Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania hulk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania hulk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

"Jeśli nie kupicie mojego komiksu... przyjdę do Was i spalę Wam kolekcję X-Men"

kilka zdań o albumie "Zjawiskowa She-Hulk"


Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałem komiks osadzony w realiach superhero, którego scenarzysta tak sprytnie oraz inteligentnie operowałby dowcipem. Wydawać by się mogło, że historie opatrzone logiem Marvela powinny niemalże automatycznie wywoływać uśmiech u czytelników, ale tak między nami nie wiem czy owa zasada przypadkiem nie działała wyłącznie w odniesieniu do młodych czytelników sprzed kilkudziesięciu lat. Śmiem przypuszczać, że w latach szęśćdziesiątych żarty padające z ust miłego Spider-Mana z sąsiedztwa mogły rzeczywiście uchodzić za jakieś novum, ale dzisiaj? Czy głupkowate uwagi wspomnianego bohatera dalej śmieszą czy, co wydaje się bardziej prawdopodobne, irytują? Myślę, że częściej mamy do czynienia z tym ostatnim zjawiskiem. Na szczęście zdarzają się wyjątki.


Do takich wyjątków należy właśnie seria "Sensational She-Hulk", której sukces to przede wszystkim zasługa wielkiego Johna Byrne'a, trzymającego pieczę nad jej blisko trzydziestoma zeszytami. Tytuł wystartował w styczniu 1989 roku i przetrwał sześćdziesiąt zeszytów, na łamach których zielonoskóra piękność chwytała się za bary z mniej lub bardziej znanymi złoczyńcami. Jeżeli jednak miałbym oceniać ten album wyłącznie przez pryzmat owych superbohaterskich zapasów jego ocena nie byłaby zbyt wysoka. John Byrne - odpowiadający zarówno za fabułę, jak i rysunki - z reguły nie prezentował niczego, czego nie widziałby czytelnik wychowany na komiksach Marvela czy DC. Tytułowa bohaterka bardzo często wręcz otwarcie przypomina swoim fanom, że ten czy tamtem oprych miał już swoje pięć minut dużo wcześniej. Z taką sytuacją spotkaliśmy się chociażby obserwując jej starcia z Headmen, długonogim Stilt-Manem czy Mole Manem. Sięganie przez Byrne'a po sprawdzonych wcześniej antagonistów - naturalnie, zdarzały się wyjątki; patrz chociażby historia "Who Was That Zombie I Saw You With...?" - niesie ze sobą jednak pewien pozytyw. Coś, czego prawdopodobnie nie spodziewali się nawet najwięksi fachowcy od komiksów. Od czasu do czasu She-Hulk zniesmaczona - żeby nie powiedzieć 'zdenerwowana' - koniecznością toczenia walk z 'kiepskimi złoczyńcami' czy współpracowania z dziwnymi postaciami, zwraca się bezpośrednio do autora jej przygód.


Zaskoczeni? Sięgając po wydany przez Egmont album "Zjawiskowa She-Hulk" wiedziałem, że będę świadkiem burzenia czwartej ściany ale nie spodziewałem się, że John Byrne będzie to czynił w tak wielkim stylu. Nie umiem Wam powiedzieć czy Byrne opowiadając o przygodach kuzynki Bruce'a Bannera po raz pierwszy skorzystał z takiej niecodziennej konwencji. Czy pierwszy raz musiał słuchać jak bohater komiksu karci go za taki a nie inny scenariusz? Nie wiem. Z drugiej strony, jakie ma to znaczenie? Tak naprawdę liczy się jedynie to, że podjął rękawicę i sprostał wyzwaniu. Spełnił pokładane w nim nadzieje i dokonał tego w bardzo dobrym, przyjemnym dla czytelnika stylu. Nie przesadził z ową konwencją, traktując ją przeważnie jako wygodną formę krótkiego przerywnika w głównej historii - fabularnego wytrychu dającego She-Hulk czas na przebranie się bądź dotarcie z jednej części Nowej Jorku do drugiej 😁- albo wykorzystując ją do podkreślenia mocno żartobliwej stylistyki serii. Nie zapomniał bawić czytelnika, rzucając uwagami dużo bardziej zabawnymi niż uwagi pana Parkera. Nie przestawał mrugać do czytelników podrzucając - niemalże w każdym zeszycie - jakieś nawiązania do popkultury przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.


