Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania thor, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania thor, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

"Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" (2022) || Hulk vol 5, Thor vol 6

 

Panowie Banner i Hulk w kosmosie, part two!

Jak wspomniałem przed paroma dniami album "Hulk" wypada czytać jednocześnie z tytułem "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny". I jedna i druga historia zachodzą na siebie, niejako się uzupełniają, choć ten drugi album to tak po prawdzie nie tyle opowieść, co zwyczajnie pokaz siły ze strony jednego i drugiego bohatera.

Wiecie, nie tylko Hulk miażdży.
Thor jak weźmie rozmach to także potrafi dobrze przy@$#?*”&!


Naturalnie, ich starcie zostało dopasowane do ogólnej historii, choć mylą się ci, którzy sądzą, że kryje się za nim coś więcej, niż wspomniany pokaz siły. Jak czytamy w krótkim prologu 'Gromowładny szuka zatem ujścia dla całej, nagromadzonej agresji' a Hulk pojawił się o dobrej porze i w dobrym miejscu, dzięki czemu wspomniany Thor znalazł sparingpartnera.

Wiecie, obaj panowie to waga ciężka, więc ich starcie - do którego trzy grosze dokładają także Odyn i Iron Man - jest odczuwalne także na pobliskich planetach. Zresztą, ów pojedynek odbije się echem w kolejnych przygodach Thora, który w jego trakcie zostaje zarażony - to chyba najbardziej odpowiednie słowo - przez Tytana. Co prawda, władca Argadu miał dość siły, aby otrząsnąć się z hulkowego amoku, ale czy chęć niszczenia wszystkiego w zasięgu wzroku nie powróci? Czas pokaże.


Co do wątku 'ich starcie jest odczuwalne na pobliskich planetach'. Otóż, po walce z Thorem Hulk trafia na planetę Hulków. Czym ona jest?

Pamiętacie jak pisałem, że prezydent Ross eksperymentował z gamma mutacjami? Tak się składa, że odpadki z owych naukowych badań trafiały w miejsce, które przez tysiąclecia - inny wymiar, inne tempo upływającego czasu - przekształciło się właśnie w planetę Hulków.

Super, prawda? Świat zamieszkany przez istoty podobne do Hulka. Potężne, świadome możliwości i czczące naszego bohatera niczym boga. Niczym ojca stworzyciela, dawcę nie tyle praw co siły. Dość zabawnie to wszystko wygląda, choć sam Hulk powodów do zbytniej radości nie ma.

Tak się składa, że duża radioaktywność planety to woda na młyn dla Tytana, który z godziny na godzinę zyskuje na sile. Także ten, dzieje się.

------------------------------
#007-#008 "Hulk" vol 5 (05-08/2022)
napisał: Donny Cates, Daniel Warren Johnson
narysował: Martin Coccolo
polskie wydanie: "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" [Egmont, 02/2025]

#025-#026 "Thor" vol 6 (05-07/2022)
napisał: Donny Cates
narysował: Martin Coccolo
polskie wydanie: "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" [Egmont, 02/2025]

"Thor Fresh" Tom 3 || #027-#035 "Thor" (2022-2023)


Młot uderza po raz trzeci!

Końcowa odsłona przygód Thora Odinsona pisana przez pana Donny'ego Catesa. I podobnie jak i przy wcześniejszych tomach napiszę, że jak na tego rodzaju komiks to zebrane w nim historie - konkretnie trzy miniopowieści - są w gruncie rzeczy zjadliwe i mogą miło wypełnić czas. Pod warunkiem oczywiście, że ktoś lubi taki bajki.

Of course, ja sam mam szczęście zaliczać się do tego grona czytelników, którzy czerpią przyjemność z lektury różnych tytułów, więc siłą rzeczy i na takie historyjki znajduje czas. Historyjki niosące ze sobą często duży ładunek fabularnej miałkości. Niestety. Mam wrażenie, że nawet jak dany run zapowiada się dobrze i próbuje budować coś większego to pod koniec i tak łapie zadyszkę i idzie po najmniejszej linii oporu. I taki jest trochę z trzecim tomem "Thora" pana Catesa, choć nie wszystko w nim woła o pomstę do boga Asgardu.


Najsłabiej wypada relacja ze spotkania Thora z Venomem i tutaj bardzo mnie zastanawia, co kierowało władzami Marvela, że podjęli decyzję, aby na okładce tomu znalazła się scena z tej właśnie historii. Wiadomo… Venom zawsze przyciąga uwagę, zawsze dobrze się sprzedaje, etc. Uważam jednak, że akurat w tym wypadku okładka nijak ma się do fabuły, zagina rzeczywistość i karygodnie myli czytelnika. Postać Venoma w tym tomie właściwie nie istnieje.


