Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1987. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1987. Pokaż wszystkie posty

"The Spectacular Spider-Man. Tombstone!" || #137-#150 "Spectacular Spider-Man" vol 1 (1987-1989)


Przed dwoma tygodniami opowiadałem Wam o Ghost Riderze, dzisiaj czas na Spider-Mana i kilka zdań odnośnie jego starcia z panem każącym siebie nazywać 'Nagrobek'. Zanim jednak konkrety to drobna uwaga ogólna. Może się wydawać - zwłaszcza osobom, którym nie po drodze z takimi historyjkami - że historie z gatunku superhero to wyłącznie sztampowa walka przebierańców oraz fikuśne popisy osób biegających w kolorowych, śmiesznych piżamkach. Walka będąca niczym więcej jak prostym zlepkiem kaskaderskich wygibasów oraz zapisem potyczek słownych - okraszonych czertwymi dowcipami - naszych bohaterów z przerysowanymi megalomanami. Zakładam, że takie podejście do tematu jest podejściem najbardziej rozpowszechnionym i dla mnie jak najbardziej zrozumiałym. Rzeczywiście światy Marvela nie należą do skomplikowanych, choć od czasu do czasu pojawia się historia, która w prosty sposób porusza tematy istotne.


Nie wiem czy jesteście na bieżąco z tym, co aktualnie dzisiej się w Stanach, ale jeżeli tak to na pewno wiecie, że temat imigrant
ów jest tam tematem bardzo gorącym. Zresztą, nie tylko w Stanach jest on na świeczniku. Chodzi generalnie o działalności ICE, czyli Urzędu Celno-Imigracyjnego, która to organizacja od kilkunastu tygodni dość agresywnie podchodzi do swojej misji. Tyle. Nie będę wdawał się w szczegóły; jak ktoś ma ochotę zgłębić - jak i komentować - temat to śmiało, ale proszę to robić poza tym fanpagem. Wspominam o tej akcji jedynie dlatego, że album "Spectacular Spider Man. Tombstone!" na dzień dobry rozpoczyna wątek polowań na imigrantów przez niejakiego Tarantulę. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że choć mów o drugim złoczyńcy noszącym ten pseudonim to on również działa na terenie Stanów z ramienia reżimowego rządu z Ameryki Południowej.

Historia została rozpisana jedynie na dwa zeszyty, więc przesadnie rozbudowana nie jest, ale dostajemy w niej naprawdę ciekawą ekspozycję wspomnianego zagadnienia. Jest kilka kadrów obrazujących nam bezsilność naszych bohaterów wobec działań jednostek administracyjnych, znalazło się także sporo monologów Tarantuli przechwalającego się możliwościami nowego reżimu w likwidowaniu 'zdrajców' narodu. Ku mojemu zaskoczeniu pojawia się również drugi Kapitan Ameryka - John Walkier - tylko pozornie w roli sojusznika pana Tarantuli. Początkowo rzeczywiście wygląda jakby działali ramię w ramię, lecz im dalej tym nasz Kapitan Ameryka bardziej wchodzi w rolę symbolu przypominającego o amerykańskich wartościach czy też raczej ideach zazwyczaj utożsamianych właśnie z tym państwem.

Historia numer dwa - dłuższa i rozbudowana - skupia się na osobie Joego Robertsona, czyli redaktora naczelnego "Daily Bugle". Choć zabrakło dla niego miejsca na okładce albumu to bez wątpienia jest on gwiazdą opowieści, w której pojawia się Tombstone. Cyngiel Fiska, prawdziwa szycha wśród morderców na zlecenie - dla mnie postać mocno kojarzącą się z gangsterami z filmów noir - to zaledwie dodatek. Źródło całego zamieszania, ale nie obiekt mogący nas dłużej interesować. Jego finałowa walka z Spider-Manem wypada nijako, jego chłodna postawa i groźne miny zwyczajnie śmieszą. Jego relacja z panem Robertsonem jest dziwna, choć sam wątek z redaktorem "Daily Bugle" jest interesujący - i obecny również w późniejszych zeszytach - choć z innego powodu, niż początkowo zakładałem. Gerry Conway, choć oczywiście musiał zapewniać odpowiednią dawkę superbohaterskiej papki to starał się ją należycie urozmaicać. Czasami były to bardziej poważne tematy - jak chociażby wspomniany wątek z imigrantami - czasami luźniejsze, do których wypada zaliczyć uwagi dotyczące życia redakcyjnego gazety Johna Jonaha Jamesona. Nie ma ich wiele, ale jako wtręty między wierszami głównej historii sprawdzają się znakomicie.