Nie wiem czy każdemu czytelnikowi taka formuła komiksu superbohaterskiego będzie odpowiadała. Nie wiem czy wszystkie zeszyty "Sensational She-Hulk" - na marginesie: She-Hulk zadebiutowała w listopadzie 1979 roku w opowieści "The She-Hulk Lives" - utrzymywały równy poziom, ale ja będę kontynuwał lekturę przygód tej zielonej piękności i nie porzucę serii nawet po tym jak pożegna się z nią pan John Byrne.
_______________________
#018 "Marvel Graphic Novel. The Sensational She-Hulk" vol 1 [11/1985]
#018 "Marvel Comics Presents. X-Mas Tease..." vol 1 [12/1988]
#001 "The Sensational She-Hulk. Second Chance" vol 1 [01/1989]
#002 "The Sensational She-Hulk. Attack Of The Terrible Toad Men (or Froggy Came Cavortin')" vol 1 [02/1989]
#003 "The Sensational She-Hulk. My Guest-Star,...My Enemy!" vol 1 [03/1989]
#004 "The Sensational She-Hulk. Tall DisOrder" vol 1 [04/1989]
#005 "The Sensational She-Hulk. The Doctor Is In!" vol 1 [05/1989]
#006 "The Sensational She-Hulk. Star Truck" vol 1 [06/1989]
#007 "The Sensational She-Hulk. I Have No Mouth and I Am Mean!" vol 1 [07/1989]
#008 "The Sensational She-Hulk. The World's Greatest Detective!" vol 1 [08/1989]
#031 "The Sensational She-Hulk. Interrupted Melody" vol 1 [09/1991]
#032 "The Sensational She-Hulk. The Hills Have Eyes, And Mouths And Ears (And Maybe Noses...)" vol 1 [10/1991]
#033 "The Sensational She-Hulk. Mole and Wife" vol 1 [11/1991]
#034 "The Sensational She-Hulk. Who Was That Zombie I Saw You With...?" vol 1 [12/1991]
#035 "The Sensational She-Hulk. Hail, Hail, the Gang's All Dead" vol 1 [01/1992]

Tytuł polski: "Zjawiskowa She-Hulk"
Scenarzysta: John Byrne
Rysunki: John Byrne
Tusz: Bob Wiacek, Keith Williams, Kim DeMulder
Kolory: Glynis Oliver, Petra Scotese
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Seria: She-Hulk
Format: 170x260 mm
Liczba stron: 396
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328161283
Data wydania: 25 październik 2023
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Opis wydawcy:
Superbohaterka, prawniczka i wygadana seksbomba o osobowości dorównującej siłą jej zielonym mięśniom. To właśnie Jennifer Walters – zjawiskowa She-Hulk, która na kilka lat przed Deadpoolem burzy czwartą ścianę w komiksie legendarnego John’a Byrne’a! A do tego odpiera inwazję z kosmosu, spotyka najlepszego detektywa na świecie (ale nie tego, o którym myślicie), zalicza wyprawę do wnętrza Ziemi i obowiązkowy gościnny występ Spider-Mana w trzecim zeszycie… oraz oczywiście walczy o prawdę, sprawiedliwość i odszkodowania! 

"Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" (2022) || Hulk vol 5, Thor vol 6

 

Panowie Banner i Hulk w kosmosie, part two!

Jak wspomniałem przed paroma dniami album "Hulk" wypada czytać jednocześnie z tytułem "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny". I jedna i druga historia zachodzą na siebie, niejako się uzupełniają, choć ten drugi album to tak po prawdzie nie tyle opowieść, co zwyczajnie pokaz siły ze strony jednego i drugiego bohatera.

Wiecie, nie tylko Hulk miażdży.
Thor jak weźmie rozmach to także potrafi dobrze przy@$#?*”&!


Naturalnie, ich starcie zostało dopasowane do ogólnej historii, choć mylą się ci, którzy sądzą, że kryje się za nim coś więcej, niż wspomniany pokaz siły. Jak czytamy w krótkim prologu 'Gromowładny szuka zatem ujścia dla całej, nagromadzonej agresji' a Hulk pojawił się o dobrej porze i w dobrym miejscu, dzięki czemu wspomniany Thor znalazł sparingpartnera.

Wiecie, obaj panowie to waga ciężka, więc ich starcie - do którego trzy grosze dokładają także Odyn i Iron Man - jest odczuwalne także na pobliskich planetach. Zresztą, ów pojedynek odbije się echem w kolejnych przygodach Thora, który w jego trakcie zostaje zarażony - to chyba najbardziej odpowiednie słowo - przez Tytana. Co prawda, władca Argadu miał dość siły, aby otrząsnąć się z hulkowego amoku, ale czy chęć niszczenia wszystkiego w zasięgu wzroku nie powróci? Czas pokaże.


Co do wątku 'ich starcie jest odczuwalne na pobliskich planetach'. Otóż, po walce z Thorem Hulk trafia na planetę Hulków. Czym ona jest?

Pamiętacie jak pisałem, że prezydent Ross eksperymentował z gamma mutacjami? Tak się składa, że odpadki z owych naukowych badań trafiały w miejsce, które przez tysiąclecia - inny wymiar, inne tempo upływającego czasu - przekształciło się właśnie w planetę Hulków.

Super, prawda? Świat zamieszkany przez istoty podobne do Hulka. Potężne, świadome możliwości i czczące naszego bohatera niczym boga. Niczym ojca stworzyciela, dawcę nie tyle praw co siły. Dość zabawnie to wszystko wygląda, choć sam Hulk powodów do zbytniej radości nie ma.

Tak się składa, że duża radioaktywność planety to woda na młyn dla Tytana, który z godziny na godzinę zyskuje na sile. Także ten, dzieje się.

------------------------------
#007-#008 "Hulk" vol 5 (05-08/2022)
napisał: Donny Cates, Daniel Warren Johnson
narysował: Martin Coccolo
polskie wydanie: "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" [Egmont, 02/2025]

#025-#026 "Thor" vol 6 (05-07/2022)
napisał: Donny Cates
narysował: Martin Coccolo
polskie wydanie: "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" [Egmont, 02/2025]

"Hulk" (2021-2023) || Hulk vol 5


Hulk miażdży? Zdecydowanie!
Choć nie w każdej historii z równym zapałem.

