"Władca much. Powieść graficzna"


"Co jest lepsze - mieć zasady i żyć w zgodzie czy polować i zabijać? Co jest lepsze - prawo i ocalenie czy polowanie i niszczenie?"
                                                                                                                                                   [Prosiaczek]

Pozwólcie, że nie będę Wam streszczał fabuły "Władcy much". William Golding napisał ją na początku lat pięćdziesiątych, ale jak czytamy w krótkiej notce biograficznej początkowo miał duży kłopot ze znalezieniem zainteresowanego wydawcy. Z jednej strony zarzucano powieści zbytnią abstrakcyjność, z drugiej miano uwagi, co do bezpośredniości jej przesłania. Mówiono także o wyjątkowej nudzie oraz wytykano jej fabularną niedorzeczność. Jaki wątek wydawał się wydawcom mocno nierzeczywisty? Trudno powiedzieć, ale zakładam, że nie wątek wojny atomowej. Koniec końców powieść powstawała w okresie ogólnego strachu przed katastrofą nuklearną.


Widoczny na zdjęciu album jest rzecz jasna komiksową adaptacją powieśc pana Goldinga. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że scenariusz dość wiernie oddaje myśl literackiego oryginału oraz uświadamia nam, jak niewiele trzeba, aby tytułowy władca much zatriumfował. 

W wielkim skrócie i bez wdawania się w szczegóły. Wraz z grupą ocalałych z katastrofy młodych chłopców lądujemy na wyspie. Bohaterowie książki próbują zachowywać tak, jak zachowywałby się dorośli. Starają się podejmować racjonalne decyzje i organizować się na wzór struktur znanych im z dawnego życia. Przynajmniej tak to wygląda na początku. Im jednak dalej tym powyższe pytania Prosiaczka stają się coraz bardziej adekwatne.



Osobą odpowiedzialną za adaptację powieści, jak i ilustracje jest pani Aimée de Jongh, którą możecie kojarzyć z komiksu "Dni piasku", także wydanego przez Non Stop Comics. O tym tytule także muszę Wam kiedyś opowiedzieć, bo to historia ciekawa, prawdziwa i wysyłająca nam pewne sygnały ostrzegawcze.

"Władca much" wizualnie może zachwycić. Jak ktoś lubi żywą paletę barw, grę kolorystycznymi kontrastami odnajdzie się w tym komiksie bez problemu. Wiele zamieszczonych w albumie plansz to takie małe dzieła sztuki, które często mówią więcej, niż słowa pana Goldinga.

------------------------------
"Jours de Sable"
adaptacja i ilustracje: Aimée de Jongh
Polskie wydanie: "Władca much. Powieść graficzna" [Non Stop Comics, 2025]
Za komiks dziękuję wydawcy.


"Doktor Aphra. Szczęście i los" || #001-#005 "Star Wars: Doctor Aphra" (2020)


Rozpoczynam przygodę z Doktor Aphrą.

Od wielu osób słyszałem, że ten tytuł koniecznie trzeba poznać i skończywszy czytać tom pierwszy przyznaję, że rzeczywiście jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Przede wszystkim fabuła ma ręce i nogi. Podczas lektury albumu "Darth Vader. Prosto w ogień" byłem mocno skołowany widząc, jak można przez sześć zeszytów pleść trzy po trzy, zupełnie bez sensu i celu. Pani Alyssa Wong nie powiela błędów swojego kolegi. a historia zaczyna się tak, jak powinna zaczynać się dobra historia z przygodowo-archeologicznym motywem.


Mamy archeolożkę potrafiącą tak radzić sobie w terenie, jak i wykazującą się dużą wiedzą z zakresu artefaktów, od których należałoby trzymać się z daleka. Mamy właśnie jeden z takich artefaktów oraz dostajemy sympatyczną ekipę łowców skarbów. Ta ostatnia nie jest jeszcze ze sobą zbyt zgrana, ale radzi sobie całkiem nieźle. W dodatku pani Wong przedstawia ją jako paczkę indywidualistów, lekko się przemarzających, ale gdy trzeba to i potrafiących nadstawiać za siebie karku. Przynajmniej, niektórzy z nich to potrafią.

Co do wątku archeologicznego to jest on dobry a nawet bardzo dobry. Jeżeli zastanawialiście się czy uniwersum Star Wars może dać nam klimat rodem z filmów z Indianą to ten album udowadnia, że może.

Wszystko kręci się wokół legendarnych pierścieni Vaale. Według podań jeden z nich zapewnia nieśmiertelności, drugi bogactwo. Ile w tym wszystkim jest prawdy? Wystarczająco wiele, aby oba te artefakty zainteresowały kręgi galaktycznych koneserów rzeczy bezcennych.