Oczywiście albumy takie jak "The Spectacular Spider-Man. Tombstone!" to nieustanny rollercoaster. Historie wciągające no stop przeplatają się z mniej angażującymi, arcywrogowie nagle ustępują miejsca zawodnikom z drugiej a niekiedy nawet z trzeciej ligi. Dla przykładu. Konfrontacja Spider-Mana z Boomerangiem wypada blado i byłaby mało strawna, gdyby nie wątek gwiazdora Parkera, który promuje album o alterego. Jasne, Gerry Conway nadal nie pokazuje nam niczego spektakularnego, ale wątek Petera celebryty jako dodatek sprawdza się dużo lepiej niż motyw główny, gdzie mamy opowieść speuntowaną słowami: "Wiesz, co czyni prawdziwego zwycięzcę? Stawianie czoła wyzwaniu, gdy wszystko jest przeciwko tobie... Gdy głowa chce odpuścić, a serce - walczyć".

Warto także podkreślić, że niniejszy album nie jest tworem oderwanym od innych historii ze świata Spider-Mana. Szczególnie ostatnie zeszyty - będące częścią eventu "Inferno" - dają nam jasno do zrozumienia, że niezależnie od tego, gdzie i czym aktualnie zajmuje się tytułowy bohater jego działania, opisane chociażby w serii "Spectacular Spider-Man", są mocno powiązane z wydarzeniami z innych zeszytów. Wiem i rozumiem jak działa Marvel i jak fajnie wychodzi im budowanie jednej, wielkiej rzeczywistości, ale i tak za każdym razem przecieram oczy z zachwytu, gdy dociera do mnie ogrom tej pajęczej sieci wydarzeń. Dla takich nerdów jak ja taka wielowątkowa bajka jest bardzo atrakcyjna.

"The Spectacular Spider-Man. Tombstone!" nie jest albumem bez wad. Od strony wizualnej to dziecko swoich czasów, kiedy to królowała prostota a tło nie miało większego znaczenia. Dla czytelnika najważniejszy był bohater, na nim się koncentrował, więc i jemu rysownicy - chociażby rządzącym w tym albumie Sal Buscema - poświęcali najwięcej uwagi. Jak wymagała tego historia to drobiazgowe tło pojawiało się, ale najczęściej rezygnowano ze zbyt dużej liczby szczegółów. Czy to źle czy nie pozostawiam Waszej ocenie. Osobiście uważam, że komiksy superbohaterskie - w tym prawdopodobnie najlepsza superbohaterska seria komiksowa we wszechświecie, czyli "Invincible" - mają prawo korzystać z pewnych uproszczeń. Tak fabularnych, jak i rysunkowych.

------------------------------
#137 "Spectacular Spider-Man. Nowhere to Run, Nowhere to Hide!" vol 1 (12/1987)
#140 "Spectacular Spider-Man. Kill Zone" vol 1 (03/1988)
#142 "Spectacular Spider-Man. Will!" vol 1 (05/1988)
#150 "Spectacular Spider-Man. Guilty!" vol 1 (01/1989)

#008 "Spectacular Spider-Man Annual" vol 1 (07/1988)

napisał: Gerry Conway
narysowali: Sal Buscema, Mark Bagley
pokolorował: Bob Sharen
polskie wydanie: "The Spectacular Spider-Man. Tombstone!" [Mucha Comics, 06/2025]
Komiks otrzymałem od wydawcy.


"Na wyspie Umpli-Tumpli" || Kultura gniewu


Mówiłem Wam, że jestem miłośnikiem komiksowych staroci? Jeżeli jeszcze nie zwróciliście na to uwagi to zapewniam, że jestem. Lektura historii sprzed kilkunastu, jak również sprzed lat kilkudziesięciu zawsze była dla mnie dużą przyjemnością. I to nie tylko dlatego, że nadal jako czterdziestolatek czuje w sobie dziecko. Jasne, pomaga to w odbiorze tych historii, ale nie jest czynnikiem kluczowym. Wartością opowieści obrosłych kurzem jest ich prostota fabularna oraz swoista ponadczasowość. O co dokładnie chodzi?