W przypadku albumu od Donny’ego Catesa nie wypada jednak narzekać na nudę.
Jest ogień! I to taki najczystszej postaci.

Zarówno bowiem "Hulk", jak i "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" - uwaga: oba albumy czytamy jednocześnie - to tytuły tak mocno napakowane akcją, że spokojniejszych ze świecą szukać. Czy to źle? Na pewno znajdą się tacy, którzy będą kręcić nosem. Ja jednak do nich nie należę.


Zacznijmy od tego, że nie musicie znać wcześniejszych przygód Hulka. Co prawda, historia parę razy odwołuje się do tragicznych zdarzeń w El Paso, czyniąc z nich powód opuszczenia przez Hulka Ziemi, ale wyjaśnienia pana Catesa załatwiają sprawę. Nie pogubimy się w narracji.

Musicie natomiast wiedzieć, że dr Banner jak każdy z nas miał marzenia. I to wielkie! Chciał zostać astronautą, odkrywać nowe horyzonty, etc. Tego, że nie zamierzał być ani bohaterem, ani tym bardziej niszczycielem światów dodawać nie muszę. Po masakrze w El Paso sporo się zmienia a nasz marzyciel uznaje, że czara nieszczęść się przelała.

Nie chcąc być przyczyną kolejnych katastrof, buduje statek kosmiczny "Hulk", zamyka swoją świadomość w jego wnętrzu i udaje się hen daleko przed siebie, aby śmiało kroczyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek. Ani żaden Hulk.


Brzmi niedorzecznie? Drodzy, nie takie rzeczy widzieli czytelnicy Marvela. Duet Banner-Hulk w kosmosie to nic nowego. Podobnie jak ich wizyta na alternatywnej Ziemi, tym razem Ziemi opatrzonej numerem 122.

Nie jest to miejsce, gdzie chcielibyście zamieszkać. Tak się składa, że tamtejszy dr Banner pojechał po bandzie i doprowadził do gamma katastrofy na skalę światową. Do tego prezydent USA to nie kto innym tylko sam generał Ross. Gość, który nie tylko bez skrupułów eksperymentuje na ludziach dotkniętych mutacją, ale i atakuje naszego Hulka, który na Ziemię 122 właściwie trafił przez przypadek. Dodam, że atakowanie Hulka to była jedna z ostatnich decyzji Rossa.

Co dalej? Cóż... Hulk trafia na planetę na którą trafiają 'odrzuty' w/w prezydenta Rossa. Koncepcyjnie 'planeta Hulków' jest pomysłem ciekawym, ale jednak słabo wykorzystanym. Z czym dokładnie mam problem?

Ciąg dalszy nastąpi...

------------------------------
#001-#006, #009-#014 "Hulk" vol 5 (11/2021-04/2022, 10/2022-04/2024)
napisał: Donny Cates
narysował: Ryan Ottley 
polskie wydanie: "Hulk" [Egmont, 02/2025]

#059 "Tales to Astonish. Enter the Hulk" [09/1964]


Miałem ostatnio ochotę na coś lekkiego i stąd dzisiaj kolejna przygoda z udziałem Hulka. W tej historii mamy zresztą sporo trykociarskich postaci, ale fabuła kręci się właśnie wokół Pana Zielonego, dla którego jest to powrót do własnej - oczywiście do pewnego stopnia - serii. Od "The Incredible Hulk vs. The Metal Master!" tj. od szóstego zeszytu "The Incredible Hulk volume one" [03/1963] Hulk pojawiał się wyłącznie gościnnie. Był komiksowym urozmaiceniem dla historii innych obrońców słabych i uciskanych lub jednym z wielu bohaterów, jak to miało miejsce w pierwszych dwóch zeszytach "Avengers". De facto historyjkę "Enter the Hulk" można traktować jako pewnego rodzaju kontynuację drugiego zeszytu "Avengers".

Dlaczego? Pamiętacie jak Hulk opuścił wspomnianą drużynę? Nie przez wszystkich taki obrót spraw został uznany za właściwy, doszło nawet do pościgu za 'zbiegiem'. Niemniej, nie każdy widział w Hulku wściekłą bestię. Dla przykładu: Giant-Man oraz towarzysząca mu Wasp wierzą - czego dowodem jest historia "Enter the Hulk" - że Hulka należy odszukać oraz na spokojnie z nim porozmawiać. Oczywiście, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Nasz zielony bohater woli bowiem zamiast dyskutować miażdżyć, zamiast zaufać rozumowi woli kierować się instynktem. Zwłaszcza, kiedy podpowiada mu niejaki Human Top. Podrzędny kryminalista - na kartach kolekcji Hachette zwany Ludzkim Bączkiem - próbujący odegrać się na Giant-Manie.

Całkiem zgrabnie poprowadzona historyjka. Ramotka, pełna naiwnych rozwiązań fabularnych. Jak chociażby Hulk chwytający małokalibrowy pocisk atomowy. Miodzio!
_________________________
"Enter the Hulk"
#059 "Tales to Astonish" vol 1 [09/1964]
Scenarzysta: Stan Lee
Rysownik: Dick Ayers
Kolor: Paul Reinman
Twórca okładki: Jack Kirby
Polskie wydanie: "Hulk 2" [Marvel Origins, Hachette Polska, 2023]
Licznik przeczytanych komiksów: 6/2024*


[06.1968] "And Now... The Space Parasite!"