Najlepiej prezentuje się segment drugi, który przedstawia nam Thora poznającego tajemnice swojego dziadka, Bora Burisona. Ciekawy, dobrze rozplanowany wątek, bardzo klimatyczne lokacje i autentycznie wciągający motyw z Czarnym Kamieniem Nieskończoności. Nie chcę psuć zabawy osobom zamierzającym zapoznać się z tą historią, więc nic więcej nie powiem, ale wiedzcie, że o wspomniany artefakt toczą boję najwięksi twardziele, w tym kochany przeze mnie Thanos. Pysznym zaś dodatkiem do całości jest obraz familijnych zawiłości władców Asgardu.

Jak całościowo oceniam run pana Catesa? Widowiskowy, nierówny fabularne, zbyt różnorodny rysunkowo, ale również przyjemnie bohaterski i relaksujący tak po dziecięcemu. Nie wiem jak Wy, ale ja potrzebuję od czasu do czasu sięgnąć po taki tytuł. Historię naiwną, miejscami absurdalną, gdzie deux ex machina to standard i coś równie oczywistego, jak to, że nasz Thor jest zajebiaszczym królem.

------------------------------
#027-#028 "Thor. Venom of Asgard" vol 6 (09-10/2022)
napisali: Donny Cates, Al Ewing
narysował: Salvador Larroca
pokolorował: Edgar Delgado

#029-#030 "Thor. The Legacy of Thanos" vol 6 (12/2022-01/2023)
napisał: Torunn Grønbekk
narysowali: Nic Klein
pokolorował: Matthew Wilson

#031-#035 "Thor. Blood Of The Fathers" vol 6 (02-06/2023)
napisali: Torunn Grønbekk, Donny Cates
narysowali: Nic Klein, Juan Gedeon, Sergio Dávila
pokolorował: Matthew Wilson

Polskie wydanie: "Thor. Fresh" tom 3 [Egmont, 04/2025]


"Thor" Fresh. Tom 1 || #001-#014 "Thor" (2020-2021)


Bajeczka. Jako osoba nie mająca problemu z lekurą historii infantylnych oraz pozbawionych większej logiki uroczyście donoszę, że lektura pierwszego tomu "Thora" od pana Catesa okazała się być totalnym odmóżdżaczem. Nie przeczę, historia miała swoje pięć minut, ale koniec końców okazała się typowa do bólu, więc z czystym sumieniem polecić jej każdemu nie mogę. To nie ten kaliber komiksu.

Chronologicznie startujemy z nowym, choć oczywiście przeszłość nie zostaje wymazana, rozdziałem w życiu Thora. Bohater zostaje królem Asgardu - kolejna wielka, fabularna krecha oddzielająca stare od nowego - ale jak to w życiu bywa nie tak wizualizował sobie owe rządzenie. Wiecie, bycie władcą to nie to samo, co bycie dumnym wojownikiem. Siedzenie na tyłku nijak ma się do szarżowania z młotem w dłoni. A jak już dochodzi do jakiegoś zamieszania to wszyscy patrzą na ciebie jak na wariata.


Jak wspomniałem przygody boga Asgardu w wydaniu pana Donny'ego Catesa to herosowy rollercoaster. Dzieje się dużo, dostajemy sporo do ogarnięcia, ale gdzieś w tym wszystkim nie czułem takiego dreszczyka emocji, jak podczas lektury chociażby "Rękawicy Nieskończoności". Prawdopodobnie nigdy już nie poczuję - jednak Thanos to był kozak! - ale marzyć zawsze można.

Fabularnie tomik można podzielić na trzy, dwa dłuższe i jeden krótszy, rozdziały. Rozpoczyna się z grubej rury, tj. od wspólnego polowania Thora oraz Galactusa na Czarną Zimę. Owa zaraza działaniami przypomina Anty-Monitora. Ot, pojawia się a za chwilę kolejny wszechświat przestaje istnieć. Szczerze? Napięcia żadnego. Interesująco wypada jedynie Thor, który po tym spotkaniu nie do końca jest sobą.


Ciekawiej się robi, gdy władca Asgardu chce złapać oddech - nawet Mjolnir zaczyna mu ciążyć - i odpocząć kilka dni wśród ludzi. Wówczas do głosu dochodzi jego dawne alter ego, tj. doktor Donald Blake, który delikatnie mówiąc jest wkurzony. Okazuje się bowiem, że jego życie było fikcją. Był zabawką w rękach Odyna i teraz pała żądzą mordu. Doskonale rozumiem i kibicowałem mu w jego krucjacie przeciwko bogom. Na jego miejscu także chciałbym wyjaśnić kilka spraw.

------------------------------
#001-#006 "Thor. The Devourer King" vol 6 (01-08/2020)
napisał: Donny Cates
narysował: Nic Klein
pokolorował: Matthew Wilson

#007-#008 "Thor. Hammerfall" vol 6 (09-10/2020)
napisał: Donny Cates
narysował: Aaron Kuder
pokolorował: Matthew Wilson

#009-#014 "Thor. Prey" vol 6 (11/2020-04/2021)
napisał: Donny Cates
narysował: Nic Klein
pokolorował: Matthew Wilson

Polskie wydanie: "Thor. Fresh" tom 1 [Egmont, 09/2023]


"The Neverending Story"?

słówko o historii "The Day Loki Stole Thor's Magic Hammer"


Blisko rok temu - przy okazji omawiania jednego z zeszytów "Journey Into Mystery" - wspomniałem o fabularnych glupotkach towarzyszących przygodom Potężnego Thora z lat sześćdziesiątych. W wielkim skrócie: ówczesna infantylność nie znała granic a dzisiaj potrafi rodrażnić nawet takiego zatwardziałego fana ramotek jak ja. Historia "The Day Loki Stole Thor's Magic Hammer" to także opowieść z gatunku rzeczy absurdalne dalej w cenie, ale dzisiaj odpuszczę sobie omawianie tego typu kwestii.

