza? A to, że czytelnicy ceniący Jeffa Lemire'a za jego sposób opowiadania historii mogą zacierać ręce. Oni najbardziej. Oni doskonale wiedzą na co stać tego scenarzystę, do jakich wątków lubi się odwoływać i jak nimi manewrować aby historia choć osadzona w bliskiej nam rzeczywistości oferowała coś magicznego. Pozostali, ci dla których pan Lemire to nadal zagadka, zrozumieją w czym rzecz po lekturze tego komiksu.

Komiksu, z którego fantazyjno-magiczny vibe wylewa się litrami od samego początku, od kiedy główna bohaterka dramatu wróciła do Limberlost i zaczęła dostrzegać coś, co dostrzec może niewielu. Od tego zaczynamy, to jest ten fantazyjny vibe, mocny, konkretny a chwilami i lekko straszny. Wystarczy spojrzeć na główną okładkę aby wiedzieć, że Theresa dysponuje czymś co, upraszczając, można nazwać szóstym zmysłem. Wystarczy przeczytać pierwszy rozdział "Koła fortuny" aby zrozumieć, że wspomniany dar nie jest czymś na co bohaterka historii czekała. Jest przekleństwem, które nie tylko pozwala kroczyć ścieżkami niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników ale i jest źródłem problemów.

"Alabaster" (2023) || Dom Slaughterów tom czwarty


Ostatnio kolega z pracy zapytał mnie 'co teraz czytasz'. Chodziło mu oczywiście o komiksy a że aktualnie czytałem kolejny tomik z serii "Dom Slaughterów" to zacząłem opowiadać o dzieciakach, potworach wyskakujących z szaf i różnych ciemnych zakamarków oraz o całej tej dziwnej rzeczywistości pana Jamesa Tyniona IV. Słuchał uważnie, ale chyba nie do końca wyłapywał clou całej tej historii. Nie do końca trafiało do niego, o co tyle szumu. I powiem Wam, że ja także nie zawsze jestem w stanie doszukać się w tym wszystkim logiki.

O ile nie mam większych problemów z serią główną - mam tu na myśli serię "Coś zabija dzieciaki" - o tyle fabuła poszczególnych tomów "Domu Slaughterów" często stanowi dla mnie zagadkę. Niby dostajemy wszystko na tacy i podążamy krok w krok za kolejnym żołnierzem zakonu oraz kolejną sprawą do rozwiązania to jednak czasami coś mi umyka. Zwłaszcza, gdy scenarzysta porusza wątki dotyczące polityki wewnątrz samych domów. Wówczas historia staje się trochę zbyt mętna a po prawdzie to myślę, że już dawno do każdego z nas dotarło, jak wielkimi #%@x są członkowie zakonu. Zakładając oczywiście, że oto chodzi w tych odautorskich rozkminach.


Co zaś się tyczy samej fabuły poszczególnych tomów to raz za razem dostajemy po prostu kolejną sprawę odcinka. Czwarty album "Domu Slaughterów" prezentuje nam Wabika. Jak zawsze niewiele wiemy o samej postaci. Pojawiają się krótkie retrospekcje na jej temat, ale ja ponownie miałem problem z ich odczytaniem. Nie wiem czy to moja wina, że nie dociera do mnie szerszy kontekst, czy może wadliwy jest sam przekaz. Wiem natomiast, że ogarnianie podobnych treści w "Coś zabija dzieciaki" przychodziło mi bez większego trudu.

Niezależnie jednak od wątków spiskowych oraz obrazów rywalizacji między frakcjami zakonu, główna historia tomu wypada dobrze. Nadal nie są to wyżyny storytellingu, ale idzie przynajmniej zorientować w ogólnej sytuacji. W tym konkretnym przypadku w założeniach tajnej misji przywołanego wyżej Wabika, oddelegowanego do domu dziecka w Erie celem zlokalizowania a następnie zneutralizowania problemu. Powiedzmy, że w pewnym sensie tego typu questy to standard, jeżeli chodzi o "Dom Slaughterów". Gdzieś pojawiają się kłopoty, przybywa ktoś z zakonu i problemy znikają. Czasem w bardzo brutalny sposób.


Ta brutalność to także znak rozpoznawczy tej serii. Na dobrą sprawę sam jej tytuł sugeruje z czym będziemy musieli się zmierzyć. I ta krwistość, ta odwaga w prezentowaniu takich a nie innych zakończeń jest na pewno jednym z jaśniejszych - innym są rysunki! - punktów "Domu Slaughterów". Warto jednak przy tym wyraźnie zaznaczyć, że takie ‘rozwiązywanie problemów’ nie jest robione jedynie na pokaz. Owszem, pewne obrazy są makabryczne, aby czytelnik dostał konwencję za jaką zapłacił, ale dobrze, że brutalność nie jest pokazywana dla samej brutalności. Twórcy i tym razem znajdują czas na wyjaśnienia. Nie każde z nich do mnie trafia, czasami brakuje im autentyczności jak również oryginalności, ale przynajmniej czyny bohaterów nie są obdarte z komentarza.

Jak wiele trzeba jeszcze poświęcić w imię walki z potworami? Czy ta walka ma sens i czy kiedykolwiek się skończy? Nie wiem czy kiedyś poznamy odpowiedzi na te pytania. Tak po prawdzie, nie wiem nawet czy ta seria zmierza w jakimś konkretnym kierunku oraz czy na koniec dostaniemy jakiś klarowny finał. Przeczytałem czwarty jej tom - dwudziesty zeszyt serii - i mam wrażenie, że nadal nie dostrzegam całości. Zakładajac oczywiście jakaś całość istnieje. Liczę, że tak. Mam tylko nadzieję, że zobaczę ją zanim formuła cyklu zacznie mnie nudzić.