Pamiętacie stare, dajmy na to z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, teksty z gatunku fantasy lub fantastyki naukowej? Nie miałem przyjemności ich czytać, kiedy miały swoją literacką premierę, ale sięgając po nie po latach nadal wydały mi się zadziwiająco świeże, inteligentnie skonstruowane, jak również podane w przystępnej formie. Mówię o tym wszystkim, gdyż do bardzo podobnych wniosków doszedłem czytając komiks "Na wyspie Umpli-Tumpli". Nie poznałem tych historyjek na początku lat osiemdziesiątych, ale jak dzisiaj otworzyłem ich zbiorcze wydanie od Kultura gniewu - brawa dla całej ekipy! - to okazały się zaskakująco dobre.


Szczególnie forma tych historyjek przypadła mi do gustu. Chwilami mamy tutaj styczność z dowcipem bardzo absurdalnym, nawet mocno zwariowanym - niektórzy być może nazwą go także głupim - ale ja kupuję ten humor w stu procentach. Moje wewnętrzne dziecko nie ma wielkich wymagań, ale uważam, że odnośnie tego komiksu większość czytelników w moim wieku będzie zadowolona. I nie tylko w moim. Może ten album nie trafi do najmłodszych - tutaj jednak większe szanse ma seria "Tymek i Mistrz" - ale czy musi?

Album "Na wyspie Umpli-Tumpli” to mocno specyficzny komiksowy kąsek. Jestem przekonany, że spotka się z pozytywnym odbiorem przede wszystkim wśród tych osób, które szukają czegoś lekkiego, śmiesznego, wesołego. Lektura takiego tytułu ma w sobie coś z oglądania starych bajek. Dla jednych jest to coś bardzo ekscytujacego, powrót do cudownych lat dorastania, do czegoś co wspominają z sentymentem. Dla drugich jest to czynność zupełnie absurdalna. Nie potrafię zrozumieć, co kieruje tymi ostatnimi.


Nie widzą ile tracą i nie potrafią dostrzeć tego, co takie powroty ofertują. Oprócz walorów czysto rozrywkowych - komiks "Na wyspie Umpli-Tumpli" sprawdza się jako skuteczny niwelator codziennych bolączek - niniejszy album dostarcza nam świetnego, ciekawego poglądu na komiksowy krajobraz schyłku Polski Ludowej i udowadnia, jak popularny był wówczas także komiks skierowany typowo do dzieci.
____________________
"Na wyspie Umpli-Tumpli"
Scenarzysta: Mirosław Stecewicz
Rysunki: Jerzy Wróblewski
Seria: Na wyspie Umpli-Tumpli
Format: 185x260 mm
Liczba stron: 252
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788367360883
Data wydania: 18 wrzesień 2024
Dziękuję wydawnictwu Kultura gniewu za udostępnienie egzemplarza do opinii.

Opis wydawcy:
Zbiorcze wydanie wszystkich komiksów ze świata Umpli-Tumpli narysowanych przez Jerzego Wróblewskiego!
 
Niezwykła wyspa Umpli-Tumpli narodziła się w umyśle pisarza i poety Mirosława Stecewicza i w latach 80. XX wieku pojawiła na łamach licznych publikacji. Najbardziej znane z tej serii stały się komiksy narysowane przez Jerzego Wróblewskiego, które do dziś bawią kolejne pokolenia czytelników.
 
To historia o potędze dziecięcej wyobraźni i inspirującej roli literatury. Mamy w tych komiksach tajemniczą mapę, poszukiwanie skarbu, duchy piratów z Latającego Holendra, odrobinę magii, miasto z chmur i kosmiczne ekspedycje – wszystko to połączone we wciągającą i zabawną fabułę z dziecięcymi bohaterami, do których Wróblewski stworzył doskonałe ilustracje.
 
W niniejszym tomie znajdują się komiksy "Nowa wyspa skarbów", "Miasto z chmur", "Kupcy z kosmosu", "Umple-Tumple Comics Colour", a także ilustracje z książeczki "Pojedynek czarodziejów" oraz tekst o historii całej serii autorstwa Macieja Jasińskiego.

