"Kraina koszmarów. Szklany dom" || #001-#006 "Nightmare Country - The Glass House" (2023-2024)


Od razu zaznaczę, że "Szklany dom" równie pozytywnie będę wspominał, co album wcześniejszy. To znaczy, nie zawiódł mnie a to już plus, bowiem nie każda nowa odsłona Sandman Uniwersum zasługuje na brawa. Spora część cyklu plasuje się kilka oczek niżej. "Lucyfer" Dana Wattersa stanowi wyjątek.

Jeżeli zaś chodzi o przynależność "Szklanego domu" do sandmanowego świata to z tym bywa różnie. Pan James Tynion IV bawiąc się swoimi koszmarami oczywiście podpiera się elementami wymyślonymi przez Neila Gaimana - w części pierwszej fajnie zagrał chociażby pozycją Pana Snów, jego rangą i znaczeniem poza swoją krainą - ale w mojej ocenie równie dobrze bawilibyśmy się bez świadomości, że zębooki Koryntczyk to koszmar ze Śnienia. Z drugiej strony panna Flynn jako kotka to coś bardzo w klimatach Sandmana. Podobnie, jak i klub, w którym można spełniać wszelkie, chore fantazje.


Ta ostatnia lokacja… Powiedzmy, że jest to miejscówka, gdzie gromadzą się siły ciemności i miejsce, które twórcy komiksu wykorzystują, aby nas troszeczkę przestraszyć. Czy im się to udaje? Jeżeli ktoś spodziewa się krwi i flaków to nic z tego. Nie ten kaliber horroru. Zamiast tego dostajemy obraz młodych karierowiczów, wilczków biznesu nieświadomych tego, że idą na rzeź. Ci wyznawcy agresywnego kapitalizmu przypominają mi Kevina Taylora, bohatera książki "Adwokat diabła" Andrew Neidermana. Jednakże, czy ten wątek kogoś przerazi? Raczej nie - bardziej horrorowy jest tom pierwszy - ale rozumiem, skąd etykietka 'tylko dla dorosłych'.


Poza tym wszystkim, poza lekkim sandmanowym klimatem i ciekawym - odrobinę przerysowanym - obrazem głodnych sukcesu yuppie, "Szklany dom" może zaskoczyć skalą fabularnej intrygi i obecnością w niej istoty, który raczej nikt - a na pewno nie ja - się nie spodziewał. Więcej na ten temat wypowiem się jednak przy finalnej ocenie serii.

Wizualnie mogłoby być lepiej. Mialem problem z 'plamistymi twarzami postaci' 🙂
Na plus Kells i Koryntczyk.

------------------------------
#001-#006 "Nightmare Country - The Glass House" vol 1 [06/2023-02/2024]
napisał: James Tynion IV
narysował: Lisandro Estherren
pokolorował: Patricio Delpeche
polskie wydanie: "Sandman Uniwersum. Kraina koszmarów. Szklany dom" Tom 2 [Egmont, 03/2025]
Komiks otrzymałem od Wydawcy.

"Daredevil. Tom 1" Chipa Zdarsky'ego || #001-#015 (2019)


Pan Chip Zdarsky bierze się za Daredevila. Nazwisko twórcy sugeruje że może być bardzo różnie z tym runem, ale na ten moment jego lektura okazała się zaskakująco przyjemna.

Chronologia.

Wydawcy regularnie zerują dane serie dając czytelnikom nowe otwarcie. Dając możliwość poznania bohatera i motywów nim kierujących, właściwie od zera. Zazwyczaj przeszłość nie zostaje wymazana - chyba, że dochodzi do spektakularnego kryzysu - ale od teraźniejszości oddziela ją gruba kreska. Najczęściej jest to doniosłe wydarzenia w życiu naszego herosa.

W przypadku tego runu ową linią jest wypadek, który na kilka miesięcy wyłączył Matta Murdocka z obiegu a jak już on wrócił do bycia postrachem Hell's Kitchen to wrócił bez formy. I właśnie ten brak formy doprowadza do tragedii.