Dzisiaj o tym, że w pierwszych zeszytach z Bogiem Piorunów w roli głównej za wiele zdecydowanie było Lokiego. Przynajmniej dla mnie. Rozumiem, że braterska walka - w dodatku dwóch tak barwnych herosów - mogła interesować czytelników i być na swój pokręcony sposób fascynująca, ale ile można czytać o kolejnych pomysłach Boga Kłamstw? Kolejna historia i kolejny genialny plan pokonania Thora? Oczywiście pisząc 'genialny' myślę: głupiutki, prościutki, przewidywalny, nieskuteczny, etc. Nie, nie kupuję tego i wypatruję numerów, w których Thor będzie mierzył się z ciekawszymi przeciwnikami. Ten taniec dwóch braci musi się wreszcie skończyć!


Byłbym zapomniał. Tym razem wspomniany Loki planuje odseparować Thora od Mjolnira. W tym celu ściąga potężny młot do Asgardu a następnie do tego samego Asgardu ściąga Thora. Przypominam, że plan zakładał oddzielenie jednego od drugiego. Przyznam się, że byłem lekko skołowany śledząc wydarzenia opisane w tym zeszycie, ale kim jestem aby kwestionować poczynania bogów? 😉

Z całej historyjki wyłuskałem dwa plusiki. Jednym z nich jest Thor robiący karierę filmową, drugim Thor wyłupujący kamienny młot ze skały gołymi rękami. Miodzio!
_________________________
"The Day Loki Stole Thor's Magic Hammer"
#092 "Journey Into Mystery" vol 1 [05/1963]
Scenarzyści: Stan Lee, Robert Bernstein
Rysownik: Joe Sinnott
Kolor: Stan Goldberg
Tusz: Joe Sinnott
Twórcy okładki:  Jack Kirby, Dick Ayers, Stan Goldberg, Artie Simek
Polskie wydanie: "Thor 2" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]

"Thor" Fresh. Tom 2 || #015-#024 "Thor" (2021-2022)


Kolejna dawka thorowego szaleństwa.
Nie można tego inaczej nazwać.

Czy jestem zawiedziony? Odrobinę. Tak się składa, że przeczytawszy tonę - albo i dwie - takich mainstreamowych bajeczek dobrze wiem, jak bardzo ich scenarzyści i rysownicy lubią puszczać się peronu. Powiem więcej, oni muszą się 'puszczać', jeśli chcemy aby biznes komiksowy nie został zaorany. Of course, mówię tu o biznesie, którego kurami znoszącymi złote jaja są trykociarze, tudzież spandeksiarze. Każdy wie o kogo chodzi.


Żeby jednak nie było tak słodko przyznam, że tym razem lektura "Thora" okazała się dużym wyzwaniem. Zwłaszcza początek - historia "Objawienia", zeszyty #015-#017 - pozostawił niedosyt. Raz, że okazał się być nudną relacją z rodzinnej pogadanki bogów Asgardu. Dwa, rysunki pani Michele Baldini nijak do tej historii nie pasowały.

Zbyt dziecinne, bez ikry, bez wyrazu. I te pucułowate twarze z mocno zaróżowionymi policzkami. Nie! Zakładam, że historia miała być czymś w rodzaju wprowadzenia nakreślającego problemy Thora z Mjolnirem, ale i tutaj wyszło tak sobie. To czego mieliśmy się dowiedzieć pada pod koniec piętnastego zeszytu - '(...) będę jego [Asgardu] królem, ale obawiam się, że już nie mogę być jego młotem' - a cała reszta to fabularne paplanie bez ładu i składu. Szkoda.


Dużo ciekawiej wypada druga część, kiedy to dowiadujemy się, że Mjolnir został 'skradziony'. Dla fabuły oznacza to ni mniej ni wiecej tylko tyle, że Dziesięć Królestw ma przesrane. Nikt nie zna dnia ani godziny, kiedy uderzy młot.

Po kilkunastu zeszytach sugestii, że z młotem dzieje się coś niedobrego pan Donny Cates w końcu odkrywa karty. Jak mogliśmy oczekiwać próbuje być z tej okazji patetyczny, próbuje tworzyć na szybko namiastkę jakiejś prastarej mitologii - mającej nadać rangę wydarzeniu - ale niezbyt mu się to udaje. Jest ciekawie, pojawia się obowiązkowy plot twist, ale osobiście wolałbym, aby problem okazał się jeszcze bardziej złożony.