 

Hulk wyrzucony z Asgardu przez Odyna wraca do Nowego Jorku. Zmęczony, wkurzony i pragnący tylko jednego... spokoju. Niestety, chwila wytchnienia nie jest mu dana. Najpierw hałaśliwi mieszkańcy biorą go za maskotkę firmy General Mills, następnie nieopierzony policjant drażni go kulami, na koniec jakiś Randau – Space Parasite – irytuje go gadką o swojej wielkości i wysysaniu energii życiowej.

Gary Friedrich zwraca Hulka Nowemu Jorkowi. I wszystko jest po staremu. Hulk próbuje unikać kłopotów i nikomu nie wadzić. „What? Strike one who's weak... can't fight back? Hulk only fights those that threaten him!”, mówi widząc dogorywającego przeciwnika. Naturalnie, kłopoty znajdują go same, co poniekąd jest wyznacznikiem serii, a zwłaszcza jej początkowych zeszytów. Hulk pręży muskuły, próbuje odstraszać przeciwnika a gdy słowa nie wystarczają zamiata nim ulicę. Kolejna walka, kolejny agresor, kolejna wygrana. Jak mówiłem: wszystko po staremu.

W "And Now... The Space Parasite!" gościnny występ zaliczają także Rick Jones oraz Betty Ross. O ile piękna dziewczyna nadal wzdycha do doktora Bannera, o tyle Rick zamierza go zabić. Nastolatek nadal pamięta jak jego 'kolega Hulk' zaatakował go przed paroma tygodniami [#100"Tales to Astonish. Let There Be Battle!" 02/1968]. Konflikt pomiędzy dwiema postaciami dopiero został zarysowany, więc na pewno wrócimy do tego wątku.


#103 "Incredible Hulk. And Now... The Space Parasite!" vol 1 [06/1968]

Polskie wydanie: "The Incredible Hulk. Potwór na wolności" [Kolekcja Hachette]


Twórcy: Stan Lee, Gary Friedrich, Marie Severin, Frank Giacoia, Artie Simek.


"Nieśmiertelny Hulk" część piąta


Czego potrzeba aby napisać dobry komiks o facetach w trykotach? Przekonania, że można taką opowieść ubrać w szaty dużo bardziej poważne niż te prezentowane przez główny nurt mainstreamowy. Przekonania, że można tego dokonać. Błędnym jest mniemanie, że historie czerpiące z konwencji superhero nie są odpowiednie do tworzenia takich historii. Pan Al Ewing pisząc "Nieśmiertelnego Hulka" skutecznie zamknął usta niedowiarkom, w szczególności osobom wydającym sądy bez zrobienia dokładnego researchu. Pokazał, że można sięgnąć po jedną z większych ikon Marvela i można napisać o nim naprawdę ciekawą opowieść.

Zanim jednak o samym albumie dosłownie dwa zdania o tytułowej postaci, która nie miała łatwego startu. Problemy doktora Bruce'a Bannera rozpoczęły się w marcu 1962 roku, kiedy to wykazując się szaloną brawurą ocalił życie nastolatkowi, samemu przy tym wystawiając się na silne promieniowanie gamma. O szczegółach tej 'katastrofy' pisałem dość szczegółowo na blogu więc teraz tylko dopowiem, że historia zielonego wielkoluda nie zaskoczyła od razu. Jego pierwszą serię zawieszono po sześciu zeszytach a on sam sporadycznie odwiedzał inne tytuły. Tak naprawdę dopiero w 1968 roku Hulk dostał ponownie własny tytuł. Wówczas za jego przygody odpowiadał Gary Friedrich ale dzisiejszy czytelnik pewnie szybko dałby sobie z nimi spokój. Owe historie mocno się zestarzały ale bardzo dobrze prezentują narrację komiksową sprzed kilkudziesięciu lat. Nie mówiąc już o tym, że gdyby nie one to takie cudeńka jak run pana Ala Ewinga nie miałyby szansy powstać.


Ostatnia część "Nieśmiertelnego Hulka" dostarcza bardzo satysfakcjonującego finału. Podchodziłem do niej jednak z lekką obawą - w końcu ile można utrzymywać tak wysoki poziom?! - ale się udało. Al Ewing wyznaczył sobie naprawdę imponujący cel - zaprezentowanie Hulka na nowo - i ten cel zrealizował. Ogromna wielowątkowość historii, umiejętność pomysłowego łączenia tradycji ze współczesnym sposobem opowiadania, należyte dbanie o fabularną spójność czy odwaga pokazania pierwszoligowych herosów Marvela w dość kontrowersyjnym świetle to tylko nieliczne przykłady dobra, które nas spotkało ze strony pana Ewinga. Wielokrotnie pisałem, że do dzisiejszego superhero nie podchodzę bez kija ale powiem Wam, że jeżeli przyszłość trykociarskich komiksów miałaby posmak geniuszu wspomnianego scenarzysty to zmieniam swoje nastawienie.