Punisher i jego antynarkotykowa krucjata

"Marching Powder" Marvel Comics


Dawno, dawno temu zanim nastała era Retro komiks zaświtała mi w głowie myśl, aby zrobić fanpage poświęcony osobie Franka Castle'a. I przez moment ta strona nawet funkcjonowała. Zainteresowanie postacią było wówczas całkiem duże - to było w czasach, gdy ja oraz inni akolici tego pana zachwycaliśmy się serialem z Jonem Bernthalem - ostatecznie jednak porzuciłem projekt. Z bardzo prostego powodu. Stwierdziłem, że nie dam rady prowadzić samodzielnie dwóch blogów komiksowych. A jak najdzie mnie ochota napisać parę słów o Punisherze to zawsze mogę napisać tutaj. Co też dzisiaj czynię😁

Nowojorscy handlarze prochami nie mają lekko. Co prawda, oni zawsze mieli pod górkę, ale teraz to mają prze#@*ne! Odkąd w mieście pojawił się tajemniczy mściciel interesy nie idą najlepiej. Ba! Idą wręcz fatalnie, bo ów nad wyraz agresywny koleś ma w zwyczaju puszczać wszystko z dymem, niezależnie czy pali kilkadziesiąt tysięcy zielonych czy kilka milionów. I to pali w bardzo efektownym stylu. Dlaczego to robi? Bo ma swoje powody.


I ma swój styl. Tak, Punisher ma styl🙂Jak wygląda jego walka z przestępczością każdy widzi. Frank nie stroni od drastycznych metod, nie bawi się w negocjacje i półśrodki. Tym razem na jego celowniku pojawił się niejaki Wilfrid Sobel, którego narkotykowa działalność wyraźnie działa mu na nerwy. Zamierza więc rozwiązać problem wchodząc w paszczę lwa i robiąc totalną rozpierduchę. I oto chodzi💪 I tak, dobrze kminicie. Dla pana Sobela czas interesów dobiegł końca. Choć próbuje on stawiać opór to od początku do końca nie ma szans w starciu z C-Z-A-C-H-Ą. Nie ta liga.


"Marching Powder" to konkretna historyka o walce tego dobrego z tymi złymi. Na tym etapie działalności - mamy marzec 1987 roku - nasz kozak z czachą na piersi działa sam. Naturalnie, ma kontakt z kimś, kto dostarcza mu zabawek, ale Mike Baron nie podaje żadnych konkretów. Bardziej interesuje go pokazanie Punishera jako wielkiego, groźnego faceta z giwerą, niż opowiadanie jego historii rodzinnej. I w tym zamiarze dzielnie wspiera go rewelacyjny Klaus Janson. Tak trzymać panowie!
_________________________
"Marching Powder"
#001 "Punisher" vol 2 [07/1987]
Scenarzysta: Mike Baron
Rysownik: Klaus Janson
Kolor: Klaus Janson
Tusz: Klaus Janson
Twórca okładki: Klaus Janson
Polskie wydanie: "Punisher Epic Collection. Krąg krwi" [Egmont, 10/2022]


Kajko i Kokosz. Wojowie, których przedstawiać nie trzeba

 słówko o albumie "Kajko i Kokosz – Złota Kolekcja. Tom 6"


Dosłownie przed paroma tygodniami miałem okazję ponownie przeczytać historie zawarte w albumie "Vahanara!", który to album w czerwcu bieżącego roku ukazał się dzięki Kulturze Gniewu. Podkreślałem wtenczas jak ważne jest promowanie tytułów mających 'swoje latka', gdyż to wyłącznie dzięki nim polski czytelnik żyjący w czasach PRLu mógł z dumą wypinać pierś oraz głosić wszem i wobec, iż Polacy też swój komiks mają. Warto a nawet trzeba o tym przypominać! Poza tym wydawanie albumów promujących dawne - a może lepiej powiedzieć: legendarne? - opowieści oraz oferujących bogatą ilość materiałów dodatkowych zawsze uważałem za ważne z uwagi na materiały w nich zawarte. Jako historyk dwudziestolecia wojennego - zwłaszcza jego sfery społeczno-kulturalnej - doskonale pamiętam z jakim zapałem czytałem dzienniki, listy twórców próbujących oddać w swoich wspomnieniach ducha tamtej epoki. I powiem Wam, że dzisiaj - trzymając z rękach szósty tom Złotej Kolekcji - z podobnym zacięciem śledzę, co mają do powiedzenia osoby współtworzące mit Kajka i Kokosza. Wspaniałe to uczucie.