Chciałbym, aby było mniej widowiskowo, choć przyznaję… pan Nic Klein umie w te spektakularne klocki. Czuć mainstreamową moc i to rzeczywiście może się podobać.

------------------------------
#015-#017 "Thor. Revelations" vol 6 (07-09/2021)
napisał: Donny Cates
narysował: Michele Bandini
pokolorował: Matthew Wilson

#018 "Thor. Master of Whispers" vol 6 (10/2021)
napisał: Donny Cates
narysowali: Pasqual Ferry, Robert Quinn
pokolorował: Matthew Wilson

#019-#023 "Thor. God of Hammers" vol 6 (11/2021-03/2022)
napisał: Donny Cates
narysował: Nic Klein
pokolorował: Matthew Wilson

#024 "Thor. The Second Son of Asgard" vol 6 (04/2022)
napisał: Donny Cates
narysowali: Nic Klein
pokolorował: Matthew Wilson

Polskie wydanie: "Thor. Fresh" tom 2 [Egmont, 08/2024]


Thor vs. chiński Hulk

słówko o historyjce "The Mysterious Radio-Active Man!"


Potężny Thor kontra komunistyczne Chiny? Stan Lee nie widział powodów, dla których syn Odyna nie miałby w końcu stanąć do walki z kolejnym czerwonym zagrożeniem. Zresztą, jak zapewne dobrze pamiętacie w dobie zimnej wojny komiksowe potyczki amerykańskich superbohaterów z wrogami demokracji były czymś zupełnie naturalnym. Działała tutaj podobna zasada jak ta obowiązująca przy starciach dzielnego Kapitana Ameryki z nazistami. W komiksach superhero dobrzy mieli bić złych. I tyle. A że źli byli między innymi przywódcy komunistycznych Chin wiedziano od dawna.


Przechodząc do szczegółów. W historyjce "The Mysterious Radio-Active Man!" mamy kilku antagonistów, choć oczywiście wzajemnie powiązanych. Na dzień dobry widzimy chińskich agresorów atakujących Indie, które zapewne nie poradziliby sobie gdyby nie nagła pomoc Thora. Skąd w Indiach Bóg Piorunów? Doktor Donald Blake cudownym zrządzeniem losu bierze udział w Amerykańskiej Misji Medycznej i… oczywiście zabiera ze sobą swoją magiczną łaskę. Kiedy dla rządu w Pekinie staje się jasne, że Thor jest bohaterem zbyt potężnym dla konwencjonalnej armii - nasz bohater jest nawet tak bezczelny, że kradnie chińskie czołgi i wręcza je w prezencie rządowi Indii - do akcji wkracza doktor Chen Lu.


Genialny naukowiec, który pragnie uczynić z siebie drugiego Hulka. W tym celu poddaje się eksperymentowi polegającemu na doładowaniu się 'odpowiednią dawką radioaktywności'. Nie pytajcie mnie jaka to dawka, bo zaraz po jej przyjęciu nasz Zielony Doktor przezornie niszczy swoje tajne laboratorium a następuje udaje do Ameryki, aby tam, na jankeskiej ziemi, rzucić wyzwanie Thorowi. Naturalnie, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ostatecznie, na nic radioaktywna siła, na nic moc hipnozy - tak, nasz Złol Numeru potrafi także namieszać w głowie - gdyż Thor umie zmajstrować potężne tornado 😜 

Podsumowując. Historyka śmieszna, prosta, absurdalna i uroczo głupiutka. Dobrze jednak, że znalazłem dla niej czas, gdyż to ramotka pierwszej wody z typowymi dla takich komiksów banałami. Polecam!


I na koniec. Nie wiedziałem, że doktor Blake posiada prywatne laboratorium, gdzie może w zaciszu domowego ogniska majstrować różne przydatne ustrojstwa. Ot, chociażby takie sprytne urządzenie rentgenowskie 😀
_________________________
"The Mysterious Radio-Active Man!"
#093 "Journey Into Mystery" vol 1 [06/1963]
Scenarzyści: Stan Lee, Robert Bernstein
Rysownik: Jack Kirby
Tusz: Dick Ayers
Twórcy okładki:  Jack Kirby, Dick Ayers, Stan Goldberg, Artie Simek
Polskie wydanie: "Thor 2" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]

"Journey Into Mystery. The Vengeance of Loki"

 
Jak zwariowanie zakręconym trzeba być, żeby pisać takie historyjki? Bardzo. Gdy człowiek myśli, że widział/czytał dosłownie wszystko - ewentualnie: widział wiele - wyskakuje pomysł, jeszcze dziwaczniejszy od poprzedniego. Oczywiście, pozytywnie dziwaczny. Serio. Jak inaczej nazwać działania Boga Kłamstw w "The Vengeance of Loki"? Wymazywani ludzie - coś à la działania antymaterii w  "Crisis on Infinite Earths" - samochody i budynki zmieniające się w słodycze. Rozumiecie o co mi chodzi? To tak szalone motywy, że nie jestem pewien czy znajdzie się pomysł, który je przebije. Choć kto wie 😋