"Nieśmiertelny Hulk" to dobro, które należy cenić. Tytuł, który powinien trafić - i wierzę, że trafi - do każdego czerpiącego przyjemność z lektury takich historii. Nie wyobrażam sobie aby przeszedł zapomniany.
____________________
#041-050 "Immortal Hulk" vol 1 [02-12/2021]
Tytuł polski: "Nieśmiertelny Hulk"
Scenarzysta: Al Ewing
Rysunki: Joe Bennett
Kolor: Paul Mounts, Chris O'Halloran
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Seria: Nieśmiertelny Hulk
Format: 167x255 mm
Liczba stron: 300
Oprawa: miękka
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328162082
Data wydania: 28 luty 2024

Opis wydawcy:
Nieśmiertelny Hulk, opuszczony przez przyjaciół, stał się cieniem dawnego siebie – potworem najsłabszym ze wszystkich. Tymczasem jego wrogowie nie śpią: Leader wprowadza w życie swój wielki plan, a U-Foes być może właśnie odkryli sposób na pozbycie się Hulka raz na zawsze! Na dodatek Avengers postanowili położyć kres działalności potworów gamma. Czas, by prawda na temat Hulka wyszła na jaw... Czy jednak temu, który niegdyś był najpotężniejszy, wystarczy teraz sił, by stawić jej czoło?

Hulk spotyka Man-Thinga

kilka zdań o historyjce "...And Man-Thing Makes Three!"


Hulk vs. Man-Thing? Len Wein, Sal Buscema i Bernie Wrightson w jednym zeszycie?
Jak tylko zobaczyłem okładkę wiedziałem, że opowieść skradnie moje serducho i miałem rację.

Niesamowity Hulk walczący z zagadkowym Man-Thingiem? Jak? Gdzie? Dlaczego? To były pierwsze pytania, które zacząłem sobie zadawać zaraz po tym jak spojrzałem na wspomnianą okładkę. Od dawna myślałem o tym bohaterze - marvelowej kopii Swamp Thinga? - i proszę. Sam do mnie przyszedł, kiedy czytałem o seriach Marvela w latach siedemdziesiątych. Jak oceniam nasze pierwsze spotkanie?


Pozytywnie. Fabuła komiksu przenosi nas na Florydę, gdzie na dzień dobry Hulk rzuca się do walki z aligatorami oraz wielkim wężem. Jak przystało na Hulka pojedynek wygląda bardzo widowiskowo. Podobnie jak wymiana ciosów pomiędzy nim a Carrot-Nose jak nasz żartowniś Hulk mówi o Man-Thingu. Dodajmy: wielkim Man-Thingu kontrolowanym przez Kolekcjonera. Kojarzycie tego Pana? Podejrzewam, że każdy fan MCU zna hobby Kolekcjonera i wie do czego facet jest zdolny. Tym razem chce dostać w swoje ręce Hulka. I dostaje go. Czyżby Hulk miał zostać jego kolejną, niezwykłą marionetką?


Dużo fajnych rysunków, klimacik delikatnie horrorowy oraz spora dawka komiksowego mordobicia. Innymi słowy: wszystko co najlepsze w komiksach lat siedemdziesiątych 😁
_________________________
"...And Man-Thing Makes Three!"
#197 "Incredible Hulk" vol 1 [03/1973]
Scenarzysta: Len Wein
Rysownik: Sal Buscema
Tusz: Joe Staton
Kolory: Glynis Wein
Twórcy okładki: Bernie Wrightson
Polskie wydanie: brak

#060 "Tales to Astonish. The Incredible Hulk!" [10/1964]


Przy sobocie proponuję prostą, dość infantylną i krótką historyjkę o Hulku pałającym ogromną niechęcią do niejakiego Bruce'a Bannera. Tak, dokładnie. Choć dobrze wiedziałem, że obaj panowie nie do końca znajdują wspólny język to dopiero teraz zobaczyłem jak bardzo Hulk gardzi słabym panem doktorkiem. Dla Pana Zielonego to siła jest jedynym słusznym wyznacznikiem wielkości zaś Banner rozumuje wręcz przeciwnie. Obaj marzą aby nie zostać tym drugim, obaj próbują kontrolować swoją przemianę.

Wydaje mi się także, że Bruce chyba pierwszy raz łączy klocki w logiczną całość a przez to zaczyna lepiej rozumieć istniejącą zależność pomiędzy swoim nastrojem a metamorfozą w zielonego olbrzyma. Of course, wiedza ta nie chroni go w żaden właściwie sposób. Jasne, nasz bohater jest nieco ostrożniejszy - tj. bardziej uważa na nastroje - ale koniec końców i tak dochodzi do przemiany. Po prostu ten typ tak ma.

Co zaś się tyczy villaina tygodnia. Dostajemy szpiega przemysłowego, który uruchamia potężnego, czerwonego robota - w roli jego twórcy pan Banner - i z powodzeniem odpiera ataki Hulka. Na tyle skutecznie, że udaje mu się uciec, co jest zaskakującym finałem. Do tej pory to Hulk głównie rozdawał karty a tutaj… może nie zbiera batów ale i nie odnosi zwycięstwa. Przynajmniej w tym zeszycie 😉 

I na koniec jeszcze jedna uwaga. W tym zeszycie po raz setny zostają wygrywane wątki takie jak napięta relacja na linii Banner-Rose oraz skrywane miłosne wdechy i wydechy pomiędzy naszym uczonym a córką wspomnianego generała. Ten ostatni wątek bardzo mocno schematyczny i powielający identyczne romanse w takich tytułach jak "Journey of Mystery" czy "Daredevil". Można rzecz, że w każdej z owych serii miłosne dylematy są dosłownie takie same. Zmieniają się jedynie obiekty westchnień.