No dobrze. Gdzie konkretnie leży źródło owych zachwytów? Dla przykładu pan Krzysztof Janicz - osoba sprawująca pieczę nad blogiem Na plasterki!!! - na ponad pięćdziesięciu stronach opowiada nie tylko o Januszu Chriście Twórcy Kajka i Kokosza, ale także Chriście próbującym sił poza światem owych postaci; między innymi w historyjkach tworzonych na potrzeby teatru. Czy opowiada ciekawie? Bardzo. Czy ogranicza się do jednego tematu? Absolutnie nie. Choć momentami jego tekst przypomina zbiór krótkich encyklopedycznych notatek to dla mnie ich wartość jest wręcz nieoceniona. Jestem absolutnie pewien, że samodzielnie nigdy nie miałbym najmniejszych szans na odkrycie tyłu wartych poznania faktów z życia artysty, nie mówiąc o właściwym ich zinterpretowaniu. Prawdopodobnie nigdy też nie znalazłbym czasu na pogłębianie swojej wiedzy na temat twórczości Christy po tym jak artysta zamknął rozdział życia poświęcony przygodom dzielnych wojów. A tak dzięki takim osobom jako pan Krzysztof Janicz i praktykom takim jak wzbogacanie specjalnych albumów rozbudowanymi materiałami dodatkowymi czytelnik ma zawsze możliwość zapoznać się nie tylko z samymi historiami, ale również poznać okoliczności ich powstania. Wiem, że nie mówię niczego odkrywczego. Wiem. Niemniej, trzeba o takich kwestiach wspominać za każdym razem, gdyż w przypadku wydań specjalnych danego tytułu stanowią wielką wartość dodatnią, z którą każdy fan danej serii powinien się zapoznać.


Jeżeli zaś chodzi o zamieszczone w tym tomie historie to dla nikogo nie powinny one być zaskoczeniem. Każdy kto choć raz miał przyjemność śledzić przygody Kajka i Kokosza znajdzie w nich coś dla siebie. Tego jestem całkowicie pewien. Nie brakuje w nich dowcipu charakterystycznego dla opowieści Christy, odniesień do absurdów Polski Ludowej - jednak, aby je zrozumieć trzeba choć trochę orientować się jak wyglądała polska rzeczywistość powiedzmy... końca lat osiemdziesiątych - oraz oczywiście tytułowej dwójki bohaterów, których po prostu nie sposób nie lubić. Chyba trudno o bardziej rozpoznawalnych polskich bohaterów komiksowych. Może mogliby rywalizować z nimi Tytus, Romek i A'Tomek, ale tylko 'może'.

Przygody Kajka i Kokosza polecam każdemu, bo jak powiedziałem kilka linijek wcześniej: każdy - także starzy historycy chcący posłuchać o świecie wydawniczym w Polsce Ludowej 😉 - znajdzie w nich coś dla siebie. Nawet jeżeli nie mieliście z nimi wcześniej styczności to bez trudu odnajdziecie się w ich barwnym świecie i zrozumiecie zasady w nim obowiązujące. Może przemawia przeze mnie zbytnia pewność starego fana serii, ale nie umiem inaczej mówić o owej serii niż w samych superlatywach. Ten typ tak ma i nic tego zmieni.
____________________
"Dzień Śmiechały" [1984]
"Srebrny denar" [1984]
"W krainie borostworów" [1987]
"Mirmił w opałach" [1990]

"Ramki i kontury - Masz rację, wodzu, to już nie potrwa długo!" [Krzysztof Janicz]
"Suplement - Filmy, których nie było" [Krzysztof Janicz]
Tytuł albumu: "Kajko i Kokosz. Złota Kolekcja" Tom 6
Scenarzysta: Janusz Christa
Rysunki: Janusz Christa
Seria: Kajko i Kokosz
Format: 216x285 mm
Liczba stron: 264
Oprawa: twarda
Druk: ["kolor"]
ISBN-13: 9788328149878
Data wydania: 26 lipiec 2023
Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

[12.1987] "Victims!"