Słówko o fabule. Nijaka. To najlepsze określenie. Smutne, ale prawdziwe. Jeżeli czytacie serię "Marvel Origins" to zapewne zauważyliście, że raz trafiają się lepsze a raz gorsze historyjki. I właśnie "The Vengeance of Loki" należy do tej drugiej kategorii. Nie pomaga jej spektakularny tytuł, nie pomagają żarciki pod adresem nieporadnych Rosjan ani słodka buśka Jane Foster czy rzut oka na Asgard. Nic. Jest to jednak zeszyt pod pewnym względem wyjątkowy. To właśnie w nim po raz pierwszy dowiadujemy się, że Loki i Thor to bracia. Ba! Loki dowiaduje, że Thor pozbawiony dostępu do młota zamienia się w nieporadnego doktora Donalda Blake. W sumie całkiem sporo nowinek jak na jeden zeszyt. Niemniej, historia na minus.


#088 "Journey Into Mystery. The Vengeance of Loki" vol 1 [01/1963]
Polskie wydanie: "Thor 1" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]


"Trapped by the Carbon-Copy Man"


Festiwal pokręconych pomysłów trwa. Nie wiem czy też tak macie, ale w moim odczuciu seria "Journey into Mystery" prezentująca przygody Boga Piorunów to niewyczerpane źródło fabularnych dziwactw. Idiotyzmów? Aż tak daleko bym nie szedł. W końcu mówimy o początku lat sześćdziesiątych, kiedy artyści Marvela właściwie na nowo zdefiniowali opowieści superhero a czytelnicy ową formą po prostu się zachłysnęli. W wywiadach osób pracujących wówczas pod nadzorem Stana Lee często padają słowa o tytanicznej wręcz harówce. Terminy goniły, poszczególne zeszyty  powstawały szybko a co za tym idzie zdarzały się wątki mniej dopracowane. Dobrze rokujące historyjki wraz z kolejnymi kadrami traciły na atrakcyjności - naturalnie nie w oczach najbardziej oddanych fanów - a finałowe starcia dobra złem nie wychodziły z reguły poza wcześniej sprawdzone rozwiązania.

"Trapped by the Carbon-Copy Man" to dobry przykład takiej właśnie historii. Przeciwko naszemu nordyckiemu bohaterowi zostaje wystawiona rasa kosmicznych najeźdźców, wojowników z planety Xarta. Oczywiście, o podobnych spotkaniach czytaliśmy wielokrotnie, ale tym razem pojawia się pewne novum. Mianowicie obecni antagoniści - metamorfy, istoty mogące zmieniać wygląd - przyjmują tożsamości osób wpływowych i próbują wywołać ogólny chaos kuriozalnymi decyzjami. Można nawet rzec, że prowadzą działania wręcz partyzanckie, będące zapowiedzią ataku właściwego. Wątek wygląda całkiem obiecująco, przynajmniej do momentu, w którym dochodzi do pojedynku Thora z zawodnikiem wyznaczonym przez agresorów. Ewidentnie zadziałało tutaj coś na kształt kodeksu wojownika. Niby ciekawe rozwiązanie, ale de facto sprowadzone do zwykłego okładania się pięściami. Najlepsze jednak scenarzyści zostawili na sam koniec, kiedy to Thor przekonuje obcych aby przyjęli postać drzew. Dlaczego? Drzewa nie myślą, więc nie przyjdzie obcym do głowy zmienić wygląd po raz kolejny i ponownie zagrazić Ziemi. Prawda, że proste? Dość podobne rozwiązanie widzieliśmy w "The Fantastic Four Meet the Skrulls from Outer Space!", w drugim zeszycie "Fantastic Four", kiedy to Reed Richards nakazał Skrullom zamienić się w krowy 😁

"Trapped by the Carbon-Copy Man"? Można przeczytać, ale będzie to jednorazowa przygoda. Szkoda, bo to kolejny zeszyt serii, który właściwie niczego nie wnosi do thorowego mini uniwersum. Donald Blake czuje miętę do Jane Foster a ona dalej wzdycha na herosa z młotem. Nic odkrywczego. Poza tym rysunki Ala Hartley'a zupełnie do mnie nie przemówiły. Twarze bohaterów są jakieś za bardzo wygładzone. Bliżej im do żywych manekinów, niż do prawdziwych ludzi z krwi i kości 😉

#090 "Journey Into Mystery. Trapped by the Carbon-Copy Man" vol 1 [03/1963]
Polskie wydanie: "Thor 1" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]


[07/1963] "The Coming of the Avengers!"

 

Skazany na więzienie Loki – konkretnie na wieczną samotność na Isle of Silence – pragnie zemsty. Naturalnie, obiektem jego nienawiści jest Thor, aktualnie pomieszkujący na Ziemi, gdzie prowadzi praktykę lekarską jako doktor Donald Blake. Jednak dla Pana Kłamstw odległość nie ma znaczenia. Wykorzystując siłę umysłu doprowadza na Ziemi do zamieszania, które szybko przyciąga Thora i jeszcze kilku innych superbohaterów.