PS. Podobno owym szpiegiem przemysłowym był Dmitri Smerdyakov czyli Chameleon😐
_________________________
"The Incredible Hulk!"
#060 "Tales to Astonish" vol 1 [10/1964]
Scenarzysta: Stan Lee
Rysownik: Steve Ditko
Kolor: George Bell
Twórca okładki: Jack Kirby
Polskie wydanie: "Hulk 2" [Marvel Origins, Hachette Polska, 2023]

[07/1963] "The Coming of the Avengers!"

 

Skazany na więzienie Loki – konkretnie na wieczną samotność na Isle of Silence – pragnie zemsty. Naturalnie, obiektem jego nienawiści jest Thor, aktualnie pomieszkujący na Ziemi, gdzie prowadzi praktykę lekarską jako doktor Donald Blake. Jednak dla Pana Kłamstw odległość nie ma znaczenia. Wykorzystując siłę umysłu doprowadza na Ziemi do zamieszania, które szybko przyciąga Thora i jeszcze kilku innych superbohaterów.

Myślę, że wejście na rynek polski platformy Disney Plus to dobry czas, aby na spokojnie zapoznać się z przygodami Avengersów. Zaczynamy od "The Coming of the Avengers!", krótkiej historyjki prezentującej narodziny zespołu. Zespołu, którego skład na przestrzeni kolejnych lat będzie ulegał wielokrotnym – mniej lub bardziej znaczącym – modyfikacjom. Plotka głosi, że Stan Lee doprowadził do powstania wspomnianej drużyny, ponieważ opóźniał się debiut... Daredevila. Trudno powiedzieć, czy faktycznie tak było, ale jestem skłonny uwierzyć, że początek lat sześćdziesiątych to prawdziwy wyścig szczurów, jeżeli chodzi o branżę komiksową. Czytelnicy łaknęli nowych tytułów a wydawcy musieli ich dostarczać. Stojąc przez perspektywą zawalenia terminów wykreowanie Avengersów – zespołu złożonego ze znanych i rozpoznawalnych bohaterów – wydawało się zabiegiem prostym i rozwiązującym – przynajmniej chwilowo – problemy redakcyjne.

W skład pierwszego zespołu Avengers wchodzili Thor, Iron Man, Wasp, Ant-Man oraz Hulk, dla którego był to pierwszy komiksowy występ od czasów "The Incredible Hulk vs. The Metal Master!". Fabuła "The Coming of the Avengers!" nie prezentuje się jakoś specjalnie widowiskowo – ot, cwany Loki próbuje wykorzystać Hulka do wywabienia Thora z jego ziemskiego gniazdka – lecz spełnia swoje główne zadanie. Widzimy jak działający zazwyczaj indywidualnie bohaterowie jednoczą siły, jak zaczynają powoli się rozumieć i dostrzegać korzyści pracy w grupie. Zobaczymy dokąd ich to wszystko zaprowadzi.

Na zakończenie dodam, że dość ważnym elementem w procesie narodzin Avengersów okazała się drużyna Teen Brigade, która rozpuściła wieści o dziwnym zachowaniu Hulka.


#001 "Avengers. The Coming of the Avengers!" vol 1 [07/1963]

Twórcy: Stan Lee, Jack Kirby, Dick Ayers, Stan Goldberg, Sam Rosen

[09.1963] "The Avengers Battle... the Space Phantom"

 

Początek działalności Avengersów nie należy do najlepszych. Najwięksi siłacze – Thor, Iron Man oraz Hulk – prężą muskuły, ględząc o swojej wielkości nad wielkościami. Jedynie Wasp oraz Ant-Man – zwany teraz Giant-Man, gdyż dzięki specjalnej tabletce może zmieniać rozmiar – wydają się trzymać głowę na karku i pamiętać o konieczności bycia zespołem. Cóż, nie świadczy to najlepiej o drużynie i zwiastuje kłopoty w razie niebezpieczeństwa. A ono nadciąga. Space Phantom przybywa na Ziemię, chcąc rzucić wyzwanie Avengersom i tym samym udowodnić swoją wartość.

Stan Lee i Jack Kirby w "The Avengers Battle... the Space Phantom" straszą zagrożeniem z kosmosu i robią to w bardzo dobrym stylu. Złol napędzający fabułę, tj. Space Phantom przybyły z Otchłani – kieszonkowego wszechświata, istniejącego poza strumieniem czasu – to postać ciekawa, obdarzona fajną mocą przybierania postaci innych istot. Mało brakowało, aby jego plan wyeliminowania Avengersów zakończył się sukcesem. Co prawda, jego działania przez dłuższy czas nie były torpedowane – nasi bohaterowie woleli sprzeczać się między sobą niż działać – ale i tak brawa dla niego. Oby więcej takich opowieści!

I drobna uwaga na koniec. Po wydarzeniach opisanych w "The Avengers Battle... the Space Phantom" Hulk opuszcza - ku zadowoleniu niektórych - szeregi drużyny. Zwyciężyła jego dzika natura, silny indywidualizm oraz po prostu pragnienie bycia nieograniczonym w działaniu. 