Ginie człowiek.

A jak ktoś umiera to zaczynają się problemy a na lśniących zbrojach herosów pojawiają się rysy. Pojawiają się pytania typu: czy herosi w kostiumach stoją ponad prawem? czy nie są oni mordercami sprytnie maskującymi rzekomo bohaterskimi działaniami pociąg do przemocy? Takimi zagadnieniami ten album stoi, choć oczywiście są to rozkminy szyte na miarę historii trykociarskich.

W końcu to bajka od Marvela a co za tym idzie historia pisana przez pana Chipa Zdarsky'ego jest dość prosta, więc tam gdzie jest problem pojawia się i rozwiązanie. W tym konkretnym wypadku dostajemy nawet kilka rozwiązań.


Jednym z nich jest Daredevil na emeryturze. Drugie rozwiązanie jest dużo bardziej konkretne i brutalne a przybiera postać Cole Northa, policjanta przeniesionego z Chicago. Policjanta nie potrafiącego pojąć fascynacji nowojorskiej policji wariatami w kostiumach. Czy któreś jest skuteczne? Ocenicie sami czytając komiks.

Wisienką na torcie jest pan Wilson Fisk idący w politykę. Tego wątku jestem ciekaw najbardziej. Może nawet pan Zdarsky zaserwuje nam komiksowe political fiction. Zapewne byłoby ono dużo ciekawsze niż prosty obraz Matta Murdocka dręczonego przez sumienie.

------------------------------
#001-#005 "Daredevil. Know Fear" vol 6 [02-05/2019]
#006-#010 "Daredevil. No Devils, Only God" vol 6 [05-08/2019]
#011-#015 "Daredevil. Through Hell" vol 6 [09-12/2019]
napisał: Chip Zdarsky
narysowali: Marco Checchetto, Lalit Kumar Sharma, Jorge Fornes, Francesco Mobili
polskie wydanie: "Daredevil" Tom 1 [Egmont, 03/2025]
Komiks otrzymałem od Wydawcy.


"Sons of the White Wolf" || #037 "Savage Sword of Conan" vol 1 (12/1978)


W grudniu 1978 roku Roy Thomas, żywa legenda w świecie komiksu, zaprezentował czytelnikom komiksową wersję opowiadania "Son of The White Wolf". Literackiej wersji nie znam. W Polsce o El Boraku, to właśnie on w owym literackim pierwowzorze jest bohaterem, mało kto pamięta i sądzę, że podobną popularnością cieszył się on pod koniec lat siedemdziesiątych.

Wobec powyższego nie dziwi mnie zupełnie, że panowie z Marvela zastąpili El Boraka postacią dobrze wszystkim znaną. Tak, Conan miał już wówczas status gwiazdy.

Co interesujące, oryginalne historie z udziałem teksańskiego rewolwerowca - wspomnianego El Boraka - nie miały wiele wspólnego z grozą czy fantasy. Były to głównie opowieści przygodowe o pulpowej kompozycji awanturniczej. Proste, z bardzo kontrastowymi postaciami i wyrazistym wątkiem głównym.


Tak jak zaznaczyłem, w historii "Son of The White Wolf" w wersji pana Roya Thomasa to Conan gra pierwsze skrzypce, choć daleko mu do typowego siebie. Można powiedzieć, że w tej historii jest ostoją spokoju, człowiekiem działajacym rozsądnie, opanowanym oraz rzadziej sięgajacym po ostrze. Oczywiście, gdy trzeba to i ścina parę głów.

Nie wiem czy taka prezentacja postaci wynika z faktu, że El Borak był spokojniejszym typem bohatera czy po prostu fabuła nie wymagała, aż takiej ilości przelanej krwi. W każdym bądź razie nie wygląda to źle. Dziewczyna zostaje ocalona, zamordowany kompan Conana pomszczony a zapaleńcy próbujacy obudzić kult przeklętego Białego Wilka wyrżnięci.