Myślę, że wejście na rynek polski platformy Disney Plus to dobry czas, aby na spokojnie zapoznać się z przygodami Avengersów. Zaczynamy od "The Coming of the Avengers!", krótkiej historyjki prezentującej narodziny zespołu. Zespołu, którego skład na przestrzeni kolejnych lat będzie ulegał wielokrotnym – mniej lub bardziej znaczącym – modyfikacjom. Plotka głosi, że Stan Lee doprowadził do powstania wspomnianej drużyny, ponieważ opóźniał się debiut... Daredevila. Trudno powiedzieć, czy faktycznie tak było, ale jestem skłonny uwierzyć, że początek lat sześćdziesiątych to prawdziwy wyścig szczurów, jeżeli chodzi o branżę komiksową. Czytelnicy łaknęli nowych tytułów a wydawcy musieli ich dostarczać. Stojąc przez perspektywą zawalenia terminów wykreowanie Avengersów – zespołu złożonego ze znanych i rozpoznawalnych bohaterów – wydawało się zabiegiem prostym i rozwiązującym – przynajmniej chwilowo – problemy redakcyjne.

W skład pierwszego zespołu Avengers wchodzili Thor, Iron Man, Wasp, Ant-Man oraz Hulk, dla którego był to pierwszy komiksowy występ od czasów "The Incredible Hulk vs. The Metal Master!". Fabuła "The Coming of the Avengers!" nie prezentuje się jakoś specjalnie widowiskowo – ot, cwany Loki próbuje wykorzystać Hulka do wywabienia Thora z jego ziemskiego gniazdka – lecz spełnia swoje główne zadanie. Widzimy jak działający zazwyczaj indywidualnie bohaterowie jednoczą siły, jak zaczynają powoli się rozumieć i dostrzegać korzyści pracy w grupie. Zobaczymy dokąd ich to wszystko zaprowadzi.

Na zakończenie dodam, że dość ważnym elementem w procesie narodzin Avengersów okazała się drużyna Teen Brigade, która rozpuściła wieści o dziwnym zachowaniu Hulka.


#001 "Avengers. The Coming of the Avengers!" vol 1 [07/1963]

Twórcy: Stan Lee, Jack Kirby, Dick Ayers, Stan Goldberg, Sam Rosen

"Hulk" (2021-2023) || Hulk vol 5


Hulk miażdży? Zdecydowanie!
Choć nie w każdej historii z równym zapałem.

W przypadku albumu od Donny’ego Catesa nie wypada jednak narzekać na nudę.
Jest ogień! I to taki najczystszej postaci.

Zarówno bowiem "Hulk", jak i "Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny" - uwaga: oba albumy czytamy jednocześnie - to tytuły tak mocno napakowane akcją, że spokojniejszych ze świecą szukać. Czy to źle? Na pewno znajdą się tacy, którzy będą kręcić nosem. Ja jednak do nich nie należę.


Zacznijmy od tego, że nie musicie znać wcześniejszych przygód Hulka. Co prawda, historia parę razy odwołuje się do tragicznych zdarzeń w El Paso, czyniąc z nich powód opuszczenia przez Hulka Ziemi, ale wyjaśnienia pana Catesa załatwiają sprawę. Nie pogubimy się w narracji.

Musicie natomiast wiedzieć, że dr Banner jak każdy z nas miał marzenia. I to wielkie! Chciał zostać astronautą, odkrywać nowe horyzonty, etc. Tego, że nie zamierzał być ani bohaterem, ani tym bardziej niszczycielem światów dodawać nie muszę. Po masakrze w El Paso sporo się zmienia a nasz marzyciel uznaje, że czara nieszczęść się przelała.

Nie chcąc być przyczyną kolejnych katastrof, buduje statek kosmiczny "Hulk", zamyka swoją świadomość w jego wnętrzu i udaje się hen daleko przed siebie, aby śmiało kroczyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek. Ani żaden Hulk.


Brzmi niedorzecznie? Drodzy, nie takie rzeczy widzieli czytelnicy Marvela. Duet Banner-Hulk w kosmosie to nic nowego. Podobnie jak ich wizyta na alternatywnej Ziemi, tym razem Ziemi opatrzonej numerem 122.

Nie jest to miejsce, gdzie chcielibyście zamieszkać. Tak się składa, że tamtejszy dr Banner pojechał po bandzie i doprowadził do gamma katastrofy na skalę światową. Do tego prezydent USA to nie kto innym tylko sam generał Ross. Gość, który nie tylko bez skrupułów eksperymentuje na ludziach dotkniętych mutacją, ale i atakuje naszego Hulka, który na Ziemię 122 właściwie trafił przez przypadek. Dodam, że atakowanie Hulka to była jedna z ostatnich decyzji Rossa.

Co dalej? Cóż... Hulk trafia na planetę na którą trafiają 'odrzuty' w/w prezydenta Rossa. Koncepcyjnie 'planeta Hulków' jest pomysłem ciekawym, ale jednak słabo wykorzystanym. Z czym dokładnie mam problem?

Ciąg dalszy nastąpi...