 

W Gotham grasuje seryjny morderca. Jego ofiarami padają młode kobiety, porywane, torturowane a następnie porzucane w dzielnicy South Heights. Komisarz Gordon bezradnie rozkłada ręce i odlicza dni do znalezienia kolejnych zwłok. Koniec końców do śledztwa przyłącza się Batman, ale i on ma niewiele do zaoferowania.

Opowieść "Victims!" – otwierająca trylogię "Dumpster Slasher" – to historia, która zdecydowanie zasługuje na uwagę czytelników. Jim Starlin zabiera nas do Gotham rządzonego przez narkotyki, prostytucję i handlarzy żywym towarem. Do miasta, gdzie pracownicy socjalni nigdy nie mają wolnego i dzień w dzień próbują – z mniejszym lub większym powodzeniem – zmienić świat na lepsze. To brutalne miejsce bez superzłoczyńców za to z gangsterami wyzyskującymi słabszych, niosącymi śmierć za pomocą dobrze naostrzonych noży.

Jim Starlin napisał naprawdę ciekawą historię. Wziął Batmana i zestawił go z bardzo przyziemnym problemem. Z seryjnym mordercą, który nie potrzebuje błyszczeć w świetle reflektorów a tym bardziej udowadniać swojej wielkości organom ścigania. Stąd nie mamy tutaj infantylnego zakończenia, obdarzonego dużą dawką fabularnego absurdu. Zamiast tego otrzymujemy zdruzgotanego Rycerza, który zaślepiony gniewem – jedną z ofiar jest przyjaciółka pana Wayne'a – popełnia błędy i ostatecznie pozwala mordercy uciec.

"Victims!"? Polecam każdemu, kto chciałby zobaczyć Mrocznego Rycerza zajmującego się bardziej 'przyziemnym' śledztwem. Batmana oddalonego od Jokera, Pingwina i pozostałej zgrai megalomanów.


#414 "Batman. Victims!" [12/1987], brak polskiego wydania.

Twórcy: Jim Starlin, Mike DeCarlo, Adrienne Roy, Jon Constanza, Dennis O'Neil.

[11.1987] "The Ghost of Masahiko Tahara"

 

W Gotham Metropolitan Museum zostaje zorganizowana wystawa kosztownych eksponatów – jednym z fundatorów przedsięwzięcia jest Bruce Wayne – odzwierciedlających świat sprzed kilkuset lat. Honorowe miejsce zajmuje zbroja i broń należąca do starożytnego bohatera Masahiko Tahary. Wkrótce we wspomnianym muzeum dochodzi do włamania a jednym z podejrzanych zostaje... duch japońskiego wojownika.

Cenię opowieści z oryginalną fabułą i "The Ghost of Masahiko Tahara" jest właśnie jedną z nich. Wizytę japońskiego 'ducha' zawdzięczamy pani Mary Jo Duffy, dla której niniejsza historia jest debiutem w uniwersum Mrocznego Rycerza. Debiutem bardzo udanym, gdzie poszczególne fragmenty układanki dały finalnie ciekawe zakończenie. Duże brawa za Batmana-detektywa – takiego Nietoperza cenię najbardziej – i za sposób w jaki nasz bohater zdemaskował gang złodziei antyków. Naturalnie, przy wsparciu Robina [Jason Tood].

Na uwagę zasługują także rysunki Kierona Dwyera. Plansze prezentujące pojedynek Batmana z  Masahiko Taharą oraz Yoshio Taharą to uczta dla oka.


#413 "Batman. "The Ghost of Masahiko Tahara" [11/1987], brak polskiego wydania.

Twórcy: Jo Duffy, Kieron Dwyer, Mike DeCarlo, Adrienne Roy, John Costanza, Dennis O'Neil.

[10.1987] "The Sound of Silence"

 

W Gotham City dochodzi do tajemniczych kradzieży wszelkiego rodzaju dzwonów. Czyżby ktoś chciał pogrążyć całe miasto w błogiej ciszy? Skonsternowani Batman i Robin [Jason Todd] nie za bardzo wiedzą od czego zacząć, gdy ich uwagę przykuwa mim strzelający do rozkrzyczanego taksówkarza. Stopniowo sprawa nabiera tempa a wszystkie tropy zaczynają prowadzić do niejakiej Camillii Ortin.