Co do samej historii, trudno tutaj mówić o jakiejś szczególnej oryginalności. Wędrujacy pustynią Conan przypadkowo - spotykając umierającego przyjaciela - wplątuje się w aferę z tytułowymi Synami Białego Wilka. Chcąc ich pokonać zawiązuje sojusz z dawnymi wrogami, choć zdaje sobie sprawę, że skręcą mu kark, jak tylko bitwa dobiegnie końca. Naturalnie jest i piękna kobieta, którą trzeba ratować. Także przed morskim potworem, jedynym elementem świata fantasy w tej historii.

------------------------------
#037 "Sons of the White Wolf" [12/1978]
"Savage Sword of Conan" 
napisali: Robert E. Howard, Roy Thomas
narysował: Sal Buscema
polskie wydanie: "Conan Barbarzyńca" Tom 12 [Hachette, 2018]


"Ród Harkonnenów" || #009-012 "Dune: House Harkonnen" (2024)


Koniec. Tym albumem - zbierającym ostatnie cztery zeszyty miniserii "Ród Harkonnenów" - panowie Brian Herbert oraz Kevin J. Anderson domykają i podsumowują główne wątki historii.

Historii ciekawej? Intrygującej?

Problem z tą serią jest taki, że dla większości z nas jej zakończenie nie będzie zaskakujące. Nawet, jeżeli ktoś nie zna literackiego oryginału na pewno oglądał "Diunę" w reżyserii Denisa Villeneuve’a, więc orientuje się na tylko dobrze, aby wiedzieć, że książę Leto i jego najbliżsi nie mają prostego życia. Przeciwnie mają ciągle pod górkę a owa górka to właśnie motyw główny tejże miniserii.


Co do fabuły nie będę Wam jej zdradzał licząc, że jednak sięgnięcie po ten komiks. Wiem, że nie każdy przeczyta literacki oryginał - ogólnie mówiąc jest to powieść, co najwyżej średnich lotów - ale w moim przekonaniu zaczynając przygodę z "Diuną" Franka Herberta można po tą miniserię sięgnąć. Dzięki niej poznamy szerszy kontekst opowieści a przede wszystkim dowiemy się, w jaki sposób uformowała się wierna drużyna księcia Leto.

Finalnie jestem zadowolony. Miałem obawy po lekturze pierwszego tomu, ale ostatecznie miło będę wspominał tę miniserię. Głównie dlatego, że właśnie w prosty i znaczny sposób niweluje obszary mojej niewiedzy. Wersja literacka była mocno przegadana, napompowana dygresjami i bardzo polityczna. Tutaj także rywalizacja kilku rodów - nie tylko Harkonnenów i Atrydów - zajmuje sporo miejsca, ale wszystkie wątki są mocno uproszczone. Chwilami czułem się tak, jakbym czytał zwięzłe sprawozdania z różnych odcinków frontu.


Wizualnie nie dostajemy niczego oryginalnego, ale narzekać nie zamierzam. Rysunki poprawne, staranne, idące w mainstream, ale taki nie ograniczający się jedynie do dużych plansz. Pan Michael Shelfer lubi dłubać przy drobiazgach. To widać i to może się podobać. Tym bardziej, że niekiedy kadry mają coś z prac pana Mike'a Mignoli.

------------------------------
#009-#012 "Dune: House Harkonnen Volume 3" [06/2024]
napisali: Brian Herbert i Kevin J. Anderson 
narysował: Michael Shelfer
polskie wydanie: "Diuna: Ród Harkonnenów" tom 3 [Non Stop Comics, 03/2025]
Komiks otrzymałem od Wydawcy.


"...The Mauler!" || #167 "Daredevil" vol 1 (08/1980)


Sierpień 1980 roku to krótka - zaledwie siedemnastostronicowa - historyjka "...The Mauler!", z której płyną dwie istotne prawdy. To znaczy, znaliśmy je już wcześniej a pan Frank Miller tylko o nich nam przypomina.