------------------------------
#001-#006, #009-#014 "Hulk" vol 5 (11/2021-04/2022, 10/2022-04/2024)
napisał: Donny Cates
narysował: Ryan Ottley 
polskie wydanie: "Hulk" [Egmont, 02/2025]

"Sandu, Master of the Supernatural!"

 
Dzisiaj ponownie sięgamy po ramotkę z serii Marvel Origins. Mamy piątek, zapowiada się ładna pogoda oraz mam kilka spraw do załatwienia, więc będzie krótko i konkretnie 😁 Oraz widowiskowo gdyż przed nami wielki Sandu, którego nadzwyczajne umiejętności zostały kilkakrotnie zwiększone przez Lokiego. Dokładnie! Pan Kłamstw znowu w akcji ale tym razem działa na odległość. Wszak po ostatniej potyczce z Thorem nadal siedzi w celi w Asgardzie. Pamiętacie "The Vengeance of Loki"? Jak nie pamiętajcie to zajrzyjcie przy okazji a teraz posłuchajcie o Lokim i jego nowym sposobie na sianie zamętu. Tym razem nie brudzi sobie rąk osobiście, ale zaczyna manipulować maluczkimi i budzić w nich najgorsze instynkty. Tak właśnie było w przypadku 'czarodzieja' Sandu, któremu woda sodowa uderzyła do głowy i zaczął marzyć o bogactwie, narzucaniu swojej woli innym, etc. Ot, takie zwykłe wygórowane ambicje.

W swoich planach ów przyszły Władca Świata nie uwzględnij jednego, tj. Thora, który - co tu dużo opowiadać - potrafi sobie radzić w trudnych sytuacjach. W końcu ma młot a od ojca otrzymuje jeszcze Megingjord, który zostaje mu dostarczony przez całkiem zgrabne - brawa dla Joe Sinnotta! - Valkirie. Niniejszy tytuł jest pierwszym, w którym pojawia się Pas Siły oraz wysłanniczki Odyna - Valtrauta oraz Hildegarda. Całkość wypada całkiem przyzwoicie, choć ponownie zakończenie mogłoby być mniej infantylne. Tak między nami: potężny Bóg Piorunów tym razem miał naprawdę dużo szczęścia.


#091 "Journey Into Mystery. Sandu, Master of the Supernatural!" vol 1 [04/1963]
Polskie wydanie: "Thor 1" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]


[09.1963] "The Avengers Battle... the Space Phantom"

 

Początek działalności Avengersów nie należy do najlepszych. Najwięksi siłacze – Thor, Iron Man oraz Hulk – prężą muskuły, ględząc o swojej wielkości nad wielkościami. Jedynie Wasp oraz Ant-Man – zwany teraz Giant-Man, gdyż dzięki specjalnej tabletce może zmieniać rozmiar – wydają się trzymać głowę na karku i pamiętać o konieczności bycia zespołem. Cóż, nie świadczy to najlepiej o drużynie i zwiastuje kłopoty w razie niebezpieczeństwa. A ono nadciąga. Space Phantom przybywa na Ziemię, chcąc rzucić wyzwanie Avengersom i tym samym udowodnić swoją wartość.

Stan Lee i Jack Kirby w "The Avengers Battle... the Space Phantom" straszą zagrożeniem z kosmosu i robią to w bardzo dobrym stylu. Złol napędzający fabułę, tj. Space Phantom przybyły z Otchłani – kieszonkowego wszechświata, istniejącego poza strumieniem czasu – to postać ciekawa, obdarzona fajną mocą przybierania postaci innych istot. Mało brakowało, aby jego plan wyeliminowania Avengersów zakończył się sukcesem. Co prawda, jego działania przez dłuższy czas nie były torpedowane – nasi bohaterowie woleli sprzeczać się między sobą niż działać – ale i tak brawa dla niego. Oby więcej takich opowieści!

I drobna uwaga na koniec. Po wydarzeniach opisanych w "The Avengers Battle... the Space Phantom" Hulk opuszcza - ku zadowoleniu niektórych - szeregi drużyny. Zwyciężyła jego dzika natura, silny indywidualizm oraz po prostu pragnienie bycia nieograniczonym w działaniu. 


#002 "Avengers. The Avengers Battle... the Space Phantom" vol 1 [09/1963]

Twórcy: Stan Lee, Jack Kirby, Paul Reinman, Stan Goldberg, Artie Simek.

"The Thunder-God and the Thug"

 
Nie będzie to zbyt długi wpis, bo i nie ma o czym opowiadać. "The Thunder-God and the Thug!" prezentuje zderzenie potężnego Thora z pospolitym kryminalistą, który próbował dorobić się sprzedając trefny towar. Nie, nie z Josephem Joanoviciem. W tym przypadku mamy tak bezbarwnego złoczyńcę, jak to tylko możliwe. Podrzędnego mafioso uważającego się za wielką szychę mogącą prowadzić wielkie interesy i pomiatać maluczkimi. Nic ciekawego.