"The Sound of Silence" to jedna z najciekawszych opowieści, które miałem okazję ostatnio przeczytać. Max Collins stanął na wysokości zadania. I nie mówię tutaj wyłączenie o ciekawym pomyśle na fabułę. Historia zawiera niemalże wszystko, co powinna zawierać dobra historia. Przede wszystkim duże brawa za wizerunek antybohatera, za jej image oraz nietypowe zdolności. Za kreskę odpowiadał Dave Cockrum, ale mówię nie tylko o fizycznych aspektach panny Ortin. W sposób bardzo ciekawy została ukazana także geneza samej postaci. Jej wewnętrzny problem z intensywnymi dźwiękami oraz hałaśliwym otoczeniem. W pewnym momencie zrobiło mi się autentycznie żal Camillii i zacząłem zastanawiać się Arkham Asylum to na pewno właściwe dla niej miejsce.

"The Sound of Silence" to naturalnie nawiązanie do słynnej piosenki zespołu Simon & Garfunkel.


#412 "Batman. The Sound of Silence" [10/1987], brak polskiego wydania.

Twórcy: Dick Giordano, Max Allan Collins, Dave Cockrum, Don Heck, Adrienne Roy, Augustin Mas.

[08-09/1987] "Two of a Kind" / "Second Chance"

 

Jason Todd trafia pod skrzydła Batmana. Po gościnnych występach w pensjonacie panny Faye Gunn znajduje dom, w którym próbuje przekuć wrodzony uliczny spryt w coś namacalnie pożytecznego. Pracuje nad poprawą sprawności fizycznej, szkoli w technikach detektywistycznych, poznaje świat swojego, nowego mentora. Koniec końców debiutuje w roli Cudownego Chłopca i wspólnie z Batmanem próbuje powstrzymać Two-Face'a przed kolejnymi kradzieżami.

Zarówno "Two of a Kind" jak i "Second Chance" to historie wyraźnie skoncentrowane wokół postaci Jasona Todda. Nie tylko na jego oficjalnym debiucie w roli Robina, lecz także na zmianach wywołanych jego nagłym pojawieniem się w jaskini nietoperza. Max Collins daje nam jasno do zrozumienia, że Jason nie będzie kolejnym wcieleniem potulnego Dicka Graysona. W jego wizji nowy Robin to nie statysta a jednostka obdarzona silnym poczuciem własnej wartości. Bohater skory do podejmowania trudnych decyzji – weźmy chociażby scenę, w której zostaje zakładnikiem Two-Face'a – oraz wyrażania własnych, stanowczych opinii. Scena, w której otwarcie zarzuca Bruce'owi kłamstwo – konkretnie: zatajenie prawdy o śmierci Willisa Todda – dobitnie pokazuje, że relacje na linii Batman-Robin nie będą należały do najdoskonalszych.

W opowieści poznajemy również powody, dla których Batman uznał za stosowne wykreować następnego pomocnika. Pamiętajmy, że po odejściu Graysona ["Did Robin Die Tonight?"] Mroczny Rycerz nie zamierzał angażować kolejnego nastolatka we własną krucjatę. Naszemu bohaterowi przypominają o tym zarówno Alfred, jak i komisarz Gordon. Naturalnie wszystkich 'narzekających' uciszają wywody o właściwym ukierunkowaniu potencjału drzemiącego w Jasonie oraz sam Jason. A właściwie jego aktywne uczestnictwo w pościgu za Two-Face. Po części wynikające z chęci jego zamordowania, po części z chęci sprawdzenia się w nowej roli.

Na koniec wątek, który szczególnie mono przypadł mi do gustu. Dualistyczna obsesja Denta. Bardzo mocno akcentowana praktycznie na każdym etapie historii. Co ciekawe, podkreślana w sposób dalece zróżnicowany. Przykładowo. Dla duetu Batman-Robin przypadłość Denta to ważny element śledztwa. Detal, który pozwala zdefiniować kolejne kroki ściganego. Dla innych – chociażby pomagierów samego kryminalisty – to zwykłe wariactwo, które momentami bardzo mocno ogranicza pole działania. Dla Two-Face? Busola wyznaczająca właściwy kierunek postępowania.


#410 "Batman. Two of a Kind" vol 1 [08/1987]

#411 "Batman. Second Chance" vol 1 [09/1987]

Brak polskiego wydania.

Twórcy: Max Allan Collins, Dave Cockrum, Mike DeCarlo, Adrienne Roy, Don Heck, Dick Giordano.