Po pierwsze, nie każdego można kupić a już z całą pewnością nie Matta Murdocka. Wziętego prawnika czującego wstręt do współpracy z typkami pokroju Edwina Corda. Zwłaszcza, kiedy tego typu rekiny biznesu naginają prawo, np. migając się od podatków. Pamiętajcie: skarbówka w USA to rzecz święta.


Po drugie, Daredevil nie zawsze ma ochotę nieść sztandar sprawiedliwości. Szczególnie mocno mu on ciąży, gdy przepisy prawa w żaden sposób nie stają po stronie tych, którzy zostali skrzywdzeni przez system. Powiedzmy, że wówczas naszego Diabła krew zalewa a osoba będąca początkowo pod jego ochroną dostaje solidnie w nos.

Powyższe oczywiście upraszczam, ale historia "...The Mauler!" to rzeczywiście obraz tego, jak szkodliwy potrafi być system, jak agresywny jest amerykański kapitalizm, etc. Doskonale prezentuje to przypadek Aaron Soames - tytułowego antygonisty - byłego pracownika firmy Corda, czyli jednostki szukającej sprawiedliwości. Okazuje się bowiem, że jedno niewłaściwe kliknięcie, jeden błąd komputera i świadectwa pracy waszego całego życia mogą przestać istnieć. Rozumiecie? Nici z emerytury. Także, zbierajcie zestawienia przesyłane przez ZUS 🙂


Dobra historyjka, choć mogłaby być bardziej rozbudowana. Mniej scen walki Maulera z Daredevilem - z tymi jeszcze pan Miller sobie radzi, gorzej wychodzi mu prezentacja statycznych kadrów - więcej nakreślenia problemu numer jeden, czyli problemu pana Soamesa. W ogóle, nie podoba mi się, że okładka zeszytu sugeruje, że jest on kolejnym, zwykłym kolesiem chcącym ukatrupić Daredevila. Okładka kłamie!

I na koniec ciekawostka. Niniejszy zeszyt zawiera dodatek - "Dark Secrets" - w którym autorzy zdradzają sekrety Matta Murdocka 😉

------------------------------
#167 "...The Mauler!" [08/1980]
napisał: David Michelinie
narysował: Frank Miller
pokolorowała: Glynis Wein
okładka: Frank Miller, Bob McLeod
polskie wydanie: "Daredevil. Frank Miller" tom 1 [Egmont, 01/2019]


"Władca much. Powieść graficzna"


"Co jest lepsze - mieć zasady i żyć w zgodzie czy polować i zabijać? Co jest lepsze - prawo i ocalenie czy polowanie i niszczenie?"
                                                                                                                                                   [Prosiaczek]

Pozwólcie, że nie będę Wam streszczał fabuły "Władcy much". William Golding napisał ją na początku lat pięćdziesiątych, ale jak czytamy w krótkiej notce biograficznej początkowo miał duży kłopot ze znalezieniem zainteresowanego wydawcy. Z jednej strony zarzucano powieści zbytnią abstrakcyjność, z drugiej miano uwagi, co do bezpośredniości jej przesłania. Mówiono także o wyjątkowej nudzie oraz wytykano jej fabularną niedorzeczność. Jaki wątek wydawał się wydawcom mocno nierzeczywisty? Trudno powiedzieć, ale zakładam, że nie wątek wojny atomowej. Koniec końców powieść powstawała w okresie ogólnego strachu przed katastrofą nuklearną.


Widoczny na zdjęciu album jest rzecz jasna komiksową adaptacją powieśc pana Goldinga. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że scenariusz dość wiernie oddaje myśl literackiego oryginału oraz uświadamia nam, jak niewiele trzeba, aby tytułowy władca much zatriumfował. 

W wielkim skrócie i bez wdawania się w szczegóły. Wraz z grupą ocalałych z katastrofy młodych chłopców lądujemy na wyspie. Bohaterowie książki próbują zachowywać tak, jak zachowywałby się dorośli. Starają się podejmować racjonalne decyzje i organizować się na wzór struktur znanych im z dawnego życia. Przynajmniej tak to wygląda na początku. Im jednak dalej tym powyższe pytania Prosiaczka stają się coraz bardziej adekwatne.