#002 "Avengers. The Avengers Battle... the Space Phantom" vol 1 [09/1963]

Twórcy: Stan Lee, Jack Kirby, Paul Reinman, Stan Goldberg, Artie Simek.

"Batman. Zagłada Gotham"

 
Jeżeli na sali wypełnionej entuzjastami komiksu rzuciłbym pytanie 'z czym Wam kojarzy się nazwisko Mike Mignola?' to większość z was bez zastanowienia przywołałby postać Hellboya. Naturalnie mielibyście rację, gdyż amerykański twórca rzeczywiście kojarzony jest głównie z postacią demonicznego członka Biura Badań Paranormalnych i Obrony. Warto jednak pamiętać, że zanim narodził się Hellboy nazwisko artysty wzbogaciło takie tytuły jak chociażby "Daredevil", "The Incredible Hulk", "Phantom Stranger" czy "Batman". To na ich łamach stawiał pierwsze graficzne kroki, to w nich debiutował w roli scenarzysty. Do wybranych tytułów pan Mignola wracał także później, już jako zasłużony twórca powieści graficznych. Dzisiaj chciałbym przybliżyć wam jego wkład w rozwój postaci Mrocznego Rycerza a konkretnie opowieść "Batman. Zagłada Gotham".

Mike Mignola wielokrotnie podkreślał swoją fascynację literackim dorobkiem Lovecrafta oraz wypracowaną przez niego - i jego następców - mitologią Cthulhu. Motywy zaczerpnięte z prozy wspomnianego pisarza można odnaleźć w dużej części historii hellboyowych, jak również tych powiązanych z postacią Mrocznego Rycerza. W "Batman. Zagłada Gotham" przenosimy się w czasie do końca lat dwudziestych. Bruce Wayne, znany poszukiwacz przygód, w trakcie ekspedycji mającej odnaleźć profesora Oswalda Cobblepota odkrywa dziwną istotę skutą lodami Antarktydy. Następnie, wróciwszy do rodzinnego miasta zostaje rzucony w sam środek piekielnej rozgrywki, w której stawką jest nie tylko przyszłość Gotham, ale również przetrwanie rodzaju ludzkiego.

Odpowiadający za scenariusz pan Mignola – wspierany przez Richarda Pace’a – niemalże po brzegi wypełnił niniejszą opowieść odniesieniami do twórczości samotnika z Providence. Towarzysząc Batmanowi w jego śledztwie natrafiamy na całą plejadę tajemniczych postaci – na czele z nekromantą Ra's al Ghulem, któremu towarzyszy córka Talia – oraz dowiadujemy się o istnieniu zjawisk łamiących prawa rządzące powszechnie akceptowaną rzeczywistością. Zapomniana rasa ludzi-węży, bóstwa ze Starego Świata, zakazane księgi, postać Ludwiga Prinna, krwawe ofiary i obraz zbrodni sprzed lat to tylko kilka motywów wpisujących się w konwencję weird fiction, z którymi zetkniemy się czytając "Batman. Zagłada Gotham". Na mnie największe wrażenie wywarł obraz Thomasa Wayne’a – osoby chciwej i żadnej władzy – oraz makabryczny epizod z burmistrzem Harvey’em Dentem w roli głównej.

Będąc fanem zarówno Mrocznego Rycerza jak i Hellboya jestem delikatnie rozdarty. Z jednej strony biję brawa dla Mike’a Mignoli, który znalazł własną drogę artystyczną i może swobodnie kreować indywidualne komiksowe uniwersum. Z drugiej żałuję, że nie pozostał w DC Comics dłużej i nie stworzył więcej makabrycznych, wiktoriańskich historii z udziałem zamaskowanego obrońcy Gotham. Choć może to i lepiej? O ile "Batman. Zagłada Gotham" jako laurka pod adresem Lovecrafta wypada bardzo dobrze to jednak daleko jej do dobrych historii o Mrocznym Rycerzu. Fabuła mogłaby być bardziej przemyślana i nie ograniczająca się do epatowania kolejnymi kosmicznymi potwornościami.


"The Doom That Came to Gotham" [11/2000-01/2001]
Polskie wydanie: "Batman. Zagłada Gotham" [Egmont 2004, Eaglemoss 2017, Egmont Dc Deluxe 2023]
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


"Strażnicy Galaktyki. Czyli zostaliśmy my"


Znacie Ala Ewinga? Facet od "Immortal Hulk", serii zbierającej bardzo przyzwoite noty; tak u czytelników, jak i krytyków. Na marginesie dodam, że w zeszłym miesiącu wydawnictwo Egmont wypuściło trzeci tom przygód Hulka. Jeżeli ktoś lubi Pana Zielonego to warto znaleźć chwilę na lekturę. Co do "Strażników Galaktyki" i wspomnianego artysty to powiem tak: przygoda trwa. Niniejszy tytuł - "Czyli zostaliśmy my" - otwiera nowy rozdział w historii kosmicznych kowbojów i robi to w lekkim, pełnym fajerwerków stylu. Jeżeli byliście ostatnio w kinie a film Jamesa Gunna przypadł Wam do serca to na komiks Ala Ewinga także nie będziecie narzekać.