Oczywiście tak, tam gdzie archeologiczna awantura musi być i podstępna gnida, która aby zdobyć łup nie cofnie się przed niczym. Tym razem jest nią członek obrzydliwe bogatej rodziny Tagge. Ważniak w garniturze pijący fikuśne drinki, który wzdryga się przed samodzielnym działaniem. Znamy takich typów.

Podsumowując. Legendarne cywilizacje, stare budowle, żywe miasto doprowadzające ludzi do obłędu, zmutowani architekci oraz pułapki. Dużo pułapek i dziwny fetysz - bycie ostatnim dotykającym bezcennych artefaktów przed ich zniszczeniem - Ronena Tagge. Gdyby jeszcze pojawiły się węże mielibyśmy komplet 🙂

------------------------------
#001-#005 "Star Wars: Doctor Aphra 2020" [05-10/2020]
napisała: Alyssa Wong
narysowała: Marika Cresta
pokolorowała: Valentina Remenar
Polskie wydanie: "Star Wars Doktor Aphra. Szczęście i los" Tom 1 [Egmont, 2022]


#001 "Shadow of the Golden Crane" (01/2025)


No i mamy kolejną miniserię ze świata Hellboya. Tym razem prezentuje nam ona tajne stowarzyszenie w Chinach, które zajmowało się gromadzeniem i neutralizowaniem groźnych artefaków. Upraszczając: członkowie Golden Crane Society robili dokładnie to samo, co amerykańskie  Bureau of Paranormal Research and Defense [B.P.R.D.] a piszę 'zajmowali', ponieważ władze komunistyczne koniec końców ukruciły działalność stowarzyszenia a zgromadzone przez nie dziwne i nadprzyrodzone przedmioty gdzieś się... zapodziały. Tyle mniej więcej możemy wyczytać między wierszami historii głównej. Prawdopodobnie w kolejnych zeszytach dostaniemy coś jeszcze z historii Golden Crane Society.


Fabularnie dostajemy standard. Zero zaskoczeń i fajerwerków. Główna bohaterka historii Susan Xiang - analityczka Biura - na wieść o pewnych wydarzeniach zawiesza pracę przy biurku i rusza w teren razem z Hellboyem i Victorem Koestlerem. Coś jej mówi, że ta aktualna sprawia wiąże się z jej przeszłością i tak rzeczywiście jest. Na ten moment więcej szczegółów nie zdradzam, bo to historia świeża, więc nie chcę za bardzo spoilerować.

Na pewno sięgnę po kolejne zeszyty, choć tak jak pisałem jest to typowy średniak ze świata Hellboya. Nic specjalnego, wręcz przeciwnie. Kolejne stowarzyszenie, kolejna tajemnica do rozwiązania i kolejne demonty do pokonania. Jako fan tego uniwersum będę czytał dalej, ale nie zdziwiłbym się, gdyby ta seria przeszła bez większego echa. Rysunkowo mocno nijako, choć sam chiński demon wygląda dobrze.

------------------------------
napisał: Chris Roberson
narysował: Michael Avon Oeming
pokolorował: Chris O'Halloran
okładka: Michael Avon Oeming i Dave Stewart


"Murderworld!" || #146 "Uncanny X-Men" vol 1 (1981)


Kolejna bajeczka od Marvela, kolejny zeszyt "Uncanny X-Men" pisany przez pana Chrisa Claremonta i ciąg dalszy spotkania naszych mutantów z Doctorem Doomem. Jakby ktoś kiedyś planował się z nią zapoznać to podpowiadam, że jest to kontynuacja historyjki "Kidnapped!", kiedy to X-Men chcąc uratować niejakiego Arcade'a zostali zchwytani przez pana w zielonym kapturze. Nie, nie był to Green Arrow 😉

Jak wspomniałem, "Murderworld!" to bajeczka. Fabularnie banalnie prosta i w dodatku niepotrzebnie rozdmuchana, aż do rozmiarów jednego zeszytu. Zeszytu, w którym do połowy przyglądamy się po prostu, jak Doctor Doom testuje swoich niezwykłych gości. Z tego co zrozumiałem jest to pierwsze spotkanie tych bohaterów, więc poniekąd rozumiem fascynację Dooma X-Menami. Będąc naukowcem chce zweryfkować informacje na ich temat, poznać ich mocne i słabe strony, etc. Postrzega ich trochę przez pryzmat laboratoryjnych myszy, które próbują uciec z pułapek w jakich się znalazły. Zamysł całkiem spoko, ale wykonanie - mówię tutaj o rysunkach - pozostawia dużo do życzenia. Pan Dave Cockrum narysował to wszystko bez jakiegoś większego polotu. Szkoda.