Osobą odpowiedzialną za adaptację powieści, jak i ilustracje jest pani Aimée de Jongh, którą możecie kojarzyć z komiksu "Dni piasku", także wydanego przez Non Stop Comics. O tym tytule także muszę Wam kiedyś opowiedzieć, bo to historia ciekawa, prawdziwa i wysyłająca nam pewne sygnały ostrzegawcze.

"Władca much" wizualnie może zachwycić. Jak ktoś lubi żywą paletę barw, grę kolorystycznymi kontrastami odnajdzie się w tym komiksie bez problemu. Wiele zamieszczonych w albumie plansz to takie małe dzieła sztuki, które często mówią więcej, niż słowa pana Goldinga.

------------------------------
"Jours de Sable"
adaptacja i ilustracje: Aimée de Jongh
Polskie wydanie: "Władca much. Powieść graficzna" [Non Stop Comics, 2025]
Za komiks dziękuję wydawcy.


"Doktor Aphra. Szczęście i los" || #001-#005 "Star Wars: Doctor Aphra" (2020)


Rozpoczynam przygodę z Doktor Aphrą.

Od wielu osób słyszałem, że ten tytuł koniecznie trzeba poznać i skończywszy czytać tom pierwszy przyznaję, że rzeczywiście jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Przede wszystkim fabuła ma ręce i nogi. Podczas lektury albumu "Darth Vader. Prosto w ogień" byłem mocno skołowany widząc, jak można przez sześć zeszytów pleść trzy po trzy, zupełnie bez sensu i celu. Pani Alyssa Wong nie powiela błędów swojego kolegi. a historia zaczyna się tak, jak powinna zaczynać się dobra historia z przygodowo-archeologicznym motywem.


Mamy archeolożkę potrafiącą tak radzić sobie w terenie, jak i wykazującą się dużą wiedzą z zakresu artefaktów, od których należałoby trzymać się z daleka. Mamy właśnie jeden z takich artefaktów oraz dostajemy sympatyczną ekipę łowców skarbów. Ta ostatnia nie jest jeszcze ze sobą zbyt zgrana, ale radzi sobie całkiem nieźle. W dodatku pani Wong przedstawia ją jako paczkę indywidualistów, lekko się przemarzających, ale gdy trzeba to i potrafiących nadstawiać za siebie karku. Przynajmniej, niektórzy z nich to potrafią.

Co do wątku archeologicznego to jest on dobry a nawet bardzo dobry. Jeżeli zastanawialiście się czy uniwersum Star Wars może dać nam klimat rodem z filmów z Indianą to ten album udowadnia, że może.

Wszystko kręci się wokół legendarnych pierścieni Vaale. Według podań jeden z nich zapewnia nieśmiertelności, drugi bogactwo. Ile w tym wszystkim jest prawdy? Wystarczająco wiele, aby oba te artefakty zainteresowały kręgi galaktycznych koneserów rzeczy bezcennych.


Oczywiście tak, tam gdzie archeologiczna awantura musi być i podstępna gnida, która aby zdobyć łup nie cofnie się przed niczym. Tym razem jest nią członek obrzydliwe bogatej rodziny Tagge. Ważniak w garniturze pijący fikuśne drinki, który wzdryga się przed samodzielnym działaniem. Znamy takich typów.

Podsumowując. Legendarne cywilizacje, stare budowle, żywe miasto doprowadzające ludzi do obłędu, zmutowani architekci oraz pułapki. Dużo pułapek i dziwny fetysz - bycie ostatnim dotykającym bezcennych artefaktów przed ich zniszczeniem - Ronena Tagge. Gdyby jeszcze pojawiły się węże mielibyśmy komplet 🙂

------------------------------
#001-#005 "Star Wars: Doctor Aphra 2020" [05-10/2020]
napisała: Alyssa Wong
narysowała: Marika Cresta
pokolorowała: Valentina Remenar
Polskie wydanie: "Star Wars Doktor Aphra. Szczęście i los" Tom 1 [Egmont, 2022]