Strażnicy Galaktyki odpoczywają a właściwie planują na stałe odwiesić rewolwery na kołek i wieść szczęśliwe życie u boku najbliższych. Tak widzi przyszłość Gamora, Groot, Peter Quill oraz reszta drużyny. Przynajmniej do czasu przybycia Richarda Ridera [Nova]. Bez większych ceregieli dowódca Nova Carps oznajmia, że oto zdegenerowani bogowie olimpijscy zamierzają wywołać 'małą', galaktyczną rzeź. Czy można takie ostrzeżenie zlekceważyć oraz udawać, że problem nie istnieje? Może i można, ale sławny Star Lord nie potrafi. Nie czekając na pozwolenie ukochanej - a dokładnie: uciekając od niej nocą - rzuca wyzwanie zagrożeniu. Jak za starych dobrych czasów 😊

Nowa przygoda, stare rozwiązania. "Czyli zostaliśmy my" przypomina wcześniejsze wyczyny naszych Strażników. Brawurowe ekspedy, popisy celności, żarciki mające rozładować napięcie i zadziorny jak zawsze Rocket. Lekka, przyjemna historia, w której znalazł jednak i miejsce wątek bardziej 'na poważnie'. Gamora nie wybacza łatwo, więc i ona dokłada trzy grosze do ogólnego zamieszania. Dla fanów amerykańskiego, przygodowego superhero absolutne must have. Dla szukających opowieści dojrzałych już mniej, ale i oni powinni miło spędzić czas. Koniec końców, Al Ewing rozumie czym powinien charakteryzować się dobry komiks rozrywkowy. Podobnie osoby - Juan Cabal oraz Federico Blee - odpowiedzialne za jego oprawę artystyczną. Czekam na ciąg dalszy.

#001 "Guardians of the Galaxy. 1: Then it's us." vol 6 [03/2020]
#002 "Guardians of the Galaxy. 2: I know what I'm doing." vol 6 [04/2020]
#003 "Guardians of the Galaxy. 3: Forever. If we wanted." vol 6 [05/2020]
#004 "Guardians of the Galaxy. 4: We're not friends." vol 6 [09/2020]
#005 "Guardians of the Galaxy. 5: I'm in your head." vol 6 [10/2020]
Polskie wydanie: "Strażnicy Galaktyki.Czyli zostaliśmy my" [Egmont 04/2023] 
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Thor vs. chiński Hulk

słówko o historyjce "The Mysterious Radio-Active Man!"


Potężny Thor kontra komunistyczne Chiny? Stan Lee nie widział powodów, dla których syn Odyna nie miałby w końcu stanąć do walki z kolejnym czerwonym zagrożeniem. Zresztą, jak zapewne dobrze pamiętacie w dobie zimnej wojny komiksowe potyczki amerykańskich superbohaterów z wrogami demokracji były czymś zupełnie naturalnym. Działała tutaj podobna zasada jak ta obowiązująca przy starciach dzielnego Kapitana Ameryki z nazistami. W komiksach superhero dobrzy mieli bić złych. I tyle. A że źli byli między innymi przywódcy komunistycznych Chin wiedziano od dawna.


Przechodząc do szczegółów. W historyjce "The Mysterious Radio-Active Man!" mamy kilku antagonistów, choć oczywiście wzajemnie powiązanych. Na dzień dobry widzimy chińskich agresorów atakujących Indie, które zapewne nie poradziliby sobie gdyby nie nagła pomoc Thora. Skąd w Indiach Bóg Piorunów? Doktor Donald Blake cudownym zrządzeniem losu bierze udział w Amerykańskiej Misji Medycznej i… oczywiście zabiera ze sobą swoją magiczną łaskę. Kiedy dla rządu w Pekinie staje się jasne, że Thor jest bohaterem zbyt potężnym dla konwencjonalnej armii - nasz bohater jest nawet tak bezczelny, że kradnie chińskie czołgi i wręcza je w prezencie rządowi Indii - do akcji wkracza doktor Chen Lu.


Genialny naukowiec, który pragnie uczynić z siebie drugiego Hulka. W tym celu poddaje się eksperymentowi polegającemu na doładowaniu się 'odpowiednią dawką radioaktywności'. Nie pytajcie mnie jaka to dawka, bo zaraz po jej przyjęciu nasz Zielony Doktor przezornie niszczy swoje tajne laboratorium a następuje udaje do Ameryki, aby tam, na jankeskiej ziemi, rzucić wyzwanie Thorowi. Naturalnie, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ostatecznie, na nic radioaktywna siła, na nic moc hipnozy - tak, nasz Złol Numeru potrafi także namieszać w głowie - gdyż Thor umie zmajstrować potężne tornado 😜 

Podsumowując. Historyka śmieszna, prosta, absurdalna i uroczo głupiutka. Dobrze jednak, że znalazłem dla niej czas, gdyż to ramotka pierwszej wody z typowymi dla takich komiksów banałami. Polecam!


I na koniec. Nie wiedziałem, że doktor Blake posiada prywatne laboratorium, gdzie może w zaciszu domowego ogniska majstrować różne przydatne ustrojstwa. Ot, chociażby takie sprytne urządzenie rentgenowskie 😀
_________________________
"The Mysterious Radio-Active Man!"
#093 "Journey Into Mystery" vol 1 [06/1963]
Scenarzyści: Stan Lee, Robert Bernstein
Rysownik: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers
Twórcy okładki:  Jack Kirby, Dick Ayers, Stan Goldberg, Artie Simek
Polskie wydanie: "Thor 2" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]