Druga część historii to wizyta rezerwowych X-Men - w tych rolach: Havok, Polaris, Iceman i aktualnie pozbawiony mocy Sean Cassidy - w Murderworld, czyli zabójczym lunaparku kontrolowanym przez pomagierkę wspomnianego Arcade'a. Jak można się domyślić już po samej nazwie lokacji nie jest to miejsce zbyt miłe dla odwiedzających. Co więcej, każda z atrakcji została przygotowana specjalnie dla jednego z X-Menów, którzy muszą dać z siebie wszystko, jeżeli chcąć wyjść z tych opresji cało. I jeżeli czujecie, że druga część historii powiela pomysły z jej pierwszej części to macie rację. W sumie mamy tutaj do czynienia z tym samym motywem.


Podsumowując. Bajeczka. Prosta i infantylna ze słabymi rysunkami. Ramotka. W mojej ocenie napisana wyłącznie w celu rozdmuchania pierwszego spotkania X-Men z Doctorem Doomem. Na plus motyw z robotami imitującymi ludzi. Nic specjalnego, ale Dave'a Cockrumowi udało się - i to była jedyna rzecz, która mu się udała w tym zeszycie - narysować całkiem creepy postacie.

------------------------------
"Murderworld!"
#146 "Uncanny X-Men" vol 1 [03/1981]
napisał: Chris Claremont
narysował: Dave Cockrum
pokolorowała: Glynis Wein


"Asteriks i Normanowie" || #009 "Asteriks" (1966)


Czytanie nowych wydań przygód Asteriksa to dla mnie wielka przyjemność. Historie właściwe pamiętam - kilka miesięcy temu zafundowałem sobie asteriksowy maraton - więc im przyglądam się trochę mniej a właściwie tylko wówczas, kiedy chcę rzucić okiem na konkretny żart czy mocno kąśliwą uwagę od pana René Goscinny'ego.

Tych ostatnich jest całkiem sporo, gdyż jak już pisałem: pan scenarzysta dumając nad kolejnymi części serii mocno inspirował się społeczeństwem i jego… aktualnymi problemami. Dla przykładu w tomie "Asteriks i Normanowie" bierze pod lupę konflikt między starym i młodym pokoleniem. Normanowie są dodatkiem, choć zabawnym.



Jeżeli są na sali historycy - najlepiej Ci od XX wieku - to pewnie orientują się, jak zmieniał się obraz społeczeństwa w czasach powojennych. Jak bardzo przedstawiciele młodego pokolenia, nie pamiętającego koszmaru wojny, chcieli się wyszumieć. Dać wyraz swojemu indywidualizmowi i optymistycznemu spojrzeniu na świat.

W albumie "Asteriks i Normanowie" reprezentantem ludzi młodych jest Skandaliks. Jasnowłosy Gal z Lutecji jest dokładnie taki jak dwudziestoparoletni Francuzi w latach sześćdziesiątych. Wyszczekany, stojący w opozycji do wszystkiego co stare, lubiący głośną muzykę oraz zachwycający się szybkimi furami. Oprócz tego swoją postawą pokazuje, że nie interesuje go wojenka i bycie kolejnym dzielnym wojownikiem. W jego ocenie są to zabawy dla starych.


Jak się zastanowić to taka postawa jest trochę postawą wkurzającą. Pokolenie Skandaliksa chciało iść z duchem czasu, odciąć się od stałego rozpamiętywania lat wojennych. Rozumiem jednak rozczarowanie konserwatywnych rodziców.

Oczywiście mocno upraszczam ten problem, podobnie jak panowie René Goscinny oraz Alberto Uderzo. Co więcej, ci ostatni uczynili z niego źródło licznych żartów. Czasami mniej lub bardziej ciętych, ale na ogół dobrze - o ile trafnie łączę kroki między historią a materiałem dodatkowym - oddających obraz pokoleniowej rewolty.

I na koniec rzecz najważniejsza. Dodatki to serce tego wydawania. Pełnią one funkcje przypisów do opowieści właściwej. To one dają nam pogląd na to, co siedziało w głowach twórcom komiksu.

------------------------------
"Asteriks i Normanowie" (1966)
napisał: René Goscinny
narysował: Alberto Uderzo
Polskie wydanie: "Asteriks i Normanowie" tom 9 [Egmont, 03/2025]
Za komiks dziękuję wydawcy.


"Darth Vader. Prosto w ogień" || #006-011 "Darth Vader (2020)"


Darth Vader wraca na Mustafar.

Jego ostatnia samowolka - dochodzenie w sprawie śmierci Padmé oraz tolerancja dla Sabé i Amidalian - dały Imperatorowi pretekst do przykręcenia śruby uczniowi oraz przypomnienia mu jego miejsca w szeregu. Jak zabiera się do tego pan i władca wielkiego Imperium? Zsyła Vadera właśnie na Mustafar i to w takim stanie, w jakim go kiedyś znalazł. Do tego nakazuje mu stanąć na nogi, zwycięstwo wyjść z czekających go prób - między innymi wysyła przeciwko niemu zabójcę Ochi of Bestoon - i na nowo obudzić w sobie gniew.