_______________
#016-020 "House of Slaughter. Alabaster" [08-12/2023]
Polski tytuł: "Dom Slaughterów. Alabaster"
Scenarzysta: Sam Johns
Rysownik: Letizia Cadonici
Kolory: Francesco Segala
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Seria: Dom Slaughterów
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 9788382306934
Data wydania: 18 wrzesień 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
W bezlitosnej wojnie z potworami Białe Maski nie cofną się przed niczym. Dla nich nie ma niedozwolonych chwytów. Szafujący swoim życiem członek Białych Masek o imieniu Wabik (niemy chłopiec bez obu rąk, któremu udaje się wychodzić z najbardziej samobójczych misji) zostaje wysłany do domu opieki nad dziećmi z wyjątkowo paskudnym zadaniem. Chłopak próbuje za wszelką cenę zignorować okrucieństwo, z jakim traktują go pozostałe dzieci, lecz atak potworów stawia przed nim dodatkowe pytania. Co wspólnego z tym, co się dzieje, ma miła, tajemnicza dziewczyna o imieniu Nannette?


"Dom Slaughterów. Powrót Rzeźnika"


"Dom Slaughterów" akt trzeci to krok w stronę komiksu sensacyjnego, naładowanego akcją i dużą dawką fabularnej adrenaliny. To album inny od wcześniejszego więc jeżeli ktoś bał się, że tempo siadło to uspokajam: jest dobrze. Historia od pierwszego do ostatniego zeszytu trzyma poziom. Scenarzysta prowadzi opowieść sprawnie, dobrze łącząc wątki, choć tutaj robię przypis: wypada znać wcześniejsze części tej serii oraz cykl podstawowy, tj. "Coś zabija dzieciaki". Na pewno znajomość pewnych stałych tego uniwersum usprawni poruszanie się po jego meandrach a tych jest całkiem sporo.

"Powrót Rzeźnika" - trzeci album spin-offa - choć początkowo może uchodzić za zaledwie prostolinijną historię z figtherskim finałem to jak się wgryźć w fabułę uważniej pojawiają się wątki dużo bardziej złożone, prezentujące szerszą perspektywę motywu głównego. Przykładowo: śledząc krucjatę Jace'a, poznajemy poniekąd mechanizmy rekrutacji do poszczególnych domów, np. do Domu Boutcherów. Przypatrując się zaś vendettcie Jolie uświadamiamy sobie jak wiele znaczy właściwa komunikacja i jak niewiele trzeba aby drobne - nie z perspektywy wspomnianej Jolie - nieporozumienie urosło do rangi prawdziwej zdrady. I takich wycieczek jest dużo więcej.


Dodatkowo, śledząc działania i jednego i drugiego bohatera poznajemy ich przeszłość. To jest także 'coś ekstra'. Ja mam zawsze problem, gdy dana postać jest prezentowana nijako i bez odpowiedniego tła. Wydaje się wówczas taka kartonowa i bez wyrazu a niewiele trzeba aby nabrała choć odrobiny większego realizmu. Pan Tate Brombal dobrze to rozumie, czego dowodem są liczne retrospekcje pozwalające lepiej zrozumieć motywacje bohaterów. Nie są to wrzutki jakieś szalenie drobiazgowe ale zupełnie wystarczają. Ja do takiej podbudowy, która pokazuje powody walki obu stron nie mam uwag. Jak na komiks superbohaterski podszyty dramatem jednostek są to zabiegi wystarczające w zupełności.

Od strony wizualnej historia oferuje rysunkowy i kolorowy miszmasz. Taka zabawa konwencją nie przedzkadzała w lekturze ale kilka razy musiałem na nowo przyzwyczajać się do kolorów, gdyż od czasu do czasu barwy - mające dla mnie coś z barw neonowych - zwyczajnie mnie raziły. Delikatnie miałem wówczas problem z percepcją i zorientowaniem się w komiksowej przestrzeni. Najważniejsze jednak, że nie drażniło mnie to do tego stopnia, że musiałbym odpoczywać od lektury. Wręcz przeciwnie. Czasami taka dezorientacja podbijała fabularny horror.
_______________
#011-015 "House of Slaughter. The Butcher" [01-05/2023]
Polski tytuł: "Dom Slaughterów. Powrót Rzeźnika"
Scenarzysta: Tate Brombal
Rysownik: Antonio Fuso
Kolory: Miquel Muerto
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Seria: Dom Slaughterów
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 9788382306927
Data wydania: 10 kwiecień 2024
Dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Przeszłość Jace’a nie daje o sobie zapomnieć. Na jaw wychodzą dręczące go po nocach wydarzenia z młodości, które na powrót zaprowadzą go do Jatki… Nieświadomy losu Aarona, porzucił życie łowcy potworów, by dalej zajmować się sierotami, które wziął pod opiekę. Czy zdoła je ocalić nie tyle przed monstrami, co wściekłością i poczuciem winy – czymś o wiele bardziej przerażającym niż wszystko, co widziały do tej pory? Tymczasem Sunny, jeden z jego podopiecznych, spotyka potwory o zupełnie innej proweniencji – Białe Maski z Domu Butcherów. Tego samego, w którym Jace, zanim został z niego wygnany, spędził dzieciństwo.