Historyjka mocno przeciętna i wykorzystująca poprzednie wątki. Panowie Stan Lee i Larry Lieber ponownie przybliżają nam origin tytułowego bohatera, kłopoty sercowe Jane Foster oraz wyjątkowe możliwości Boga Piorunów. Poziom absurdu także ponad przeciętnej. Złoczyńca grożący gapiom rozgrzanymi nitami położył mnie na deski 😅


#089 "Journey Into Mystery. The Thunder-God and the Thug" vol 1 [01/1963]
Polskie wydanie: "Thor 1" [Hachette Polska, seria "Marvel Origins", 2023]


[11/1962] "On The Trail of The Tomorrow Man"


Jestem głęboko przekonany, że wszelkie wątki choć delikatnie zahaczające o tematy zimnowojenne były wątkami jak najbardziej mile widzianymi w komiksowych historyjkach lat sześćdziesiątych. I to nie tylko przez czytelników. Od kiedy Human Torch przeleciał nad nowojorskimi ulicami, od czasów gdy książę Namor zaczął naprzykrzać się mieszkańcom Manhattanu twórcy ze stajni Marvela kochali sięgać w swoich mini opowieściach po motywy ze świata bliskiego amerykańskiemu odbiorcy. Można powiedzieć, że instynktowanie wyczuwali nastroje komiksowych funboyów i wiedzieli jakimi zagadnieniami mogą być oni zainteresowani.

W "On The Trail of The Tomorrow Man" takim motywem jest test bomby atomowej, mający w oczach panów mundurowych wspomóc - wybaczenie to wielkie uproszczenie - Amerykę w jej dążeniach do zaprowadzenia pokoju na świecie. Który to pokój osiąga apogeum w XXIII wieku, kiedy to posiadanie wszelkiej broni przestaje mieć znaczenie a życie toczy się w iście sielankowej bańce. Naturalnie, zawsze znajdzie się ktoś przesiąknięty - cudownie ramotkowate określenie - złem. Tym razem rola antagonisty przypada Arthurowi Zarrko dumnie zwanemu Tomorrow Man. Facet ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Wierzy, że ma odpowiednie predyspozycje do władania maluczkimi i takie tam. Do zrealizowania planów potrzebuje broni, więc majstruje wehikuł czasu i wraca do XX wieku, aby 'pożyczyć' bombę kobaltową. I spotyka Thora; panowie zaczynają się ganiać - Bóg Piorunów po raz pierwszy wykorzystuje Mjolnir do podróży w czasie - aż do mało spektularnego finału. Mocniejszy wietrzyk i po sprawie? Oczekiwałem czegoś więcej, ale cóż summa summarum mówimy o historyjce sprzed ponad sześćdziesięciu lat.


#086 "Journey into Mystery. On The Trail of The Tomorrow Man" vol 1 [11/1962]
Polskie wydanie: "Marvel Origins. Thor 1" [Kolekcja Hachette Polska, tom III, 2023]

>>> Dziękuję wydawnictwu Hachette Polska za udostępnienie egzemplarza do recenzji. <<<

[12/1962] "Prisoner of the Reds"

 
Ostatnio pisałem o wykorzystywaniu przez scenarzystów w przygodach Thora retoryki zimnowojennej, chociażby motywów nawiązujących do prób jądrowych. Dzisiaj dodam, że artyści Marvela od zawsze wysyłali swoich bohaterów przeciwko wrogom hołubiącej ideałom wolności Ameryki, nieważne czy byli to zwyrodnialcy ze swastyką na mundurach czy komuniści szerzący idee płynące z Moskwy. I od zawsze owe czarne charaktery były prezentowane w mocno skarykaturyzowany sposób. Zbyt duże nosy, zapuchnięte - wiadomo od czego - twarze, lekko zdeformowane ciała. Miłośnikom komiksów lat czterdziestych znana była taka prezentacja postaci. W jasny, czytelny sposób miala ona wskazywać - jak również przy okazji ośmieszać - wrogów Stanów Zjednoczonych.

W "Prisoner of the Reds" punktem wyjścia do właściwej historii - do starcia Boga Piorunów z komunistami - są tajemnicze dezercje amerykańskich naukowców. Nieoczekiwanie dla wszystkich sprawa owych zniknięć zainteresowała spokojnego doktora Donalda Blake'a, który godzi się grać rolę przynęty. Twierdzi, że to jego patriotyczny obowiązek oraz okazja, aby w końcu wesprzeć armię. W trakcie wojny koreańskiej zdrowie odmówiło mu posłuszeństwa, więc teraz chce się zrehabilitować. Prawdziwie obywatelska postawa! I prawdziwie bohaterskie zachowanie Thora, który szybko i sprawnie - zgodnie z założeniami komiksu marvelowskiego - rozprawia się z przedstawicielami Związku Radzieckiego.


#087 "Journey into Mystery. Prisoner of the Reds" vol 1 [12/1962]
Polskie wydanie: "Marvel Origins. Thor 1" [Kolekcja Hachette Polska, tom III, 2023]

>>> Dziękuję wydawnictwu Hachette Polska za udostępnienie egzemplarza do recenzji. <<<