Jak bardzo Vader ma przesrane?
Nie bardzo.

Może początkowo rzeczywiście wygląda to źle - brak rączek i nóżek i niemożność używania mocy może stanowić problem - ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Wkurzony Vader, Vader o jakiego Imperatorowi chodzi, radzi sobie bardzo dobrze. Nie powinno to nikogo dziwić. Vader krok po kroku, wykorzystując części z wielu rozpadających się droidów, odbudowuje zbroję, staje do walki ze wspomnianym zabójcą a następnie leci na Exegol poznać sekrety Mistrza.


"Prosto w ogień" wypada dużo gorzej niż album wcześniejszy. Niestety. Pan Greg Pak totalnie odpływa. Puszcza się peronu i serwuje jedną z najbardziej porąbanych historii w Star Wars.

Jeszcze początek - powrót Vadera na Mustafar był ciekawy - ale im dalej i im więcej dziwnych maszkar na drodze Lorda Sithów tym robiło się głupiej. Nie mówię nawet o pajęczaku z mocno humanoidalną głową czy o bójce Vadera z androidami chcącymi zdobyć części jego zbroi. Prawdziwym hitem okazała się kosmiczna istota rodem z opowieści Howarda Lovecrafta. Potężny Summa-Ver-Minoth przypomina ośmiornicę z wielkim okiem i ostrymi zębami a jego zadanie to strzec sekretów Imperatora na Exegolu.


Totalna jazda bez trzymanki. W dodatku bardzo rozdmuchana. Pan Greg Pak z powodzeniem mógłby upchnąć ten rozdział życia Vadera w trzech zeszytach, ale nie… zamiast tego, co kilka plansz streszcza nam sceny z przeszłości Anakina Skywalkera. Że niby Vader je mocno rozpamiętuje i tego typu brednie. Owszem, Lord Sithów jest wkurzony, ale trudno go nazwać sentymentalnym. Przynajmniej nie na tym etapie jego kariery.

Na plus warstwa wizualna.
Nie są to wyżyny comic artu, ale sporo plansz miłych dla oka.

------------------------------
#006-#011 "Darth Vader 2020" vol 5 [10/2020-04/2021]
napisał: Grek Pak
narysował: Raffaele Ienco 
pokolorował: Neeraj Menon
Polskie wydanie: "Star Wars. Darth Vader. Prosto w ogień" tom 2 [Egmont, 2024]

"Green Arrow: Year One, Part One" || #002 "Green Arrow: Year One" (2007)


Drugi zeszyt mini serii "Green Arrow: Year One" to obraz tego, jak nasz playboy Oliver Queen radzi sobie w warunkach ekstremalnie trudnych. Na moje oko przypomina niejakiego Robinsona Crusoe. Trafia do miejsca obcego, nieprzyjaznego, sprawiającego wrażenie totalnie do dupy. Przynajmniej dla gościa, który przyzwyczajony był do tego, że zawsze ma wsparcie, zawsze ktoś go wyciąga z tarapatów, etc. Pamiętajcie, że pan Queen nawet, jak szukał adrenaliny to szukał jej będąc ubezpieczonym. Na tej Tajemniczej Wyspie takiego ubezpieczenia nie posiada.


Jest sam i musi kombinować. Musi nauczyć się, jak zdobyć coś do jedzenia a przede wszystkim, jak zdobyć wodę. Człowiek bez wody ma przesrane do kwadratu. Naturalnie wyspa dostarcza tego wszystkiego. Wystarczy trochę pogłówkować i właśnie to zaczyna robi nasz bohater. Kombinować i bawić się w skauta.


I nawet okazuje się, że potrafi być Super Skautem. W zeszycie pierwszym Oliver wspominał, że jednym z jego ulubionych bohaterów dzieciństwa był Robin Hood. W zeszycie drugim dowiadujemy się, że pan Queen także wykazuje duży talent w posługiwaniu się łukiem. Co więcej, umie zorganizować sobie wodę zdatną do picia. Radzi sobie. Mijają tygodnie i miesiące a on nadal żyje.  Czy szczęście będzie mu sprzyjało nadal?

CDN.... 😉

------------------------------
#002 "Green Arrow: Year One" vol 1 [09/2007]
napisał: Andy Diggle
narysował: Mark "Jock" Simpson
pokolorował: David Baron
Polskie wydanie: "Green Arrow. Rok pierwszy" [Wielka kolekcja komiksów DC Comics tom 44, Eaglemoss]